• Lubrykant Sensual Arousal marki Swiss Navy | Recenzje czytelniczek

    Lubrykant Sensual Arousal marki Swiss Navy to produkt, który obiecuje doznania dla niej i dla niego. Ma działać stymulująco dzięki zastosowaniu w składzie aloesu, wyciągu z mięty pieprzowej oraz tajskiej rośliny o nazwie Butea Superba, a przy okazji dawać pożądany poślizg. Zobaczmy więc, jak sprawdził się u dwóch czytelniczek, które testowały żel ze swoimi partnerami! 

    ***

    Recenzja Dag

    Lubrykant Swiss Navy Sensual Arousal spadł mi, czy też raczej wpadł do mej skrzynki pocztowej, niczym gwiazdka z nieba, lub spóźniony prezent gwiazdkowy. Studencki budżet nie znosi zbyt wiele, a w tamtym czasie deliberowałam właśnie nad zakupem lubrykantu (zdecydowanie koniecznym) a komiksem erotycznym Crepaxa (po prostu przepięknym). Wygrana w konkursie Nat uwolniła mnie od wyboru, za co jeszcze raz dziękuję.

    Jednakże, gdy dostałam już buteleczkę Swiss Navy w swoje ręce byłam ciupineczkę rozczarowana. Zawiera ona 59 ml lubrykantu, ilość na nasze potrzeby raczej idealna, zastrzeżenia miałam do kwestii samego designu. Cena lubrykantu plasuje go już na półce wyższej, jednak totalnie tego po nim nie widać – wygląda medycznie. Jest to wprawdzie dość powszechną cechą wszelkiej maści lubrykantów, niezależnie od ich ceny, z pewnością też wpływa na dyskrecję, lecz osobiście w przypadku bardziej luksusowych produktów skrycie marzę o np. upodobnianiu ich do buteleczek perfum. Abstrahując jednak od osobistych preferencji – butelka jest praktycznie zaprojektowana, a dozownik bardzo wygodny w użyciu i ciężko jest cokolwiek zmarnować, rozlać. Lubrykant został wyprodukowany na bazie wody, więc jest bezpieczny dla wszelkich gadżetów erotycznych, choć oczywiście kosztem szybszego wysychania. W dodatku, wedle mojego małego śledztwa, powinien być wegański, choć mimo wszystko dla absolutnej pewności osoby zainteresowane kupnem takich rzeczy od Swiss Navy powinny skorzystać z ich linii All-Natural.

    Po przeegzaminowaniu opakowania przeszłam do pierwszych ostrożnych testów. Nie chciało mi się czekać na mojego chłopaka, więc wyciągnęłam wierny wibrator i zaczęłam zabawę. Konsystencja lubrykantu jest bardzo przyjemna, jedwabista wręcz, a już niewielkie jego ilości wystarczą, by pełnił swoje zadanie – test wydajności zdał on na 5+ i zdecydowanie wysunął się na prowadzenie w moim osobistym rankingu, a jestem dosyć wymagającą konsumentką z racji mojej i chłopaka anatomii. Produkt ma bardzo przyjemny, miętowy zapach i, co było pewnym zaskoczeniem, znośny smak – bliżej wprawdzie nieokreślony, lecz z pewnością nie odrzucający. Przy stosowaniu bezpośrednio na okolice łechtaczki oraz warg sromowych większych daje bardzo przyjemny efekt chłodzenia, który przy dłuższej i intensywniejszej stymulacji przechodzi w pieczenie. W przypadku pochwy zaobserwowałam przewagę pieczenia nad chłodzeniem, co w przypadku testów z wibratorem nie sprawiało mi większego problemu, lecz potrafiło wywołać nieco nieprzyjemne odczucia przy seksie penetracyjnym z moim partnerem. Wierzę jednak, że wielu ludziom taki rodzaj doznań może się spodobać.

    Według opisu, Sensual Arousal powinien zapewnić doznania obydwojgu, ale w tym przypadku nas zawiódł. Mój chłopak, niezależnie od tego, czy była to penetracja, czy chociażby handjob/footjob, nie odczuwał nic z efektów, które ja opisuję, a próbowaliśmy naprawdę wiele razy. Niestety, nie wiemy czym jest to spowodowane. Żadne z nas nie zauważyło znaczącej różnicy w kwestii przedłużenia stosunku, ale nigdy nie mieliśmy z tym najmniejszych problemów.

    Kolejną drobną wadą lubrykantu jest to, że zapach niesamowicie trzyma się skóry i ubrań, całkowite wywietrzenie trwa nawet do tygodnia, co dla wielu może okazać się niekomfortowe. Najlepiej używać go, gdy w perspektywie nie ma rychłego wyjścia z domu, bez szansy na naprawdę solidne umycie się po stosowaniu.

    Mimo podanych przeze mnie wad, jestem dość zadowolona z Sensual Arousal i choć na pewno nie uznaję go za must have, z całą pewnością w przyszłości będę wyposażać się w produkty od Swiss Navy. Recenzowany lubrykant nie do końca spełnił marketingowe obietnice, ale zdecydowanie zwiększył komfort płynący z seksu dla nas obojga oraz moje doznania.

    ***

    Recenzja Justyny

    Jest mi niezmiernie miło, że mogłam wspólnie z chłopakiem przetestować żel intymny Swiss Navy. Za każdym razem, gdy dostaję kosmetyki do testowania, jestem podekscytowana. Tak było i w tym przypadku.

    Zacznijmy od ogólnych informacji, jakie wspólnie ustaliliśmy. Opakowanie, które otrzymałam ma 59 ml objętości. Wyglada całkiem normalnie, wielki plus za pompkę. Lubię żele z pompką, bo łatwo się je aplikuje i nawet chłopak szybko sobie z nimi radzi.

    Jeśli chodzi o zapach – jest dość przyjemny. Spodziewałam się czegoś innego, ten przypominał coś w stylu eukaliptusa. Przypadł nam do gustu, nadawał uczucia świeżości. Konsystencja – jak w większości tego typu produktów, chociaż trochę się kleił i za to muszę dać minusik. Po aplikacji myślałam tylko o tym, co zrobić z klejąca ręką, na której zostało trochę żelu. Jeśli chodzi o smak – nie próbowałam.

    Używaliśmy żelu przy wspólnych zabawach, jak i solo, gdy chłopak zajmował się tylko mną. Podczas gry wstępnej, gdy chłopak nałożył trochę żelu na łechtaczkę, czułam ciepło połączone z takim chłodem… Nie sądzę, że żel przyspieszył mój orgazm, ani go w jakiś sposób wzmocnił. Było po prostu inaczej, też fajnie, odczuwałam coś w rodzaju pieczenia. Myślę, że było to spowodowane tym eukaliptusem. Mimo wszystko, było przyjemnie.

    Przy wspólnych zabawach używamy prezerwatyw, więc chłopaka denerwował trochę fakt, że przez ten poślizg zjeżdża mu prezerwatywa, ale to raczej normalne przy używaniu lubrykantów. Mój chłopak nie odczuł specjalnie różnicy, więc w większości przypadków stosujemy żel u mnie, by troszkę pobudzić zmysły, dodać pikanterii i „podrażnić” miejsca intymne.

    Jestem trochę zawiedziona. Żel obiecywał przyjemność dla obojga partnerów. W naszym przypadku się nie sprawdził. Ani mój facet nie odczuł niczego „więcej”, ani ja jakoś szczególnie nie zauważyłam kolosalnej różnicy. W porównaniu do innych żeli typu Durex, które znacznie różnią się ceną, Swiss Navy powinien przynieść więcej przyjemności .

    Poleciłbym Sensual Arousal osobom lubiącym próbować nowych rzeczy i otwartym na nowe doznania, ale na pewno nie kupimy go ponownie.

    Nasza ogólna ocena w skali 0-5 to 3.

    ***

    A już wkrótce kolejne recenzje kosmetyków marki Swiss Navy!

    okładka wpisu: materiały producenta; zdjęcie wewnątrz: Dag

    This article has 2 comments

    1. Dość ciężko mi było upolować skład, ale udało się. Okazuje się, że lubrykant jest hybrydowy (zawartość silikonu jest w hybrydach tak niewielka, że nie szkodzą one zabawkom). Poza tym skład bardzo standardowy.
      Ingredients
      Water, Glycerin, Propylene Glycol, Dimethicone, Polysorbate 80, Oleth-10, Hydroxyethylcellulose, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Butea Superba, Niacin, Menthol, Mentha Piperita (Peppermint) Oil, Tromethamine, Carbomer, Acesulfame Potassium, Vanillyl Butyl Ether, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Diazolidinyl Urea, Citric Acid.

      za: oficjalny sklep producenta na amerykańskim Amazonie

      1. gabs wrote:

        Czy aby na trzecim miejscu nie jest właśnie silikon?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr