• Jak urozmaicić pocałunki? | 6 technik wartych poznania

    Bardzo długo nie lubiłam się całować – w latach szkolnych nie pisałam się na gry w butelkę, a w późniejszych, zamiast godzinami wykonywać usta-usta w ramach gry wstępnej, wolałam prędko przejść do akcji. Młoda byłam, głupia, a jeśli o butelkę idzie, to pewnie i brzydka, bo dziś wydaje mi się, że po prostu nikt mnie do takich zabaw nie chciał zapraszać.

    Może to i lepiej? Przyznam, że do czerpania przyjemności z całowania musiałam dorosnąć, tak jak dorasta się do jedzenia brokułów, picia gorzkiej kawy czy delektowania się whisky. Cóż, do brokułów i kawy dorosłam znacznie szybciej niż do całowania, zaś whisky wciąż czeka na swą kolej.

    A pocałunki? One bywają alternatywą seksu, wstępem do seksu, uzupełnieniem seksu i przedłużeniem seksu, dzisiaj nie mam co do tego wątpliwości. Mówi się o całowaniu tysięcy żab, zanim trafi się na tę, która zamieni się w księcia. Może w tej kwestii od koleżanek z czasów szkoły odróżnia mnie to, że ja całowałam w swoim życiu tylko książąt (księżniczki też), którzy później ewentualnie zamieniali się w żaby. No cóż, zawsze jakiś dobry powód do całowania się znajdzie.

    Dzisiaj mam dla was listę chyba najbardziej fantazyjnych pocałunków, o których kiedykolwiek słyszałam i które (z jednym wyjątkiem) przetestowałam na sobie, nie obędzie się więc bez komentarzy „oblatywacza”:

    1. Pocałunek – brzytwa. To taki pocałunek z języczkiem, w którym końcówką języka przesuwa się szybko między zębami partnera/partnerki. Jeżeli ktoś lubi odczucia na pograniczu bólu i łaskotania, powinno mu się spodobać. Nie muszę chyba dodawać, że dla strony biernej (tej, która jedynie użycza swoich zębów) wrażenia są raczej żadne, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby w trakcie sesji pocałunków zamieniać się rolami.

    2. Pocałunek francuski z… uchem. Chodzi o pocałunek, podczas którego namiętnie obśliniasz wnętrze ucha partnerki/partnera (oczywiście na tyle, na ile jesteś w stanie się w nie zagłębić). Jakoś nie mam ochoty próbować, zwłaszcza, że mierżą mnie ssące odgłosy już w okolicy płatka mojego ucha, więc nie wiem, co by się stało, gdyby przeniosły się jeszcze bliżej kanału słuchowego i to z całym procesem nawilżania? Raczej się nie przekonam. Nie zmienia to faktu, że dla wielu osób uszy to bardzo podatna na pieszczoty strefa erogenna, więc jeżeli partner/ka należy do tej grupy, nie zaszkodzi spróbować.

    3. Pocałunek francuski lodowy. Tę sztuczkę często poleca się w oralowych tutorialach. Wystarczy schłodzić język i wnętrze jamy ustnej kostką lodu albo mrożonym deserem i przystąpić do całowania. W kwestii chłodzenia mamy dwa warianty – tylko jedna osoba je lody (wówczas cieszymy się różnicą temperatur obydwu zaangażowanych języków) lub obydwie jedzą lody (i wtedy w przyjemny, całuśny sposób powoli wracamy do temperatury wyjściowej, co łączy się z przyjemnym mrowieniem, gdy powoli odzyskujemy pełnię czucia w języku). Podsumowałabym to frazą, która kiedyś wypsnęła mi się przy innych lodowo–francuskich aktywnościach: „Twój język jest taki zimny – that’s hot!”.

    4. Pocałunek podwodny. Krótko mówiąc: dajemy nura i całujemy się pod wodą. W sam raz na lato i okoliczności urlopowe. Zawsze mam wątpliwości co do czystości publicznych akwenów, jawią mi się jako opryszczka i parchy w płynie, ale co tam – raz się żyje. Zależnie od wrażliwości, możemy otworzyć oczy lub je zamknąć, próbować całować się po francusku (wyższa szkoła jazdy, bo sztuką jest nie opić się wody) lub delikatnie muskać wargami (polecam, bo woda znacznie zmniejsza tarcie, więc nie dość, że idzie gładko, to jeszcze przyjemnie łaskocze). Ci, którzy nie lubią schodzić pod powierzchnię wody, mogą spróbować pod prysznicem lub w dużej wannie.

    5. Pocałunek ssący, czyli styl „na odkurzacz”. Jedna osoba obejmuje wargami usta drugiej osoby i zasysa. Chociaż jest całkiem przyjemne, słuchowi wrażliwcy oraz esteci się do tego typu pocałunków nie przekonają. Przy zasysaniu, nazwijmy rzecz po imieniu, pojawia się po prostu efekt pierdzący, a sam akt następuje we wnętrzu ust partnera/partnerki. To aktywność raczej z cyklu zabawnych niż podniecających, ale z drugiej strony… czy zawsze musimy całować się tak bardzo na serio?

    6. Pocałunek elektryczny. Mój absolutny faworyt, choć wymaga odpowiedniego przygotowania, czytaj: akcesoriów. Polecany zwłaszcza amatorkom nylonowych pończoch, choć i skarpetki z dodatkiem nylonu zdadzą egzamin (ostatnio odkryłam też, że podobnie działają niektóre buty sportowe). Pamiętacie zabawę z szokiem elektrycznym z czasów sielskiego i anielskiego dzieciństwa? Wystarczyło poszurać skarpetami czy rajstopkami o dywan/wykładzinę, a później „uziemić się” o kolegę lub koleżankę. Teraz też staramy się o iskrę, ale pierwszym punktem zetknięcia są usta. Krótko mówiąc: bzzz – wysokie napięcie!

    Ta lista mogłaby być dłuższa – wynaleziono przecież pocałunki, podczas których gramy w oralnego hokeja owocowym cukierkiem, memłamy jeden kawałek mandarynki czy staramy się wydłubać komuś kapustę spomiędzy zębów po właśnie zjedzonym kebabie. Cóż, skomponowałam listę w wersji raczej soft, ale chętnie zapoznam się z waszymi propozycjami na urozmaicenie całuśnych technik, nawet w wersji hard. Do dzieła!

    okładka wpisu: We Heart It

    This article has 5 comments

    1. Sara wrote:

      Dla mnie pocałunki francuskie są bardzo podniecające, ale też przyjemne. Najbardziej podoba mi się jak mój chłopak robi kółka swoim językiem wokół mojego, to takie słodkie ^-^

    2. Joanna wrote:

      Ja uwielbiam pocałunki pojące – najlepiej pojenie się nawzajem dobrym, czerwonym winem.

      Ciekawe jest też takie całuśne 69. Niby nic takiego, ale do góry nogami jest naprawdę inaczej ;)

    3. Alexa wrote:

      Mnie ssanie dolnej wargi doprowadza do szaleństwa w pozytywnym sensie. Nie lubię całowania z językiem, i zdaję sobie sprawę, jak obrzydliwie musi wyglądać takie ssanie, ale… kiedyś nawet przeżyłam orgazm podczas takiego saącwgo pocałunku, bez dotykania jakiejkolwiek innej części ciała.

    4. Klaudia wrote:

      „2. Pocałunek francuski z… uchem.” – Moja ekstremalnie erogenna strefa, tak, spokojnie mogę czuć język niemalże w bębenkach. Naprawdę bardzo mocne gryzienie płatków? – Bardzo proszę ;-) Często jest to tak OBRZYDLIWIE przyjemne, że jedynie pozostaje mi wyszarpać się z sideł, bo doprowadza do wariacji. Odkrywając moc tychże pocałunków zszokowałam siebie i partnera, bo DARŁAM się jakby mnie ze skóry obdzierali. Od tamtego czasu te pocałunki są nieodłącznym elementem naszych podbojów erotycznych. Polecam próbować, może ktoś odnajdzie w nich tę samą moc, którą mi one dają ;-)

    5. Anonim wrote:

      hahaha:D na człowieka bez zębów :D albo… zasysanie języka. Znów jak się za szybko dorośnie to się nudzi szybko…

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr