• K.1 od Laid – kulki dla cierpliwych

    Testowanie progresywnych kulek gejszy K.1 było dla mnie jednocześnie testem skromności. Myślałam, że mięśnie dna miednicy mam jak ze stali, a te małe silikonowe bobki udowodniły mi, jak bardzo się myliłam.

    Kiedy otworzyłam paczkę od Kinky Winky, doznałam szoku. Przeglądając oferty butików erotycznych, miałam wrażenie, że najgorętsza nowość w świecie treningów Kegla – bezsznurkowe kulki magnetyczne – okażą się w rzeczywistości dużo większe. A tu zaskoczenie i rozczarowanie własną wyobraźnią przestrzenną, bo gadżet od Laid wydał mi się po prostu maleńki. W zestawie znajdują się 4 elementy – dwie kulki o średnicy 1,9 cm (czarne) oraz dwie o średnicy 2,3 cm. Dla porównania – oto K.1 zestawione z moimi pierwszymi Smartballs Duo:

    DSCN3940
    Widać różnicę?

    K.1 przedstawiane są jako gadżet przełomowy – pierwsze na rynku kulki magnetyczne, które pozostając wewnątrz ciała, mają układać się w najróżniejsze konstelacje, wprawiane w ruch pracą mięśni dna miednicy ich użytkowniczki. Tyle teorii, bo czas przejść do praktyki.

    Same kulki są nie tylko ładne, ale i bardzo przyjemne w dotyku – pokryte bezpiecznym dla ciała silikonem medycznym, dlatego ich aplikacja, nawet przy użyciu małej dawki lubrykantu, nie sprawia trudności. Należy jednak pamiętać, by sięgać po lubrykanty na bazie wody, nie zaś silikonowe, bo silikonowe po prostu niszczą nasze najlepsze zabawki.

    Moje pierwsze podejście do treningu z kulkami od Laid było katastrofą. No, może trochę dramatyzuję, ale byłam bliska rzuceniu ich w kąt. Dlaczego? Bo producent obiecywał świetną zabawę, robienie z kulek różnych kombinacji, a tu… nic się nie ruszało. Wiecie, tak jak w Plastusiowym pamiętniku (kto to jeszcze pamięta?!): „gumka myszka tarła, tarła, cały ogonek sobie starła” i wszystko na nic, tak Nat parła i parła, i żadnego przemieszczania się kulek nie wyczuła – ani na stojąco, ani na siedząco, ani chodząco. Miałam ochotę zrezygnować z dalszych zabaw z K.1, bo zwyczajnie czułam się wkręcona w marketingowy bełkot. A muszę podkreślić, że jako „wytrawna” użytkowniczka, zaczęłam od razu od czterech kulek. Ale najgorsze dopiero miało nastąpić, bo… nie mogłam kulek wyjąć. Oczywiście, do gadżetu dołączono instrukcję pozbywania się kulek z ciała, ale papier to jedno, a rzeczywistość – drugie. Jestem jeszcze na tyle przytomna, by wiedzieć, że w pochwie nic się nie gubi, ani nie przedostaje do innych partii ciała (bo wąska szyjka macicy na to nie pozwala), ale sam fakt, że nie potrafię się kulek pozbyć w pożądany sposób – czyli jednym, prostym ruchem – przysporzyła mi sporo stresów. Całe szczęście, że magnes w K.1 jest na tyle silny, że kulki nie rozłączają się w pochwie i nie zaczynają żyć własnym życiem, dlatego gdy już znalazłam odpowiednią pozycję (kuczną) do wydobycia ich na światło dzienne, wyjęłam wszystkie jednym ruchem.

    magnetyczne-kulki-gejszy-1814-b

    Po kilku dniach postanowiłam jednak powtórzyć ćwiczenia z gadżetem Laid, mając jednocześnie nadzieję, że proces ich wyjmowania przebiegnie bardziej gładko niż za pierwszym razem. Znów moje mięśnie Kegla zawiodły, bo kulki nie chciały się przemieszczać (a powinny! Patrz: grafika powyżej). Jedyny zauważalny postęp miał miejsce przy wyciąganiu kulek – udało mi się to za pierwszym razem.

    Niezrażona kontynuowałam więc zabawy z K.1 i pierwsze ruchy kulek poczułam po dwóch tygodniach od rozpoczęcia testów. Tylko własny upór i przekonanie, że nic samo się nie zrobi, sprawiły, że obecnie trening mięśni dna miednicy jest – i tu nie przesadzam – frajdą. Tak samo, jak cieszy mnie chodzenie po schodach ze Smartballs Duo, tak teraz cieszy mnie przesuwanie K.1 podczas treningów Kegla. A już myślałam, że skończą jako kulki relaksacyjne do zabaw manualnych (bo i w tej funkcji sprawują się całkiem nieźle!).

    Podsumowując – zestaw K.1 od Laid to gadżet dla cierpliwych i tych, których nie zrażają trudności, bo w przypadku K.1 trudne są miłego początki. Zdecydowanie bardziej polecałabym je kobietom o wąskich pochwach i tym, które jeszcze nie rodziły – dla nich treningi będą dużo bardziej efektywne, a postęp zauważalny dużo szybciej. Zresztą, Kinky Winky przygotował całkiem niezły poradnik, bardzo pomocny przy doborze kulek idealnych – klik. Ponadto K.1 są jednymi z droższych kulek na rynku, więc nie polecałabym ich zakupu szybko zniechęcającym się użytkowniczkom lub tym, które planują zakup pierwszych w życiu kulek. Ale dziewczyny zaawansowane z pewnością je docenią. Sama zabieram je nawet w podróże.

    K.1, którym niniejszym przyznaję 2 proseksy, kupisz w queer sex shopie Kinky Winky. Heart 2

    [materiały graficzne: Kinky Winky oraz archiwum prywatne]

    This article has 1 comments

    1. […] kulkach pisałam tutaj, potem przerzuciłam się na „kulki dla cierpliwych”, czyli magnetyczne K.1 od Laid. Początkującym polecałabym w szczególności zestawy progresywne, takie jak Ami od […]

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr