• Nasutniki Me Seduce – recenzje czytelniczek

    Serio, czy ten produkt nie mógłby mieć jakiejś seksowniejszej nazwy?!

    W czerwcu dzielne testerki recenzowały biżuterię erotyczną, a dokładniej nasutniki ufundowane przez markę Me Seduce. Dla niektórych nowe akcesorium stało się inspiracją do sypialnianego role-playingu, narzędziem do uwodzenia partnera lub… samej siebie.

    Emer zaproponowała instrukcję BHP role-playingu, Joanna o wrażliwej skórze sprawdzała, czy ozdoby nie wywołają reakcji alergicznej, a Edyta wygrała w seksting. Zresztą, co ja będę streszczać, zostawiam was z dziewczynami:

    ***

    Recenzna Emer

    Niektóre role wymagają odpowiedniego BHP. Szczególnie te w sypialni. Wejść (w rolę) i wyjść (z roli), to proces i jeśli się nie liznęło choć troszkę teatru w życiu, albo chociaż nie obejrzało paru filmowych produkcji – nie wykluczając baśni i bajek,  ba!, nawet je właśnie należałoby pozostawić do tego zestawienia – należałoby przejść szybki test pytań do samej siebie:

    – czy mam poczucie humoru (również czarne)?

    – czy mój partner/partnerka je posiada?

    – czy interesuję mnie „co by było gdyby” i snucie scenariuszy pobudza moją wyobraźnię?

    – czy w dzieciństwie choć raz miałam epizod „przedstawienniczy”, liczy się też krzaczek (jak kto woli przecież)?

    Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedziałaś „tak”, to znaczy, że nasutniki są dla Ciebie ☺

    Z czym się to je?

    Parę kwestii technicznych:

    – mają rozmiar uniwersalny, oznacza to, że kobiety, które mają czym oddychać zobaczą całkiem sporych rozmiarów ozdobę na swoich piersiach, a te, którym się na brzuchu śpi raczej łatwo, zobaczą przezierającą przez nasutnik pierś… może bez tragedii, ale te ok. 5 cm średnicy to nie bagatela dla niektórych z nas (solidarnie się dołączam);

    – są wykonane z gładkiego materiału i solidne wykończone, więc mam pewność, że prędzej je przerobię na ozdoby choinkowe, albo niż się zdążą pospuć ( czyli drugi plus). Swoją drogą, dobry motyw na święta przy rodzinnym stole – i wracamy do punktu wyjścia ☺

    – są podklejone silikonowym klejem na całej powierzchni od strony piersi – szczególnie jest to istotne na obrębie ozdoby, bo tam narażona jest na przypadkowy silniejszy dotyk czy przesunięcie wywołane mocniejszym ruchem.

    – są też elastyczne, co ma swoje dobre i złe strony – na filmach sutki sterczą, jak igielnica na niemieckim (nomen omen) ratuszu, w rzeczywistości efekt może być… odwrotny, także, trzeba panować nad ewentualnymi odkształceniami, jeśli ma się tendencje perfekcjonistyczne.

    – można je po przedstawieniu odłożyć do garderoby – po prostu nakleić na plastikowe podkładki i wsio. Do wielokrotnego użycia.

    Jak sprawdziły się, jako element uwodzący?

    Odbyliśmy dwie podróże „w roli”. Ozdoby z „seduce me”, jakie wybraliśmy – bo w procesie wyboru uczestniczyliśmy oboje – nasunęły od razu serię skojarzeń. Czarna, błyszcząca materia, kremowa oblamówka i mały kwiatuszek tworzy interesującą całość. Podczas pierwszej zabawy weszliśmy w rolę jazzowej divy i jej wiernego fana – czarny kapelusz, biało-czarny kombinezon i niebotycznie wysokie szpilki w odsłonie lat 20-tych po mojej stronie i oczywiście nasutniki ukryte pod ubraniami. oraz… strój dowolny po drugiej. Ich odkrycie pierwszy raz wzbudziło spory zachwyt i dało mi satysfakcję, że tak udana była „przebieranka”. Druga podróż, której towarzyszył testowany gadżet, zabrała nas w rejony ogrodów Semiramidy – tym razem miałam na sobie długą, półprzezroczystą tunikę z haftem. Nasutniki pasowały do tej stylizacji, jak ulał. Szejk wystąpił w sięgającej łydek koszuli ze stójką. W tle majaczyła odpowiednio wschodnia muzyka, paliły się wonne kadzidła… Podobało nam się obojgu bardzo i z pewnością wrócimy za jakiś czas do uwodzącego gadżetu. Bo do „role playing” szybciej ☺

    fot. KJL

    fot. Emer

    ***

    Recenzja Lady Pasztet

    Czy znasz to uczucie, kiedy oczyma duszy swojej widzisz siebie samą, piękną, wyzywającą i seksowną? Oto nagle zrzucasz codzienny pancerz razem z mundurkiem z pracy, rozpuszczasz włosy i przeistaczasz się w dziką lwicę. Wszystko to dzięki jednemu, małemu gadżetowi erotycznemu, którego nie może zabraknąć w Twojej sypialni…

    STOP!

    To tak nie działa, nie działało nigdy i działać nie będzie. Jeśli nasutniki lub pas do pończoch mają wzmóc twoją pewność siebie, to zmierzasz w złym kierunku, koleżanko. Jeśli nie czujesz się piękna i atrakcyjna seksualnie na co dzień, to nawet nasutnik ze złota i komplet bielizny Agent Provocateur tego nie zmienią. Dlaczego?

    Być może jeszcze tego nie wiesz, ale zazwyczaj próby przeistaczania się w dziką kocicę kończą się nie erekcją, a wybuchem śmiechu. Trzeba to oswoić. A siebie samą – uspokoić. Nie ma w tym nic strasznego, bo trudno spodziewać się innej reakcji, kiedy totalnie zaskakujesz partnera. Daj mu się pośmiać, a potem mimo wszystko… co ja Ci będę tłumaczyć, sama wiesz.

    Jak już się bawić w burleskowe show, to z lepszymi niż gorszymi gadżetami. Odpuść sobie pawie pióra na nasutnikach, bo ani one są pawie, ani seksowne. Co najwyżej posmyrasz partnera po klacie, a wszystko i tak utonie w klimacie Cleo i Donatana.

    Lepiej postaw na klasykę. Na przykład srebro i czerń. Dyskretna kokardka. Czarne majtki zawsze znajdziesz w szafie, w przeciwieństwie do łowickej zapaski. Poza tym liczy się jakość, a to przede wszystkim dobry klej… albo sylikon. Sylikon jest o tyle lepszy, że ładnie przylega i nawet intensywne wymachy biustem na wszystkie cztery strony świata nie są w stanie nasutnika zsunąć. Produkt ogóle nie pachnie, co jest jego dużym plusem. Wykonanie jest estetyczne i jak na cenę około trzydziestu złotych, jest to gadżet, który mogę ze szczerego serca polecić.

    Być może nie staniesz się od razu gwiazdą burleski jak znana Betty Q, a Twój chłopak porówna je do berecików postaci z „Sąsiadów”, ale nie zniechęcaj się. Jeszcze kiedyś będzie Cię błagał, żebyś je włożyła. A jak nie będzie błagał, to włóż, kiedy tylko masz ochotę i zupełnie się nim nie przejmuj.

    P.S. Słowo nasutnik jest okropne, ale nie znam lepszego. Niestety.

    ***

    Recenzja Joanny

    Wybrałam model nr 5 – czarne nasutniki ze złotą obwódką i czarną kokardką. Muszę przyznać, że jak dla mnie nazwa tej nietypowej ozdoby jest nieco niefortunna. Po prostu kiepsko brzmi. Przy innej okazji spotkałam się z określeniem „osłonki na sutki”, ale ono też nie oddaje sedna, w końcu nie chodzi tu o zasłanianie (jedynie pośrednio), a o ozdabianie. Dzięki takiej biżuterii piersi bardziej przyciągają wzrok, stają się centrum zainteresowania.

    Ale po kolei…

    Nie jestem fetyszystką opakowań i zwykły, prosty kartonik w zupełności by mnie zadowolił, gdyby nie to, że pani na poczcie najwyraźniej trochę za bardzo przyłożyła się do stawiania stempelka. Przyznam, że przestraszyłam się widząc pogniecione opakowanie, ale na szczęście zawartość była cała. I bardzo ładna. Nipelki (jak spontanicznie nazwał je mój partner) wyglądały identycznie, jak na zdjęciu: gładkie, satynowe, nieco stożkowate w kształcie. Jedynie paćka kleju na gorąco wystająca spod jednej kokardki zakłócała idealny wygląd. Na szczęście łatwo dało się ją usunąć.

    Nasutniki od spodu zabezpieczone były kawałkiem folii. Po zdjęciu jej okazało się, że są bardziej klejące niż się spodziewałam. W dotyku przypominały raczej żelowe łapki z dzieciństwa, klejące się dosłownie do wszystkiego (i zostawiające „tłuste” ślady), a nie silikonowe paski z pończoch samonośnych czy pozbawionych ramiączek staników.

    Jako, że nawet po zastosowaniu zwykłych plastrów, potrafię dostać wysypki, najpierw jeden przykleiłam sobie do ramienia, żeby sprawdzić czy aby na pewno nie wystąpi żadna reakcja alergiczna – ostatnie czego chciałam, to przekonać się o tym po naklejeniu ich na tak delikatną część ciała jak brodawki!

    Następnego dnia, już spokojna o bezpieczeństwo stosowania, przykleiłam je dokładnie tam, gdzie powinny się znaleźć. Przyznam, że efekt mile mnie zaskoczył. Nie mam piersi jak prezentująca je modelka, a mimo wszystko efekt był doskonały. Dokładnie o to chodziło! Obawiam się jednak, że bywają kobiety mające większą średnicę brodawek niż te nipelki (ok 6 cm) – w takim wypadku mogą się nie sprawdzić, choć to oczywiście kwestia gustu.

    Od początku zakładałam, że z osłonkami na sutkach nie spędzę zbyt wiele czasu – maksymalnie jakieś dwie-trzy godziny. Mam kiepskie doświadczenia z silikonowymi paskami, które potrafiły zostawiać na mojej skórze odparzenia, a nawet rany. Lepiej nie ryzykować, choć oczywiście takie reakcje to sprawa bardzo indywidualna.

    Byłam zaskoczona tym, jak dobrze te małe cacuszka trzymają się na miejscu. Nic nie było im straszne! Żadne ruchy, podskoki, otarcia.

    Swoją rolę – jako element dłuższego pokazu – spełniły wyśmienicie, wyraźnie zaciekawiły, a może wręcz zafascynowały mojego partnera. Ja doskonale widziałam, że odznaczały się pod małą czarną, ale on nie zauważył nic podejrzanego i był szczerze zaskoczony nietypowym widokiem. Idealnie pasowały do czarnego, koronkowego pasa do pończoch i czarno-złocistych szpilek. W zasadzie nic więcej nie było potrzebne… no może poza muzyką :)

    PS. Osłanianie też im nieźle wychodzi. Lubię kiedy moje piersi są chłostane, ale mam bardzo wrażliwe sutki i myśl, że mojemu parterowi może omsknąć się ręka, potrafi mnie zmrozić. Nasutniki działają jak małe pancerzyki i nic nie jest już mi straszne ;)

    ***

    Recenzja Aleksandry

    Wiedziałam, że nasutniki w kwiatuszki nie będą łatwe w zastosowaniu erotycznym – kojarzą się bardziej ze słodyczą, niewinnością, dziewiczymi pieszczotami i pocałunkami w czoło z rumieńcem. Przyznajmy szczerze – nie da się w tym czuć jak seksualny demon, ale i nie o to chodziło ;)

    (Jednak wybierającym ten model dziewczynom radziłabym się zastanowić, czy na pewno wybieracie produkt spełniający Wasze oczekiwania).

    Dla mnie nasutniki stały się bodźcem do lekko erotycznego występu inspirowanego gwiazdami polskiej burleski. Wolny wieczór, tylko my dwoje, i show time! Od jakiegoś czasu chodzę na zajęcia z tańca, więc wykorzystałam układ sexy-dance, który lekko przekształciłam. Publiczność na występ zareagowała… na stojąco. Podsumowując – po przełamaniu skrępowania, ten wybór był fajnym urozmaiceniem wspólnego wieczoru.

    Same nasutniki są wykonane bardzo ładnie i solidnie, ale drażni mnie materiał, z którego są wykonane (jest błyszczący). Bardzo dobrze przylegają do ciała i nie ma mowy o oderwaniu się. Ściąga się je też bezboleśnie.

    Może nie czułam się w nich oszałamiająco seksownie, ale na pewno byłam gwiazdą wieczoru ;)

    ***

    Recenzja Edyty

    Kiedy dostałam paczuszkę, ucieszyłam się, że kolor jest niezupełnie taki, jak na zdjęciu w internecie. Dokładniej: na ekranie kolory (czerwień ze srebrnym wykończeniem) są jaskrawe, i trochę się tego obawiałam. Nie miałam ochoty wyglądać kiczowato i tandetnie, nie chciałam wyglądać jak choinka na Boże Narodzenie.

    Jednak czerwień jest bardzo naturalna, choć wyrazista i zdecydowana, a srebrna obwódka nie wygląda jak łańcuch choinkowy. Materiał jest solidny, ale miękki, wykonanie staranne.

    Byłam bardzo ciekawa sposobu mocowania na sobie. Okazało się, że klej jest bardzo dobrej jakości. Nie klei się do rąk, za to idealnie przykleja się do piersi wokół sutka. Sam sutek pozostaje jakby w pustym miejscu (piramidka), ale ja mam małe sutki. Posiadaczki większych będą pewnie wypełniały to miejsce szczelniej.

    Nie znaczy to jednak, że czuje się w jakikolwiek sposób coś nałożonego na pierś. Ja czułam się w nich bardzo naturalnie, i gdyby nie to, że chciałam się w nich oglądać w lustrze, robiąc zdjęcia dla ukochanego, mogłabym zapomnieć, że mam je na sobie.

    Ukochany był zaskoczony, ale z pewnością zaintrygowany :) I chociaż ma ważne i poważne sprawy na głowie, nie omieszkał skomentować zdjęć wysłanych do niego w czasie pracy :) Nasutki (wolę skrócić nazwę dla własnego użytku) utrzymują się bardzo dobrze na ciele i sądzę, że nawet przy zabawach z ocieraniem ciała o ciało, nie spadną. Ale to dane mi będzie sprawdzić dopiero za parę dni. Nie mogę się doczekać :)

    Podsumowując:

    Estetyka bardzo dobra. Nie jestem opalona, a jednak kolor ładnie harmonizuje z kolorytem skóry. Kolory zdecydowane, ale nie krzykliwe. Nie sposób ich nie zauważyć, ale nie są wulgarne. Są jak z burleski, z klasą. Urocze, wyraźne, wprowadzają nastrój zabawy, ale są niezobowiązujące. I chociaż to serduszka, nie są tandetne jak z plakatu dla nastolatek- choćby przez głęboką, krwistą barwę. Można też zauważyć, że jest jakby lewy i prawy, tzn. jedno serduszko nie jest całkiem symetryczne, za to piersi ozdobione nimi są, bo lewe jest lustrzanym odbiciem prawego.

    Wykonanie bardzo dobre, dobrej jakości materiał: imitacja skóry (więc fajnie, z prawdziwej skóry bym nie chciała, jestem wegetarianką). Klej bardzo dobrze się trzyma i nie pozostaje na ciele po zdjęciu nasutków. Jedyne moje wątpliwości to: ile razy można ich użyć, zanim klej wyschnie? Po użyciu przyklejamy je z powrotem na specjalną folijkę, która chroni przed wyschnięciem kleju. Ale ponieważ to niedrogi produkt, myślę, że nawet używając go parę razy można się dobrze bawić, a gdy już klej się „zużyje”, można po prostu wybrać nowy model, co ja też zapewne uczynię :)

    Ludzie za mało się bawią, również w seksie, a nasutki umożliwiają nowy rodzaj zabawy, z innym podejściem, za niewielkie pieniądze.

    P.S. Mnie również zniechęca trochę pani w typie gwiazdy porno na zdjeciu reklamowym (nie widziałam strony) i gdybym miała produkt kupić, czułabym się bardziej przekonana widząc zdjęcie pani takiej, jak ja (po 4 latach karmienia piersią, piersi są znacznie mniejsze). Tak więc produkt w oderwaniu od jego reklamy bardzo mi się podoba, ale gdybym miała go kupić, nie wiem, czy taka reklama by mnie nie zniechęciła…

    Testy odbyły się dzięki uprzejmości

    Me Seduce

    [okładka wpisu – fotografia nadesłana przez Emer]

    This article has 1 comments

    1. […] z bielizną stworzoną do uwodzenia. Po świetnych recenzjach Czytelniczek, które recenzowały nasutniki, Me Seduce powraca z nagrodą w postaci koszulki Elza Chemise w kolorze czarnym, rozmiar L/XL. […]

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr