• Lubrykant All Natural od Swiss Navy | Recenzje czytelniczek

    Dzięki uprzejmości sexshop24.pl dzielne testerki wyłonione przez Proseksualną Akademię miały okazję wypróbować naturalny lubrykant „dla wrażliwców” renomowanej marki Swiss Navy. Poznaj trzy niezależne opinie trzech niezależnych kobiet (a to, że dwie z nich mają na imię Agata to czysty przypadek) i przekonaj się, w jakim stopniu to starcie zminimalizowało… tarcie. 

    Informacje o produkcie:

    All Natural – lubrykant

    marka: Swiss Navy / MD Science Lab

    skład: woda zdejonizowana, propanodiol, ksylitol, glukonolakton, benzoesan sodu, karagenina

    pojemność: 20-473 ml

    cena: od 10.92 zł* wzwyż

    AllNatural_All_N

    Testerki otrzymały opakowanie o pojemności 237 ml, a od siebie dodam tylko, że spisały się na medal!

    ***

    Agata: 

    Poza zabawkami nie lubię w łóżku niczego obcego. Bitej śmietany, olejków, lubrykantów. Uwielbiam naturalne zapachy i smaki, a wszystko co pochodzi z zewnątrz zwyczajnie mi przeszkadza, a niekiedy nawet mnie brzydzi. Zdaję sobie sprawę, że przy seksie i zabawach z „tylnymi drzwiczkami”, jak lubię mawiać, dodatkowe nawilżenie jest konieczne. Staram się zatem przymykać oko na zapachy, konsystencję i w końcu również temperaturę (zimno! brrr…) lubrykantów. Ktoś może powiedzieć, że przy preferencjach takie, jak moje, powinno się celować w środki bezzapachowe i bezsmakowe. Oczywiście! Oczywiście, że tak robię, a jednak nie udało mi się jak dotąd znaleźć lubrykantu zupełnie neutralnego. Swiss Navy jest natomiast zbliżony do ideału w takim stopniu, w jakim nie był do tej pory żaden inny lubrykant.

    W konsystencji jest przyjemny, nie klei się, zaryzykuję nawet porównanie, że jest jak ślina (a więc do złudzenia naturalny). Ucieszyłam się, że to lubrykant na bazie wody, nie silikonu, bo właśnie taki nadaje się do tete a tete z silikonowymi gadżetami. W tym przypadku skupiłam się na testowaniu lubrykantu z gadżetem analnym nie na sobie, a na moim chłopaku, ale przyznaję, że z zastosowania go w sytuacji klasycznego masażu, też miałam niezłą frajdę.

    W tej drugiej sytuacji sprawdził się fantastycznie. Dzięki pompce można zaaplikować dodatkową porcję lubrykantu bez przerywania zabawy, a to doprawdy duże ułatwienie dla kogoś, kto dotychczas używał lubrykantów w tradycyjnych buteleczkach (i musiał przerywać zabawę, często w chwilach kluczowych). Dzięki wyjątkowo wodnistej konsystencji środek szybko ogrzewa się w dłoniach (nie wiem, czy ta teoria ma ręce i nogi, ale takie właśnie odniosłam wrażenie), a na pościeli nie zostawia żadnych śladów. Niestety, wszelkie próby lizania i ssania tak naoliwionego sprzętu, spełzły na niczym. Mówiąc wprost: zapach nie drażni, ale smak jest nie do przeskoczenia.

    W przypadku figli z plugiem, środek lał się strumieniem, inaczej nie dałoby rady. Niestety, nie jest wydajny. Potrzeba go dużo, żeby odczuć jako taki komfort. Tutaj już zdecydowanie lepiej spisał się lubrykant na bazie wody innej marki, na który z kolei narzekałam wcześniej, że zbyt intensywnie pachnie. Ostatecznie zawsze wybiorę lepszy poślizg, nawet kosztem chemicznego zapachu, a więc Swiss Navy zostawimy sobie raczej na bardziej tradycyjne sytuacje, takie jak pieszczoty i tradycyjny seks (w miarę potrzeb, bo żeby tak rutynowo, to ja nie bardzo…).

    Podsumowując: Swiss Navy prawie nie czuć (o ile nie zdecydujesz się na degustację), w tym aspekcie pozostawia inne lubrykanty daleko w tyle. Do figli analnych z zabawkami polecałbym jednak inne środki, oczywiście również na bazie wody.

    ***

    Agata:

    Jako dobra testerka do zadania wraz z partnerem zabrałam się jeszcze tego samego dnia, którego odebrałam żel!

    Pierwsze spostrzeżenie: strasznie rzadki, a właściwie żeby lepiej oddać jego konsystencję powiem, że jest minimalnie gęsty. Myślałam, że coś tak rzadkiego nie poradzi sobie i nie da odpowiedniego poślizgu, ale jest to mylne wrażenie. Poślizg jest i daje radę na tyle, że seks bez rozgrzewki jak najbardziej wchodzi w grę. Przy nakładaniu trzeba uważać, bo żel bardzo spływa, ale przez to, że jest on wodny i z bardzo prostym składem, można przymknąć na to oko. Jedna aplikacja na początku wystarczyła, by czuć było jego obecność przez dłuższy czas, więc to zdecydowanie zaliczam na plus.

    Przy zabawach analnych mam jednak wrażenie, że dostałam odrobinę za mało poślizgu. Oczywiście dało radę, ale gdyby to był mój pierwszy raz, to podejrzewam, że bym się nie czuła wystarczająco komfortowo.

    Lubrykant ma być naturalny, więc spodziewałam się też naturalnego zapachu, czyli szczerze mówiąc jego braku. Tutaj wychodzi minus, bo zapach jest, a na dodatek bardzo nieprzyjemny i sztuczny, plastikowy. Początkowo był na tyle silny, że poczułam go po zaaplikowaniu na członka partnera. Na dobrą sprawę po chwili się ulotnił i nie przeszkadzał.

    Nie byłabym sobą, gdybym żelu nie spróbowała. Smak był dla mnie przez chwilę słodkawy i mrowiący, później gorzki. Przy miłości francuskiej zdecydowanie nie polecam.

    W kwestii jego łagodności nie mogę za dużo powiedzieć, ponieważ żadne z nas nigdy nie miało problemów z lubrykantami. Ten również nie podrażnił, nie wywołał swędzenia i ogólnie nie zrobił nic złego.

    Do opakowania nie mogę się przyczepić. Etykieta kojarzy mi się z pastą do zębów, a butelka dobrze leży w dłoni. Początkowo pomyślałam sobie, że to dziwne, że nie ma żadnej zakrętki, ale jest tu zastosowane rozwiązanie, które bardzo lubię, czyli aplikator, który po przekręceniu blokuje się i nic przypadkowo nie wyleci.

    Jeśli mam podsumować, to powiem, że ten lubrykant według mnie będzie w porządku jeśli nie oczekujmy wielkiego poślizgu i do normalnego użytkowania sprawdzi się jak najbardziej.

    Do tego koniecznie muszę dodać, że ten test zachęcił mnie do próbowania innych produktów tej kategorii, niż te dostępne wszędzie z firmy na literę D…

    ***

    Joanna: 

    Lubrykant All Natural marki Swiss Navy na bazie wody zaskoczył mnie przede wszystkim swoim dość wyrazistym smakiem. Owszem, jest bezzapachowy i bezbarwny, ale najwyraźniej nie bezsmakowy. Jak dla mnie dużym plusem jest fakt, że nie jest słodki, w przeciwieństwie do wielu „naturalnych” lubrykantów dostępnych w aptekach i drogeriach. Lekko gorzkawy, skojarzył mi się ze smakiem spermy mojego faceta, po kilkudniowej wizycie u mamusi, kiedy w nieprzebranych ilościach konsumuje tradycyjną, tłustą, polską kuchnię (jednym słowem przeciwieństwo diety „ananasowej”!). No, ale lubrykant nie jest przecież do jedzenia, więc skupmy się na ważniejszych parametrach.

    Nie jestem po menopauzie, nie mam problemów hormonalnych i dodatkowe nawilżenie jest mi potrzebne głównie do seksu analnego, ewentualnie do aplikowania większych zabawek, dlatego opakowanie o pojemności 237 ml wydało mi się dosyć duże. Niemniej producent dba o wszystkich – dostępne są różne pojemności, od 59 ml do 947 ml!

    Podoba mi się, że butelka jest przeźroczysta (nie trzeba zastanawiać się ile zostało, widać to na pierwszy rzut oka) i zaopatrzona w wygodną, niekapiącą pompkę. Do tego marka jest na tyle mało rozpoznawalna przez niewtajemniczonych, że sądzę, iż nawet gdyby ta wielka butla stała na widoku, nie obruszyłaby nikogo, bo równie dobrze może zawierać serum na zniszczone końcówki włosów…

    Przyznam się, że mniejsze i bardziej obłe opakowania lubrykantów pobudzały moją wyobraźnię na tyle, by po ubraniu w gumkę znaleźć zgoła inne zastosowanie… W tym przypadku butelka jest zbyt kanciasta i zbyt duża, żeby przeszło mi to przez myśl, ale za to jak pisałam, jest znacznie bardziej dyskretna. Coś za coś!

    Przechodząc do sedna – żel jest miły w dotyku i jak najbardziej zapewnia odpowiedni poślizg, ma jednak pewną wadę. Jest bardzo wodnisty i cieknący, nawet w porównaniu do innych lubrykantów na bazie wody, a co tu dopiero mówić o tych na bazie silikonu. Być może to właśnie cena, jaką trzeba zapłacić za naturalność i brak szkodliwych dla zdrowia składników. Kiedy uprawia się seks we własnej sypialni, przynajmniej z mojego punktu widzenia, zmoczenie wszystkiego dookoła nie stanowi problemu, trochę gorzej jeśli chcemy komuś upaćkać tapicerkę w samochodzie czy biurowe krzesło… wtedy bym się dwa razy zastanowiła nad użyciem właśnie tego lubrykantu.

    Przyjazny dla ciała i dla zabawek, bezbarwny i bezzapachowy, o „wytrawnym” smaku, niezbyt wymyślnym, ale za to praktycznym opakowaniu, All Natural na pewno jest dobrym wyborem dla tych, którzy dbają na równi o łóżkowy komfort, jak i własne zdrowie. Poleciłabym go głównie osobom często korzystającym z takich wspomagaczy, ceniącym sobie naturalny zapach – zarówno swój, jak i partnera – oraz na tyle wyluzowanym by nie przejmować się tym, że gdzieś coś ścieka, moczy i brudzi. Inna rzecz, że raczej nie znajdziecie go w najbliższej aptece…

    ***

    Testy umożliwił sponsor „śliskiej” edycji Proseksualnej Akademii Testerów – sexshop24.pl.

    Za tę edycję dziękuję również Agacie, Agacie i Joannie. Kolejne odsłony Akademii już wkrótce!

    * Dane szacunkowe na podstawie materiałów producenta. Cena produktu może różnić się w zależności od dystrybutora.

    [ilustracje – mat. producenta]

    This article has 4 comments

    1. Klaudia wrote:

      https://www.kinkywinky.pl/akcesoria-erotyczne/lubrykanty/woman-aqua-100ml.html najlepszy lubrykant. Wydajny, do użytku z zabawkami, w smaku nienajgorszy, zapachu nie ma, ano i działa także przy zabawach z tylnym wejściem. Wybrał go dla mnie pan z kinkywinky, bo ten przeze mnie zamówiony się akurat skończył i… Strzał w dziesiątkę.

    2. Ania wrote:

      Słyszałam, że olej kokosowy sprawdza się jako naturalny lubrykant, może jakieś doświadczenia lub opinie na ten temat?

      1. Nat wrote:

        Bardzo lubię olej kokosowy, ale nie używam go zbyt często, ponieważ… mój partner nie znosi zapachu kokosa, a bezzapachowego jeszcze nie znalazłam – dlatego sięgam po niego głównie wtedy, kiedy potrzebuję wygładzić końcówki włosów ;)

        Ostrożnie podchodzę do zachwalania go jako lubrykantu z bardzo prostej przyczyny: oleje i prezerwatywy lateksowe to niezbyt mądre połączenie, ponieważ tłuszcze osłabiają lateks. Jeżeli jednak para nie używa kondomów, to jak najbardziej może sięgnąć po olej kokosowy. Dobry jest w szczególności jako lubrykant analny, bo nie „wyparowuje” tak szybko i zapewnia długotrwały poślizg.

        Ma też tę zaletę, że jest bezpieczny dla nieporowatych zabawek wykonanych z silikonu medycznego, stali czy szkła. Z pewnością okaże się też odpowiedni dla osób, które uczula wszelka chemia. Początkującym polecam jednak sięgnąć po małe opakowanie lub wypróbować go w sklepie, jeżeli będzie taka możliwość. Bo nie każdemu może odpowiadać jego aromat albo konsystencja (jest stała, „smalcowata”, olej upłynnia się pod wpływem temperatury ciała), a „zmywanie” go ze skóry też bywa wyzwaniem.

        1. Monika wrote:

          Nat czyli jak rozumiem polecasz używanie oleju kokosowego np. jako lubrykantu do aplikacji kulek gejszy ?
          Pytam bo w wielu miejscach pisze się, że nie zaleca się stosowania do tego olejków, gdyż mogą one podobno zniszczyć tworzywo gadżetu/kulek…

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr