• Dla normalnych mężczyzn dziewictwo się nie liczy

    Ręce opadają mi po same cycki, gdy słyszę dziewczyny wzdychające z tęsknoty za swoją hymen, bo mogły zaczekać z defloracją na jedynego mężczyznę swojego życia, wielką miłość, która przyszła dopiero po dwudziestce. Bo wtedy na pewno by nie bolało.

    „To, jak tracisz dziewictwo ustawia twoje życie seksualne na lata” jest jedną z największych powtarzanych dziewczynom bzdur. O ile defloracja nie była wynikiem gwałtu czy innego traumatycznego przeżycia, nie ma co przyklejać się do myśli, że pierwszy seks z ukochaną osobą byłby mniej beznadziejny niż ten z czasów nastoletnich, z pryszczatym kolegą z równoległej klasy. Pielęgnujemy społecznie przekonanie, że akt pierwszego stosunku uruchamia wewnętrzny kompas, który będzie nas wiódł do końca naszych dni.

    Pierwszy raz jest ogólnie dziwnym przeżyciem i w większości przypadków ma niewiele wspólnego z przyjemnością, fajerwerkami i rozstępowaniem się ziemi. To, co publikują młodzieżowe magazyny jako historie pięknego wejścia w życie erotyczne zazwyczaj jest wymysłem redaktorek i redaktorów i przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, jaki jest cel drukowania podobnych opowieści. Nie tylko budują one zafałszowany obraz pierwszego seksu, bo po lekturze nastolatki dziwią się, że ani orgazmu nie miały, ani chłopak nie przyniósł im bukietu róż, koniecznie czerwonych, ale też utwierdzają dziewczyny, że kawałek błony to wyjątkowy prezent dla drugiej osoby i powinny poczekać, by ofiarować go komuś, kto naprawdę będzie go wart. Nie musi ich podniecać (wręcz nie powinien), najważniejsze, żeby przekonywał, że kocha i nie bił, bo tylko takiemu można oddać się w ciemno.

    Wejście w życie seksualne jest jak wykonywanie innych czynności po raz pierwszy i czas się z tym pogodzić. Seksu nikt nie uczy precyzyjnie, opieramy się więc na działaniu intuicyjnym, najpierw może trochę niezdarnie, by wreszcie opanować umiejętność obsługi drugiego ciała. Pierwsze lekcje pływania wyglądają chyba podobnie, prawda? Najpierw nieco się podtapiamy, by lata później pokonywać bez trudu kolejne długości basenu i cieszyć się tym, że woda jest mokra. To, jak uprawiałaś seks jako złakniona uwagi nastolatka pełna kompleksów ma niewiele wspólnego z tym, jak doświadczasz go, będąc bliżej trzydziestki. Jeżeli jest inaczej, to chyba coś poszło nie tak. Większość z nas uśmiecha się dobrotliwie, myśląc o swoich szesnastoletnich podbojach rodem z „seksu w małym mieście”. To zupełnie naturalne, że seksualne granice wraz z nabywaniem doświadczeń przesuwają się, otwieramy się na próbowanie nowych rzeczy, wprowadzanie urozmaiceń do sypialni. Seks już tak ma, że z wiekiem zaczyna się bardziej podobać, a to, co na temat przygód na jedną noc myślą inni przestaje spędzać sen z powiek.

    To, jak funkcjonuje społeczny mit dziewictwa jest co najmniej kuriozalne, zwłaszcza, iż stuprocentowe dziewictwo nie istnieje. Nacisk wynika głównie z przekonania, że dziewictwo jest jednoznaczne z czystością, która powinna stanowić wartość nadrzędną. Jak w sklepie z elektroniką. Przecież nikt nie chce kupić egzemplarza pokazowego, używanego wcześniej przez wielu konsumentów. Każdy ma ochotę samodzielnie zedrzeć folijkę z ekranu i cieszyć się nieśmiganym towarem. Ale seks to nie zakupy, a ciało to nie produkt objęty gwarancją.

    Strzeż się więc dziewicofilów. Prawdopodobnie są beznadziejni w łóżku, będą ci wmawiać, że to, co mają do zaoferowania jest „normalne”, a szczytować powinnaś jedynie równocześnie z nimi, bo jak nie, to zapomnij o jakichkolwiek orgazmach. Oni właśnie będą traktować ciebie i twoje dziewictwo jak rzecz, którą mogą rozporządzać. Są zbyt przerażeni porównaniami do twoich poprzednich partnerów, zdegustowani ich liczbą (dlaczego tak dużo?) i przekonani, że w seksie wolno im więcej niż tobie. Jeżeli dla kogoś liczy się tylko twoja nienaruszona hymen, będzie miał gdzieś to, co masz do zaoferowania jako człowiek. Ktoś, kto ceni twoje dziewictwo ponad ciebie nie będzie dla ciebie lepszy niż ten, komu twoja seksualna przeszłość nie ukróca penisa. I nie oburzaj się, że dla tych drugich twoje dziewictwo jest bez znaczenia. Z błoną dziewiczą czy bez jesteś dla nich kimś tak samo wartościowym.

    Osoba to dużo więcej niż tylko jej doświadczenia seksualne. Żadna ze znanych mi seksualnie aktywnych i uwielbiających seks kobiet nie została naznaczona na całe życie przez jej dziwny, w wielu przypadkach nieco bolesny i niezręcznie odbyty pierwszy raz. Co więcej, każda z nich wie, niezależnie czy jest singielką, czy pozostaje w długoletnim związku, że czekanie na miłość nie zaowocowałoby „lepszą” defloracją.

    Zamiast czynić wartość z dziewictwa, nauczmy lepiej bliskie nam młode dziewczyny widzieć wartość w nich samych, niezależnie od ich seksualnych wyborów. Wtedy jakiekolwiek próby slut-shamingu czy jakiegokolwiek zawstydzania nie będą w stanie ich dotknąć i nikt nie utwierdzi ich w przekonani, że brak błony dziewiczej, mały biust czy prezerwatywa noszona w torebce czyni z nich kobiety drugiej kategorii.

    [grafika wpisu – Eugenia Loli]

    This article has 8 comments

    1. atosobieja wrote:

      Stare ale odpowiem.
      Dla mnie dziewictwo kobiety jest ważne. A właściwie ważne jest, żeby go nie było. Z dziewicami jest za dużo zachodu.

    2. Karola wrote:

      Mój pierwszy raz właśnie był jak rozstąpienie się ziemi. Za pierwszym podejściem były manualno-oralne pieszczoty, dotykanie, całowanie, smakowanie, oswajanie się ze swoją nagością i reakcjami. Drugie podejście to pełny stosunek – najpierw oczywiście pieszczoty w różnych wariantach potem chwilka dyskomfortu i cudowne uczucie bycia „wypełnioną” ;)
      Zupełnie swobodnie, bez stresu, na luzie, w odpowiedniej atmosferze i z odpowiednim człowiekiem :)

      1. Nat wrote:

        Super, oby więcej takich historii!

    3. Monttsserat wrote:

      Wydaje mi się, że dziewictwo powinno być ważne dla dziewczyny – i chłopaka też – nie ze względu na wyjątkowość ofiarowania go komuś, czy tą „wyjątkowość” romantycznego pierwszego razu, ale dla faktu, że wchodzi się w pewien nowy etap w życiu.

      1. Nat wrote:

        Czy kiedy po raz pierwszy w życiu zjadłam sushi, to też weszłam w pewien nowy etap w życiu, a ono dzieliło się na to „przed sushi” i „po sushi”?

        1. XYZ wrote:

          Porównujesz seks do jedzenia sushi? :P Doznania też są dla Ciebie porównywalne? :P Obawy przed nową knajpą a przed pierwszym razem? Nie każdy jest taki bezceremonialny i wątpię, żebyś też taka była.

        2. Nat wrote:

          Życie jest pełne debiutów – ktoś boi się seksu, bo tak życzy sobie kultura, a ktoś inny spróbowania nowego jedzenia z lęku wynikającego z przekonania, że „czego farmer nie zna, tego farmer nie je”. Dlaczego więc jedna płeć może do seksu podchodzić z ekscytacją, a druga musi z lękiem?
          Nie wierzę, że ktoś może być tak bezrefleksyjny i wątpię, żebyś był/a taką osobą.

    4. Smoczyca wrote:

      Hymen jest rodzaju męskiego :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr