Ulubieńcy stycznia 2016: „The Danish Girl”, wegański minimalizm i wibrator studencko-emerycki

Ulubieńcy stycznia 2016: „The Danish Girl”, wegański minimalizm i wibrator studencko-emerycki

Styczeń – miesiąc zaskakującego wibratora za stówkę. Say whaaat?!

Gadżet: Wibrator studencko-emerycki – tani i na obolałe członki

Historia wibratora za stówkę zaczęła się od tego, że zawiodło mnie moje ciało. Ot, skończyło się dzieciństwo, przyszła starość i pojawił się ból w biodrze. I zanim trafilam do lekarza i na fizjoterapię, jak każdy statystyczny posiadacz ciała, myślałam, że samo przejdzie. Nie przechodziło, więc spróbowałam kompresów i ćwiczeń z internetu. Następnie ciepłych majtek. Potem jogi. Potem masażera oddziałującego ciepłem. Nic nie pomogło, ale… masażer Wahl, który wygląda jak szlifierka, czyli niespecjalnie seksownie, okazał się naprawdę dobrym wibratorem, na dodatek podgrzewanym i z pięcioma wymiennymi nakładkami. I to za około 100 zł!

Wahl 4295-016 to urządzenie z założenia przeznaczone do masażu głębokiego, a więc wibruje naprawdę mocno, dudniąco. Funkcja podgrzewania jest natomiast idealna na chłodne zimowe poranki. Chociaż wygląda jak babciny stymulator i trzeba podłączać go do gniazdka, uważam, że to dobra inwestycja. Aż kusi mnie, by wypróbować, jak stymuluje Mini Wand tej samej marki, bo nakładki wydają się oferować naprawdę ciekawe doznania. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że mój Wahl bez problemu leży sobie na widoku, a jak ktoś zapyta, co to jest, mogę odpowiedzieć, że to na problemy z plecami. Mhm, jasne…

Czy komuś jeszcze eksperymenty z Wahlem przywodzą na myśl kolekcję masażerów Samanthy z Seksu w wielkim mieście?

Porno miesiąca: He Was First in My Ass Eriki Lust

Rzadko kiedy podoba mi się porno z seksem analnym w roli głównej, ale He Was First in My Ass Eriki Lust to bardzo podniecający, 10-minutowy przewodnik dotyczący tego, jak powinien wyglądać pierwszy seks analny. Jest tu kobieta zainteresowana perspektywą penetracji analnej, troska o przynajmniej jeden orgazm partnerki przed tym rodzajem penetracji, przygotowanie odbytu poprzez rimming oraz stymulację gadżetami, dużo lubrykantu oraz mężczyzna z penisem średniej wielkości. Tak, w przypadku seksu analnego coś takiego jak „zbyt duży penis” naprawdę istnieje.

hewasfirst

Porno miniatura powstała w ramach projektu XConfessions i reprezentuje wszystko, co powinna objemować etyczna pornografia: poszanowanie dla ograniczeń ciała i reprezentację autentycznej seksualnej przyjemności. No i jest to film bardzo ładny wizualnie! Występują Tiffany Doll i Jay Smooth.

Oglądałam w serwisie Lust Cinema. Więcej o etycznej pornografii tutaj.

Film nie-porno: The Danish Girl Dziewczyna z portretu, czyli „mój mąż jest kobietą”

Lili Elbe (urodzona jako Einar Wegener) to jedna z pierwszych kobiet w historii, które przeszły operacyjną korektę płci. Film Dziewczyna z portretu opowiada ufabularyzowaną historię tej przemiany.

Pewnego dnia Gerda, żona jeszcze-Einara, prosi go, aby pomógł jej, pozując do portretu tancerki. Nylonowe pończochy, satynowe pantofelki oraz dotyk koronki na skórze nie tyle pozwalają Einarowi odkryć to, że jest kobietą urodzoną w niewłaściwym ciele, ale przywołują coś, co dawno było w nim uśpione, zepchnięte na dalszy plan. Dla Gerdy – portrecistki, crossdressing, w którym pomaga Einarowi, szybko staje się elementem erotycznej gry, ale i artystyczną inspiracją. Dla Einara pozowanie Gerdzie to początek przemiany w Lili.

Można zarzucić temu filmowi, że pokazuje proces korekty płci w wydaniu glamour, prawie bezboleśnie i w świecie, w którym ubranie i peruka wystarczą, by otoczenie uwierzyło w czyjąć płeć. Jasne, mamy tu do czynienia z osobą uprzywilejowaną, funkcjonującą w środowisku artystycznym, które pozwala na więcej i wykazuje więcej zrozumienia dla odmienności, ale gdzieś obok jest też świat medyków, którzy najchętniej zamknęliby Einara w zakładzie dla umysłowo chorych. Jest też świat Gerdy, która z jednej strony „uwalnia” Lili, zachęca Einara do tych eksploracji i sama z nich czerpie, a z drugiej desperacko potrzebuje wsparcia męża, powrotu do tego, co znała zanim zaczął przedstawiać się jako Lili Elbe.

Dziewczynie z portretu podobały mi się szczególnie pewne niuanse, jak to, że Einar skarży się na comiesięczne bóle brzucha, czy fakt, że pomimo regularnego współżycia, nie może począć dziecka. W rolę Lili wcielił się Eddie Redmayne Naprawdę warto wybrać się na ten film.

Książka: The Art of Asking Amandy Palmer

Jeżeli ktoś nie oglądał wystąpienia Amandy Palmer na TED, koniecznie musi nadrobić! The Art of Asking to opowieść o tym, dlaczego tak trudno jest nam prosić innych o pomoc oraz o buncie przed posiadaniem „normalnego życia”.

Jedną z historii, która najbardziej utkwiła mi w pamięci, to ta o Dicie von Teese. Dita, zanim jeszcze została Ditą, tańczyła w klubie w Los Angeles i bardzo odróżniała się od innych striptizerek. Na tle opalonych blondynek w jaskrawych kostiumach i z idealnie wydepilowanym ciałem wyglądała jak wybryk natury, nie była taką tancerką, jakiej oczekiwała klientela klubu. Kiedy tancerki występowały przed grupą 50 mężczyzn, każdy rzucał im po dolarze. Kiedy tańczyła mroczna, blada Dita, obserwował ją tylko jeden mężczyzna, ale po występie wręczał jej 50 dolarów.

Myślę, że każdy, kto w jakiś sposób wystawia się na ogląd publiczny, czy to nagrywając filmy, tworząc muzykę, czy pisząc, zmaga się z tym problemem: „czy lubi mnie wystarczająca liczba osób i dlaczego tak mało?”, w rezultacie próbuje zadowolić i przyciągnąć jeszcze większą publiczność, zamiast doceniać tę, którą już ma. Palmer, analizując wydarzenia z własnego życia i kariery artystycznej, pomaga znaleźć inny ogląd na siebie, zagadnienie popularności oraz proszenie innych o wsparcie.

Ten mężczyzna, który wręczał Dicie 50 dolarów, był jej zaangażowaną publicznością. Von Teese nie zaspokajała masowego gustu, ale ci, do których trafiała, doceniali ją bardziej. I z wzajemnością. Dita nie tańczyła na 10% swoich możliwości tylko dlatego, że jej publiczność była tak nieliczna – dawała z siebie 100%. I opłaciło się. Sama cholernie staram się być jak Dita.

Internety: Jenny Mustard, czyli wegański minimalizm

Jenny Mustard to Szwedka, która bloguje i vloguje o weganizmie, minimalistycznym stylu życia i designie. Warto śledzić Jenny dla wegańskich przepisów, hipnotycznie pięknych zdjęć oraz szeroko pojętych inspiracji. Jenny Mustard opanowała profesjonalne bycia-w-internetach do perfekcji. Serio, to godny wzór do naśladowania, nawet dla tych, u których słowo „weganizm” budzi (niesłuszną) agresję. A jej zielona zupa to mistrzostwo świata.

jenny

Jenny Mustard: YouTube | blog | Instagram

Femme atak: makijaże, buty i inne

Od czasu do czasu (czytaj: prawie codziennie) lubię sobie narysować na twarzy zupełnie nową twarz. Styczeń zdecydowanie należał do paletki In The Balm of Your Hand, którą kupiłam sobie w prezencie świątecznym i dzięki której można z łatwością ogarnąć całą „charakteryzację”. Moja miłość do The Balm zaczęła się od kultowego bronzera Bahama Mama i pierwszych prób konturowania.

Kolejnym prezentem świątecznym, tym razem od mojego partnera, były trampki Converse ze specjalnej edycji inspirowanej pracami Andy’ego Warhola. Pod choinką znalazłam te z motywem banana, a sama kupiłam kolejną parę – tę z puszką zupy pomidorowej.

converse

No i tęczowa klawiatura. Nie zapominajmy o tęczowej klawiaturze!

Postanowiłam, że od czasu do czasu będę dzielić się moimi „ulubieńcami”, pisząc o rzeczach nie zawsze związanych z seksem, a bardziej z moim życiem pozablogowym. Jeżeli coś wyjątkowo wstrząsnęło twoim światem w ubiegłym miesiącu (seksualnie lub nie), chętnie przeczytam o tym w komentarzu!