• Potęga zależności

    Wczoraj ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Mogłabym napisać wam, jak wspaniale jest odsłonić miękki brzuszek i, na wzór szczeniaczka kochającego nas bezwarunkowo, zaakceptować to, jak bardzo zależni możemy być od innych ludzi. A szczeniaczki są cudowne. Nie jestem tu jednak najlepszym przykładem, bo wiem, że sama jeszcze nie do końca pogodziłam się z własną wrażliwością. Ale lubię ją u innych.

    Rozmawiałam kiedyś z jedną z moich przyjaciółek i była to rozmowa w stylu: „Bo on jeszcze nie powiedział, że mnie kocha!” – i, przygotujcie się na szok, te słowa wypowiedziałam ja. R. zapytała wówczas:

    – A czy ty kiedykolwiek powiedziałaś mu, że go kochasz?

    – Nie, on powinien to zrobić pierwszy.

    – Dlaczego?

    – Bo tak, bo ja nigdy nie wypowiadam tych słów pierwsza, bo to jest jak pokazać miękkie podbrzusze i wystawić się bezpośrednio na zranienie. A tak w ogóle to w sumie nie wiem, czy go kocham.

    – Daj spokój, chcesz, żeby on ci powiedział, że cię kocha, chociaż sama nie jesteś pewna, czy go kochasz?

    – Dokładnie tak. Dlatego wydaje mi się, że nie powinniśmy być razem. Ja potrzebuję kogoś bardziej skomunikowanego ze swoimi uczuciami niż ja sama jestem.

    – Najzabawniejsze jest to, że mam tak samo, jak ty, ale dopiero jak ktoś inny to wypowiada, widzę, że coś jest nie tak. Też zawsze chcę, żeby ktoś udowodnił mi, że mnie kocha, robił dla mnie szalone rzeczy, bo dopiero wtedy ewentualnie pozwolę sobie go kochać… A tak na marginesie, widziałaś tego TEDa?

    I wtedy pokazała mi ten wykład, który sprawił, że się popłakałam (zaręczam, warto poświęcić 20 minut, żeby go obejrzeć), bo mówi o tym, czym dziś chcę się z wami podzielić:

    Bo bycie wrażliwym, choć w tym kontekście pojmowałabym vulnerabilty raczej jako „zależność”, jest w gruncie rzeczy piękne. W końcu poczucie zależności objawia się tylko w kontakcie z drugim człowiekiem i trochę czasu zajęło mi wytłumaczenie sobie, że poprosić kogoś o pomoc, wyznać swoje uczucia czy zainicjować pocałunek nie jest takie trudne, gdy w pełni zaakceptuje się fakt, że najgorsze, co ta druga osoba może mi zrobić, to powiedzieć „nie”. Albo nie powiedzieć nic, gdy usłyszy „kocham”, a mój świat mimo wszystko będzie kręcił się dalej.

    Z wiekiem skrupulatnie pozbywamy się jednak poczucia zależności, bo wierzymy (albo ktoś nam podpowiada), że lepiej jest być silnym, samodzielnym i niewzruszonym. Gardzimy więc słabością.

    Brené Brown pozwoliła mi dostrzec, że wspaniali, bliscy mi ludzie, mają moc, bo nie boją się być zależnymi. Zobaczyłam, że tak naprawdę odczuwają oni znacznie pełniej, pozwalając sobie być podatnymi.

    Bo zależność jest wtedy, kiedy po orgazmie wtulasz się w tę drugą osobę i przez kilka minut masz pewność, że obroni cię przed całym światem.

    Zależność jest też wtedy, kiedy odkrywasz, że nie potrafisz przespać nocy bez tej drugiej osoby u boku. Tak, jak odkrył to na początku związku mój facet i na drugi dzień, spakowawszy moje rzeczy do plastikowej torby, niepogodzony ze swą zależnością, chciał ze mną zerwać.

    Zależność to stanąć przed kimś bez obcasów i push-upu, za to z ciałem pooranym rozstępami, bez makijażu i z cellulitem na udach, i pozwolić się oglądać w pełnym świetle.

    Zależność to powiedzieć ukochanej osobie, że leczysz się na depresję.

    Zależność spotykasz też w osobie znajomego z pracy, z którym – jak ci się wydawało – masz wspólne zainteresowania, więc chodziliście na wydarzenia kulturalne – oświadcza ci w pubie, że bardzo chce cię pocałować, tu i teraz, i że naprawdę mu się podobasz, i chociaż wie, że jesteś w długoterminowym związku, to nie ma nic do stracenia.

    To ostatnie zdarzyło mi się wczoraj. I pomyślałam sobie, że jakkolwiek całe zajście jest raczej niezręczne, to odwaga mojego znajomego pozostaje piękna, bo mnie nie byłoby stać na takie wyznanie.

    Tak też mu powiedziałam, dodając coś w stylu: „Dzięki, ale nie, dzięki”. O, tak:

    i-love-you-thanks.jpg?w=500

    I wtedy ten zależny wrażliwiec z miękkim brzuszkiem oświadczył:

    – Teraz ze mną grasz, bo jeżeli wcześniej nie zauważyłabyś, o co mi chodzi, to byłabyś naprawdę głupia. A nie jesteś. Po prostu w twoim związku brakuje ci iskry i dlatego się ze mną spotykałaś, bo czujesz, że ja mogę być tą iskrą. Nie robiłabyś tego, gdybyś nie miała ochoty na skok w bok.

    Tak oto wrażliwość hit me hard, bro.

    [grafika wpisu via]

    This article has 11 comments

    1. […] wrażliwi (pisałam o nich między innymi tutaj), i nie mylmy wrażliwości z niskim poczuciem własnej wartości, bardzo często popełniają ten […]

    2. eM wrote:

      Ten tekst był mi dzisiaj bardzo potrzebny. Dziękuję, Nat.

    3. we wrote:

      hahaha :D zdarza się.

    4. Bach wrote:

      Oglądałam Brene Brown chyba z (chciałam napisać milion, ale to przesada jednak) …noo…eee..z 4 razy przynajmniej :0 I uwielbiam ten sposób rozumienia wrażliwości i odwagi wobec drugiego. I nie wiem, czy dużo ludzi rozumie jakie jest sedno. ;)

      1. Nat wrote:

        Ja zawsze oglądam, kiedy czuję się niepewnie i każdemu, kto chce mnie słuchać, a ma wrażenie, że ze swoim sposobem pojmowania świata nie przystaje do reszty, polecam obejrzenie. Za każdym razem mnie wzrusza fragment o „Wholehearted people” (chyba, że płaczę z żalu nad własną zachowawczością).

    5. Vi wrote:

      :)
      piękny tekst!

      1. Nat wrote:

        Dziękuję!

    6. Mona wrote:

      Vulnerability w słowniku PONS to wrażliwość, czułość, być podatnym na zranienia i otwartym.
      Sądzę, że vulnerability to NIE to samo co zależność.
      Zależność zakłada jakąś odpowiedz (najlepiej po twojej myśli), kiedy mówisz drugiej osobie ‚kocham cie’. Jeżeli ten mężczyzna mówić to w imie tezy vulnerability, to by powiedział ‚kocham cie i nie wymagam od ciebie niczego, nawet dziekuje lub tego samego’. Bycie wrazliwymi i otwartym to jest odwaga wyznania i nadzieja, ze odsloniecie sie nie zniszczy ciebie jednym slowem.
      Btw, Brene Brown jest kobieta;)
      „Brené Brown pozwolił mi dostrzec, że wspaniali, bliscy mi ludzie, mają moc, bo nie boją się być zależnymi”

      1. Nat wrote:

        Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz i za czujność ;)
        Ja pojmowałabym „zależność” jako bycie zależnym od czegoś/kogoś, np. od tego czy ktoś się mną zaopiekuje, czy nie. W przypadku powiedzenia „kocham” to jest właśnie fakt, że ktoś inny, znając moje uczucia, może mnie teraz skopać tak, że umrę LUB odpowiedzieć tym samym.
        Nie mogłam znaleźć bardziej fortunnego terminu, bo żaden słownikowy mi nie pasował.

    7. Lymkya wrote:

      buhaha! To się nazywa stylowe zakończenie story. Turlam się :)

      1. Nat wrote:

        Ty się turlasz, a tu serca krwawią!

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr