• Od dupy strony – cz. 3

    Cześć, jeśli spodziewaliście się recenzji trzeciego i zarazem ostatniego korka analnego z zestawu treningowego od COLTA, to niestety mam dla was złą wiadomość – nic z tego, wrota komnaty tajemnic nie zostały otwarte tym kluczem.

    I to chyba nie w dupie, ale w głowie mi się poprzewracało. Dlaczego? Jestem za bardzo spięty i onieśmielony rozmiarem tej zatyczki. O ile ze średnią oswoiłem się już całkowicie, tak jedno spojrzenie na najgrubszy korek sprawia, że „zatykam się” i czuję zupełnie niegotowy. Choć trenowałem z pierwszą i drugą zatyczką regularnie, nie potrafię przemóc w sobie lęku przed ewentualnym bólem przy spotkaniu z trzecim, gumowym wielkoludem.

    Przeczytaj też: część 1 i część 2.

    By jednak nie pozostać tylko w sferze swoich lęków, opuściłem strefę komfortu i podjąłem się próby zabawy z trzecim korkiem. Nie była to droga przez mękę, ale raczej niewygodę – byłem za bardzo spięty, by przyjąć w siebie więcej niż 1 cm korka. By się do niego przekonać, używałem wodnych lubrykantów (w dużych ilościach), a wcześniej przygotowywałem się, wkładając małą i średnią zatyczkę. Niestety, to wszystko mi nie pomagało. Gdy czułem się już dobrze, zrelaksowany i nadchodził moment wyjęcia z siebie drugiego korka i włożenie trzeciego – klin, „You shall not pass”! I leżałam tak z nogami do góry, starając się z całych sił, bezskutecznie. I może w tym tkwił mój problem, chciałem za bardzo, że to już teraz i sam zaczynałem się spinać i niepotrzebnie denerwować tym, że moje próby są niewypałem. Granica komfortu leży gdzieś blisko strefy bólu – nawet tego wyimaginowanego – i trudno było mi ją przekroczyć.

    Teraz pozostaje więc znaleźć odpowiedź na pytanie: czy zestaw korków do treningu analnego od COLTA jest potrzebny i sprawdza się? Myślę, że tak. Po treningu tylko dwiema zatyczkami z zestawu, podejmowałem z moim partnerem próby analne i były one udane. Oczywiście bardzo powolne i dość niezręczne. W tych próbach towarzyszyły nam korki, które doskonale pomagały zbudować seksualne napięcie. Na pewno są one dobrymi zabawkami do analnej gry wstępnej, nawet jeśli nie musi się ona kończyć pełnym zbliżeniem.

    Korki na pewno nie są wystarczającą metodą, to dopiero początek. Kiedy wreszcie przekonasz się i zaczniecie ze swoim partnerem lub partnerką przygody analne, nawet po korkach zaczynajcie powoli, nie spieszcie się. Po pierwsze nie musicie spełniać nierealnych wyobrażeń o analu z pornoli. Robicie to dla siebie, siebie samych i siebie nawzajem – to nie jest sfera udowadniania komuś, że jest się lepszym. Musisz być sobą, w pełni czuć własne ciało i nie bać się powiedzieć STOP, kiedy robi się boleśnie. Najgrubszym miejscem penisa jest żołądź, więc boleć będzie na początku, to jest moment bólu, który można przetrzymać. Mówię możne, nie trzeba, ani musisz – to nie jest obligatoryjne, jeśli już na początku czujesz dyskomfort i w głowie robi ci się coraz ciaśniej, możesz zwolnić lub przerwać próby. Będziecie mieli jeszcze mnóstwo czasu, by do nich wrócić.

    Anal dla początkujących na pewno jest trudny, ale niepozbawiony satysfakcji. Oto kilka pozycji, które zdaniem seks trenerów są najlepsze, kiedy zaczynamy analne zabawy.

    1. Kowbojka albo kowboj

    Rodeo dopiero przed tobą i zanim dosiądziesz konia, musisz się z nim oswoić. I na to właśnie pozwala Ci ta pozycja. Aktywny partner kładzie się na plecach, a ty wygodnie możesz dopasować się do jego członka lub dilda na pasku. Kontrolujesz całą sytuację, głębokość i intensywność posunięć.

    2. Na pieska

    Klasyka, ale bezbolesna, ba nawet może być jeszcze bardziej przyjemna. Autorka książki The New Sex Bible Jessica O’Reilly proponuje zmodyfikowaną wersję tej pozycji. Strona pasywna klęka, kładąc pośladki na piętach i rozsuwa szeroko kolana. Dla równowagi podpiera się o nie rękami lub zapiera o ścianę czy zagłówek łóżka. Strona aktywna, przyjmuje identyczną pozycję za osobą pasywną. Dopasowuje główkę penisa lub dildo, ale to cała zabawa i ruch leży po stronie pasywnej. Ona poruszając biodrami w górę i w dół dostosowuje tempo i głębokość penetracji pod siebie. W pozycji tej aktywny partner może także pozwolić siebie na zabawy drugą ręką z tym, co mamy z przodu.

    3. Twarzą w twarz

    Ta pozycja na pewno sprzyja większej intymności, spojrzenia w oczy, gryzienie w szyję i sprośne szepty do ucha. Pasywna strona w i w tej pozycji ma pełną kontrolę nad analem. Dodatkowo jest to pozycja dobra dla kobiet, oprócz stymulacji analnej, dotykane są także piersi oraz łechtaczka. Wspomniana już wcześniej Jessica O’Reilly proponuje dla tej pozycji użycie wibrującego pierścienia na penisa, wszystko po to, by zwiększyć intensywność doznań.

    4. Na brzuchu

    Pozycja ta jest bardzo wygodna dla początkujących. Osoba pasywna leży na brzuchu, może podłożyć sobie pod siebie poduszkę. Reszta jakby dzieje się sama. Ponad to kobieta w tej pozycji spokojnie może zabawiać się ze swoją łechtaczką.

    5. Na łyżeczkę

    Według trenerów seksualnych jest to pozycja zdecydowanie najwygodniejsza dla osób, które zaczynają eksperymenty z analem. Lepiej jest się nam w niej rozluźnić, dodatkowa bliskość z partnerem zwiększa intymność zbliżenia.

    Pamiętajcie wciąż jednak o zasadzie LLL – lewatywa, lubrykacja, luz. Wtedy bez spięcia analll będzie przyjemnością, na którą czekaliście, a nie męką, którą chcecie już skończyć.

    Jeśli macie jakieś spostrzeżenia odnośnie moich recenzji, podzielcie się nimi w komentarzach. Napiszcie też coś o waszych doświadczeniach z analem. Podobno to wciąż temat tabu, ale czy tak jest? Dzięki za te trzy wspólne teksty i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się z wami pogawędzić na łamach Proseksualnej.

    Dzięki, Nat.

    Paco

    Cykl powstał dzięki

    Nowe doznania erotyczne

    [okładka wpisu]

    This article has 2 comments

    1. jamaicaman wrote:

      Najgrubsze miejsce penisa zależy od penisa i nie jest to zawsze żołądź, jak nieraz już widziałem na tym świetnym przecież blogu ;)

    2. […] głębokość i tempo penetracji: na kowbojkę, na łyżeczki czy pozycja siedząca (pisał o nich Paco). Najważniejsze to cieszyć się wspólną podróżą równie mocno, co ewentualnym dotarciem do […]

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr