• Jak smakuje polska cipka?

    Lana Del Rey śpiewaa „My pussy tastes like Pepsi Cola”. Cóż, skoro jestem z Polski, moja może co najwyżej smakować jak Polo Cockta… Czas jednak powiedzieć głośno i wyraźnie: zapach kobiety istnieje, by być degustowanym, a nie pogardzanym.

    Jako dziewczynki dorastamy przekonane, że wagina właściwie nie powinna pachnieć, bo jak tylko wydziela jakąś woń to znaczy, że jest nieumyta i śmierdzi. Ogólnie w procesie wychowania, takie mam wrażenie, demonizuje się absolutnie każdą wydzielinę ciała jako odrażającą. Spędzamy więc życie myśląc, że fizjologia to coś, co dotyczy tylko brzydkich ludzi, wstydliwie podchodząc nawet do procesu wyrabiania książeczki sanepidowskiej. Nic dziwnego, że otoczone takimi przekonaniami i wstydem, kończymy w przeświadczeniu, że wszystko to, co w majtkach to kanał, ściek, który należy omijać z daleka i najlepiej się nim nie zajmować.

    Nie pomagają nam ani matki, ani kolorowe magazyny. Jeżeli przejrzymy jakiekolwiek kobiece czasopismo lub babski portal, czego dowiemy się o waginie? Jak ją przycinać i woskować, ozdabiać kryształkami i jakie pakować w nią probiotyki. Krótko mówiąc: wiemy, jak ma wyglądać, ale niewiele mówimy o tym, jak powinna pachnieć czy smakować. O poprawianiu smaku nasienia partnera wiemy za to wszystko (banany, ananasy i te sprawy, żadnych czerwonych mięs i cebuli). Ogólnie wychodzimy z wiedzą, że powinno być przynajmniej neutralnie, gdy nie udaje nam się osiągnąć woni „jak ciepły letni deszcz”. Tym samym nawet często nie wiemy, jak pachnie cipka zdrowa, a jak chora. Przestajemy bowiem rozpoznawać, kiedy czas zacząć się martwić.

    Niejedną z nas pewnie mierżą gadki o rybim fetorze wydobywającym się „stamtąd” czy „jedzenie makreli” jako określenie seksu oralnego. „Rybio” równa się „nieświeżo”, więc by tak nie zalatywać, psujemy się od głowy i zaopatrujemy w chusteczki, dezodoranty intymne, byle tylko pozbyć się naturalnego zapachu. Duży błąd.

    Na normalny, zdrowy zapach intymny wpływa kombinacja takich czynników, jak: bakterie, dzień cyklu menstruacyjnego, dieta, rodzaj noszonej bielizny i ubrań, potliwość, rytm wydalania oraz – ogólnie – styl życia. Nie wszystkie o tym wiemy, ale jedzenie i napoje o intensywnym smaku (zazwyczaj też te powodujące gazy) również wpływają na smak i zapach cipki. Mój znajomy, koneser, stwierdził nawet, że wegetarianki są w smaku łagodniejsze niż dziewczyny, którym nieobce czerwone mięso. Ostrzej pachną i smakują również palaczki.

    Czy istnieje więc jakiś wyznacznik tego, jak właściwie powinna pachnieć wagina? Zdrowa cipka po prysznicu nie będzie pachnieć wcale, a spocona po morderczym treningu może wydzielać lekko piżmową woń. W czasie menstruacji pachnie krwawo i metalicznie, podobnie podczas porodu. Kiedy zaczyna pachnieć jak chleb lub niefiltrowane piwo, znaczy, że namnożyły się drożdże, a to już powód, by odwiedzić ginekologa (swoją drogą, zastanawia mnie, jak wiele kobiet perfumuje się, idąc do lekarza… od ginekolożki dowiedziałam się, że całkiem sporo). Gdy zaś flora bakteryjna namnaża się, rzeczywiście, może pachnieć nieco jak owoce morza.

    Wydzieliny genitalne istnieją w przyrodzie po to, by wabić partnera. Po co więc usilnie pozbywać się funkcji, którą naturalny zapach waginy z powodzeniem pełni? Moje koleżanki są czasem wręcz zniesmaczone, że ich partnerzy największym podnieceniem reagują, gdy ich waginy są niewymyte, po całym dniu w koronkowej (czyli sztucznej) bieliźnie. Wtedy pachną najintensywniej, a reakcja chyba jest uzasadniona naturą. Wszelkie próby zamienienia woni miejsc intymnych w aromat kostki toaletowej nie tylko nie mają w tym przypadku sensu, a dodatkowo zaburzają naturalne pH pochwy. Wyjałowienie cipki z jej naturalnych bakterii może doprowadzić do nieprzyjemnych dolegliwości ginekologicznych. Czas więc zaprzestać desperackich prób zamienienia waginy w wag-pourri, bo cipka jest po to, by pachniała jak cipka. A nie po to określa się ją tyloma jedzeniowymi sformułowaniami (wszystkie te bułeczki, pierożki i brzoskwinki), by miała komuś śmierdzieć i nie smakować. Gdyby zaś ludzkość nie lubiła, nie powstałoby coś takiego, jak perfumy o wiele mówiącej nazwie Vulva Original.

    Dla mnie na przykład odkryciem młodości był fakt, że męskie i kobiece genitalia pachną tak podobnie. Kiedy podzieliłam się tą myślą z moim partnerem, on oświadczył: „Zgoda. Najdziwniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że gdy czuję ten zapach u siebie wiem, że czas się umyć, a gdy schodzę na dół i znajduję go u ciebie, mam radochę, że to cipka”.

    Ostatnie słowo zostawiam zaś Eve Ensler i jej Monologom waginy:

    „Przestańcie mi cokolwiek wpychać. Przestańcie wpychać i wmawiać potrzeby higieniczne. Moja pochwa nie wymaga żadnego cackania się. Wystarczająco ładnie pachnie. Może nie płatkami róż. Ale nie próbujcie jej upiększać. Nie wierz mu, kiedy ci wmawia, że pachnie płatkami róż. Ma pachnieć muszelką, i już. A oni próbują nam wmówić dodatkowe wymogi higieny, żeby pachniała jak dezodorant łazienkowy albo ogród. Wachlarz dezodorantów intymnych — zapach kwiatów, leśny, deszczowy. Wcale nie chcę, żeby moja muszelka pachniała jak deszcz. Wymyta do cna, jakby ktoś chciał szorować rybę po ugotowaniu. Chcę czuć smak ryby, dlatego ją zamawiam”.

    [okładka wpisu – Ashkahn]

    This article has 10 comments

    1. Lazarus wrote:

      Cipka pachnie SEKSEM. Po prostu, bez poetyckich metafor i udziwnien.

    2. Albert wrote:

      Jeszcze bardziej „odwrotna” sytuacja. Ja i ona po seksie analnym (między innymi…), jesteśmy już ubrani i w miejscu, gdzie nie mogliśmy się umyć po stosunku. Zresztą po co się zawsze od razu myć – przecież tak ładnie pachniemy sobą nawzajem. Ona mówi: chcę go jeszcze potrzymać w buzi. Ściągamy razem moje spodnie i bierze go do ust. Czuję, że po prostu bardzo się kochamy.

    3. Kuba wrote:

      @L
      Trochę odwrotna sytuacja: ja i ona w samochodzie, znamy się już trochę, seks był już ładnych parę razy, i to bez tematów tabu. Ja po pracy przyjechałem po nią wychodzącą z wykładu. Parking.

      Ona: zerżnij mnie na tylnym siedzeniu, tu i teraz. A wcześniej chcę go w ustach.
      Ja: jestem po pracy, musiałbym wziąć prysznic.
      Ona: głęboki wdech i wydech. Koniec tematu i kicha.

      Do teraz twardnieję gdy o tym pomyślę, a to już dobrych parę lat… :)
      I jaki ja głupi byłem..

    4. L wrote:

      taka sytuacja: ja i ona w samochodzie, noc, widzimy się 2gi raz, właśnie wyszliśmy z klubu.

      ona: ‚lubisz lizać cipkę?’

      do teraz twardnieję gdy o tym pomyślę, a to już dobrych parę lat… :)

      dobry tekst, lajk!

    5. Kamil wrote:

      Śmierdzą każdej bez wyjątku! Trochę mniej Azjatkom, bo mniej się pocą…

      1. Nat wrote:

        Zrób mi przysługę i nie trolluj mi tu.

    6. […] waginy. Jedyny wyjątek zrobi wtedy, kiedy będziesz wygolona na zero, a twoja joni nie będzie pachnieć jak joni. Jego awersja nie przeszkadza mu jednak oczekiwać fellatio za każdym razem, gdy idziecie do […]

    7. kluska wrote:

      W końcu srom to wstyd. Proste.

      1. Nat wrote:

        Dlatego trzeba odświeżyć cipkową lingwistykę!

    8. dd wrote:

      Świetny tekst, w zasadzie nic dodać nic ująć. Sam miałem partnerkę, która usilnie przekonywała mnie, że na pewno mi nie smakuje, bo nie wzięła wcześniej kąpieli, itd. choć usilnie przekonywałem ją, że jest inaczej. Generalnie nie znam zbyt wielu mężczyzn, którym smak i zapach ich partnerek by przeszkadzał.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr