• Wodny lubrykant Yes – recenzje czytelniczek

    W ramach marcowej Akademii Testerów trzy dziewczyny miały okazję wypróbować organiczny wege lubrykant wodny Yes. Formuła tego żelu została stworzona z myślą o poprawie komfortu intymnego kobiet nie tylko podczas stosunku, ale również na co dzień. 

    Produkt: Yes na bazie wody

    Cena: od 26 zł

    Lubrykanty Yes są do nabycia w Green Sin – klik!

    Trzy dziewczyny, trzy niezależne opinie. Zobaczcie, co na temat lubrykantu Yes miały do powiedzenia czytelniczki Proseksualnej, które otrzymały produkt w zamian za podzielenie się szczerą opinią na jego temat!

    ***

    Recenzja Weroniki:

    Zawsze lubiłam lubrykanty i bardzo chciałam je wypróbowywać. Do tej pory trafiłam na kilka, niezbyt zadowalających: jeden zbyt mocno pachniał (mój facet mógł po kilku godzinach poznać po zapachu, że się masturbowałam, mimo dokładnego umycia rąk), inny był paskudnie słodki, jeszcze inny lepił się i pozostawiał nieprzyjemne uczucie sklejania w miejscach intymnych nawet do kilku godzin. Nie mogłam trafić na tego „jedynego”, dlatego zgłosiłam się na testerkę lubrykantu Yes.

    Natychmiast po tym, jak dostałam paczkę w swoje ręce, mimo bulgoczącego obiadu w kuchni, musiałam mieć ten pierwszy kontakt. Najpierw zachwyciło mnie opakowanie, bardzo minimalistyczne, kojarzące się bardziej z kremem do rąk aniżeli z lubrykantem. Otworzyłam i wycisnęłam małą porcję na palec. Byłam bardzo miło zaskoczona, że tak łatwo wydostał się z opakowania. Przyjrzałam się wydzielinie, która była przeźroczysta, ale zdziwiło mnie, że była konsystencji przypominającej częściowo zastygłą galaretkę.  Lekko rozsmarowałam na wierzchu dłoni, próbując już wstępnie ocenić poślizg, który okazał się zadowalający. Powąchałam, ale nie poczułam zupełnie nic, co uznałam za bardzo dużą zaletę (biorąc pod uwagę moje doświadczenia). Potem poszedł w ruch język. Moje zaskoczenie było olbrzymie, gdy odkryłam, że lubrykant jest… słonawy! Co prawda Nat pisała o tym, że nie zawiera słodzików, ale nie miałam pojęcia, że tak będzie smakować. Przy pierwszym wrażeniu nie było to zbyt przyjemne, być może dlatego, że spodziewałam się chociaż odrobiny słodyczy.

    Mój drugi kontakt z lubrykantem polegał na użyciu go przy samodzielnej masturbacji. Zwykle troszkę się spieszę i nie lubię sama siebie długo rozgrzewać, więc bardzo często w ruch idzie jakiś nawilżacz. Gdy użyłam lubrykantu Yes miałam wrażenie, że w ogóle nic nie nałożyłam, po prostu tak, jakby nie było „tam” nic innego poza moim śluzem. Sprawdził się lepiej nawet niż ślina! Bardzo szybko dostosował się do temperatury mojego ciała (lubrykant, którego wcześniej używałam, miał z tym problem). W czasie pieszczot oblizałam palce, które z siebie wyjęłam i odkryłam, że zmieszany śluz z nawilżaczem smakuje bardzo naturalnie, niemal bez różnicy, jakby go w ogóle nie było. Również łatwe wyciskanie okazało się pomocne, gdy zapotrzebowałam go nieco więcej. Ogólnie wydał mi się w miarę wydajny, nie musiałam nakładać trzech średnich porcji, jak zwykle, a zaledwie dwie małe. Też bardzo ładnie rozprowadził się po zwykłym, żelowym dildo, na którym wylądowała właśnie druga porcja. Później odkryłam jednak sporą wadę – lubrykant przy zbyt długim kontakcie z powietrzem zaczyna się bardzo mocno lepić, łatwo to zauważyć, gdy posmaruje się dwa palce, złączone i zostawi się je na dłuższą chwilę bez pocierania niczym. W momencie, gdy próbuje się je rozdzielić, skóra po prostu się skleja. Nie wiem, z czego to wynika, trochę mnie to nawet przeraziło. Mimo to, w okolicach intymnych, po zakończeniu baraszkowania w ogóle go nie czuć, co ja bardzo doceniam. Zauważyłam też, że lubrykant nie zostawia plam na ubraniach, po prostu wysycha i nie widać nic. Równie łatwo się zmywa, samą wodą.

    Ogólnie podsumowując, czuję, że Yes stanie się moim dobrym przyjacielem. Niemal natychmiast poleciłam go przyjaciółce, która bardzo łatwo łapie podrażnienia, gdyż miałam pewność, że w jej przypadku Yes też się spisze. Mimo tej jednej wady, potwierdzam, że Yes jest świetnym lubrykantem. Jest odpowiednio śliski, wydajny, bezzapachowy i o smaku, który przy naturalnym smaku stref intymnych wydaje się w niego wtapiać. Co ważne, jest naturalny, więc osoby, które są wrażliwe na chemię mogą spokojnie go używać, wiedząc, że im nie zaszkodzi. Co prawda tego lubrykantu nie będzie można użyć też jako żelu do masażu, ale w czasie seksu i masturbacji nie ma sobie nic do zarzucenia.

    Polecam!

    ***

    Recenzja Ewy:

    Organiczny lubrykant Yes sprawił dobre wrażenie, jeszcze zanim wzięłam się do testowania. Butelka jest bardzo dyskretna, absolutnie nie kojarzy się z żelem intymnym, więc spokojnie może stać przy łóżku i w razie konieczności udawać krem do rąk lub inny, równie „niewinny” kosmetyk. Dodatkową zaletą lubrykantu jest naturalny skład, który minimalizuje możliwość wystąpienia jakiejkolwiek reakcji alergicznej.

    Pora na pierwsze testowanie: Lubrykant Yes nie zostawia plam (białe prześcieradło przeżyło ;) ) i nie pozostawia na dłoniach lepkiego filmu. Dodatkowo nie ma praktycznie żadnego zapachu, co dla mnie jest dużą zaletą. Łóżko może pachnieć jedynie świeżo wypraną pościelą lub seksem – innych opcji nie przewiduję. Trochę gorzej jest ze smakiem, który co prawda nie jest intensywny, ale do przyjemnych go nie zaliczę. Jednak w porównaniu z innymi lubrykantami, smak Yes wypada całkiem nieźle. Teoretycznie lubrykant może być używany jako olejek do masażu. W praktyce jest to trudne do wykonania, ponieważ Yes bardzo szybko wysycha.

    A w akcji? Buteleczka okazała się bardzo wygodna w użytkowaniu – nie wyślizguje się z rąk, nie miałam żadnych problemów z aplikacją. Konsystencja lubrykantu jest bardzo naturalna, praktycznie nie można go odróżnić od naturalnego śluzu. Yes dość dobrze sprawdził się również podczas zabaw analnych, ale w tym momencie niestety wyszła jego słaba wydajność – jednym słowem, żeby było przyjemnie, musiał lać się strumieniami. Dlatego też polecam go raczej jako wspomaganie naturalnego nawilżenia, gdy organizm nie nadąża za rozwojem akcji, niż w sytuacjach, gdzie miałby je całkowicie zastąpić.

    Mimo słabej wydajności lubrykant Yes bardzo przypadł mi do gustu. Jest bezpieczny dla organizmu, łatwy w aplikacji, niemal zupełnie bezzapachowy i nie uszkadza prezerwatyw ani zabawek z silikonu.

    ***

    Recenzja Eve:

    Wiecie o czym myślałam zanim zaczęłam test lubrykantu YES? Znacie te sceny z filmów pornograficznych, w których facet soczyście spluwa i to wystarczy za całe nawilżenie przez długi długi czas, aż szczęśliwego orgazmu (jego)? Ja znam, ale musiałam włożyć to między (porno)bajki, żeby nie doznawać  czasem – po porwaniu się „z motyką na słońce” – niezbyt przyjemnych urazów i otarć.

    Ale przejdźmy do rzeczy: Wodny lubrykant Yes testowałam z moim partnerem. Smak: według producenta neutralny, w praktyce ma bardzo delikatnie wyczuwalną nutkę czegoś jakby syntetycznego (po namyśle stwierdzam, że to chyba jednak ekstrakt z lnu – czyli swojskie siemię lniane, które piję, żeby mieć ładne włosy☺), ale nie jest to nieprzyjemne, nawet ciekawe. Zresztą, jak zauważyliśmy, po  kilku zastosowaniach na ten smak zupełnie nie zwraca się już uwagi. Opakowanie (chodzi o wersję w większej pojemności): ładne, poręczne,  dyskretne, trochę dildopodobny kształt, można go chyba nawet używać do zabawy, ale nie próbowaliśmy), wygodne zamknięcie. Konsystencja i wygląd: żel, dość zwarty, lekko mętny, białawy.

    Pierwsza próba użycia to, że tak powiem, robótki ręczne, handjob – nie ma w języku polskim ładnych określeń – na moim chłopaku. Fajny poślizg, ale szybko się wchłania, trzeba znów aplikować. Na początku wydawało mi się, że pozostawia na dłoniach leciutki jakby tępy film, ale tak jak w przypadku smaku – im więcej użyć, tym bardziej to wrażenie znikało, poza tym na dłoniach fajnie się wchłania.  Jeśli chodzi o clou, czyli stosunek waginalny, to tutaj żel w moim przypadku sprawdza się super, idealnie „stapia się” z naturalnymi wydzielinami i sprawia, że nawilżenie utrzymuje się bardzo długo, jest przy tym niesamowicie naturalny – tzn. nie ma się wrażenia że jest się czymś posmarowanym☺. Jako imitacja i dopełnienie naturalnego nawilżenia pochwy dla mnie 10 na 10 punktów!

    Jest jednak ale: jeśli chodzi o seks analny sprawa nie przedstawia się tak różowo, tutaj chyba w ogóle trzeba lubrykantów do zadań specjalnych. YES daje odpowiednie nawilżenie przez jakiś czas, potem się wchłania i trzeba go używać jeszcze raz, najlepiej w sporej ilości.

    Jako neutralny kosmetyk super nadaje się jednak do gadżetów erotycznych: mamy mały wibrator, sama używałam go też do aplikacji swoich kulek gejszy.

    Podsumowując: polecam wszystkim, zwłaszcza dziewczynom, które odczuwają w czasie seksu dyskomfort związany z suchością pochwy. Naprawdę, ten lubrykant sprawił mi sporo przyjemności, chyba do tej pory nie używałam lepszego. Do innych zabaw też się nada, zwłaszcza że dzięki naturalnym składnikom używając go „wiem co jem”. Wart wypróbowania, najlepiej dość intensywnego, bo po otwarciu można go przechowywać 6 miesięcy!

    ***

    Marcowa Akademia Testerów odbyła się dzięki Green Sinnajbardziej zielonemu z różowych sklepów.

    Green Sin

    [okładka wpisu – mat. producenta]

    This article has 7 comments

    1. […] lubrykantu wodnego (bo innego w domu nie miałam) pod wodą nie ma żadnego sensu, ale mimo to próbowałam! Wibrator […]

    2. amanda wrote:

      kiedys tez stosowalam rozne lubrykaty, wspolzycie bylo lepsze, mniej bolesne, jednak czasem jesli uzylismy za malo, stawalo sie nieprzyjemne… jakis czas temu usylyszalam o globulkach Hydrovag, ktore regeneruja pochwe i przywracaja jej nawilzenie (zawieraja slynny hialuronian sodu), zastosowalam i po kilku dniach kuracji czulem, ze nie potrzebuje juz lubrykatow! nawilzenie pochwy powrocilo! mysle ze jest to jeszcze lepsze rozwiazanie niz lubrykaty!

    3. Anne wrote:

      Droga proseksualna mam do Ciebie pytanie niezwiązane z tematem posta.
      Czy jajko bezprzewodowe (takie wibrujące) można używać jak kulek gejszy?

      Bo zastanawiam się pomiędzy tymi dwoma:

      [linki do 2 wibratorów – jajek]

      I to jajko kusi mnie, bo zawsze to też będą wibracje, a z tego co widzę to wymiarowo są dosyć podobne.

      1. Nat wrote:

        Te jajka to po prostu wibratory, gadżety „rozrywkowe”, natomiast kulki gejszy to takie „hantle” dla Twojej waginy – są odpowiednio wyważone, obciążone, dlatego tak często mówimy o potrzebie ich prawidłowego dobierania, gdy idzie o rozmiar i wielkość. Nie chodzi więc tylko o wymiary zewnętrzne, ale też o to, co kulki mają w środku.

    4. Pióro Ateny wrote:

      Mam pytanie niezwiązane z tematem.
      Czy używanie kulek gejszy w czasie jazdy rowerem jest bezpieczne?
      Pozdrawiam.

      1. Nat wrote:

        Każdy sport (może poza seksem) powinien być bezpieczny z kulkami gejszy.

    5. agquarx wrote:

      Nie kupię, bo lubrykantu potrzebuję głównie do zabaw analnych właśnie, a wszystkie trzy recenzje piszą, że z tym jest problem. Jaką markę polecała byś do analka, proseksualna?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr