• Blogerki omawiają: Iroha Mini

    Dzięki marce Iroha testerzy Proseksualnej Akademii mieli okazję wypróbować mini wibrator (ich opinie znajdziesz tutaj), a ja zrobić pierwszą recenzję w formie wywiadu. Bo Irohę Mini testowała z nami Lady Pasztet. Zobaczmy, co z tego wynikło…

    ***

    Nat: Zacznijmy od tego, jak się czujesz się z Irohą Mini wzrokowo? Podoba Ci się?

    Lady Pasztet: Wzrokowo czuję się doskonale! Powiem szczerze, że zaskoczyło mnie to, że jest AŻ taka ładna. Ma fajnie dobrane kolory, a kształt w ogóle nie sugeruje, że mamy do czynienia z bzyczkiem. Śmiało bym trzymała na toaletce jako super gadżet do nie wiadomo czego. Chociaż nie… na toaletce lepiej nie, bo na pewno by się ktoś zapytał co to jest.

    Nat: No jak to co? „Gąbeczka do podkładu, nie dotykaj, bo bakterie mi naniesiesz!”

    Lady Pasztet: Cudowne! Zapamiętam.

    Nat: Przyznam szczerze, że mnie zaskoczył jej rozmiar. Spodziewałam się czegoś dużo mniejszego.

    Lady Pasztet: Mniejszego? Mnie rozmiar specjalnie nie zaskoczył, ale głośność!

    Nat: Oj tak, dryluje jak stare wiertło dentystyczne, nie jest przesadnie dyskretna.

    Lady Pasztet: Oj nie… Ja robiłam pierwsze testy w trakcie świąt. Trochę się bałam, że cały dom słyszy, że coś mi buczy w pokoju. A to jednak krępujące.

    Nat: No tak, ja mieszkam tylko ze swoim partnerem, więc dla mnie głośność nie stanowi problemu, bo nie zburzy mojej skromności niewieściej w oczach innych. Co do kolorów – podzielam Twoje zdanie, bo są po prostu inne niż u większości producentów, którzy stawiają na róż i czerwień.

    Lady Pasztet: Właśnie te róże, fiolety, czerwienie jakieś takie penisowe są. A tutaj mamy dziewczyńskie, energiczne kolory.

    Nat: Młodzieżowe, nie “buduarowe”! Niemniej jednak za tę cenę (rozmawiamy o zabawce, za którą, w zależności od sklepu, sprzedawcy życzą sobie od ok. 80 do 100 złotych), to wolałabym, aby była cichsza.

    Lady Pasztet: Zgadzam się, ja mam jedną zabawkę poniżej 100 PLN i jest to o wiele cichszy egzemplarz. Kolejna rzecz, nie wiem czy to moja tępota, ale nie znalazłam przycisku regulacji. A więc wchodzimy na ostro, bez rozgrzewki.

    Nat: Jej się nie reguluje! Ale czekaj, dla pewności zerknijmy na opakowanie… Nie, nie reguluje się.

    Lady Pasztet: … I to mi trochę przeszkadzało. Ale wybaczam jej wszystko, bo jak już się rozwibruje to jest bardzo miło. Ten kształt jest super!

    Nat: Czyli nie rozgrzewasz się z Irohą?

    Lady Pasztet: Nie, dozuję. Trochę to bywa logistycznie skomplikowane, także szkoda, że nie ma regulacji. Tutaj ręka, tutaj inna zabaweczka, tam Iroha… ale za to w wodzie również jest miło. Przebadałam obiekt w wannie i byłam bardzo, bardzo zadowolona. Nie zabił mnie, a jeszcze dogodził.

    Nat: Ja bym wolała móc bawić się od początku jedną zabawką. Dlatego zazwyczaj sięgam po takie, których intensywność wibracji da się regulować. Poza tym zauważyłam, że trzeba się z Irohą zapoznać na sucho najpierw, bo znalezienie włącznika jest trochę skomplikowane, więc za każdym razem ściskam ją jak gruszkę do lewatywy w nadziei, że coś się wydarzy.

    Lady Pasztet: HA! DZIĘKUJĘ, że to powiedziałaś. Też nie mogłam skumać, gdzie jest guziczek. Tak sobie myślałam, że jednak jak z Japonii to nie ma kitu i działać musi, ale za dobrze ukryli. No i przy ściskaniu nie wydarza się nic.

    Nat: Mnie się udaje po trzech ściskach włączyć lub wyłączyć, ale staram się objąć dłonią całą zabawkę, żeby ewentualnie któryś palec trafił.

    (następnego dnia, gdy fotografowałam Irohę Mini):

    Nat: Siostro! Iroha ma włącznik zaznaczony kółeczkiem, widziałaś to? Ja odkryłam dopiero dzisiaj.

    IMG_1735

    Lady Pasztet: No, nie widziałam. Dyskretnie jest to zaznaczone.

    Nat: Bardzo.

    Lady Pasztet: Młode, wykształcone, a kółka nie ogarnęły…

    Nat: Ech…

    (wracamy do dialogu właściwego)

    Nat: Czy próbowałaś z Irohą inaczej niż łechtaczkowo?

    Lady Pasztet: Do masażu karku się nie nadaje.

    Nat: Fakt, jest za mała do tego celu. Ja na przykład byłam zaskoczona po przeniesieniu Irohy w tylne strefy i użyciu jej jako zewnętrznego stymulatora odbytu. Bo w moim odczuciu jak na zabawkę łechtaczkową wibruje trochę za bardzo – do tego stopnia, że po jakimś czasie albo zaczyna mnie taka stymulacja zwyczajnie boleć, albo tracę czucie.

    Lady Pasztet: No, mnie nie bolało, ale ten motorek jest dość mocny, więc momentami balansuje na granicy przyjemności i bólu.

    Nat: O, tak! Próbowałam używać górnej partii łezki też do stymulacji perineum, co okazało się dla mnie strzałem w dziesiątkę, ale nie czarujmy się – każdy spiczasty wibrator da się akurat w tym miejscu ograć i nie potrzeba kupować do niego osobnego akcesorium, a tym bardziej nie powinna być to Iroha Mini.

    Lady Pasztet: W sumie to najbardziej mnie w niej ujęły kolory, to że ma nietypowy kształt, podoba mi się faktura. Natomiast mój Bcute Classic jest tańszy i ma regulację, a to jest duży plus.

    Nat: Racja, to duży plus. Poza tym Bcute możesz sobie włożyć. A gdybyś miała wskazać jakieś jeszcze wady oprócz głośności, nieintuicyjnej obsługi oraz stosunku ceny do tego, co dostajesz?

    Lady Pasztet: Jako wibrator łechtaczkowy się bardzo sprawdziła, polubiłyśmy się i myślę, że fajnie byłoby wypróbować zabaweczkę w większym gronie. Może by się jej dało znaleźć jakieś inne zastosowanie?

    Nat: My stosowaliśmy do zewnętrznej stymulacji penisa i tutaj mocne wibracje nie były wadą, bo penis lubi nieco mocniej niż koleżanka łechtaczka. Ale jeżeli chodzi o użycie Irohy podczas penetracji jako dodatkowego stymulatora, to jeżeli nie masz zbyt mięsistych warg, które to cacko utrzymają, kiedy położysz je na łechtaczce, szybko gdzieś ucieka i się gubi. No, chyba, że przytrzymasz ją dłonią. Jednak nie oddałabym Irohy we władanie partnerowi, bo nie czując nacisku i tego, jakie wrażenia wywołuje, może przesadzić i zamiast wielkiego ou, mamy wielkie au. Ale na przykład podczas seksu oralnego, do stymulacji wejścia do pochwy – czemu nie.

    Lady Pasztet: Palce, Iroha, penis… Ja bym dała, żeby się pobawił, ale nie wiem czy na mnie. Jak mówiłam, tutaj trzeba z wyczuciem, a docisk mógłby być nie zniewalający, a nokautujący. Generalnie raczej zabawka do bawienia się samemu, nie wiem czy super innowacyjna… Trochę bym miała wątpliwości. Ale jak już ją mam w garści to jestem na tak.

    Nat: Ale czy sama, widząc ją w sklepie, byś ją kupiła? Bo ja przyznaję, że nie.

    Lady Pasztet: Widząc ją w sklepie, trochę bym się bała, że nie za bardzo wiem, co i jak robić z Irohą, bo te klasyczne „szminkowe” mini wibratory od razu sugerują, gdzie i jak można je wsadzić lub co posmyrać.

    Nat: O, to to – z Irohą trzeba kreatywnie, ale myślę, że to akurat jest jej zaletą.

    Lady Pasztet: Powiem Ci, że moja ciekawość bywa wstępem do piekła… Tak pewnego razu nabyłam zabawkę, której w ogóle nie używam. Młoda byłam, nieświadoma i mnie zabrała koleżanka Dunka do sex shopu przerażona faktem, że nigdy tam nie byłam. I dostałam od niej wibrator w prezencie, taką szminkę z kulką, co się zresztą szybko zepsuła. To poszłam do tego samego sklepu i kupiłam Little Paula od Fun Factory, ale odkryłam, że to stworzenie mnie w ogóle nie kręci. A co do kreatywnego użytkowania, to spoko, ale nie wiem czy to gadżet dla początkujących w tym sensie, że szkoda wydać kasę na coś, z czym nie wiesz co zrobić.

    Nat: Ja w ogóle będę walczyć z pojęciem „dla początkujących”, bo to trochę niesłuszne, że tą frazą opatrujemy gadżety małe, które palą Ci cipkę na węgiel, z dziwnych materiałów, mało funkcjonalne i tanie. Sama zakładam, że ten, kto sięga po gadżety już się kiedyś masturbował i wie, czy lubi jednym palcem, dwoma czy całą pięścią.

    Lady Pasztet: Ale ja w żadnym wypadku nie postuluję taniochy, moja droga! Raczej chodzi mi o pewne typy: wibratory pewniaki. Że tym to sobie zrobię dobrze tak, a tamtym inaczej.

    Nat: Ok, to tu Cię nie zrozumiałam. Mimo wszystko zakładam, że większość z nas nie kupuje zabawek w sposób impulsywny i mniej-więcej planuje, po co sięgnie. Dlatego jeżeli miałabym Irohę podsumować, to powiedziałabym, że jest dla tych osób, które lubią łechtaczkowo, prosto i mocno, ale też ładnie.

    Lady Pasztet: Zgadzam się z tym podsumowaniem! Fajny gadżet, nie wiem czy niezbędny, ale estetycznie zachwyca.

    Nat: No, nie jest to sypialniany must-have.

    Lady Pasztet: No, raczej nie. To taka… Odrobina kolorowego szaleństwa na co dzień. W ogóle, jaka miła rozmowa nam wyszła!

    Nat: Uważaj, bo teraz Iroha przy każdym użyciu będzie Ci o mnie przypominała. Przynajmniej dopóki się nie zepsuje. W końcu ma tylko 3 miesiące gwarancji.

    Lady Pasztet: No co Ty?! Iroha ma 3 miesiące gwarancji?! Trochę skandal.

    Nat: Też się dziwię.

    Lady Pasztet: Powiem Ci, że słabo. Strasznie mało, bo raczej nie po to kupujesz gadżet, żeby go używać tylko 3 miesiące.

    Nat: Jeżeli przyjmiemy teorię, że wszystko psuje się dzień po upłynięciu terminu gwarancji, to nie brzmi to obiecująco. Ale poużywamy, zobaczymy…

    IMG_1739

    Lady Pasztet – blogerka, feministka, pasztet.

    [okładka wpisu – mat. producenta]

    P. S. Jeżeli chcesz pogadać ze mną o gadżetach w służbie przyjemności, wpadnij na moje warsztaty do Poznania – z okazji Dnia Kobiet podaruj sobie (albo komuś) przeżycia!

    This article has 8 comments

    1. […] niepokój. Kilka miesięcy temu analizowałyśmy ten problem z Siostrą Pasztet (link do rozmowy tutaj), która nabyła Little Paula jako jedną z pierwszych zabawek, po czym stwierdziła, że „to […]

    2. Lady Pasztet wrote:

      …bo Ty masz cały czas nowe zabaweczki! ;)

      1. Nat wrote:

        Moja dhoga, to się nazywa „klęska urodzaju”.

    3. Lady Pasztet wrote:

      Ja tam sobie chwalę coraz bardziej… :)

      1. Nat wrote:

        Ja już zdążyłam zapomnieć…

    4. Louvik wrote:

      Ładny gadżet, ale chyba nie dla mnie. Dziękuję za recenzję, Drogie Panie :)

    5. Nat wrote:

      A w czym rzecz? Napisz do mnie pod [email protected]

    6. L. wrote:

      Trochę nie w temacie, ale Nat, można z Tobą porozmawiać gdzieś dłużej, prywatnie, najlepiej anonimowo?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr