• Dla kogo są „Hotele Miłości”?

    Terapeuci par bardzo często zalecają spędzenie nocy w hotelu kochankom odczuwającym spadek namiętności. Tak, by znaleźli się z dala od domu i w wiadomy sposób spędzili czas, na nowo rozżarzając ten ledwo tlący się ogień. 

    Nic dziwnego. W mojej wyobraźni hotele zawsze miały w sobie coś erotycznego, zahaczającego przy tym o perwersyjną stronę erotyki; że oto mam zamiar uprawiać seks w łóżku, w pokoju, w którym setki par czyniły to przede mną. Że oto zaraz, przez cienką jak dykta ścianę, usłyszę inną parę w spazmach rozkoszy. Że oto ktoś może w tym momencie – zamierzenie lub nie – podsłuchiwać mnie.

    Jestem więc w Paryżu, przereklamowanej stolicy wszystkiego, gdzie w drodze d0 Notre Dame mijam lokalny Love Hotel. W lobby mojego hotelu też ogłasza się Love Hotel. W knajpie, w której jem obiad też są ulotki Love Hotelu. I myślę sobie, że choć uprawiałam już seks w internacie, w akademiku i innych osobliwych miejscach, to Love Hotel jest jednym z tych, w których majtek bym ściągnąć nie chciała.

    Hotel Miłości to nic innego, jak pokoje na godziny, a te w przestrzeni miast istnieją od dawna. Love Hotels wyróżnia jednak to, że nie udają tego, czym nie są: motelami, butikowymi hostelami czy domami turysty – one po prostu służą uprawianiu seksu w odpowiednio zaprojektowanych pokojach. Ile kosztuje godzina uciech w Paryżu? Od 25 euro za godzinę. Mniej niż obiad dla dwojga w paryskiej restauracji.

    Idea tego typu hoteli zrodziła się w Japonii, ale tam ma swoje całkiem praktyczne uzasadnienie: warunki mieszkaniowe są jakie są, rodziny gnieżdżą się w wielopokoleniowych domach i z Europą łączy je to, że współmieszkańcy jakoś nie lubią sobie wyobrażać, że ktoś za ścianą właśnie uprawia seks. Ich prywatność jest po prostu bardzo mocno ograniczona. Love Hotels stanowią dla Japończyków miłą odskocznię od rzeczywistości, miejsce do pofolgowania uciechom i pragnieniom oraz… umożliwiają skorzystania z usług seks-workerów.

    Jak zatem ma się Paryż do Japonii? Trochę nijak. Mieszkania są raczej duże, ludzie raczej się na ulicach całują, gest gościnności wobec turystów z Azji też to raczej nie jest, bo strona Love Hotelu ma wyłącznie wersję francuską. Czy więc stolica Francji potrzebuje takiej atrakcji i czy zapoczątkuje budowanie coraz to nowych hoteli miłości? Szczerze wątpię.

    Pierwszy francuski Love Hotel, jak ogłasza się ów przybytek, ma jasno określone zasady: nie wpuszcza się osób niepełnoletnich, nie wpuszcza się prostytutek, nakazuje się rezerwować z wyprzedzeniem. Jakoś nie wydaje mi się, żeby fragment dotyczący prostytucji miał realne zastosowanie, ale niech im będzie. Może ten zapis chroni właściciel przed odpowiedzialnością za ewentualne nielegalne praktyki. W to nie wnikam. Ale nie wiem, jak zareagowałabym, gdyby mój partner wpadł na pomysł spędzenia kilku godzin przy Rue Saint Denis. Chyba sarknęłabym: „aż tak mi się jeszcze nie znudziłeś”.

    Hotel zapewnia gościom dostęp do prezerwatyw, lubrykantów, zabawek erotycznych, kanału z pornolami oraz bezprzewodowego internetu, zaś w ofercie są następujące pokoje tematyczne:

    Statek miłości. Pacific Princess wraz z kapitanem Stubingiem się chowają. Aż mam ochotę zakrzyknąć „I am a queen of the world!”:

    cabine-capitaine-paris-theme-love-hotel_485_323_90

    Sypialnia podróżnika, który nigdzie nie był, a już zwłaszcza nie był w Afryce:

    la-case-africaine-lovehotel-st-denis_485_323_90

    Bombaj Speszal, czyli świątynia Bollywoodu i Kamasutry (w tle z pewnością leci Benny Lava):

    lovehotel-bollywood-kamasutra_485_323_90

    Komnata diabelska z armią roześmianych kościotrupów na koncercie heavy metalowym:

    chambre_enfer-love-hotel-paris-theme-9_485_314_90

    I anielska ze zblazowanymi cherubinkami (oczywiście jest prześwit z widokiem na piekiełko):

    chambre_theme_paradis-love_hotel-paris-bed_485_363_90

    A dzięki mistrzowskiej fototapecie nie trzeba nawet jechać do Włoch, żeby być w Wenecji:

    venise-def-chambre-pour-amoureux_485_323_90

    Zupełnie szczerze: nie wiem, jaka jest grupa docelowa Love Hotelu. Może mi podpowiecie?

    Ja rozumiem, że ten hotel nie ma być wygodny, nie ma też być ładny, w końcu nikt nie chodzi na steka do klubu ze striptizem. On po prostu powinien podniecać, ale dla mnie jest jak muzyka disco – dużo seksu, mało namiętności. W Love Hotelu na mój gust jest wszystkiego za dużo, a zwłaszcza kopulacji. Wydaje mi się, że mamy jej wystarczająco dużo w codziennym życiu – na billboardach, w reklamach czy w internetach, więc wizyta w tym miejscu byłaby dla mnie jak pójście do restauracji, gdy jest się sytym. Po prostu wolałabym, aby ktoś, komu przyświeca misja sprzyjania miłości, pomyślał o bardzo ważnym jej komponencie: pasji i namiętności, a ta nie wkracza do pokoju pod postacią Marie, która przyszła zmienić jednorazowe prześcieradło.

    Ale żeby nie było – na zakończenie jedyny pokój, który nawet mi się podoba – komnata lustrzana. Tylko jakby przyszło co do czego, to raczej bym w tym fotelu nie usiadła:

    lovehotel-chambre-royaume_miroirs-z-fauteuil_485_323_90

    Wirtualną wycieczkę możecie sobie zrobić sami na stronie paryskiego Love Hotelu (wszystkie zdjęcia zamieszczone we wpisie pochodzą stamtąd).

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr