• Kobiety – (głupie) seks-maszyny

    To historia heteryckiego związku. Nie jakiegoś konkretnego, po prostu every-związku, w którym przychodzi taki moment, że kobieta traci rozum i staje się seks-maszyną. I dzisiaj po części opowiem wam, dlaczego tak się dzieje.

    Zaczyna się niewinnie. Oto oni, piękni i młodzi, poznają się i jest między nimi jakaś tam chemia i jakaś namiętność. Obydwoje siebie potrzebują. Jeżeli wszystko układa się po ich myśli, docierając się, zaczynają pomieszkiwać jedno u drugiego, ewentualnie podejmują zabawę w dom. Inny wariant: poznają się jako studenci, by razem dać się kopnąć w dupę dorosłości, znaleźć pracę – najlepiej w korporacji – pomyśleć o kredytach. I wtedy przychodzi taki moment, w którym potrzeby seksualne partnera stają się dla kobiety irytujące. Praca ją wykańcza, przychodzi do domu zmęczona, najchętniej wróciłaby do czasów, gdy seks przytrafiał się jej raz na miesiąc, po domówce u znajomych czy babskim wypadzie do klubu. Ten raz w miesiącu wystarczał, by potwierdzić jej atrakcyjność, więc po powrocie z pracy mogła wskoczyć w ulubione dresy i żaden facet nie jęczał jej nad uchem, że na spotkania z klientami ubiera się seksownie, a dla niego to już nie.

    Dresy jednak wcale go nie zniechęcają. Mężczyzna nalega na seks, kobieta mówi „nie”, on staje się namolny, ona w końcu ulega. Podczas stosunku coś pomruczy, jak ma serce – uda orgazm, mając nadzieję, że tym razem on wyrobi się w dziesięć minut. Najchętniej by odmówiła, ale obawia się, że gdy będzie odmawiać za często, on poszuka sobie innej, zacznie ją zdradzać, ewentualnie odejdzie na dobre. Bo poza jego łóżkową nachalnością, w wyniku której przestał być dla niej seksualnie atrakcyjny (szczegół), wcale nie jest jej z nim tak źle. Znam kilka takich kobiet.

    Stały się one głupimi seks-maszynami, spełniającymi „obowiązek niekoniecznie małżeński”, przekonanymi, że poświęcają się dla dobra relacji. Maszynami, które wiedzą, jak uwodzić i jakim orężem jest ich sex-appeal. Które weszły w daną relację, bo akurat wydawało im się, że właśnie tego mężczyzny i takiego stylu życia, jaki on zapewnia, potrzebują. I z czasem zamieniły się we frustratki, których seks w ramach związku nie podnieca, zaś wizja ponownego singielstwa za bardzo je przeraża.

    Podobno dzieci są w stanie wyczuć, że matka nie okazuje im miłości. Uwaga, nowość: podobno faceci też potrafią wyczuć, kiedy im się jej nie okazuje. Przyjmując, iż mężczyźnie z mojej historii potrzeba do szczęścia nieco więcej niż jest mu w stanie ofiarować gumowa lalka, mogę stwierdzić, że dostrzeże on u swojej partnerki puste oczy, mechaniczny dotyk, pocałunek na „odwal się” i wcale nie będzie mu dobrze z manekinem w łóżku. Bo chciałby otrzymywać przyjemność i ją dawać. A tu nie ma komu. Bo – chcemy czy nie – seks też jest formą wyrażania uczuć, chociaż dziękczynne fellatio w zamian za zmycie garów raczej nie mieści mi się w głowie. I dlatego seks-maszyny są głupie – żyją w przekonaniu, że mają za partnerów emocjonalne półmózgi.

    Cechą charakterystyczną kobiety-manekina jest to, że gdyby zapytać ją, czego chce – czy to w seksie, czy w życiu – odpowiedziałaby „Nie wiem”. I będzie to prawda. Prawda, której nie pomaga fakt, że żądza w długoterminowych relacjach naturalnie wygasa, choć sama wolę myśleć, że zwyczajnie przechodzi z kategorii ilościowych w jakościowe.

    Jednak uświadomienie sobie, że tak naprawdę nie wiemy, co nam się w łóżku podoba, może być pierwszym, małym krokiem naprzód, bo dzięki niemu, któregoś dnia, może niektóre kobiety-manekiny staną się wreszcie właścicielkami samych siebie. A tekst ten kończę z nadzieją, że czytające go kobiety na pytanie faceta: „Wolisz oral czy anal?” nie odpowiadają: „Ty zdecyduj”.

    This article has 6 comments

    1. mg wrote:

      Tak to już jest. Facet potrzebuje częstych zmian, silnych bodźców wzrokowych a nie seksu pod kołdrą przy zgaszonym świetle

    2. Hyena Safari wrote:

      A co jeśli w ponad trzy letnim związku to kobieta nakłania (zupełnie jak napalony dres, niedoświadczoną młodszą dziewczynę) faceta do współżycia podczas gdy on najchętniej leżałby z nią i oglądał telewizję (taka sytuacja „oj chodź – oj nie” gdzie to „chodź” wypowiada kobieta)? I wychodzi z tego raz na miesiąc (albo i dwa). Tak żeby kobieta się w końcu odczepiła.

      1. Nat wrote:

        Ale czy ten facet decyduje się w końcu na współżycie „dla świętego spokoju”?

        1. Hyena Safari wrote:

          Ten raz na miesiąc czy dwa owszem.

    3. rocket_queen wrote:

      W takim razie jakie jest rozwiązanie takiej sytuacji kiedy związek trwa 4 lata a od 3 on jej nie podnieca ona zmusza sie do seksu ale twierdzi ze chce spedziec z nim reszte życia no i nie wyobraza sobie życia singielki ?

      1. Nat wrote:

        Intercyza.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr