• Zasada różowego słonia

    Kiedy myślę o szkołach uwodzenia, mam przed oczami takie męskie egzemplarze, które z automatu osuszają mi waginę. A szkoły pełne zadowolonych absolwentów. I to mnie wkurza. Bo mówcie, co chcecie, ale podwójny standard ssie ostro. Nie ma siły, żebym będąc babką plasującą się w okolicach trójki w dziesięciostopniowej skali, zdobyła, zaliczyła i zatrzymała dziewiątkę.

    Mówiąc prościej (a cytat to z pewnego serialu): w prawdziwym życiu pudel nie dostanie nic od labradora, ale jak zabierze się za chihuahuę – hał! Dlatego w moim świecie obowiązuje zasada podobnej atrakcyjności, która wpływa na magnetyzm serc. Jak byłam brzydką dziewczynką, to nikt mnie nie chciał. Zwyczajnie siedziałam poza skalą i nawet nie miałam co liczyć na seks z litości, ale takie są prawa natury. Wtedy rozwijałam mózg jako najseksowniejsze, co mogłabym komuś zaoferować w zamian za potrzymanie mnie za rączkę. Stąd moje ręce po cycki opadnięte, gdy widzę takich panów, którzy uczą innych, jak pomacać w wiejskiej tancbudzie:

    Czasy się najwidoczniej zmieniły, nastała era dziwnych modelek i ogólnie okoliczności są łaskawsze dla takich ewenementów, jak ja. Bo takim ewenementom, jak pan trener chyba zawsze sprzyjały, innego wyjaśnienia nie widzę. Nawet, jeśli powiem „long story short” (co, jak udowodnił South Park, wcale nie sprawia, że historia trwa krócej), to w końcu będę musiała się wytłumaczyć z tego, jak sama zostałam graczem i weszłam w tę całą babską donżuanerię. Ale to innym razem.

    Jest taki odcinek Seksu w wielkim mieście, gdy Samantha Jones spotyka swój męski odpowiednik, seksualną legendę Manhattanu, która błyszczy tak samo, jak jej. I to, co dzieje się między nimi, to nie seks. To pojedynek tytanów. Sama wolę, żeby sprawy szły gładko i obywały się bez owijania w bawełnę, robienia podchodów, bo nie lubię tracić czasu. Gram tylko w konkretnych okolicznościach – gdy trafiam na wytrawnego gracza i chcę mu utrzeć nosa. Że niby zawsze za wysokie będą to progi na lisie nogi. I żeby nie wyjść z wprawy.

    Mój męski awatar miał to szczęście lub nieszczęście, że stał się moim celem w tej minucie, w której upewniłam się, że jest heteroseksualny. Kiedy rzucam kości, nigdy nie zakładam przegranej. Wszystko szło dobrze, dopóki nie okazało się, że mam do czynienia z kimś, kto przeczytał te same podręczniki dla uwodzicieli, co ja. Genetyka była dla niego, niestety, na tyle łaskawa, że od początku wiedziałam, że ma milion więcej szans na dotknięcie mnie niż pan z filmiku, którego sztachetą bym odganiała, ale na szczęście chyba bywamy w innych klubach. Dlaczego czytam takie poradniki? Bo uważam, że terytorium wroga trzeba znać lepiej niż ziemie zaprzyjaźnione. I naprawdę czasem nie pojmuję, dlaczego fajni faceci tak niefajnie na podobnych kursach kończą.

    Uwodziciele są mistrzami manipulacji. Cel: zdobyć, ładnie się pobawić – wziąć kilka razy, a potem zostawić. Posiadacze bardziej gołębich serc z reguły wolą sobie trofeum zatrzymać na dłużej. Jakikolwiek byłby ich plan względem wspólnie spędzonego czasu, sposób, w jaki osiągają swe zamierzenia, to z reguły ten sam zestaw sztuczek.

    Sztuczka pierwsza: traktuj dziewczynę jak szmatę. A raczej – jak ujmują to ładniej – pokazuj, że jesteś na tyle niezainteresowany, żeby to ona zaczęła cię gonić. Najlepsze zwroty akcji w filmach są przecież wtedy, gdy ofiara przeistacza się w myśliwego. Żadnych kwiatów, minimalny kontakt (na te przyjdzie czas, jak już ją posiądziesz), bo pani musi wciąż czuć się niepewnie. Stawiaj jej intelektualne wyzwania, mówiąc: „myślałem, że stać cię na więcej”, „byłem pewny, że właśnie tak odpowiesz – nie zaskoczyłaś mnie”. Wtedy dziewczę winno starać się panu zaimponować.

    Sztuczka druga: to, co wiąże się z mową ciała. Rób jej lusterko (czyli siedź, jak ona, gestykuluj, jak ona), a jak ze sobą rozmawiacie, nigdy nie siadaj naprzeciwko, zawsze obok. Siedzenie na przykład po przeciwnych stronach stołu to konfrontacja, obok siebie – gra do jednej bramki.

    Sztuczka trzecia (moja ulubiona): różowy słoń. Czyli mów babce, czego sobie nie wyobrażasz, a ona i tak przekształci to w swej niewieściej główce w rozważania, jakby to było, gdyby się udało. Stąd te męskie farmazony: „nie wyobrażam sobie, żeby taka dziewczyna, jak ty, chciała pójść ze mną na całość” lub „ostrzegam, nie zakochuj się we mnie, bo jestem emocjonalnie popaprany”. Różowy słoń ma to do siebie, że nawet, gdy ktoś mówi, żeby czegoś nie robić, to babka mieli to sobie w głowie tak, żeby sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby jednak na całość poszła albo zakochała się w popaprańcu. A jak już pójdzie chyżo w maliny, to znudzony pan w trakcie nowych łowów zawsze będzie kryty, że przecież ostrzegał.

    Sztuczka czwarta: wyzwalaj ducha rywalizacji i pokazuj, że kręcą się wokół ciebie inne fajne dziewczyny. W sumie nawet nie muszą być fajne – ważne, żeby były jakieś. Bo dziewczyny już tak mają, że lubią sobie nawzajem udowadniać rzeczy.

    Z rozbawieniem obserwowałam, jak skrupulatnie mój gracz (choć może powinnam powiedzieć – rywal) wypełnia powyższe dyrektywy. Graliśmy w końcu o to, kto kogo zakasuje. Wreszcie, podczas kolejnych podchodów, poinformowany, że wiem, co zrobił poprzedniego lata, przyznał się do winy. Na swoje usprawiedliwienie miał do powiedzenia tyle, że to nie fair, iż babki mogą zgarnąć seks, zupełnie o niego nie zabiegając, nie uprawiając kłusownictwa, wystarczy, że zgłoszą zapotrzebowanie. A taki facet to musi się nakombinować. Smutny zadek prawdy jest zaś taki, że gdyby darował sobie cały szajs od uwodzicieli, to mógłby i ode mnie to grand prix otrzymać. Cóż, zostają już tylko fizjologiczne żarty i wymiana doświadczeń przy kawie i planszówkach.

    Stwierdził też, że nie moglibyśmy pokazywać się na tych samych imprezach, bo on by widział moje sztuczki, a ja jego i zamiast działać, staralibyśmy się zakasować jedno drugie. A może wciąż pogrywamy – ze sobą nawzajem? I jak wytypować zwycięzcę, skoro cel mieliśmy podobny?

    This article has 11 comments

    1. Maciej wrote:

      Jakby nie patrzeć, to temat jest interesujący socjologicznie. Z jednej strony żenujący, nawet bardzo, co udowadnia jak mężczyźni są zagubieni i zakompleksieni a w dodatku zwyczajnie niedoinformowani. Natomiast z drugiej strony, z początku niedoinformowani, z czasem nabierają doświadczenia a co za tym idzie, z bezmyślnego zaliczania, mogą rodzić się standardy albo jakaś dojrzałość. Czyli, żenująco, ale pożytecznie. Być może i Twój oponent w tej grze, z czasem wiele zyska, bo z tego co napisałaś, to chodziło mu o zadupczenie i jakiś żal, że kobietom łatwo a jemu trudno. Poza tym, dla kogoś kto nie jest idącym na łatwiznę prymitywem, co w kobietach widzi albo dziwki albo matki, to z czasem znudzi się seks zdobyty manipulacją.

    2. mou wrote:

      Jezusicku, jacy ci ludzie u nas bywają nudni! Tekst bardzo dobry, tylko jak zawsze w komentarzach zapiszczy kilka zakompleksionych główek. Żeby chociaż mieli jakieś argumenty, byłoby się z czego pośmiać przy kawie… Chłopcy, skoro wam tak dobrze, jak macie, to nie zawracać dupy :)

    3. renia wrote:

      Co by nie mowic.. bez urazy, ale filmik i pan z filmiku.. chyba krecone bylo w remizie.. ;)

    4. t. wrote:

      Feniks – a Twój komentarz to już OCIEKA hejterstwem xD

      W sumie. co do filmu – ja nie lubię jak obcy pan mnie uwodzi dotykiem.

    5. Feniks wrote:

      Merlinie, jakie zapraszam na szkolenie?
      Niech płaci jak każdy inny :P

    6. Merlin wrote:

      Hehehe… Zabawny tekst, widać, że jesteś inteligentną kobietą, żartobliwie powiem, że chyba aż za bardzo. To, o czym opowiadasz to techniki sprzed paru lat, absolutnie podstawowe i banalne, ale z uwodzeniem nie mające nic wspólnego. Z chęcią zaprosiłbym Cię na szkolenie, żebyś zobaczyła, jak podnosi się poczucie własnej wartości, pewność siebie, wyrzuca gówno z głowy w stylu „musisz się o nią postarać”… Bo widzisz, później taki facet zamiast mieć jaja jest grzeczną sierotą, co prosi, czy może Ciebie pocałować. (O ile zbierze się w końcu na odwagę.)

      Widzisz, uwodzenie to nie sztuczki, to sposób bycia, myślenia, a nie jakieś triki. Owszem, one mogą nieco pomóc, ale przede wszystkim pokazują pewne mechanizmy – i tak tego nauczam.

      To Twoje „traktowanie jak szmatę” (w ogóle to perfidna manipulacja z Twojej strony, powinnaś dostać prztyczka w nos )… Prawda jest taka, że wielu mężczyzn jak już się napali, to rzucają się jak wygłodniałe zwierzę. Spokojnie, stwórz trochę dystansu, daj luzu, daj jej także się wykazać. Nie podawaj się na tacy, niech i kobieta trochę się postara, zaproponuje randkę, albo wprost powiedz jej, żeby Cię czymś zaskoczyła, jakąś fajną knajpą. Jesteście na równej stopie, czemu miałabyś nie włożyć trochę wysiłku? Swoją drogą, nie wkurzają Cię faceci, którzy nie potrafią nad sobą zapanować i wysyłają Ci 3-4 SMSy dziennie po pierwszej randce? O to chodzi moja droga, aby kobiety nie wystraszyć, a nie o to, aby zaliczyć ją dzięki tej mega-supr-hiper tajnej technice…

      Po drugie, ten „różowy słoń” to nic innego jak pewien sposób flirtu. Nie od dziś wiadomo, że rozmowy o seksie prowadzą do seksu. Trzeba to tylko powiedzieć tak, żeby było z klasą i nie bezpośrednie. Bo bezpośredniość niszczy już flirt. No i wątpię, aby to była jakaś wyrafinowana manipulacja, bo nie sądzę, żeby jakiś żul Cię „wyrwał”.

      Po trzecie, wreszcie jako ekspertka od kobiecej seksualności (na którą się kreujesz) powinnaś wiedzieć, że zazdrość mocno łączy się z miłością. Czytałem nawet wyniki badań, że u kobiet często pojawia się jako pierwsza zazdrość, bo to ona jej uświadamia, że ten facet jej się podoba. Właśnie w ten sposób pojawiają się romanse między przyjaciółmi – gdy kobieta odczuwa utratę kogoś, kto jest jej bliski emocjonalnie.

      Szczerość i komunikacja ponad wszystko. Trzeba tylko wiedzieć jak się komunikować na wielu płaszczyznach, co komunikować i jak komunikować. Podrzucę Ci kilka artykułów mojego autorstwa, choć nie wiem, czy przejdą przez system komentarzy:

      (Nie przeszło z linkami, nic to, puszczę bez… Chyba, że nie przeszło automatycznej moderacji. ;) )

      Doczytaj i sama wyciągnij wnioski.

    7. Kalvi wrote:

      Uwodzenie to Dawanie, dawanie kobietom tego o czym marzą, spełnianie ich najskrytszych fantazji, rzeczy których nie są w stanie otrzymać/przeżyć z 99% ‚facetów’ :) Prawdziwe uwodzenie opiera się na szczerości, zrozumieniu. Kobieta w pewnym momencie ma wybór…Sama decyduje o tym czy chce dalszego ciągu. :)

    8. Łukasz wrote:

      Niestety przeczytałem powyższy tekst w całości. Nastawienie od początku negatywne. Przytoczenia z zupełnie różnych źródeł, wpakowanie do wora wszystkich, którzy chcą się rozwijać.

      Przykro mi, ale więcej manipulacji w Twoim tekście i przytoczonej sytuacji z „awatarem” niż w materiałach Feniksa. Na przyszłość radzę przygotować się dokładniej i więcej pozytywnego nastawienia :)

      1. Nat wrote:

        Nie bazowałam na materiałach Feniksa, bo nigdy o tej instytucji nie słyszałam. Ale cieszę się, że masz coś, w co mocno wierzysz.

    9. Tupak wrote:

      Tyyle gadania, internet wszystko zniesie :) Mizoandria w pełnej klasie.

    10. Feniks wrote:

      Dzięki za zamieszczenie Video:)
      Artykuł tendencyjny, ale cóż to kara za ignorancję i pobieżne rozpoznanie tematu. Opinia skrzywdzonej kobiety, która wyraża złość za swoje traumy i brak zainteresowania ze strony mężczyzn. A szkoda, że nie można zrobić czegoś opartego na faktach, a nie frustracjach zakompleksionej Pani, która jedynce co robi to żali się…

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr