• Dyskretny urok aseksualnej bielizny

    Nie będę pisać o barchanach, spranej bawełnie, stringach z nici dentystycznej czy źle dobranych stanikach – ich urok znam dobrze, bo kiedyś mieszkałam z różnymi kobietami, widziałam, jaką wietrzą suszą bieliznę. Będzie o designerskich wpadkach, o tym, co z założenia ma być seksowne, a nie jest.

    Kiedy przeglądam w sklepach internetowych czy stacjonarnych działy z bielizną erotyczną, najczęściej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ktoś tu się bardzo pomylił. Być może projektant, być może właściciel butiku… A potem nachodzi mnie refleksja, że przecież ten asortyment odpowiada na potrzeby rynku, na wyobrażenie o seksowności według masowego odbiorcy. I wtedy przypominają mi się garaż i piwnica mego rodzinnego domu.

    W piwnicznym sanktuarium mojego ojca płodziciela, czyli w miejscu, gdzie składuje wszelkie gwoździe, młotki i heblarki, od czasów mojego dzieciństwa wiszą arcydzieła plakatu erotycznego. Są na nich panie z pełnym buszem, występujące w towarzystwie odkurzacza, żelazka i chyba telefonu. Wiecie, taki luksus na miarę wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Seks i kasa – fetyszyzacja nagiego kobiecego ciała i fetyszyzacja kapitalizmu, rzeczy, które świadczą o tym, że cię stać.

    Nie wiem, czy kiedykolwiek i komukolwiek te zdjęcia wydawały się seksowne. Nie ma w nich nic erotycznego, nie ma w nich nic pięknego (to znaczy coś pięknego jest, ale to piękno bolesne). Jest za to jakaś przaśność. I to samo uczucie – nazwijmy je impulsem festynu – nachodzi mnie, gdy próbuję odkryć, jaka bielizna podoba się mężczyznom.

    Mój partner jest okazem raczej zdrowego samca, takiego, któremu czasami podobają się „college sluts„, a czasami stringi. Kiedy byliśmy w berlińskim muzeum Beate Uhse, odwiedziliśmy tamtejszy butik. Zaciągnęłam Mariana na stanowisko z bielizną i poprosiłam, by wskazał mi palcem, które z egzemplarzy wiszącej tam bielizny erotycznej wydają my się naprawdę sexy. Po długim namyśle wskazał jedną, jedyną rzecz, o której opowiem w seksownej wersji tego zestawienia. Cała reszta była tak dla mnie, jak i dla niego jakimś erotycznym nieporozumieniem.

    Pierwsze, co widzę (a w wersji na żywo nawet czuję) w przypadku – powiedzmy sobie szczerze – pseudoerotycznej bielizny, to po prostu taniość. Rozciągliwe materiały, lycra, połyskliwość jak w podkolanówkach „antygwałtach” oraz moja ulubiona fraza: „One Size Fits All”. Chyba każda kobieta wie, że rozmiar uniwersalny nie istnieje, prawda? Kiedy obcuję z większością kostiumów czy bodystockings, w głowie mam bardzo nieerotyczne obrazy – meblościankę, skrzypiącą wersalkę, pościel z kory i drewniane aktorstwo znudzonych kochanków.

    Bo według niektórych seksowność polega na tym, że zakłada się na siebie siatkę od szynki, w związku z czym, gdy nie jest się odpowiednio płaską, efekt grubej parówy, czyli serdla, gwarantowany. Może występować w wersji krótkiej, długiej i bez krocza. Inspiracja trochę na „córka rzeźnika spotyka Cirque du Soleil”.

    parówki

    via Lovehoney.co.uk

    Inni lubią zapomnieć, kim są i na chwilę stać się kimś innym – kobietą pierwotną, kościotrupkiem czy motylkiem. Ale takie kreatury ogarniam tylko w porno musicalu na kanwie Alicji w Krainie Czarów, ewentualnie w Tańcu z Gwiazadmi. I mogę być oczarowana. Podniecona? Niekoniecznie.

    via Beate-uhse.com

    via Beate-uhse.com / kościotrupek via Ann Summers

    A już najbardziej zadziwiła mnie „Więźniarka 69” z kolekcji Ann Summers. Pasiak i numerek w naszej kulturze to przecież nie wypada. Albo to ja jestem przewrażliwiona. Zresztą eksperyment doktora Zimbardo udowodnił, że lepiej nie bawić się w więzienie.

    Screenshot 2014-03-23 23.40.29

    via Ann Summers

    Na zakończenie natomiast projekt, co do którego mam mieszane uczucia – bo z jednej strony wykonany jest starannie i nie wygląda licho, a z drugiej, cóż – taki to trochę fiuturyzm (literka „i” znacząca).

    Screenshot 2014-03-18 10.17.36

    via Coco de Mer

    Oto moja lista największych bieliźniarsko-erotycznych fuck-upów. Ale wymienionym przeze mnie producentom oddam honor w kolejnym wpisie dotyczącym naprawdę seksownych projektów. Czekam więc na wasze przykłady najbardziej aseksualnej bielizny – linki w komentarzach mile widziane!

    [okładka wpisu via Ann Summers]

    P. S. W konkursie EROtrendy możecie też zagłosować na najseksowniejszą bieliznę, tak przy okazji oddawania głosów na Proseksualną!

    This article has 5 comments

    1. Mariilla wrote:

      W internecie znajduje się mnóstwo autorskich pomysłów, których nie ma w zwykłych sklepach.
      Tutaj znalazłam na ten przykład bieliznę ( taką seeeksi :) ) jakiej nie ma nigdzie indziej : http://www.me-seduce.pl . Dla kobiet z pasją !

    2. K.S. wrote:

      Hah, ja dostałam na walentynki czerwoną bieliznę od mojego pana. Była śliczna, ALE później okazało się, że wybierał ją ze swoją przyjaciółką, z którą później stworzył bajeczny związek ^^ taka tam bieliźniana wpadka ;)

      1. Nat wrote:

        Myślisz, że kupił jej taki sam komplecik?

    3. AlexLDR wrote:

      Przypomniała mi się pewna historyjka z moim byłym. Jakieś święto, Mikołajki, Dzień Kobiet, nieważne, a on po wielkich ceremoniach wręcza mi właśnie zestaw bielizny, zwiewna, fikuśna koszulka i stringi.
      Byłoby całkiem w porządku, gdyby nie zostało to uszyte na jakiegoś nieforemnego słonia i miało okropny, pstrokaty, różowy kolor. Jak lubię różowy, to to był po prostu najgorszy odcień tego koloru!
      I jeszcze cekinki przy koronce.
      Okropności!

      1. Nat wrote:

        Gratulujemy gestu.
        Współczujemy braku gustu.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr