• Prolinki: Jak (nie) zostałam striptizerką

    „Moja koleżanka każdego lata pracuje we Włoszech jako consummator – dziewczyna, która zapewnia miłe towarzystwo dżentelmenom podczas pobytu w nocnym klubie. Jej rola ogranicza się do konsumowania z klientami drinków, zabawiania konwersacją i namawiania do zakupu kolejnych butelek szampana. Żeby było jasne: mężczyźni płacą za towarzystwo, nie za seks.

    Jej szafa pełna jest ubrań i dodatków od Gucciego, Dolczego i Gabbany, Armaniego czy Prady i to od niej pożyczałam te wszystkie luksusowe dobra, które lubię, ale chwilowo mam inne finansowe priorytety. Kia, bo takie jest jej imię „klubowe”, nigdy nie ukrywała, że praca towarzyszki na wieczór nie wiąże się jedynie z pensją, ale też z drogimi prezentami. Consummators są zatrudniane przez kluby ze striptizem, ale też przez nocne lokale typu lounge i mają zakaz zbytniego zaprzyjaźniania się z klientami. To dzięki niej mogłam poznać branżę rozrywkową od środka – właśnie ona namówiła mnie, bym poszła z nią na rozmowę kwalifikacyjną.

    Jesteśmy tu po to, by spełniać marzenia” – oświadczył sympatyczny menedżer-gej jednego z klubów nocnych Kopenhagi, gdy prezentowałyśmy swoje najpiękniejsze uśmiechy jako kandydatki do pracy w charakterze egzotycznych tancerek ze Wschodu. „Przychodzą do nas mężczyźni, którzy w codziennym życiu nie mają śmiałości do kobiet albo żony przestały zwracać na nich uwagę. Chcemy, żeby czuli się ważni i podziwiani” – kontynuował. „Możecie liczyć na zarobki rzędu kilku tysięcy koron za wieczór: prowizję od sprzedanego szampana, lady drinków, napiwki za taniec topless. Najlepsze dziewczyny potrafią wyciągnąć jednej nocy około dwudziestu tysięcy”. Opowiadał nam historie na miarę Pretty Woman, o nadzianych klientach zakochujących się ze wzajemnością w jego pracownicach, które już nie muszą świecić cyckami za kasę, bo każda z nich ładne torebki i drogie kosmetyki ma dorozwodowo zapewnione”.

    Cały felieton o kulisach kopenhaskiego seksbiznesu przeczytasz w najnowszym numerze Fuss (strona 26).

    [grafika wpisu: fragment ilustracji Małgorzaty Maciejewskiej do publikacji w Fuss]

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr