• Nowy listek… figowy

    „Dlaczego heteroseksualna wegetarianka zawsze płacze po seksie?” – zapytał mnie kiedyś Pepa, amator i kreator suchych dowcipów. „Bo nie może się pogodzić z tym, że kawałek mięsa sprawił jej tyle przyjemności”. Ten żarcik–figielek przypomniał mi się, kiedy natknęłam się w internecie na nową linię zabawek dla kobiet – Leafvibes. Jestem gadżeciarą i specjalistką w wytwarzaniu sobie pragnień, więc nic dziwnego, że z miejsca zapałałam pożądaniem do każdego listka z osobna. Może za wyjątkiem tego, który wygląda, jak nagi ślimak…

    Leafvibes by Swan to gadżety dla podwójnie zielonych dziewczyn – tych, które troszczą się o środowisko i tych, które jeszcze nie mają żadnego doświadczenia z takimi umilaczami życia, ale chciałyby spróbować. Listkowa drużyna to sześć niezwykle dyskretnych produktów, które nie przerażają rozmiarami ani – i całe szczęście, że dobrzy producenci już od jakiegoś czasu to praktykują – nie są wiernymi odwzorowaniami penisa. Najbardziej falliczny model Touch prędzej wzbudzi skojarzenia z zielonym bananem, więc i tak jest po prostu wibrującą niewinnością. Oprócz niego do „wsadzenia” są następujące listki: Life, Bloom, Fresh, Spirit, Touch, Vitality. Można położyć taką ozdobę w łazience czy na jakiejkolwiek półce i duże prawdopodobieństwo, że nie wzbudzi niczyich podejrzeń – domyśli się pewnie ten, kto też używa listka. Łazienka pojawia się nieprzypadkowo – zabawki są wodoodporne.

    Duże znaczenie – przynajmniej dla mnie i pewnie dla wielu dziewczyn, które dopiero chciałyby spróbować masturbacji z użyciem gadżetów – ma balans pomiędzy ilością zabawek penetracyjnych i tych do stymulacji zewnętrznej. Sama głęboko wierzę, że kobieta będąca jeszcze dziewicą ma pełne prawo do używania zabawek erotycznych, nie chcąc koniecznie pozbawiać się błony dziewiczej na własną rękę. Albo – własną ręką. Dobra kolekcja – czy to wiosna/lato, czy jesień/zima – niezależnie – w modzie, w gadżetach erotycznych powinna mieć jakiś must have dla każdego! Szkoda, że z listkowych dobrodziejstw radochę może czerpać tylko jedna osoba (chyba, że sprawianie przyjemności komuś też liczyć jako radochę), bo gadżetów dla par brak.

    Kiedy wybieram zabawki, szczególną wagę przykładam do tego czy są zaprojektowane, by dokarmiać je ładowarką, czy kolejnymi bateriami. Baterie zazwyczaj zawieruszają się w domu i kiedyś nawet musiałam posunąć się do kradzieży paluszków z walkmana współlokatora, żeby móc użyć osobistego masażera na baterie. Listki są właśnie na ładowarkę i jedna pasuje do wszystkich. Lubię takie uniwersalne rozwiązania – to duży komfort móc wozić ze sobą wszystkie ulubione gadżety bez konieczności zabierania całej plątaniny kabli czy zapasu baterii. Dogadzając sobie listkami, użytkowniczka dogadza też środowisku.

    Nie da się ukryć – zabawki nie są tanie, cena jednej to ponad sto dolarów. W Europie są do nabycia tylko w Danii (produkt jest kanadyjski), ale istnieje możliwość zamówienia większej ilości wysyłkowo – może jakiś polski sklep zaryzykuje sprowadzenie chociaż kilku egzemplarzy? Zwłaszcza, że ostatnimi czasy lubimy być jeszcze bardziej eko. I choć nikt mi za promocję nie płaci ani jednymi, ani drugimi zielonymi (czyli ani pieniędzmi, ani gadżetami), postanowiłam o właśnie tej linii napisać. Bo bardzo mi się podoba – udowadnia, że babki nie potrzebują gadżetów w różu ani takich, które są mocno wulgarne. Mając do wyboru starannie odwzorowaną każdą żyłeczkę na wibratorze w kształcie penisa oraz prostą, gładką formę z medycznego, bezpiecznego silikonu – sięgnę po to drugie. Choć trudno mi ocenić moc i wibracje, bo jeszcze nie mam swojego listka (a kto wie, może wkrótce), ale w tym wypadku jem oczami. Jak tylko któryś z elementów trafi w moje ręce (i nie tylko) od razu go dokładnie opiszę.

    A biorąc pod uwagę fakt, że produkty są dodatkowo pięknie, bo dyskretnie i ekologicznie zapakowane, byłby to świetny pomysł na prezent. Jednego mi tylko brakuje – konkretnego i rzeczowego opisu, mówiącego, która zabawka jest do czego. Może takie informacje są zawarte w ulotkach konsumenckich, ale wolałabym, żeby na stronie producenta było wyłożone, że taki Vitality jednocześnie może stymulować waginę i okolice odbytu, a Bloom przeznaczony jest do drażnienia punktu G, zaś dziewicę najbardziej ucieszy Spirit. Koniecznie przejrzyjcie ofertę!

    Choć, jak wspomniałam wcześniej, nie ma w kolekcji gadżetów dla par, nie znaczy to, że nie można ich używać we dwójkę. Apeluję więc – zamiast kwiatka na randkę przynieś tylko listek i zobacz, co się stanie… Listek z pewnością przetrwa dłużej.

    A dla ciekawskich – wideo:

    Wszystkie materiały pochodzą ze strony dystrybutora.

    This article has 1 comments

    1. WildOrchid wrote:

      Z kupnem w Pl nie ma problemów – są choćby w outlecie Beatki z Niemiec.

      Epiphora rozpływała się ostatnio nad Leaf Life – podobno ma najsilniejsze i najgłębiej penetrujące wibracje ze wszystkich.

      Ja się zastanawiam, gdyż Listki mają dziwny system sterowania – nie można łatwo skakać po prędkościach, tak jak ja lubię. Chyba raczej wybiorę We-Vibe Touch.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr