• Shewee – i możesz olać problem publicznych toalet

    Moja rodzicielka mawia, że dobra torebka to taka, w której bez problemu mieści się pół litra. Ja jednak jestem zdania, że w najlepszej torebce musi zmieścić się Shewee – obowiązkowy gadżet każdej aktywnej i przezornej kobiety.

    Zacznijmy od tego, że bycie obszczymurem jest złe. Niestety, równie złe jest to, że praktycznie wszędzie brakuje nam publicznych szaletów. Taka sytuacja: przedpołudnie nad Bałtykiem, idę sobie z plaży w kierunku ośrodka. A przy ścieżce, którą właśnie stąpam, po prostu sobie baba sika. Gładki piasek, wydmy, na wydmach roślinność i tylko ta pani, w kucki załatwiając potrzebę fizjologiczną, psuje mi ten sielski obrazek. Dróżka bynajmniej nie jest ustronna, bo wszyscy plażowicze z pobliskiej kwatery właśnie nią udają się nad morze. Nie krzyczę na tę kobietę, bo krzyczeć na kogoś bez gaci, to jak strzelać do kogoś, kto właśnie siedzi na toalecie – trochę słabo. Mijam to zjawisko bez słowa, obydwie jesteśmy całą sytuacją wyraźnie zażenowane, tylko każda z nieco innych powodów…

    Co najmniej kilka razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy pomyślałam, że byłabym szczęściarą, gdybym mogła siusiać na stojąco. Na przykład wtedy, gdy udałam się na pewną imprezę kulturalną w środku zimy i na dodatek w środku parku (w starej pompowni). Jedyna dostępna toaleta publiczna znajdowała się nieopodal, ale ze względu na porę roku była zamknięta. Zimno i wilgoć wcale nie pomagały, a przy ujemnych temperaturach wystawienie wszystkich swoich dóbr za krzakiem nie byłoby najlepszym pomysłem, zwłaszcza gdy ma się na sobie kozaki i płaszcz, a na dodatek śniegu jest po kolana. Z samej imprezy pamiętam tyle, że chciałabym, aby jak najszybciej się skończyła. Podobnie było po plenerowym sylwestrze w Rzymie i sporej dawce bąbelków, które krótko po północy bardzo chciały wydostać się odpowiednim wyjściem. Jakże zazdrościłam mojemu facetowi, że może spokojnie iść za drzewo i kolektywnie, wraz z innymi samcami, honorowo oddać mocz. I był to dotychczas jedyny powód mojej zupełnie niefreudowskiej zazdrości o penisa.

    Korzystanie z publicznych toalet nie jest dla mnie problemem, bo jakże może być problemem korzystanie z czegoś, czego najczęściej nie ma? Muszę jednak dodać, że załatwiać się w kucki i na widoku zwyczajnie nie potrafię, taką mam blokadę psychiczną. Nie lubię też uzależniać własnej przyjemności ze spędzania wolnego czasu od dostępności sanitariatów. Raz nawet, w sytuacji moczowo-kryzysowej, zdarzyło mi się usłyszeć od pewnego geja, że w takich momentach powinnam cieszyć się chwilą i ćwiczyć swoje „mięśnie miłości”. Mhm, odezwał się ten, który najbardziej by z nich korzystał. Trening Kegla przy okazji pełnego pęcherza wcale nie jest zdrowy, ani tym bardziej przyjemny i my, kobiety, już coś o tym wiemy.

    Dlatego niezmiernie ucieszył mnie prezent od Kinky Winky, który otrzymałam akurat w okresie urlopowo-festiwalowym. Stałam się posiadaczką Shewee Extreme – zestawu obejmującego lejek z przedłużką oraz pudełko. Po otwarciu przesyłki okazało się, że lejek to jedno z tych akcesoriów, które w materiałach prasowych i na żywo wyglądają tak samo dobrze:

     IF

    Wystarczył jeden trening w domu, abym mogła zabrać swój nowy gadżet w plener. Serio. Choć producent radzi, by najpierw poćwiczyć pod prysznicem lub w wannie, sama zdecydowałam postawić się w sytuacji ekstremalnej i przeprowadzić pierwszą próbę w ubraniu oraz nad toaletą. I udało się. Dzięki jednemu razowi przekonałam się, że sikawka jest swą formą bardzo przyjazna użytkowniczce i do tej pory nie zaliczyłam z nią żadnej kompromitującej wpadki.

    Byłam zaskoczona, że tylko dwa kawałki tworzywa sprawiły, by w mojej głowie „jedyneczka” w terenie przestała wiązać się z przymusowym ekshibicjonizmem, bo aby użyć lejka nie trzeba ściągać spodni, bielizny tym bardziej – figi lub stringi wystarczy przesunąć na bok. Nieco gorzej sprawy mają się z bokserkami, ale – tu ciekawostka – producenci Shewee już wypuścili na rynek odpowiednie szorty z dziurką. Dzięki Shewee mogę korzystać nawet z tzw. suchych pisuarów – przewyższają standardowe toi-toje tym, że odwiedza się je bezdotykowo, a po stokroć bardziej wolę dotykać osobistego lejka niż klamek w „ekologicznych” toaletach bez wody, zwłaszcza gdy nie mam przy sobie żelu antybakteryjnego.

    Po użyciu lejka wystarczy go strzepnąć (powłoka gadżetu sprawia, że kropelki nie przywierają), ewentualnie wypłukać wodą.

    Za co jeszcze lubię Shewee? Za to, że został wyprodukowany w Europie (dokładniej: w Wielkiej Brytanii), zaś po zużyciu wszystkie elementy zestawu Extreme można oddać do recyklingu. Za to, że tym bardziej wrażliwym pomaga uniknąć kontaktu z nie-swoją toaletą oraz sprawdza się w różnych życiowych sytuacjach: na campingu, festiwalu czy podczas wędrówek po bezdrożach. Mogą go używać osoby o ograniczonej sprawności ruchowej oraz kobiety w ciąży (im szczególnie poleciłabym stosowanie przedłużki, by miały sprzęt pod kontrolą).

    Za co nie lubię Shewee? Chyba jedynie za to, że kobiet rozmiłowanych w wysadzaniu się gdzie popadnie i tak nie wyleczy z braku kultury.

    Lejek dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych: różowej, zielonej oraz białej. Zainteresowane zakupem samego lejka (bez pudełka i rurki przedłużającej) powinny czym prędzej udać się do queer sex shopu, gdyż wkrótce wariant „single” zupełnie zniknie ze sklepu, zaś Shewee będzie dostępny wyłącznie w zestawach. Sama jednak polecam wersję Extreme – dla pewności zawsze używam przedłużki, aby przypadkiem nie pochlapać sobie butów.

    I choć Shewee to nie gadżet erotyczny, a higieniczny must have, i tak przyznaję mu trzy proseksy*. Heart 3

    *Proseksualne serduszka – sposób oceniania gadżetów w skali 0-3, przy czym:

    0 serduszek = omijaj szerokim łukiem

    3 serduszka = proseksualny niezbędnik

    [grafiki – materiały producenta + archiwum prywatne]

    This article has 4 comments

    1. dead wrote:

      Ciekawy pomysł… Hm, Jestem osobą niepełnosprawną – na wózku. Czyżby ktoś wynalazł rozwiązanie na mój ciągły problem „kto mi pomoże się przesadzić”? ;>

      1. Nat wrote:

        Na pudełku napisano, że Shewee jest gadżetem również dla osób niepełnosprawnych – na wózkach oraz o ograniczonej mobilności. Myślę, że jeżeli zdecydujesz się na zestaw z przedłużką (Extreme) nie będziesz musiała prosić o pomoc w przesadzaniu. Cała przedłużona rurka jest długości ok. 20 cm.

        1. dead wrote:

          Hmm, a może jesteś w stanie „spróbować” czy da się z tego korzystać na siedząco? Nie ja jedyna pewnie byłabym zainteresowana.

        2. Nat wrote:

          Wysłałam Ci prywatną wiadomość :)
          A tym, którzy śledzą tę wymianę komentarzy śpieszę donieść, że korzystanie z Shewee na siedząco jest możliwe (nie pozalewałam się po bokach), ale upewnij się, że siedzisz nieco wyżej niż wysokość muszli klozetowej – to w kwestii grawitacji i kąta odchylenia lejka. I bez przedłużki się tu nie obejdzie, sam lejek jest zdecydowanie za krótki, aby załatwić potrzebę, siedząc naprzeciwko klozetu.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr