Recenzja: masturbator Blewit! – błękitny przedmiot pożądania

Recenzja: masturbator Blewit! – błękitny przedmiot pożądania

Crowdfunding w świecie gadżetów erotycznych jest wciąż jednym z najgorętszych trendów – pisałam o tym niedawno dla magazynu „HAmag„. Jedną z zabawek, która trafiła na rynek dzięki finansowaniu społecznościowemu jest Blewit! – masturbator dla mężczyzn poprawiający wydolność seksualną.

Produkcję tego gadżetu z własnej kieszeni wsparło ponad 1000 osób, a Blewit! uzyskał aż 325% potrzebnej kwoty. W kampanii crowdfundingowej masturbatora szczególnie urzekło mnie promowanie masturbacji w duchu Mindfulness – świadomej, nastawionej na bycie tu i teraz, ale też mającej pewien cel – wytrenowanie ciała, aby przezwyciężyć takie przypadłości, jak zaburzenia erekcji, czy obawy związane z wydolnością seksualną organizmu. Stylowy masturbator trafił w ręce Paco – dzielnego testera, który na Proseksualnej „oblatuje” gadżety dla mężczyzn. Dlatego to właśnie jemu oddaję teraz głos:

***

Błękitny przedmiot pożądania

Każda moja recenzja zaczyna się od wyznania, tym razem nie będzie wyjątku. Bardzo lubię chwile spędzone z samym sobą. Masturbacja jest dla mnie ważnym elementem seksualności, traktuję ją jako dopełnienie erotycznego życia.

Poza udanym pożyciem (nie)małżeńskim z moim partnerem, szukam także seksualnego spełnienia w onanizmie. (Właśnie przeczytałem poprzednie zdanie i uderzyło mnie, jak bardzo słownictwo związane z masturbacją jest okropne.) Z autoerotyzmem jest jednak, jak z seksem w ogóle – rutyna i powtarzalność mogą zabić przyjemność. A przecież nie o to chodzi w tych chwilach onanistycznego spotkania z samym sobą. Męska masturbacja wcale nie musi być praktyką: kutas-ręka. Przełamanie nudnych praktyk autoerotycznych pozwoliło mi docenić różnorodność praktyk seksualnych w ogóle. Przykładowo, wzajemna masturbacja jest częstą i bardzo przyjemną zabawą erotyczną. Nie każda bliskość musi być oparta na literalnym zbliżeniu, penetracji, czy seksie oralnym. Pomocne w pogłębianiu przyjemności masturbacji są gadżety: lubrykanty, cock ringi, czy masturbatory.

Dlatego gdy Nat poprosiła mnie o test i recenzję jednego z masturbatorów, bez wahania powiedziałem „tak”. Zabawka, która trawiła w moje ręce była pełnym zaskoczeniem, a w użyciu okazała się jeszcze bardziej zdumiewająca.

blewit2

Pierwsze wrażenie

Blewit to męski masturbator, który wygląda zupełnie inaczej niż każdy masturbator, który miałem okazję widzieć do tej pory. Bardziej przypomina dzieło szalonych designerów sztuki użytkowej niż gadżet erotyczny. Obudowa Blewita pozytywnie wyróżnia się na tle powtarzalnych kształtów i rozmiarów wielu innych masturbatorów. Na pierwszy rzut oka zabawka wydać się może dość kanciasta i niewygodna w obsłudze – nic bardziej mylnego. Kształt masturbatora jest doskonale zaprojektowany i przystosowany do komfortowego użytku. Geometryczna forma stożka, trochę skręcona i zwężająca się ku górze, pozwala na wygodny chwyt zabawki nawet bardzo małą dłonią, jak choćby moja. Kształt tego masturbatora umożliwia stabilny chwyt, dzięki czemu masturbacja jest na pewno bardziej płynna. Tworzywo, z którego wykonano obudowę, jest lekkie, a w kontakcie z lubrykantem zachowuje swoją przyczepność, dzięki czemu zabawka nie ślizga się w dłoni. Blewita wyróżnia także niesamowity kolor, ten bardzo intensywny odcień błękitu to wyraźny znak od producentów, że kierują oni swój gadżet do odważnych mężczyzn. Blewit to także ciekawie opracowany marketing produktu. Wszystkie obrazki w instrukcji są bardzo graficzne i proste, nie epatują ordynarną seksualnością. Na stronie producenta dostępne są także filmy instruktażowe, które jasno tłumaczą, jak korzystać z tego masturbatora.

Dla miłośników gadżetów dodać mogę jeszcze tyle, że Blewit zapakowany jest w bardzo ładne pudełko, które nie wzbudza żadnych skojarzeń i pomaga w wygodnym przechowywaniu zabawki.

Gdy nacieszyłem oczy błękitem obudowy i zapoznałem się z instrukcją obsługi masturbatora, zabrałem się do zdecydowanie przyjemniejszej części: testowania zabawki!

blewit1

Liczy się wnętrze

Kiedy zdjąłem podstawę Blewita, okazało się, że producenci tej zabawki jeszcze bardziej dbają o swoich klientów. Żelowa tuba, do której wkłada się członek, zatkana jest specjalnym plastikowym pręcikiem, który pozwala zachować wnętrzu zabawki kształt. Ja używam tego elementu także do głębszego rozprowadzenia lubrykantu. Świetny pomysł.

Przyjemny okazał się także zapach zabawki, żelowe tworzywo nie pachniało chemicznie. Ten słodkawy zapach jest przyjemny i dość podniecający. Muszę napisać wam jeszcze jedno, bo Blewit jest zabawką, która naprawdę podnieca. Żelowa tuba ukryta w obudowie zaczyna się miękką wypustką z dziurką –już sam ten widok zachęca do zabawy. By jednak nie zrobić sobie krzywdy ważne, by najpierw dobrze nawilżyć zarówno członek, jak i wnętrze masturbatora.

Blewit3

Dobrze przygotowany zacząłem właściwy test – i tu Blewit okazał się masturbatorem, jak dla mnie idealnym. Żelowe tworzywo dobrze stymuluje członek, wszystkie wypustki pieszczą każdy centymetr penisa. Od dawna nie byłem stroną aktywną w seksie i właśnie ten masturbator pozwolił mi znów poczuć tamto penetracyjne doznanie. Intensywne i bardzo przyjemne doznanie.

Może nawet zbyt intensywne, bo pierwszy raz z Blewitem okazał się dość krótki.

I tu kryje się kolejna zaleta tego masturbatora: może on także posłużyć do treningów nad wydłużeniem stosunku – jeśli oczywiście uważasz to za konieczne. Stymulowanie członka Blewitem jest bardzo intensywne, zupełnie inne niż masturbowanie się ręką. Żelowe wnętrze zabawki każdy, nawet drobny ruch, zamienia z intensywny bodziec. Dlatego dzięki szybszym i wolniejszym ruchom możesz opóźniać lub przyspieszać moment szczęśliwego finału. Taki jest też przekaz producentów tego gadżetu, chcą poprawić jakość nie tylko masturbacji, ale ogólnie wpłynąć na większe zadowolenie z seksu.

Blewit4

Po kilkukrotnych zabawach z Blewitem, wiem, że drugi masturbator, który mam w kuferku z zabawkami, nie będzie mi już potrzebny. Najwięcej doznań dostarczyły mi ruchy nie góra-dół, ale rotacyjne. Jest to chyba mało dostępna w seksie możliwość, bo też trudna do skoordynowania – wymaga pewnie dużo siły. Okręcenie Blewita w dłoni okazało się najlepszym z moich masturbacyjnych pomysłów.

Po kilku finałach przy jednym posiedzeniu testera przychodzi zawsze najmniej przyjemna część zabawy: porządki

Kto po tym posprząta?

Producenci Blewita i z tym problemem poradzili sobie doskonale. Oprócz odkręcanej podsawy, także końcówkę masturbatora można odkręcić. W ten sposób bardzo łatwo przepłukać go pod bieżącą wodą. Samo odciekanie i schnięcie zabawki też zostało dobrze przemyślane: dno podstawy wyposażone jest w kratkę, która ułatwia odpływ wody z wnętrza zabawki.

Mam jednak drobne zastrzeżenie do sposobu czyszczenia Blewita. Żelowy element, który brudzi się najbardziej, nie nadaje się do pełnego wyjęcia. Jest przytwierdzony na stałe do obudowy i należy się z nim podczas czyszczenia obchodzić bardzo ostrożnie. Odruchowe strzepniecie (hihihi) może spowodować uszkodzenie tworzywa lub oderwanie od reszty zabawki.

Blewit spodobał się nie tylko mi, ale także mojemu partnerowi. Dlatego myślę, że nie trzeba używać tej zabawki tylko podczas masturbacji. Używanie masturbatora może być dobrą grą wstępną, albo przyjemnym finałem. Powiem nawet, że taka masturbacyjna sesja z partnerem może wyjść tylko na dobre.

Szukając w internecie opinii na temat Blewita, natknąłem się na bardzo zgrabne zdanie: „Gilette właśnie straciło prawo do sloganu Najlepsze dla mężczyzny„. W pełni się z tym zgadzam i trochę już myślę nad tym, kiedy znów pozwolę sobie na tę NAJLEPSZOŚĆ.

Blewit – polecam i pozdrawiam,

Paco.

Testy odbyły się dzięki marce Blewit.

Pozostałe recenzje Paco:

JBoa – lasso erekcyjne

COLT Anal Trainer Kit – Od dupy strony cz. 1, 2, 3

proseksualna-kinky-winky-mini