• Czy w internecie każdy jest trochę gwiazdą porno? Wywiad z Kitty Tease – polską cam girl

    Czy cam girl – dziewczyna, która występuje przed kamerką internetową na pełny etat, może zostać rekinią biznesu? Kitty Tease ujawnia kulisy internetowego sex workingu. 

    Świat kamerek internetowych jest tą odmianą pracy seksualnej, o której nie mówi się często – a o jej pozytywnych stronach praktycznie w ogóle. Jednak nie sposób zaprzeczyć, że dzięki postępowi technologicznemu narodziła się nowa „nisza” sex workingu, pozwalająca na doświadczanie intymnej relacji tu i teraz, na żywo, w sposób interaktywny – bez wychodzenia z domu. I chociaż cam girls jest naprawdę wiele, tylko nieliczne odnoszą sukces i zamieniają to zajęcie w swoje główne źródło dochodu. Co warunkuje sukces w tej branży? Zdradza moja dzisiejsza rozmówczyni, Kitty Tease.

    ***

    Proseksualna: Śliczna jesteś, wiesz? 

    Kitty Tease: Dziękuję!

    P: Zacznijmy prowokacyjnie: czy w dzisiejszych czasach każdy jest trochę gwiazdą porno?

    KT: To zależy. Uważam, że jeśli ktoś występuje w filmach dla dorosłych, nawet amatorskich, śmiało może siebie nazywać gwiazdą porno. W Polsce jest to wciąż „gwiazdka porno”, ale nazwę „porn star” można interpretować na wiele sposobów. Ja rozumiem to w ten sposób: if you star in a porn, you are a porn star.

    P: Pracujesz jako cam girl. Ciekawi mnie, jak zaczęła się Twoja przygoda z cammingiem?

    KT: Jestem cam girl, ale camming to nie jedyna rzecz, którą się zajmuję. Sprzedaję również swoje filmy na jednej z zagranicznych stron do tego przeznaczonych, dlatego wolę określenie „adult performer”. Moja przygoda z cammingiem zaczęła się około 2,5 roku temu. Najpierw pracowałam przez niecały rok w tzw. studiu kamerkowym (nikomu nie polecam). Po kilku miesiącach poczułam, że dałabym radę to wszystko robić na własną rękę i bardziej profesjonalnie, więc odeszłam. Dopiero podczas pracy w domu zdecydowanie lepiej poznałam całą branżę dla dorosłych i to, jak ona funkcjonuje. Na własną rękę robię to już ponad 1,5 roku.

    P: Co jest nie tak w studiach kamerkowych? 

    KT: Nie polecam pracy w studiu kamerkowym z tego względu, że jedyne na czym zależy szefostwu, to jak najwięcej zarobić na dziewczynie. Gdy chce się stamtąd odejść i zacząć pracę w domu, nie jest tak łatwo. Ja miałam to szczęście, że niczego ze studiem nie podpisywałam i odeszłam z dnia na dzień. Gdybym zrobiła inaczej, kazaliby mi podpisać weksel oraz lojalkę, a gdybym odmówiła, zagroziliby tym, że jeśli tego nie zrobię, nie dostanę ostatniej wypłaty. Dlatego, nikomu nic nie mówiąc, odeszłam zaraz po wypłacie. Z tego, co mi wiadomo, w ten sposób działa większość takich miejsc w Polsce. Absolutnie każdemu odradzam pracę w takim miejscu. Lepiej pracować na własną rękę, ponieważ jest się swoim własnym szefem i można więcej zarobić niż w studiu, ale pracy jest zdecydowanie więcej.

    kittytease

    P: Wprowadź mnie trochę w kamerkowy żargon: kto tu jest kim, jak nazywasz patronów, czy panuje wśród nich jakaś hierarchia? Czy istnieje jakaś hierarchia wśród samych cam girls? 

    KT: Są cam girls (choć wiele dziewczyn woli takie nazwy jak cam model, muse itp.) i klienci – to cała hierarchia! Wśród samych cam girls nie ma hierarchii jako takiej, ale wiadomo, że są mniej i bardziej popularne dziewczyny.

    P: Wielu osobom świat kamerek internetowych kojarzy się z bardzo prostym schematem – mam kamerę, będę pracować z domu i zarabiać mnóstwo pieniędzy. Jak jest naprawdę? Jak wygląda ten świat od kulis?

    KT: To wszystko wcale nie jest takie proste. Żeby się z tego utrzymywać, nie wystarczy mieć pierwszej lepszej kamerki internetowej i laptopa. Przede wszystkim trzeba mieć bardzo dobry sprzęt do pracy, oświetlenie, dobrą kamerę, dobry komputer i bardzo dobre łącze internetowe. No i przede wszystkim miejsce do pracy. Ja w to wszystko sporo zainwestowałam, ale wiedziałam, że mi się to zwróci. To naprawdę nie są łatwe pieniądze. Ja mogę powiedzieć, że jestem w pracy 24/7. Co do samej pracy przed kamerką, pewnie wielu osobom się wydaje, że wystarczy się uśmiechać, ściągać ubranie i miliony lecą na konto. Tymczasem, żeby zarobić musisz spędzać minimum 5 godzin dziennie przed samą kamerką (5 godzin to naprawdę minimum, przynajmniej dla mnie, wszystko zależy od tego jakie zarobki nas zadowalają). Przez ten czas kamera jest cały czas włączona, musisz wyglądać dobrze, cały czas się uśmiechać, siedzieć w perfekcyjnej pozie, odpowiadać na mnóstwo wiadomości, rozmawiać z klientami, starać się ich sobą zainteresować, negocjować ceny itp. Jeszcze przypomnę, że konkurencja jest ogromna, więc niełatwo się przebić. Sam czat dzieli się na free, czyli dla wszystkich użytkowników, oraz na prywatny, czyli ja i jeden klient, który podczas prywatnej sesji płaci za minutę. Do pracy przygotowuję się średnio 2 godziny (makijaż, włosy, przygotowywanie miejsca pracy itd.).

    P: Czyli camming to po prostu praca na pełny etat! Skoro czat dzieli się na darmowy i płatny (priv), powiedz mi, jak rozpoznajesz płacących klientów? 

    KT: Myślę, że po jakimś czasie od razu zauważasz, który użytkownik płaci, a który nie. Jeżeli klient zbyt długo stara się z tobą rozmawiać na darmowym czacie, bez tipowania, to najprawdopodobniej nie przejdzie na priv. Radzę więc wymienić kilka zdań z użytkownikiem na free czacie i jeśli po tym nie da napiwku lub nie przejdzie na prywatny czat, nie ma co tracić na niego czasu. Proste.

    P: Odnoszę wrażenie, że osoby z kamerek to trochę terapeutki, trochę seksualne obiekty. Jak Ci się wydaje? Czy klienci, z którymi rozmawiasz przychodzą do Ciebie tylko popatrzeć, a może też pogadać?

    KT: To prawda, coś w tym jest, że po części jesteśmy „terapeutkami”, ale to wszystko zależy od tego, na jakiego klienta się trafi. Większość moich klientów przychodzi popatrzeć, ale są i tacy, którzy chcą ze mną rozmawiać dosłownie o wszystkim.

    P: Co zatem kręci Twoich patronów? Czy masz stałych odwiedzających?

    KT: Co ich kręci? Myślę, że przede wszystkim to, że są tu i teraz, z „realną” dziewczyną, która pokazuje swoje ciało lub z nimi rozmawia na żywo. Co do reszty, to już indywidualne upodobania klientów. Mam stałych klientów i przyznaję, że tacy są najlepsi.

    P: Współcześni edukatorzy seksualni coraz częściej polecają camming, definiując go jako formę bezpiecznego seksu, ba, chyba najbezpieczniejszego! Co o tym myślisz?

    KT: Jeśli jest to camming między partnerami na Skype, to jak najbardziej polecam! Jeśli mowa o cammingu jako formie zarobku, to niekoniecznie jest to bezpieczne. Jeżeli chcesz zachować anonimowość, to tego nie rób. Coś, co raz zostało wrzucone do internetu, zostanie tam na zawsze. Trzeba się liczyć z konsekwencjami i z tym, że KAŻDY może cię zobaczyć.

    P: Czy absolutnie każdy może zostać cam girl/cam boyem? Zastanawia mnie, jak tego typu praca może wpływać na życie osobiste? W szczególności, gdy otacza nas rzeczywistość, w której seks jest tematem tabu.

    KT: Oczywiście, że nie każdy może zostać cam girl/cam boyem. To nie jest praca dla każdego, żadna praca nie jest dla każdego. Tak jak wcześniej wspomniałam, nie są to łatwe pieniądze. Do wszystkiego trzeba posiadać umiejętności. Ten kto twierdzi, że to proste, niech spróbuje! Założę się, że po pierwszym tygodniu polegnie lub wypali się po miesiącu. Poza tym jest to bardzo stresująca praca. Co do życia osobistego, to trzeba być silną osobą, po prostu być typem człowieka, który żyje tak, jak chce, a nie pod czyjeś dyktando. Ja mam to szczęście, że bliskie mi osoby akceptują to, czym się zajmuję, ale przyznam, że moja praca zrobiła cudowny przesiew wśród dalszych znajomych i jestem jej za to wdzięczna. Teraz przynajmniej wiem, kto tak naprawdę zasługuje na mój czas i uwagę. Dzięki tej pracy otaczają mnie bardziej wartościowi ludzie i prawdziwi znajomi. Od początku tego nie ukrywałam, wszyscy wiedzieli, co robię. Jeśli chodzi o relacje damsko–męskie to stereotypem jest, że osoby pracujące w branży dla dorosłych, nie będą mogły stworzyć normalnego związku. Jeśli ktoś szanuje ciebie i twoje decyzje, będzie z tobą mimo wszystko.

    Kitty Tease

    P: Co, oprócz sesji na żywo, może robić cam girl, aby budować swój wizerunek, zdobywać popularność?

    KT: Marketing! Promować się na tumblrze, twitterze i w innych mediach społecznościowych. To naprawdę dużo daje. No i networking, nawiązywanie znajomości z innymi ludźmi z branży, którzy są bardzo otwarci.

    P: Czy uważasz, że camming to sex working? Jak sama zdefiniowałabyś tę branżę?

    KT: Camming to jak najbardziej sex work. Camming, porno, striptiz, sponsoring, prostytucja, masaże erotyczne – to wszystko sex work. Sama wolę być nazywana „sex worker” niż „porn star”!

    P: Podkreślasz, że jesteś feministką. Wielu osobom wydaje się, że camming (oraz inne ofrmy pracy seksualnej) i feminizm nie idą w parze. Utrzyjmy im nosa!

    KT: Feminizm to dla mnie przede wszystkim kobiece prawo wyboru. Na wszystko, co robię, wyraziłam zgodę i lubię swoją pracę oraz moich klientów. Feminizm nie mówi kobietom, jak mają żyć, tylko daje im wybór. Możesz być kurą domową, pracować w branży porno, być businesswoman, nosić hijab i nadal być feministką.

    P: Kto jest dla Ciebie inspiracją? Zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym?

    KT: Ogromną inspiracją jest dla mnie Sasha Grey. Weszła do branży, dostała co chciała i odeszła. Skończyła z porno ładnych kilka lat temu, a nadal jest o niej głośno. Jest przeinteligentną i silną kobietą. Kolejną osobą z branży jest Jenna Jameson. W jej przypadku podziwiam ogromną smykałkę do interesów i to, jak szybko dorobiła się w tej branży góry pieniędzy, co nie jest łatwe i nie zdarza się każdemu. Bardzo ważna jest też dla mnie Amber Rose, była striptizerka [i organizatorka Slut Walku – Nat]. Uwielbiam to, co mówi o kobiecej seksualności i feminizmie. Mam bardzo długą listę osób, które mnie inspirują. Czerpię inspiracje dosłownie od każdego i ze wszystkiego. Jest mnóstwo ludzi w branży, których podziwiam.

    P: Prowadzisz tumblra – „My Pussy, My Choice”. Co na nim znajdziemy?

    KT: Tumblr założyłam kilka lat temu, długo zanim zostałam adult performer, ale z nazwą trafiłam idealnie! Aktualnie można na nim znaleźć przede wszystkim inspiracje, teksty/zdjęcia/gify związane z sex work, feminizmem, erotyką oraz moje gify i zdjęcia.

    P: Podczas swoich sesji kamerkowych używasz różnych gadżetów erotycznych. Czy masz jakieś ulubione?

    KT: Moim ulubionym gadżetem jest szklane dildo w kształcie papryczki chili. Właśnie tej zabawki najczęściej używam na cam. Najłatwiej i najszybciej jest ją umyć po każdej prywatnej sesji! Kiedyś używałam też gadżetów analnych, ale aktualnie zrobiłam sobie przerwę od takich zabaw.

    P: Na swojej liście życzeń masz między innymi erotyczne kosmetyki i biżuterię. Na ile sposobów można Cię porozpieszczać?

    KT: Listę życzeń mam od niedawna, to taki dodatek. Najbardziej jednak lubię tokeny z czatu. Jak widać, niewiele mi potrzeba do szczęścia…

    Kitty Tease polska cam girl

    P: A na zakończenie pytanie, którego może oczekiwać ode mnie absolutnie każda #girlboss/#szefowa: czy masz jakieś rady dla dziewczyn, które chciałyby robić to, co Ty i odnieść sukces?

    KT: Przede wszystkim samodyscyplina. Dyscyplina pracy jest najważniejsza. Jeśli chce się odnieść sukces i dużo zarabiać, to trzeba wkładać w to mnóstwo czasu, pracy i energii. Już wcześniej pisałam, że praca na własną rękę to praca 24/7. Trzeba mieć silny charakter i osobowość, nie patrzeć na to, co mówią inni, bo cokolwiek by się nie robiło, wszystkim się nie dogodzi, więc najpierw trzeba dogadzać sobie. Nie bać się, że ktoś odejdzie z tego powodu. Musisz mieć pomysł na siebie, plany i wiedzieć czego chcez.

    Jeśli chce się pracować jako sex worker, to dobrze byłoby się też angażować w walkę o prawa pracowników seksualnych i wspieranie dekryminalizacji pracy seksualnej. to jest bardzo ważne. Można to rozbić na kilka sposobów. Między innymi są fundacje, które pomagają pracownicom i pracownikom seksualnym, które można wspierać finansowo; można być sex workowym aktywistą (w Polsce polecam inicjatywę Sex Work Polska); lub po prostu uświadamiać ludzi ze swojego otoczenia, że sex work to praca, a ludzie pracujący w tej branży zasługują na szacunek.

    Ach, i jeszcze jedno! Znaj swoje granice i nie rób dla klienta rzeczy, na które nie masz ochoty. Naprawdę nie musz robić wszystkiego, czego klient sobie zażyczy.

    Kitty Tease na Twitterze; Tumblrze, ManyVids, WebCam Models.

    [zdjęcia: archiwum prywatne Kitty Tease]

    ***

    Uwaga, w dniach 11-14.11.2016 z okazji Dnia Singli rusza świetna promocja Lelo – 25% zniżki na zakupy oraz zmysłowy prezent dla wszystkich kupujących. Wystarczy użyć kodu promocyjnego LELOSD16! Jeżeli już planujesz świąteczne zakupy, warto zajrzeć na stronę!

    lelo_sd16_970x250

    This article has 4 comments

    1. Jędrzej wrote:

      A co z wartościami życia seksualnego? W żadnym wypadku nie chodzi mi tu o miłość czy religię, ale np. o przywiązanie, empatię, szacunek. W relacji klienta z „dziewczyną z kamerki” nie ma chyba miejsca na wartości… Nie bardzo rozumiem dlaczego sex kamerki miałyby być dobre dla klientów. Natomiast nastawienie Pani Kitty Tease jest raczej wyjątkiem, dla większości dziewczyn i chłopaków ta praktyka też nie jest pozytywna… Zachowanie użytkowników w tych serwisach jest tam delikatnie mówiąc mało „proseksualne”… Wiele z osób tam pracujących decyduje się później na spotkania, ryzykują bezpieczeństwo(szantaże, hackerzy itd.) i zdrowie(zwykle ekstremalne praktyki seksualne są lepiej płatne). Obawiam się, że ludzie pracujący „na kamerkach” pokazują tylko swoim klientom, że seks to produkt jak każdy inny, a każdą zachciankę można spełnić za odpowiednią opłatą… To kolejny tekst Pani autorstwa, po „wierzę w szczęśliwe dziwki”, który promuje „sex working” jako „coś fajnego”, „lifestylowego”. Przecież, co jest chyba dla wszystkich oczywiste „sex working” komercjalizuje seks. W relacji klienta z sex workerem/sex workerką nie ma miejsca choćby na… większość porad umieszczonych na tej stronie… Może czegoś nie zrozumiałem, ale naprawdę „sex working” czy to on-line czy w realu jako „fajny i nowoczesny sposób na życie” to zła oprawa medialna zjawiska, bo normalizuje komercjalizację seksu, która doprowadza do braku szacunku dla ciała drugiego człowieka… Przynajmniej w naszej kulturze…

      1. Znam sporo „szczęśliwych dziwek”, także tych z kamerek. Mają podejście mniej więcej jak Kitty Tease, szanują siebie, własne ciała i ciała swoich klientów oraz nie godzą się na ryzykowne praktyki seksualne. Również osobiste spotkania nie są tak ryzykowne jak się je maluje, bo większość klientów to zupełnie zwyczajni mężczyźni – także w łóżku – i wcale nie mają ochoty na jakieś niebezpieczne ekstrema, a jeśli nawet je lubią, to praktykują je najczęściej (bo wiadomo, wszędzie trafi się tłumok czy psychol) z osobami świadomymi ryzyka i preferującymi doświadczanie takich wrażeń. Czyli, po ludzku, sadyści wynajmują masochistów, praktykując z nimi tzw. Risk Aware Consensual Kink.

        Polecam zapoznać się na przykład z działalnością Seaniego Love i Rosie Heart. Obydwoje gościli kilka miesięcy temu w Warszawie, gdzie poprowadzili warsztat w Instytucie Pozytywnej Seksualności. Seani zdobył tytuł Sex Workera Roku 2015, Rosie IMO też na niego zasługuje. To ludzie, którzy z sex workingu uczynili nie tylko swój zawód oraz styl życia, ale i sposób misji, bowiem zajmują się między innymi uzdrowicielską mocą seksu. Osobiście skorzystałam na prowadzonym przez nich warsztacie: przepracowałam traumę związaną z doznaną przemocą seksualną na poziomie, do którego nie sięgnęła „gadana” terapia. Dzięki nim ponownie cieszę się takimi perwersjami, jakie kiedyś lubiłam :)

        To, że usługi seksualne wiążą się z brakiem szacunku do ciała, rzeczywiście wiąże się z naszą kulturą – tą seks-negatywną, piętnującą różnorodność i wolność. W kulturach, gdzie seks jest/był utożsamiany ze świętością, usługi seksualne postrzegane są zgoła inaczej. Kiedyś nie było rozróżnienia pomiędzy kapłanką Bogini a prostytutką, bo seks był formą kontaktu z boskością, a kapłanka w akcie seksu pełniła rolę pośrednika pomiędzy mężczyzną a Boginią. Sam termin „prostytucji świątynnej” wprowadzono dopiero później.

        Polecam wyjść poza stereotypy i posłuchać realnych ludzi :) Szczególnie tych otwartych i inteligentnych. Wiadomo, że dla osób mających w głowie seks-negatywne przekonania i schematy, pozbawionych edukacji seksualnej oraz dobrych praktyk, usługi seksualne będą wiązały się z ryzykiem. Ale właśnie dlatego potrzebujemy zmienić podejście. Żeby pokazać ludziom, że mogą żyć inaczej – także kiedy świadczą usługi seksualne. To ważny temat i cieszę się, że Nat go porusza na łamach swojego bloga.

        Pozdrawiam serdecznie :)

    2. Lady_Pasztet wrote:

      Oooo, nie znałam ani zjawiska ani dziewczyny, ale mądrze gada. Dobry wywiad Nat! :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr