• O czym jest według ciebie ta reklama?

    I nie pytam bynajmniej, co jest przedmiotem reklamy (chodzi o linię ekologicznych produktów oferowanych w sieci Coop), pytam: „o czym to jest?”.

    Zalecany porządek obcowania z dzisiejszym postem: najpierw oglądamy filmik, potem czytamy dalej. Jeżeli nie znamy języka, to nawet lepiej.

    Kilka wpisów temu wspominałam ten spot, ale wtedy nie byłam w stanie go odnaleźć w odmętach internetów. I wczoraj, gdy z partnerem siedzieliśmy przed telewizorem, uwięzieni w domu przez dochodzący do formy jadalnej sernik w piekarniku, pojawił się w bloku reklamowym.

    – Okej, o czym jest dla ciebie ta reklama? – zapytałam mojego faceta. – I nie chodzi mi o produkt. Mam na myśli historię, którą opowiada.

    – Jest o facecie, który daje się traktować jak popychadło – bez chwili namysłu odpowiedział on.

    No właśnie. Jedni zobaczą tutaj mężczyznę-ofiarę losu, inni – cudownie zaangażowanego ojca, ja zaś widzę w tej reklamie kobietę. Poważnie. W bohaterze reklamy odbijają się niektóre moje dzieciate i mężate koleżanki. Dostrzegam w tej kreacji kobiety z mojej rodziny. Te krzątające się, ogarniające prawie wszystko przy dzieciach, godzące życie rodzinne z zawodowym kobiety, których – i mam poważne opory przed użyciem tego określenia – partnerzy życiowi świadomie wybrali pełnienie funkcji dekoracyjnej we wspólnym domu, zaś przy dzieciach zdecydowali się na te najbardziej rozrywkowe i najmniej brudne obowiązki.

    Na co dzień doskonale wpisują się w krajobraz te powłóczące nogami, zaharowane do poziomu nosa przy ziemi matki dzieciom, podwładne pracodawcom i żony swoich mężów. Wtapiają się w tło i wydają się takie „normalne”. Tylko nikt nie spojrzy na nie z rozczuleniem, gdy wrócą do domu i w przedpokoju zrzucą buty pozostające wciąż w szpitalnych ochraniaczach. Gdy mamy do czynienia z odwróceniem ról, zmienia się też nasza perspektywa. I wtedy, okazuje się, moje drogie, że my…

    Kobiety, jesteśmy popychadłami.

    This article has 6 comments

    1. Z. wrote:

      Ja tu widzę kawałek mojego osobistego marzenia. Problem z kobietami – popychadłami polega na tym, że się dają. Że w niesprzyjającej sytuacji, w której partner z łatwością przyjmuje rolę zadowolonego mebla, a wszyscy naokoło mówią, że przecież tak jest normalnie – one się na to godzą.
      Wypracowanie takiej sytuacji, jak ta przedstawiona w reklamie jest trudne, ale możliwe, o ile partner się do tego nadaje. Jeszcze z drugiej strony trochę mi tam kobiety brakuje, nie dlatego, że powinna twardo siedzieć przy dzieciach, ale dlatego, że warto by te obowiązki faktycznie rozkładać tak równo, jak tylko się da. To po prostu procentuje.

    2. Anonim wrote:

      Ja widzę szczęśliwą rodzinę :) Mają dużo na głowie, są zmęczeni ale zadowoleni i cieszą się z siebie. Pozytywnie.

    3. Anonim wrote:

      Wlasnie w moim otoczeniu dzieje sie smutna historia. Znajoma (od lat nastu) o wyjatkowym charakterze, choc wierzaca, nie wpisujaca sie w wyobrazenie kobiecosci, odsuwala sie stopniowo od przyjaciolek, a gdy w tym roku jedna urodzila, a druga wyszla za maz, tamta juz w ogole przestala sie odzywac. Przyjaciolki martwily sie ale tez byly zle, ze tak kontakt zostal urwany. Postanowily sie z nia jakos zobaczyc i wczoraj poszukiwania daly owoce. Okazalo sie, ze urodzila kilka dni temu. Nikt nie wiedzial, ze jest w ciazy. Rodzila 3 dni w domu z ojcem w sasiednim pokoju, nik sie zorientowala rodzina. Wzieta do szpitala dziewczyna mowila takie straszne rzeczy, ze po cesarce zostala zamknieta w szpitalu dla nerwowo chorych. Zapowiadala, ze jak urodzi, to odda dziecko do adopcji, co juz postanowione byla niby dawno, i ze wszystko wroci do normy. Nic o ojcu nie wiadomo i o tych strasznosciach, ktore mowila, juz calkiem psychicznie rozsypana. Za to mama dziewczyny urzadza pokoj z lozeczkiem dla dziecka, mowi znajonym o narodzinach i zapowiada, ze ostatecznie ona adoptuje dziecko. Odwiedza corke i wnula i namawia, by przychodzic do dzidziusia, ktory potrzebuje tulenia. Przyjaciolka dziewczyny zrozpaczona. Przypisuje zahowanie dziewczyny rozpueszczeniu. Jest dla niej oczywiste, ze chora, gdy juz sie pozbiera, bedzie zyla dlugo i szczedlieie z dzieckiem w mieszkanku z rodzicami, tam, gdzie rodzila.

      Reklama hm… Pokazuje ciezar rodzicielstwa i promuje tacierzynstwo?
      A co pokazuje historia, o ktorej napisalam?

      1. Nat wrote:

        Historia, którą naszkicowałaś to patologia.

        1. and wrote:

          Patologia nie istnieje, a to slowo znaczy wszystko. Lub nazwij mnie tez patologia. Nie wiem, co masz na mysli uzywajac tu tego terminu. Ja, sluchajac o tej historii, myslalam, ze to samotnosc (brak wsparcia) i presja na macierzynstwo, choc wewnetrznie go brak.

        2. pblvsk wrote:

          Czy to już Fakt, czy jeszcze nie?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr