• Koneserzy | Gadżety erotyczne mężczyzn i par

    Jeszcze do niedawna mężczyźni byli gadżetowo poszkodowani – asortyment akcesoriów dla panów ograniczał się praktycznie do „osiemnastkowych” dmuchanych lal z rozdziawioną paszczą i kieszonkowych wagin. Zresztą, co tu dużo mówić – w masowej wyobraźni zabawki dla dorosłych funkcjonowały raczej jako podarunek z gatunku „śmieszne”, przedmioty, które miały urozmaicać wieczory kawalersko-panieńskie, a nie życie erotyczne dorosłych i zainteresowanych seksualnością ludzi.

    Choć w sklepach wciąż można dostać kozę do dmuchania i inne tego typu precjoza, to rynek gadżetów dla mężczyzn rozrasta się równie dynamicznie, co rynek zabawek dla kobiet. I wbrew temu, co wielu osobom przychodzi do głowy, gdy słyszą o gadżetach dla facetów, nie są to jedynie realistyczne atrapy wszystkich otworów ciała.

    Mój partner, tak samo jak ja, ma awersję do „anatomicznych” gadżetów – jest po prostu jednym z tych gości, którzy czuliby się dziwnie, używając kieszonkowej cipki. Kompletnie go ta wizja nie kręci. Dlatego postanowiłam przede wszystkim skupić się na wysmakowanych i dobrej jakości gadżetach dla panów (chociaż będzie jeden wyjątek).

    Od czego zacząć? 

    Każdy mężczyzna (podobnie jak każda kobieta, o czym pisałam tutaj) powinien najpierw zadać sobie pytanie, co lubi. Wiem, że dla wielu automatyczną odpowiedzią będzie „seks” i wcale się nie dziwię, bo sama bardzo lubię. Ale wiem też, że wielu ludziom seks przydarza się rzadziej niż… masturbacja. Na rynku jest kilka gadżetów, które w fajny sposób pomagają urozmaicić…

    Prace ręczne

    W produkcji masturbatorów dla panów przoduje japońska marka Tenga, która ma w asortymencie zabawki jednorazowe i wielokrotnego użytku. Najtańszym produktem Tengi są Tenga Eggs – elastyczne nakładki na penisa, które w użytkowaniu dostarczają bardzo fajnych wrażeń, ale… Zawsze jest jakieś „ale”. Tenga Eggs są jednorazowego użytku. Materiał, z którego są wykonane uniemożliwia dokładne czyszczenie zabawek ani ich wygotowanie, co na dłuższą metę nie jest bezpieczne dla użytkownika. Teoretycznie można ich używać z prezerwatywą, ale mam świadomość, że wiele osób po prostu nie stosuje tego typu zabezpieczeń, bawiąc się gadżetami. Dodatkowo jajka są bardzo delikatne i, co zdarzyło się mojemu partnerowi, pękają na wylot przy bardziej entuzjastycznym użytkowaniu. Niemniej jednak pomysł eksperymentowania z wewnętrzną strukturą masturbatorów jest fantastyczny, dlatego osobom, które nie chcą inwestować w jednorazówki, polecam sięgnięcie po te wielorazowe, jak na przykład 3D Pile (dostępne są również zabawki o innej fakturze).

    „Rękawy”, które są z jednej strony zamknięte, mają natomiast działanie zasysające, na przykład (kolejna jednorazówka) Air Cushion Cup. Jednakowoż, jestem zdania, że zdecydowanie rozsądniej jest inwestować w zabawki wielorazowego użytku. I tutaj zdecydowanie przoduje marka Fleshlight, specjalizująca się w gadżetach realistycznych (ciekawostka: „latarki” są najczęściej podrabianym akcesorium dla facetów). Fleshlight, obok „anonimowych” latarek ma też linię masturbatorów będących wiernymi replikami wagin (i nie tylko wagin) gwiazd porno. Swojej „użyczyła” nawet fenomenalna Stoya, którą całkiem serio polecam dodać do obserwowanych na Twitterze (@stoya).

    Pierścienie, lassa i nakładki

    Kto kiedykolwiek szukał w internecie porad dotyczących przedłużania stosunku lub „utwardzania”, z pewnością natknął się na teksty dotyczące pierścieni lub lass. One, umieszczane u nasady penisa, sprawiają, że krew, która napływa do członka we wzwodzie tak łatwo z niego nie odpływa, co wydłuża czas erekcji. W przypadku tego typu akcesoriów należy jednak zachować dużą ostrożność i nie stosować ich dłużej niż 30 minut. Nie są zalecane mężczyznom z problemami krążenia lub chorobami serca. W razie odczuwalnego „drętwienia” penisa lub widocznego przekrwienia, należy pierścień jak najszybciej zdjąć.

    Aby nie spudłować z rozmiarem i – w razie problemów – bezpiecznie usunąć gadżet, na początek polecam sięgnięcie po regulowany pierścień lub lasso. W przypadku tego typu akcesoriów koniecznie upewnij się, że dołączona jest do nich instrukcja bezpiecznego użytkowania i że wykonane są z bezpiecznych dla ciała materiałów. Pierścienie nie tylko mają wpływ na przedłużanie stosunku – niektóre, tak jak P.2 od Laid czy Rain od Fun Factory zostały zaprojektowane tak, aby z ich użytkowania rozkosz czerpał/a również partner/ka. Ciekawym rozwiązaniem jest też 8ight – pierścień o dwóch otworach: mniejszym i większym – z wyjmowanym stożkowatym elementem, który jednocześnie pozwala stymulować kochankę/kochanka.

    Kolejnym akcesorium, które sprawia przyjemność obydwu osobom, są pierścienie z nakładkami wibracyjnymi. Sama od kilku lat mam Tora 2 od Lelo, o którym pisałam tutaj i bardzo go sobie chwalę (jego użytkowanie również wydłuża czas penetracji). W sieciowych drogeriach dostępne są natomiast (w większości przypadków) jednorazowe „bzyczki”.

    Stymulacja gruczołu prostaty

    Gadżety analne są przeznaczone zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet, jednakowoż u panów ich stosowanie ma dodatkowe korzyści prozdrowotne – w tym punkcie odsyłam do mojej recenzji B Balls od Fun Factory.

    Osobom dopiero rozpoczynającym przygody z odkrywaniem tylnych drzwi, polecam w szczególności progresywny zestaw korków analnych – Anal Starter Kit od firmy Nexus. Tym nieco wprawionym i lubiącym klapsy, w szczególności polecam Geisha Plug – znajdujący się wewnątrz zabawki ciężarek drga zarówno zaaplikowany na czas penetracji, jak i podczas klapsów, co doskonale stymuluje prostatę. Marką specjalizującą się w produkcji gadżetów analnych jest Tantus i szczerze żałuję, że tak niewiele zabawek tego producenta jest na rynku polskim.

    Innym rozwiązaniem jest zaopatrzenie się w dildo analne. Te wyposażone w przyssawkę, mają tę zaletę, że można ich używać „bez trzymanki”, jednocześnie się masturbując. Najlepsze dilda do użytku analnego mają kształt rozszerzający się ku dołowi, co wspomaga ich stopniowe wprowadzanie – przykład: Cavalier.

    Godnym polecenia są również koraliki analne – wprowadzone do wnętrza ciała drgają, powodując wzrost podniecenia. Niektórzy twierdzą, że wyciąganie korali dokładnie w momencie szczytowania wpływa na intensywniejsze przeżywanie orgazmu. Wybierając korale, zwróć uwagę nie tylko na materiał, z którego są wykonane, ale również na sposób ich łączenia. Nigdy nie sięgaj po koraliki łączone zwykłym sznurkiem! Dobrym zestawem dla początkujących będą małe koraliki, na przykład te od Sex Mischief. Bardziej zaawansowanym polecam Bendy Beads. Tantus ma w swojej ofercie koraliki wibrujące.

    Skoro już jesteśmy przy wibracjach – na rynku są też wibratory analne. Ich cechą charakterystyczną jest podstawa, która zapobiega wchłonięciu gadżetu,  zaś moduły wibracji są zazwyczaj nieco delikatniejsze niż w wibratorach waginalnych. Butt Boy na przykład jest wibrującym korkiem analnym, który nie tylko pozwala stymulować gruczoł prostaty, ale również perineum (miejsce pomiędzy moszną a odbytem). Nieco węższy jest Duke Cnc. Najtaniej w tym zestawieniu wypada natomiast Reach Around. Wibratory, które osiadają na perineum mają tę zaletę, że stosowane razem z partnerką/partnerem nie wymagają używania rąk, w związku z czym partner/ka może swobodnie zająć się innymi rodzajami prac ręcznych.

    W przypadku gadżetów analnych kluczową sprawą jest odpowiednie nawilżenie oraz utrzymywanie zabawek w czystości. Dlatego, komponując swój zestaw, nie zapomnij o porządnym lubrykancie i specjalnym cleanerze.

    Gadżety dla par

    Na dobrą sprawę, przy odrobinie otwartości, wszystkich gadżetów można używać wspólnie. Jednak kiedy słyszymy o akcesoriach „dla par” mamy na myśli głównie coś, z czego użytkowania obydwie zaangażowane strony mogłyby czerpać satysfakcję jednocześnie.

    Pary hetero i les z powodzeniem mogą sięgnąć po dilda. Na rynku dostępne są te dostosowane do uprzęży lub trzymane przez partnerkę aktywną „siłami natury”. Dilda typu strap-on (z uprzężą) mają spłaszczoną podstawę i występują w wielu rozmiarach i kolorach. Najważniejszy jest jednak dobór uprzęży – materiał, z którego jest wykonana (zazwyczaj jest to skóra naturalna) powinien być miękki. Szczególną uwagę należy zwrócić na sposób łączenia poszczególnych pasków – o to, jak zabezpieczone są nity i jakiego surowca użyto do produkcji (informacja istotna zwłaszcza dla osób uczulonych na metal). Innym wariantem jest sięgnięcie po uprząż, która wygląda jak majtki. Dildom bez uprzęży – Share i ShareVibe od Fun Factory – poświęciłam osobne wpisy.

    Najpopularniejszym wibrującym gadżetem dla par jest We-Vibe – doczekał się 4 wersji i zastrzegam, że z żadną z nich nie miałam przyjemności (ani nieprzyjemności) w użytkowaniu „na mokro”. Zasada działania tego masażera jest prosta: jeden koniec umieszcza się w pochwie partnerki, drugi spoczywa na jej łechtaczce. Zabawka jest na tyle mała, że mieści się w waginie razem z penisem i wibrując, stymuluje obydwoje kochanków. Jeżeli więc ktoś może podzielić się wrażeniami z akcji, będę bardzo wdzięczna za komentarze.

    Sama, na targach ETO Show, byłam pod wrażeniem Lany od L’Amourose, która również jest masażerem dla par, a na dodatek pozwala programować się dotykiem. Część pasywną umieszcza się w waginie, zaś większą część wibracyjną – na clitoris. Niestety, marka L’Amourose w wielu krajach wciąż pozostaje bardzo niszowa.

    Sięganie po zabawki to – i będę powtarzać do znudzenia – nie uzupełnianie łóżkowych braków czy dowód na to, że znudził/a nam się partner/ka. Akcesoria pomagają rozwijać się seksualnie, otwierać na nowe bodźce i urozmaicać to, co robimy za zamkniętymi drzwiami. Poza tym nikt nie twierdzi, że raz zakupiony gadżet zawsze musi towarzyszyć nam podczas seksu lub sprawi, że przestaniemy taki „zwykły” seks powszedni lubić. Wszystkie te wątpliwości pragnę rozwiać ja, gadżeciara, która zarzeka się, że wciąż lubi „normalnie”…

    Zaś kosmetykom, grom i innym tego typu akcesoriom obiecuję poświęcić osobny wpis.

    P. S. Lubisz to, co robię? Zapisz się do najseksowniejszego newslettera w sieci i otrzymuj ekskluzywne, niepublikowane na blogu materiały!

    [okładka wpisu]

    This article has 13 comments

    1. Katarzyna.K wrote:

      Witajcie
      jako że ostatnio chciałam coś usprawnić w moim łóżku zdecydowałam się z partnerem na WE-VIBE niestety cena 400 zł jest zaporową dla nas nie zarabiamy milionów .Poszperałam trochę i znalazłam na chińskich jak i polskich aukcjach podobną zabawkę ( Link specjalnie chiński co by nie robić komuś reklamy w PL (niestety, mam swoje powody, by nie polecać zakupów w chińskich serwisach i stawiać na sprawdzonych producentów: http://proseksualna.pl/gadzety/uwazaj-na-podrabiane-gadzety-erotyczne/ dlatego link usunęłam)

      A więc mały giętki i pracuje dobrą godzinę , jedną ta mniejsza część umieszczamy w pochwie a ruga zostaje na łechtaczce , koniecznie użyjcie żelu na bazie wody przez co partner nie będzie miał podrażnionego ptaszka .

      Efekt taki iż po raz pierwszy w życiu miałam ( i nadal mam )od 3-6 orgazmów w czasie godziny ( zazwyczaj mam orgazm łechtaczkowy )
      Zabawka przednia w Polsce do kupienia za około 100 zł z portalu aukcyjnego w sex-shopie widziałam za 180 pln.

      Naprawdę warta zabawka polecenia .

      Co by nie słodzić zbytnio

      Minusy
      nie można używać jak we-vie do pochwy i anusa

      Jest zabawka elastyczną ale nie starać się zbytnio rozciągać gdyż potem słabiej dociska do łechtaczki

      jest ciut za duża od zewnętrznej strony przez co pozycja misjonarska jest trochę niezręczna

      brak pilota sterowanie na końcu zewnętrznym 7-12 trybów zależy od ceny

      Plusy

      Cena cena cena 1/4 we-vibe

      Praca około godziny z kawałkiem ( praca ciągła największe prędkości

      ma dwa punkty drgań wewnątrz i na zewnątrz

      zajebista frajda dla dwojga partnerowi tez się podoba i o dziwo może przy niej dłużej się ze mną kochać

      Ładowanie niecałe 30 min i znowu gotowa do użycia

    2. Matsurika wrote:

      Może ja się nie znam… Ale czy te wibratory muszą być takie drogie? I w ogóle gadżety erotyczne? Naprawdę niewielu ludzi stać na wibrator za cenę 200-400 zł. Czy nie możnaby zrecenzować zabawek z niższej półki? Mój wibrator kosztował około 50 zł i nie jest najgorszy.

      1. Nat wrote:

        Można dostać wibratory i za 10 zł, z Chin na przykład – podrabianych produktów znanych marek lub całkiem autorskich kreacji.
        Jednak ja jestem bardzo ostrożna z tym, co wkładam w swoje ciało (wszystkimi otworami), więc dla mnie wybór niskokosztowych zabawek ze sprawdzonych źródeł i z bezpiecznych materiałów za kwotę poniżej kilkudziesięciu złotych jest mocno ograniczony. Jednak propozycję rozważę, dzięki.

    3. Asia wrote:

      Dziwnie się czuję jako jedyna zadowolona ;D We-Vibe II nie miał pilota, więc nie było czego krytykować w tym zakresie, a też byłabym pewnie sfrustrowana, gdyby nie działał. Nie miałam problemów z wysuwaniem się, rozmiarem czy zmianą trybu działania…
      Jestem za to bardzo ciekawa czy ktoś w takim razie korzystał z podobnych produktów konkurencji…

      1. Nat wrote:

        Też jestem ciekawa ;)

    4. we wibe przy zabawie we dwoje średnio celnie trafia z to co powinien. wg mnie końcówki powinny być krótsze.

    5. scorpionka wrote:

      Dodam tylko, ze w tym samym czasie co ja, to koleżanka tez stała sie posiadaczka we-vibe 4. Jest tak samo jak ja bardzo rozczarowana.

      1. Nat wrote:

        Niestety, przez wzgląd na naturę produktów dla dorosłych nie można ich zwracać, gdy jest się nieusatysfakcjonowanym ich działaniem (pewna amerykańska firma miała politykę zwrotów – konsument mógł oddać produkt, który nie spełniał ich oczekiwań i skończyło się to… ponownym sprzedawaniem używanych zabawek. Była afera.). Jedyne, co jako kupujący możemy robić to (na przykład na Proseksualnej!) pisać o wadach zabawek, przestrzegać innych przed ewentualnym sięgnięciem po to, co „chodzi”, ale „nie działa”.
        A najbardziej felerne okazują się zazwyczaj zabawki na pilota…

    6. scorpionka wrote:

      Mam We-vibe 4. I jest to moj zdecydowanie na nie. Nie miałam poprzednich wersji, ale jestem tym tak bardzo rozczarowana, ze nie planuje juz tego typu gadżetów kupować. To, ze pilot czasem działa a czasem nie to pikus. Gadżet na mokro ucieka i wysuwa sie. Wiec zamiar bawić sie pilotem trzeba łapać uciekająca zabawkę. Po drugie kiedy zabawa nie jest juz solo a we dwójkę to gadżet nieprzyjemnie ociera mimo dużej ilości żelu. Partner tez narzekał. Na niego wibracje miały działanie znieczulające. Podsumowując – mam sporo roznych zabawek, ale żadna nie byłam aż tak rozczarowana jak ta. Jest droga i zamiast orgazmów dostarczyła obtarcie i frustracje. Zdecydowanie odradzam.

    7. Juiz wrote:

      Moją opinię o We-Vibe 4 już kiedyś wyraziłam. Co prawda nie zmieniła się ona do tej pory, ale też nie skazuję zabawki na kompletny nie wypał, mam ją zaledwie pół roku, więc może się jeszcze wiele zadziać.

      1. Nat wrote:

        Pozwolę sobie zacytować Twój wcześniejszy komentarz (żeby inni nie musieli szukać):
        „[…] moim not będzie We-vibe 4. Serio. Co prawda porównania nie mam jeśli chodzi o poprzednie wersje, ale tutaj występuje to samo zjawisko co przedstawione przez Ciebie w Lyli. Co mnie cholernie irytuje. Biorę pilota i gadżet „na sucho” i wsio gra. Po zainstalowaniu w odpowiednim miejscu za cholerę nie chce reagować na polecenia pilota, mało tego – nie reaguje nawet na włącznik na samym urządzeniu – nie wiem od czego to zależy, ale podejrzewam, że chodzi o to, że gadżet jest zwyczajnie „odchylony”. Także jedyne wyjście to zakładać już włączony, co średnio jest przyjemne i zabawne. Niemniej jak już się uda to zabawa jest OK. I tylko OK.”
        Ale sama na przykład zastanawiam się czy – w obliczu tego, jak kosztowne potrafią być gadżety – warto inwestować sporo kasy w coś, co jest tylko „OK”…

    8. Asia wrote:

      Miałam We-Vibe II i bardzo żałuję, że po zaledwie dwóch latach się popsuł (najpierw włączał się o najdziwniejszych porach budząc nas w nocy – mimo że jak na zabawkę wibrującą był dość cichy – a potem w ogóle przestał działać). Pomijając jednak nietrwałość bardzo dobrze go wspominam, nie jestem miłośniczką wielkich rozmiarów, więc użytkowany był na najróżniejsze sposoby, również w pojedynkę.
      Wibracje (raczej średniej mocy, późniejsze wersje są silniejsze) miały kilka ciekawych programów zmienianych za pomocą jednego przycisku. Nie znoszę, gdy zabawka ma zbyt wiele przełączników i pokręcidełek, wolę prostotę i dlatego jeden przycisk do wszystkiego mnie przekonuje, choć „na mokro” potrafił wymknąć się z rąk ;)
      Partner doceniał raczej fakt, że jest ciaśniej niż samo wibrowanie, ale aż palił się do zabawy we trójkę z tym gadżetem – szczególnie, gdy odkryłam, że podoba mi się jego kolejne ‚niegrzeczne’ wykorzystanie, jedna końcówka do jednej dziurki, druga do drugiej ;)
      Polecam! :)

      1. Nat wrote:

        Jak już się dorobię swojego We-Vibe, to będę pamiętać o dziurkowych sugestiach! A co do psucia się dokładnie po upłynięciu terminu gwarancji – cóż, najwidoczniej nie tylko sprzętów gospodarstwa domowego dotyczy ta zasada…
        Aż zacznę sprawdzać, które z moich zabawek wytrzymują próbę czasu ;)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr