• Wodny lubrykant Just Glide | Recenzja czytelniczki

    Kolejna recenzja lubrykantu marki Just Glide – tym razem wodnego. 

    Lubrykanty wodne nie bez powodu są najczęściej wybieranym kosmetykiem erotycznym. Doskonale sprawdzają się podczas masturbacji, seksu partnerowanego, a także są kompatybilne ze wszystkimi gadżetami erotycznymi i prezerwatywami, na dodatek mogą pełnić rolę produktu nawilżającego, poprawiającego komfort intymny. Choć nie we wszystkich sytuacjach sprawdzają się idealnie – np. w wannie i pod prysznicem wypłukują się bardzo szybko – są bardzo dobą bazą, kiedy nieprzyjemne tarcie trzeba zamienić w przyjemny poślizg.

    Nie ustając w poszukiwaniach idealnego lubrykantu wodnego, zastanawiałam się, jak sprawdzi się medyczny lubrykant Just Glide. O jego zrecenzowanie poprosiłam czytelniczkę, która – jak się okazało – ma spore doświadczenie w testowaniu kosmetyków erotycznych.

    ***

    Recenzja Izabeli

    Lubrykantów w życiu przetestowałam sporo, bo taki już urok alergiczki – mam suchą i wrażliwą skórę, skłonną do podrażnień. Możecie sobie więc wyobrazić, jaka to zabawa próbować znaleźć dobry produkt do miejsc intymnych.

    Z początku urzekały mnie produkty Durex, zresztą pewnie jak wiele innych osób, bo mają ładne opakowania (które przy okazji mają bardzo poręczny kształt, jeśli wiecie, o czym mówię), ładne kolorki i… no właśnie. Zapaszki. Nie mają za to składu, radośnie za to uczulają. I tak jak musiałam pozbyć się produktów do higieny intymnej, tak musiałam się pozbyć ładnie pachnących, ładnie uczulających kolorowych lubrykantów Durex. Od tej pory królują u mnie produkty na bazie wody, ale nadal takie, które można dostać w drogerii czy supermarkecie: firmy Skyn i Unimil, obie firmy zresztą sobie chwalę. Możliwość przetestowania czegoś niedostępnego stacjonarnie spadła mi z nieba.

    Zewnętrze

    Wygląda niepozornie. To duża, miękka tuba, przezroczysta, bez żadnych „ochów i achów” albo gigantycznych napisów w stylu „FOR YOUR SEXUAL PLEASURE”. Nie przypomina więc lubrykantu z wyglądu, można spokojnie zapomnieć go na stole i nikogo nie przyprawić tym o nagły zawał. Jeżeli ktoś lubi wyjątkowy design, to raczej się rozczaruje, no chyba że bliski mu jest minimalizm.

    Duży plus należy się za skład – to pierwszy produkt tego typu, z którym się zetknęłam, który go podaje! Skład jest przy okazji krótki i przyjazny weganom, czyli lepiej już być nie może. Od razu dodaję, że znajduje się w nim sodium lactate, które, wbrew nazwie kojarzącej się z mlekiem, także jest wegańskie. Produkt można stosować także z lateksowymi prezerwatywami.

    Jedyny minus opakowania to dla mnie jego miękkość. Zamknięte nie sprawia problemów, ale musimy uważać, by przy otwartej nakrętce nie wylać sobie go za dużo albo nie tam, gdzie chcemy, bo bardzo łatwo się naciska i ochoczo wylatuje. Co oczywiście może być także zaletą w porównaniu z choćby Durexami – te mają opakowania twarde i korki-niekapki, więc czasem musiałam na dłuższy moment przerywać zabawę, by cokolwiek z nich wydusić. Tutaj na pewno pójdzie nam szybko i sprawnie.

    Wnętrze

    Just Glide opisany jest jako lubrykant medyczny i takie też ma cechy. Jeśli zatem kiedykolwiek robiliście USG, powinniście mieć dość zbliżoną wizję co do tego, czego się spodziewać. Ten lubrykant jest jedynie mniej klejący i ma nieco bardziej wodnistą niż galaretkowatą konsystencję.

    Pachnie raczej średnio, takim „typowym lubrykantem” (albo typową mazią), lekko chemicznie, lekarsko, ale jeżeli ktoś nie jest szczególnie wyczulony na zapach, ani nie zamierza go wąchać w skupieniu, raczej nie powinno mu to przeszkadzać.

    W dotyku wydaje się klejący, ale taki nie jest – jest po prostu maksymalnie śliski. I to jest właśnie jego cecha wyróżniająca. Jego formuła i konsystencja sprawiają, że jest naprawdę niesamowicie śliski. Przy nim możecie zapomnieć o jakimkolwiek tarciu! Poczułam to nie tylko ja na swojej cipce, ale nawet mój partner (w czasie seksu penetracyjnego) zauważył, że jest naprawdę ślisko i gładko! Przy okazji Just Glide jest bardzo wydajny i tym, co się wydaje niewielką kroplą na dłoni, można porządnie wysmarować i siebie, i partnera. Łatwo się rozprowadza i nie wyciera w trakcie, nie wysycha, nie zasycha, nie trzeba go dokładać w trakcie zabawy. Nie brudzi także ubrań – wsiąka, ale bez plam, czyli znów nieco podobnie, jak u lekarza ;) Nawet na białych ubraniach po wyschnięciu nie zostaje ślad.

    To naprawdę świetny lubrykant, moja wrażliwa i zmęczona cipka była mu bardzo wdzięczna. Zdecydowanie lepszy niż Skyn i Unimil, że o Durexach nie wspomnę. Świetnie się rozprowadza, poślizg jest o niebo lepszy niż przy innych, chociaż myślałam, że i moje lubrykanty robią dobrą robotę. Jest tylko jedna wada…

    Smak. Smakuje paskudnie. Każdy musi mieć jakąś wadę ;) Jeżeli nie zdarza Wam się, by używać lubrykantu i w trakcie czy po zabawach mieć okazję go spróbować, np. w czasie seksu oralnego – to jesteście bezpieczni. Jeżeli jednak lizanie jest Wam nieobce, musicie wziąć pod uwagę, że Just Glide smakuje chemią i, no cóż, lubrykantem bez zapachu i smaku. Okropnie i sztucznie, chociaż może nie dla każdego ten smak będzie tak odrzucający. Można się też do niego przyzwyczaić i szybko go „zjeść”, więc mogło być gorzej.

    A więc?

    Na pewno zrobił więcej, niż oczekiwałam. Spodziewałam się ot, kolejnego dobrego lubrykantu jak wszystkie, a dostałam prawdziwą ślizgawkę, odpowiednią nawet dla mojej suchej, wrażliwej skóry. Drobna przeszkoda w postaci smaku blaknie w perspektywie takiego ślizgania! To naprawdę coś! Nie wygląda może zjawiskowo, ale producent udowadnia, że liczy się wnętrze. Na pewno będzie fajnym produktem dla wszystkich, którzy potrzebują nawilżenia czy poślizgu, ale może być prawdziwym zbawieniem dla tych, którzy jak ja potrzebują czegoś więcej, czegoś super, co nie tylko zadba o to, żeby było mokro, ale też bez podrażnień. I wegańsko!

    ***

    Fundusz kawowy pomaga mi finansować wysyłkę produktów do testów przeprowadzanych przez czytelniczki i czytelników. Jeżeli chcesz w przyszłości wziąć udział w recenzowaniu akcesoriów erotycznych…

    okładka wpisu: pixabay, zdjęcie wewnątrz: mat. producenta

    This article has 2 comments

    1. Aga wrote:

      Tekst super. Mam pytanie mam wibrator lelo elise 2 czy poleciłabyś mi jeszcze jakiś inny. Zastanawiałam się nad pulsatorem od Fun factory bądź nad czymś innym od lelo.

      1. Nat wrote:

        Zachęcam do sprawdzenia recenzji gadżetów na blogu. Zarówno ja, jak i osoby recenzujące, staramy się wyszczególnić, do jakich potrzeb jest dopasowany dany wibrator.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr