• Prolinki: Współlokator albo wibrator

    „Od pokoju mojego współlokatora dzieli mnie jedynie kawałek udającej ścianę sklejki. Przepierzenie jest tak cienkie, że mogłabym przebić w nim dziurę ręką; a jestem tylko dziewczyną, i to w dodatku taką, co nie potrafi porządnie zrobić ani jednej pompki. Prawdziwe schody zaczynają się jednak wtedy, gdy chcę poczochrać sobie bobra.

    Nie przeszkadza mi świadomość, że ktoś może słyszeć, jak uprawiam seks. Tak naprawdę w głębi duszy czerpię z tego faktu niekłamaną przyjemność. Nie wzdrygam się też przed stawianiem klocków w toaletach publicznych; mało tego, specjalnie celuję prosto w środek muszli. Donośny plusk gwarantowany! Satysfakcję sprawia mi fakt, że ludziom w sąsiednich kabinach robi się wtedy słabo z obrzydzenia i do tego autentycznie nieswojo. Ale mimo mojego bezwstydnego ekshibicjonizmu, wciąż nie potrafię się swobodnie masturbować, jeśli wiem, że ktoś jest w domu.

    Martwię się, że mój współlokator może usłyszeć pomruk wibratora, pojękiwania w moim ulubionym, choć dziwacznym, lesbijskim pornosie albo, co gorsza, moje własne postękiwania. Bez najmniejszej żenady spojrzałabym mu w oczy, wiedząc, że jeszcze przed chwilą słyszał, jak ktoś posuwa mnie za ścianą. Dlaczego więc tak się wstydzę odgłosów, po których mógłby się zorientować, że się masturbuję? 

    Może bierze się to stąd, że onanizująca się kobieta to wciąż tabu. Nie mówi się o tym otwarcie, nawet podczas lekcji wychowania seksualnego (przynajmniej tak było za moich czasów). Nie przychodzą mi do głowy żadne przykłady filmów dla nastolatków, w których jakąś laskę przyłapują na masturbacji, co staje się początkiem przezabawnych perypetii. Jednocześnie trudno zliczyć hity kinowe pełne zaciekle onanizujących się kolesi. A może po prostu jestem większą cnotką, niż mi się wydawało”.

    (Fragment tekstu Kat George Współlokator albo wibrator – zwierzenia onanistki dla magazynu „VICE”)

    Całość przeczytasz na stronie „VICE”.

    A o tym, jak zawalcżć o odrobinę prywatności, przeczytasz w osobnym artykule.

    [grafika wpisu – Lauren Steffen]

    This article has 8 comments

    1. hades wrote:

      Wielu to robi, wszyscy się wstydzą, a jest to rzecz normalna jak każda inna potrzeba.
      Rada jest prosta otwartość na to co nowe, bo chyba nie powiesz mi Ty cz Ty, nie szukasz wrażeń tu czy tam? Współlokator/lokatorka to też człowiek i też ma takie pomysły chęci pragnienia a tez boj się o tym rozmawiać …
      Otwarta rozmowa i problem znika, pojawiają się nowe możliwości, nowe tematy, nowe pomysły:)

    2. Anonim wrote:

      Polecam w takim razie „To nie jest kolejna komedia dla kretynów” ;)

    3. Nat wrote:

      Ależ, Katarzyno! Ten sam pogląd dotyczący masturbacji podzielają same kobiety! Seks i czynności seksualne są, owszem, naturalne, ale kawę możesz sobie siorbać przy kim chcesz i nie zostaniesz oskarżona o nieprzystojne zachowania. Myślę, że obydwie chodzimy tu dookoła jednej sprawy, która jest w rzeczywistości szalenie prosta: nie chodzi o wartościowanie, a o społeczny odbiór. Pornografia, a teoria nie jest moja, ukształtowała to, w jaki sposób w heteronormatywnym świecie postrzega się mastrurbację kobiet: jako coś, co jest usprawiedliwiane jedynie uciechą mężczyzn i ich oka (stąd masturbująca się kobieta w pornolu jest w 99% przypadków zwrócona twarzą do góry i używa czegoś, co ma przypominać fallusa lub jest jego atrapą). Ja jako ja nie wartościuję seksu na dobry i zły, bo on jest mój, taki, jaki jest i, myślę, że podobnie jak Ty, nie godzę się na sztuczne wytwarzanie norm i granic, ale walczyć z nimi mogę jedynie żyjąc po swojemu i mając je w głębokim poważaniu. Tobie może nie przeszkadzać sąsiad/ka za ścianą, autorce tekstu już przeszkadza i też ona docieka podstaw, dlaczego tak się dzieje, skąd ma te wewnętrzne blokady.

    4. Ja o sublimacji, a ty o krępacji. A co bardziej niepokoi, to czy z ręką w majtkach przyłapie tatuś czy mamusia?
      Myślę, że tutaj istotniejsze jest, że to samotne uprawianie seksu krępuje, niesamotne wyzwala.

      1. Nat wrote:

        W tym miejscu przyznałabym rację autorce i stwierdzeniu, że masturbująca się kobieta może być traktowana jako społeczne tabu. Sama nieraz spotkałam facetów-heteryków pogardliwie lub z lękiem (zależnie od bycia w związku lub nie) komentowali, że ta, co się masturbuje to albo niewyżyta, albo niedostatecznie zaspokojona przez swojego partnera, czyli zawsze wiąże się to z jakimś odchyleniem.
        Myślę, że seks niesamotny wydaje się wyzwalający właśnie przez obecność „publiczności” – w końcu, ktoś z kim go uprawiasz (oraz rzeczony współlokator) jest tym zewnętrznym, oceniającym okiem, które z uznaniem może później powiedzieć: „łaaał, podobają mi się takie wyzwolone”. Masturbacja jest aktem intymnym, dużo intymniejszym niż ogdrywanie pornola bez kamer (mało która z nas wrzeszczy do i dla samej siebie: „tak, tak, właśnie tu!”) i może właśnie to odsłonięcie powoduje skrępowanie?

        1. Nat, ja nie do końca rozumiem te argumenty. Znam facetów (heteryków lub nie, nie ma znaczenia, skąd ten pomysł, że jedynie faceci hetero budują kobiece tabu masturbacyjne?) którzy pogardliwie lub z lękiem komentują zwyczaj picia mleka sojowego. Co nie znaczy, że przestanę w ich obecności siorbać moją sojową kawę. Jak możemy na postawie opinii innych (w tym wypadku hetero-mężczyzn sic!) budować swój stosunek do czynności erotycznych?
          Dla mnie wartościowanie seksu, na ten samotny i niesamotny, ten z publicznością i bez, na ten dobry i zły jest błędem. Seks to seks, zawsze ten sam. Twój seks. Będę się jednak dopatrywała w obawie przed słyszalną masturbacją postawy sztucznego tworzenia zagrożenia seksualnego w oparciu o wzorzec rodzica. Łączy się z tym pytanie na ile w tym myślenia życzeniowego, rzeczywistego zaproszenia seksualnego i obawy przed odrzuceniem. Na ile podświadomej obawy, że mimo że zostaniemy usłyszane, nie zadzieje się nic…

    5. Myślę, że tutaj sublimuje się obawę, że jawna/słyszalna masturbacja mogłaby być odebrana jako zaproszenie do seksu. Według autorki, dla owego mężczyzny za ścianą ów seks kobiecy zadawałby się nie dość satysfakcjonujący. Wiadomo, seks samotny, a przecież nie ma bardziej niezaspokojonego stworzenia niż samodzielnie baraszkująca kobieta za ścianą. Nawet jeśli współlokatora gucio obchodzi, czy dziewczyna depiluje nogi, bawi się wibratorem czy ćwiczy pompki, mężczyzna za ścianą przez większość kobiet będzie odbierany jako seksualne zagrożenie. Bo jak może nie pragnąć?

      1. Nat wrote:

        A gdyby to była współlokatorka, to myślisz, że bohaterka by się nie krępowała?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr