• Recenzja: nowe wibratory We-Vibe – Nova & Rave

    Rzadko spotykam akcesoria na tyle imponujące, abym na dłuższy czas zapomniała o pozostałych w mojej kolekcji. Dlaczego Nova i Rave były jednymi z tych, którym się udało?  

    Zabawa, intymność i satysfakcja – te trzy wartości przyświecają marce We-Vibe. Ja kojarzę ją raczej z gadżetami o głębokich wibracjach, począwszy od mini wibratora Tango, poprzez niecodzienny Touch aż po wibratory z nowej kolekcji. Nova i Rave, bo o nich mowa, miały – według twórców – zrewolucjonizować przyjemność solo, zapewniając doznania, jakich produktom żadnej innej marki nie udało się jeszcze dostarczyć. Przyznaję, że sama byłam podekscytowana, zwłaszcza perspektywą rabbita, który dzięki oryginalnemu designowi wreszcie miał zadziałać na wszystkie ciała. No dobra, moje podekscytowanie gadżetem erotycznym to raczej ostrożny optymizm – w końcu miałam do czynienia z niejednym produktem, który nadobiecywał, by potem nie sprostać oczekiwaniom wykreowanym przez kampanię marketingową… Niemniej jednak z niecierpliwością czekałam, aż Nova i Rave trafią wreszcie w moje ręce, żeby przekonać się, czym wibratorowa rewolucja pachnie*.

    image (7)

    Nova: królowa łechtaczkowa

    Porażką absolutnej większości wibratorów do podwójnej stymulacji, popularnie zwanych rabbitami, jest ramię do stymulacji clitoris. Sekret dobrego, czyli takiego, który naprawdę zadziała i zafunduje użytkowni(cz)kom podwójną stymulację, rabbita to przede wszystkim stosunek długości trzonu do długości części łechtaczkowej. A ponieważ anatomia każdego człowieka jest inna, istnieje naprawdę małe prawdopodobieństwo, że każdy rabbit zadziała na absolutnie każde ciało. Miałam już w swoim zbiorze zabawek dziwne wibratory do podwójnej stymulacji z częścią penetracyjną długości 20 centymetrów, a wypustką łechtaczkową – 3 centymetrów. Nie było szans, aby zadziałały z moją anatomią. I wiem, że w tym doświadczeniu nie jestem odosobniona.

    Nova We-Vibe

    Nie było też szans, aby zadziałały w przypadku tych osób, które lubią masturbować się, wykonując ruchy frykcyjne – operowanie wibratorem o krótkim ramieniu łechtaczkowym wiąże się wtedy z przerywaniem imprezy na łechtaczce, która traci kontakt z gadżetem. Nova z długim element do stymulacji clitoris (który jest prawie tej samej długości, co trzon) miała rozwiązać ten problem. W moim przekonaniu rozwiązała go nawet dwa razy.

    Gdy idzie o masturbację wibratorami, rozróżniam dwa style – leniwy (mój), czyli doprowadzanie się do orgazmu poprzez umieszczenie gadżetu w pochwie i ewentualne zmienianie trybów wibracji oraz aktywny, czyli manipulowanie gadżetem ruchem posuwistym w górę i w dół, tak, jakby odbywało się stosunek. Żaden z nich nie jest lepszy, ale do tej pory trudno było mi znaleźć gadżet, który idealnie wpasowałby się w oba te style. Ponieważ ramię łechtaczkowe Novej jest giętkie i długie, w przypadku tego drugiego stylu sprężynuje, nie odrywając się od clitoris, co również działa w przypadku stylu leniwego. Jednak w stylu leniwym można zrobić z Novą jeszcze jedną rzecz: odwinąć ramię, aby rozłożyło się na clitoris i pomiędzy wargami sromowymi, co zapewni jeszcze głębszą penetrację.

    We-Vibe Nova

    Co zaś tyczy się trzonu – jest bardzo dobrze wyprofilowany do stymulacji strefy G, jednak nie jest zbyt gruby, co dla osób, które lubią czuć się maksymalnie wypełnione przez gadżet, może być wadą. To również zabawka twarda – bardziej przypomina akcesoria Lelo niż charakterystyczną miękkość „członka we wzwodzie”.

    Co musisz wiedzieć: Nova – jest wodoodporna; ma dwa motorki, które można kontrolować niezależnie; jest bardzo cicha, jak na swoją moc; ładowana przez USB; guziki na panelu kontrolnym trochę sztywno chodzą i trzeba się do nich przyzwyczaić; gadżet jest kompatybilny z aplikacją We-Connect (o niej za chwilę).

    Rave: niezła biba w twoich majtkach

    Rave, wibrator zaprojektowany do stymulacji strefy G, t0 gadżetowe potwierdzenie, że najprostsze rozwiązania mogą być najlepsze. Ta zabawka na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorny, może nawet nieco dziwny przez swoją asymetrię. Co jest w nim takiego wyjątkowego?

    We-Vibe Rave

    To, jaką stymulację umożliwia kształt. Właśnie to wykręcenie trzonu sprawia, że punkt G można stymulować z półobrotu – dosłownie, bo delikatnie okręcając gadżet w jedną i drugą stronę. Tarcie wspomagane jest dodatkowo przez bardzo głębokie wibracje. Muszę przyznać, że na chwilę obecną to najmocniejszy wibrator do strefy G w mojej kolekcji, co przy pierwszych użyciach pewnie zwaliłoby mnie z nóg, gdybym stała.

    We-Vibe Rave wibrator do punktu G

    Mocne wibracje Rave’a działają również dlatego, że docierają do tych części łechtaczki, które ukryte są wewnątrz ciała, pobudzając ją od środka. Gdy doda się jakąkolwiek stymulację clitoris od zewnątrz, można zafundować sobie prawdziwie trzepiący pośladkami orgazm. Ba, przy najwyższych obrotach silniczka nawet bez się uda.

    Widzę w tym gadżecie jedną wadę: Rave nie jest wodoodporny, czyli nie da się go zabrać do wanny lub pod prysznic. Odporny jest tylko na zachlapania. Nie wiem, czy ma to związek z portem ładowania, czy z innymi szczegółami tej skomplikowanej inżynierii przyjemności, ale dla niektórych może być to przeszkoda w użytkowaniu zabawki.

    Rave We-Vibe wibrator sterowany aplikacją

    Co musisz wiedzieć: Rave jest twardy, co oznacza zero elastyczności; sprawdza się jako stymulator łechtaczki; przydaje się sporo wodnego lubrykantu; u niektórych osób sztywność gadżetu może powodować dyskomfort; nie nadaje się do penetracji analnej; 1,5 godziny ładowania wystarczy na 2 godziny zabawy; kompatybilny z aplikacją We-Connect.

    Aplikacja We-Connect

    Nova i Rave mają po 10 zaprogramowanych i bardzo zróżnicowanych trybów wibracji (Nova po lewej, Rave po prawej):

    Nova i Rave wibracje

    A dzięki darmowej aplikacji We-Connect (pierwotnie stworzonej do sterowania stymulatorami We-Vibe dla par) można obydwa gadżety wzbogacić o spersonalizowane moduły wibracji lub zmieniać je na bieżąco. Zsynchronizowanie gadżetów z aplikacją jest bardzo proste, podobnie rozgryzienie całego procesu komponowania własnych trybów wibracyjnych.

    Przy zabawie w pojedynkę kontrolowanie zabawki w czasie rzeczywistym może być jednak utrudnione, gdy jedną ręką trzyma się gadżet, a drugą próbuje jeździć po ekranie smartfona. Zwłaszcza, gdy do całej zabawy dochodzi jeszcze lubrykant, czy inne śliskie wydzieliny ciała. Dlatego dla mnie najciekawszą częścią było komponowanie nowych modułów „na sucho” i późniejsze testowanie ich w działaniu. Innym wariantem jest po prostu wręczenie swojego telefonu partnerowi lub partnerce.

    Nova i Rave - nowe wibratory We-Vibe

    We-Connect umożliwia też inne zaproszenie do zabawy drugiej osoby poprzez dołączenie jej jako „kochanki” lub „kochanka” do swojego profilu. To umożliwi partnerce lub partnerowi kontrolowanie gadżetów ze swojego urządzenia mobilnego. Przyznaję, że tej funkcji jeszcze nie wypróbowałam, ale zakładam, że okaże się przydatna podczas mojego miesięcznego wyjazdu do Amsterdamu!

    Nova i Rave: dlaczego warto? 

    Nowe gadżety We-Vibe to akcesoria naprawdę wysokiej klasy, których design został naprawdę przemyślany – do tego stopnia, aby działały na absolutną większość ciał. Wibracje i możliwość ich personalizowania przy pomocy aplikacji sprawiają, że gadżety znajdą uznanie zarówno u tych osób, które lubią mocne doznania, jak i tych, które preferują delikatniejszą stymulację.

    Rave i Nova są przyjazne również pod względem ceny, kosztują odpowiednio 473 i 576 zł, co wśród innych marek stawia je raczej na średniej półce cenowej. Wziąwszy jednak pod uwagę, co potrafią, jest to naprawdę dobra gadżetowa inwestycja. A kto nie wierzy, niech przed zakupem pójdzie pobawić się Novą i Ravem w salonie Secret Place. Mają wolny dostęp do półek.

    Tekst powstał we współpracy z Secret Place – Salonem Zmysłowej erotyki.

    Secret Place

    *Silikonem. Pachnie silikonem.

    This article has 10 comments

    1. Kika wrote:

      Cześć, na wstępie chciałam Ci podziękować za prowadzenie tego bloga, to prawdziwa skarbnica wiedzy dla osób rozwijających swoją seksualność.
      Jestem na etapie zakupu pierwszego wibratora. Po przejrzeniu różnych opinii zastanawiam się między G-Kii a Rave. Chciałabym aby był uniwersalny, odpowiedni zarówno do stymulacji łechtaczki jak i punktu G.
      Doradzisz?

      1. Nat wrote:

        Cześć,
        dziękuję Ci za ten komentarz i miłe słowa! Cieszę się, że wiedza, którą się tu dzielę, jest dla Ciebie przydatna. Co do wyboru pierwszego wibratora – wahasz się pomiędzy G-Kii a Rave. Obydwa te gadżety są produktami wysokiej klasy, to nie ulega wątpliwości, ale wybór powinien być ostatnie uzależniony od Twoich preferencji. Obydwa mogą być używane do stymulacji strefy G, jak i clitoris, więc ten wymóg wcale nie ułatwia nam sprawy. Zastanów się jednak, czy w Twoim przypadku preferowana jest stymulacja podwójna (czyli łechtaczki + czucie czegoś w środku). Jeżeli tak, to G-Kii z możliwością dopasowania do Twojej anatomii, będzie lepszym wyborem. Jeżeli jednak zamiast podwójnej oczekujesz naprawdę mocnej stymulacji, sięgnij po Rave.

    2. Oczko wrote:

      Czy Rave nadaje się na „pierwszy” zakupiony wibrator w moim życiu? Czy kwestia „ten pierwszy” bardziej zależy od upodobań zainteresowanej? :)

      1. Nat wrote:

        Ośmielę się stwierdzić, że tak, bo daje możliwość stymulacji wewnętrznej, jak i zewnętrznej, ma zróżnicowane tryby wibracji, więc możesz liczyć i na delikatną i mocną, w zależności od potrzeb. Jeżeli lubisz masturbować się tak na 3-4 palce, gdy idzie o grubość i chcesz pobawić się ze swoją strefą G – polecam :)

    3. Juiz wrote:

      Aplikacja We-Connect kompatybilna tylko z młodzieżowym telefonem na Androidzie.
      Modele biznesowe oparte na innych systemach niech pocałują klamkę.

      I poczułam się dyskryminowana ;_;
      We Vibe powinno zadbać o to by marka z aplikacją była dostępna dla każdego, nie dla wybranych :/

      1. Nat wrote:

        Masz rację, We-Connect działa tylko na urządzeniach z Androidem lub iOS – sama mam iPhone’a, więc mnie ten problem nie dotyczy. Czy dobrze rozumiem, że masz Blackberry? Bo prawdą jest, że z Blackberry nie zadziała…

        Jakby ktoś szukał informacji, to aplikacja We-Connect jest kompatybilna z:

        iPhone (4S, 5, 5C, 5S, 6, 6 Plus)
        iPad (3. generacji)
        iPad Mini
        iPod Touch
        HTC Droid
        HTC One (M7, M8)
        LG Nexus
        OnePlus One
        Samsung Galaxy (S3, S4, S5, S6)
        Samsung Galaxy Nexus

        1. Juiz wrote:

          No nie… mam Lumię czyli system WP10. Ale fakt, powinno być na systemy inne niż te młodzieżowe, bo szlag człowieka trafia a tabletem wielkości co najmniej ludzkiej głowy (o samym systemie już nie wspomnę, mam wrażenie że to jakaś pomyłka) to w takie zabawy się nie opyla w ogóle bo całe oh i ah odpływa…

      2. Łycha wrote:

        Zetknąłem się parę razy z czymś takim jak Android VirtualBox (czy inne programy tego typu), i podejrzewam że dzięki temu można by z dowolnego urządzenia (odpowiednio mocnego oczywiście) obsługiwać tą (czy jakąkolwiek inną aplikację pod Androida

        1. Nat wrote:

          O, dzięki za wskazówkę!

    4. Joanna wrote:

      Ciekawe, choć wydaje mi się że wolę sprężystość…

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr