• Stopy | O co chodzi fetyszystom?

    W zdecydowanej większości przypadków twój fetysz to nie choroba, którą powinno się leczyć, a po prostu silna preferencja…

    Czerwiec jest miesiącem edukacji seksualnej dorosłych, więc w dzisiejszym wpisie postanowiłam rozprawić się z fetyszami. Z tej okazji przypomniała mi się ta oto twitterowa konwersacja, w której miałam przyjemność uczestniczyć:

    Przyznam szczerze, że trochę przeraża mnie to, jak ogromne jest przyzwolenie na wyśmiewanie, poniżanie i wyszydzanie fetyszystów w mediach (a blogi – niezależnie czy prowadzone przez ludzi myślących, czy nie – to też media) i kulturze popularnej dlatego, że proponują inny rodzaj ekspresji seksualnej niż jedyny i słuszny penis-w-waginie.

    I wbrew pozorom nie będzie tylko o tych obrzydliwych stopach…

    Czy muszę bać się fetyszystów? 

    Zacznijmy od tego, że samo pojęcie fetyszu społecznie okryte jest złą sławą, przede wszystkim dlatego, że obejmuje zarówno zachowania patologiczne, jak i niepatologiczne.

    Fetysz stóp – podofilia, należy do parafilii, czyli odczuwaniu przyjemności lub podniecenia w kontakcie z przedmiotami, częściami ciała niekojarzonymi bezpośrednio z seksualnością, danym typem rytuałów. Sama parafilia nie jest pojęciem pejoratywnym, choć wielu ludziom wydaje się, że wszystko, co kończy się na –filia musi być złe, bo –filia znamionuje chorobę i za –filie wrzuca się ludzi do wariatkowa. Otóż nie, bo Philia (na drugim biegunie jest fobia) oznacza sympatyzowanie z czymś, co wydaje nam się dobre, sprawiające rozkosz, a w sytuacji intymnej, podniecające. Celowo użyłam tutaj „lub”, w końcu „bibliofilia” nie oznacza, że ktoś chce uprawiać seks z książkami. Tak samo wyjście na miasto w sandałach nie oznacza, że zaraz z krzaków wyskoczy na ciebie podofil i spuści ci się na stopy.

    Parafilie niepatologiczne obejmują zachowania, które są odmienne od norm społecznych. Normy społeczne, żadna to tajemnica, bywają gorsze od norm medycznych, ponieważ bazują na takich aspektach, jak zbiorowa moralność czy religia, opierają się bardziej na emocjach (głównie strachu przed nieznanym) niż na faktach. A faktem jest, że fetyszyzm to najczęściej nie choroba, a po prostu silna i odmienna od ogólnie przyjętego wzorca preferencja. Preferencje tego typu (aby była jasność: niepatologiczne, czyli niezakładające uczestnictwa osób, które nie mogą jednoznacznie wyrazić zgody lub sprzeciwu, udziału zwierząt lub profanacji zwłok), nie podlegają leczeniu, o ile pozwalają fetyszyście/fetyszystce funkcjonować w społeczeństwie, w związku, a sam/a zainteresowany/zainteresowana nie cierpi z ich powodu. Cierpienie może się zacząć wtedy, kiedy obecność fetyszyzowanego obiektu lub zachowania staje się warunkiem koniecznym do osiągnięcia seksualnego spełnienia lub wiąże z brakiem akceptacji ze strony otoczenia.

    W przypadku podofilii sam fetysz może dotyczyć takich elementów, jak wielkość, kształt stopy czy palców, wysokość podbicia, nakładanej na stopy biżuterii, stanu wypielęgnowania, czystości, a nawet zapachu tej części ciała. Może opierać się również na samym akcie wielbienia stóp, który zakłada klęczenie, pełzanie przy samej ziemi i obdarzanie czczonego obiektu nabożeństwem, czyli czymś zgoła innym niż zwyczajny dotyk, a nawet „plugawienie” zachowaniami czysto seksualnymi, na przykład penetracją. Niektórzy będą woleli stopy obute lub przyodziane w takie czy inne onuce. Podofilia może być podnietą estetyczną, jak i fizyczną, realizowaną dzięki ssaniu, lizaniu, całowaniu lub ocieraniu genitaliów o stopy partnera czy partnerki.

    Najważniejsze w realizowaniu tego typu praktyk jest to, co tyczy się chyba wszystkich aspektów dzielenia życia, kibla i łóżka z drugim człowiekiem: obopólna zgoda, czyli entuzjastyczne przyzwolenie.

    Jak postępować z fetyszyst(k)ą? 

    Po pierwsze: nie wyśmiewać jej/jego preferencji. Akurat fetysz stóp jest jednym z najbardziej powszechnych partializmów (upodobań seksualnych do części ciała innych niż genitalia, pośladki, odbyt czy kobiece piersi, słowem: kojarzone z seksualnością bezpośrednio), a jednocześnie budzącym wśród ludzi silne reakcje obronne. Oczywiście, dla niektórych stopy to czynnik wywołujący wstręt, tak samo jak dla innych – źródło podniet. Jako ludzkość nie jesteśmy oryginalni – jeżeli przyszło ci do głowy, że chciał(a)byś mieć lizane stopy lub samemu/samej je lizać, możesz mieć stuprocentową pewność, że przed tobą pomyślały o tym samym (i zrobiły to!) miliony innych osób. Warto więc czasami zastanowić się, dlaczego coś wydaje nam się dziwne czy obleśne. Bo może te lęki wcale nie są nasze.

    Po drugie: być otwartym na eksperymenty. Większość z nas ma dużo bardziej rozciągliwe strefy komfortu i dużo płynniejsze granice niż ci się wydaje.

    Po trzecie: pozwalając partnerowi/partnerce obcować ze stopami, trzeba tę osobę uświadomić, które rejony stóp są bardziej wrażliwe na łaskotanie czy inny typ dotyku niż zdecydowany i silny. Słowem: komunikować się z tą osobą!

    Po czwarte: przyjąć na klatę, że to, co mamy do zaoferowania może kompletnie nie pokrywać się z preferencjami partnera/partnerki. Nie pomoże tu nawet, wzorem sióstr Kopciuszka, odkrawanie kawałków pięt czy inne tego typu zabiegi. W relacjach chodzi czasem o coś więcej niż stopy, więc bez paniki. Tak długo, jak nadal wiedziesz z fetyszyst(k)ą satysfakcjonujące życie seksualne, wszystko jest w porządku. Fetyszyst(k)a może podziwiać dane przedmioty bez fizycznego obcowania z nimi. Co z tego, że nie są twoje?

    Po piąte: pytać lub poznawać na własną rękę. Najwięcej lęku i wstrętu wobec niegroźnych fetyszów wywołuje ich niezrozumienie. I przyznaję, że sama bardzo długo myślałam, że w fetyszu masek gazowych chodzi głównie o to, żeby ktoś w nie pierdział. Ale cóż, jak wspomniałam wyżej: skoro przyszło mi to do głowy, zapewne ktoś inny też już na to wpadł i to robił.

    Strach przed fetyszami a głód doświadczeń

    Dla satysfakcjonującego życia seksualnego największym zagrożeniem jest strach przed ciałem, reakcjami lub zachowaniami drugiej osoby. Oczywiście, powiedzenie partnerowi czy partnerce o własnych – jak wydaje się tym, którzy lubią inaczej niż penis-w-waginie – „niszowych” upodobaniach seksualnych może być stresujące. Ale jest na to rada.

    Możecie na przykład obejrzeć razem tematyczne porno – w temacie podofilii Erika Lust nakręciła Do You Find Me Feet Suckable? (na Vimeo ktoś nawet wrzucił cały film) czy, dla chcących spróbować lekkiego cross-dressingu, Dude Looks Like a Lady. Nie ma chyba prostszego sposobu na wyrażenie potrzeb niż włączyć film, sprawdzić reakcje partnera/partnerki, a potem powiedzieć: „Poproszę to samo!”.

    Innym sposobem jest zapytanie, co kręci drugą osobę. Taki rekonesans nie tylko pozwala urozmaicić życie seksualne, ale też postawić się w pozycji tej drugiej osoby, która właśnie dowiedziała się, o twoim kinku. Wiele aktywności da się przystosować do stref komfortu samych zainteresowanych. Na przykład, jeżeli nie masz ochoty na „prace nożne”, czyli pozwolenie partnerowi na penetrowanie twoich złączonych stóp, może okaże się, że nie widzisz nic złego w drażnieniu jego penisa stopą, gdy siedzicie na kanapie i oglądacie film.

    Tak długo, jak fetysze nie krzywdzą innych oraz nie zamieniają życia samego fetyszysty/samej fetyszystki w piekło, nie ma powodu do obaw, a jeżeli ktoś nie rozumie danych upodobań seksualnych, nie powinien zachowywać się jak dzieciak i stygmatyzować innych ze względu na odmienną ekspresję seksualną. Zwłaszcza, że w większości przypadków ta ekspresja bezpośrednio mnie nie dotyczy.

    Bo straszniejsze od fetyszów jest to, jak wiele rzeczy boimy się robić tylko dlatego, by nie wyjść na zboczeńców.

    This article has 12 comments

    1. Kuba wrote:

      Ludzie, przestańcie pod takimi artykułami wrzucać takie teksty typu jakbyscie”muskali calowali paluszki” bo to obrzydliwe.
      Ludzie nie zainteresowani stopami brzydzą sie tego fetyszu przez takie zachowanie w interenecie.

      1. Kuba wrote:

        I zeby nie było.. Sam lubie kobiece stopy ale no błagam … strzelacie sobie w kolano.

    2. fetyszysta wrote:

      hej, fajnie jest tu opisane co dokładnie myślę. tez jestem fetyszystą i sam bym tego lepiej nie opisał. pozdrawiam :)

    3. x wrote:

      moim.b.silnym fetyszem są cieniutkie rajstopy pończochy figi …
      Jurek.

    4. alexxx36 wrote:

      ja mam bzika na punkcie małych zadbanych kobiecych stóp nie wiem czemu mnie tak podniecają uwielbiam je całować muskać językiem ssać paluszki

    5. […] to proszę – klik, klik. Myślę, że najważniejsze, czego się uczysz, pracując z seksualnością, to nie oceniać. […]

    6. XYZ wrote:

      Nat, dziękuję Ci bardzo za ten artykuł. Był bardzo merytoryczny, treściwy i rzeczowy :)

      1. Nat wrote:

        Dziękuję, staram się :)

    7. L. wrote:

      Piękny tekst, jak zwykle. Bardzo podoba mi się Twoja otwartość na różnorodne ekspresje seksualne. Mam jedno, całkiem kontrowersyjne pytanie – czy uważasz, że pedofile, którzy nigdy nie skrzywdziliby dziecka, bo moralność im na to nie pozwala, powinni być aż tak dręczeni przez społeczeństwo? Mam na myśli sytuacje, w których fetyszysta zatrzymuje swoje fantazje dla siebie, i nie robi nic żeby je zrealizować w prawdziwym życiu.

      1. XYZ wrote:

        @L, (osobiście nie przejawiam w tym względzie 100% tolerancji), ale uważam, że tak długo, jak siedzi to w czyjejś głowie i nie przemienia tych myśli w czyn, nie mamy prawa go karać ; bo to tak jak karać kogoś za chęć skradzenia rzeczy ze sklepu, a nie za dokonanie tego.

      2. Nat wrote:

        Jeżeli fetyszysta zachowuje swoje fantazje dla siebie, to i tak o nich nikt nie wie. Tylko z pedofilią jest też tak, że – przez przypadki tej realizowanej pedofilii, z realnymi ofiarami i oprawcami, których, uważam, trzeba leczyć – dotknęła nas obsesja i zaczęliśmy się bać każdego kontaktu nie-rodzicielskiego mężczyzny z dzieckiem. Przedszkolanek jest podejrzany, nianiek jest podejrzany i w efekcie bardzo często funkcjonuje pogląd, że „normalny” i „zdrowy” mężczyzna kontaktem z dziećmi się nie interesuje.
        Myślę, że popkulturowo ciekawą perspektywę w kwestii pedofilii oferuje np. film „Happiness” Todda Solondza, opisując relację ojca-pedofila z synem, ale też pozadomowym otoczeniem. Polecam.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr