• Jak oglądać porno?

    „Z dystansem”. Zgoda. „Krytycznie”. Też zgoda. „Nie oglądać w ogóle”. No, jak kto woli. Bez porno też da się żyć, ale mi zbyt fajnie żyje się z. A dzisiaj powiem wam, dlaczego pornografia jest jak alkohol, marihuana i truflowe risotto. 

    Na własne (akademickie) życzenie miałam kiedyś okres przedawkowania pornografii. Symptomy? Pornografia przestała mnie cieszyć, przestała podniecać i mogłam beznamiętnie oglądać kolejne produkcje, siedząc przy kuchennym stole, bawiąc się z kotem czy tuszując rzęsy – bez znaczenia. Jedyne, czego już nie mogłam dzięki (albo przy) pornografii robić, to masturbować się. A oglądałam wtedy i beznadziejne filmy, i fantastyczne filmy, pornosy gonzo oraz rosyjskie produkcje domowe z meblościanką i pościelą z kory w tle; z nimi wszystkimi przeszłam kolejno etapy konsumentki i zafascynowanej badaczki, by skończyć na ziewaniu przed ekranem i z Saharą w mymłonie. Obroniłam powstałą w wyniku tej suchości pracę, po czym ruszyłam w świat, na kilka miesięcy całkowicie odstawiając pornografię.

    Nie byłam (i nie jestem) uzależniona, bo wtedy (jak i teraz) podniecali mnie ludzie, sytuacje, literatura – filmy nie stanowiły dla mnie czegoś, bez czego seans masturbacji czy seks by się nie udały, nie były też lekiem na całe zło świata. Nie sięgałam po coraz ostrzejsze „horrory bez majtek”, byleby coś poczuć. Ot, powoli godziłam się z faktem, że dopadło mnie skrzywienie zawodowe i porno już zawsze będzie dla mnie niczym ciało ludzkie dla lekarza, krowa dla rzeźnika czy Manolo dla Blahnika – całkowicie spowszedniałym zjawiskiem.

    I po tej przerwie w moje ręce trafiła (wówczas nowa) produkcja Skin. Like. Sun. – sięgnęłam po nią trochę z „obowiązku” (wiecie, świat pornologów działa podobnie jak świat kulturoznawców – pewnych niszowych dzieł po prostu nie wypada nie znać) i jakież było moje zaskoczenie, gdy oaza na mymłoniej Saharze nie okazała się fatamorganą. Znów lubiłam pornografię, a ona mnie. Ruchome obrazy znów miały moc.

    Wtedy też uświadomiłam sobie, że sedno czerpania przyjemności z rzeczy, które jako przyjemne kojarzymy, tkwi w odpowiednim rozmieszczeniu hedonistycznych wyskoków w czasie. W końcu niektóre rzeczy smakują wyśmienicie od wielkiego dzwonu (jak tort w urodziny czy barszcz z uszkami w wigilię), bo konsumowane codziennie straciłyby tę odświętną właściwość. Tak samo jest z porno, moim ulubionym winem czy różanymi makaronikami – czasami muszę za nimi zatęsknić, żeby, gdy sięgnie się po nie kolejny raz, doświadczyć „efektu wow„. Napchanie się rzeczonymi przyjemnostkami dzisiaj, sprawi, że jutro będziemy potrzebować ich znacznie więcej, by poczuć cokolwiek. Tak to działa w przypadku jedzenia, używek i pornografii – słowem, wszystkiego, co ludzkie, ale tuczące, niemoralne i nielegalne. Dlatego teraz, kiedy mam ochotę na film porno – oglądany solo czy z partnerem – dbam, by seans był nie tyle nagrodą za ciężki tydzień w pracy (bo nie o to chodzi, a pobudzanie ośrodka nagrody to niezły wstęp do obsesji), ale celebracją, najchętniej dobrze zapowiadającej się produkcji i tylko wtedy, kiedy mam na film autentyczną ochotę.

    W końcu porno istnieje po to, by sprawiać dorosłym ludziom przyjemność i jest tylko trochę bezpieczniejsze niż alkohol, narkotyki czy 90 filiżanek kawy.

    [okładka wpisu]

    This article has 2 comments

    1. Janka wrote:

      To ja proszę o polecenie czegoś w stylu Skin. Like. Sun, ale z samymi kobietami :)

      1. Joanna wrote:

        Podbijam!

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr