• Mieć okres i pieprzyć się jak gwiazda porno

    Podczas jednej z soczystych babskich rozmów, poruszyłyśmy temat okresu i towarzyszącej mu chcicy. Siły rozłożyły się mniej-więcej po równo – po jednej stronie znalazły się te, które miesiączkując mają jeszcze większą ochotę na seks niż w dzień powszedni, oraz na te, które kijem by się w te dni nie dotknęły. Sporo jest kobiet, które czują się przez te kilka dni krwawe i pobudzone, i seks im się należy. Dziewczyny z CherryTV również wzięły temat na warsztat:

    Na blogu Feministe.us znalazłam wpis o seksie w czasie miesiączki. Autorka bardzo silnie broniła poglądu, iż facet, który nie chce uprawiać ze swoją partnerką seksu, kiedy ta krwawi, jest totalnym dziwakiem i mizoginem. Normalnie funkcjonująca wagina krwawi od czasu do czasu i należy się z tym pogodzić, z tym się zgodzę. Nie jestem bynajmniej zwolenniczką jazd ze wsłuchiwaniem się w siebie w czasie tych wyjątkowych dni czy zaszywania się w lesie i wykrwawiania w ziemię, ale jedno jest pewne – krew menstruacyjna nie przeszkadza mi w wykonywaniu normalnych czynności, włączając w to uprawianie seksu. Może nie będę malować wydzielinami ciała obrazków, ale nie uważam, bym podczas okresu nie nadawała się do niczego innego, jak pastowanie podłóg czy mycie okien. I jeszcze nie miałam przyjemności spotkać mężczyzny, który nie ufałby czemuś, co krwawi przez pięć dni w miesiącu i nie zdycha, a naturalne płyny ciała skrajnie zaburzałyby jego poczucie estetyki. Cóż, wszystko przede mną.

    Miałam za to partnera, który był zaangażowany w moją miesiączkę bardziej niż ja sama i chciał uczestniczyć we wszystkich jej aspektach, skacząc dookoła mnie. Rozumiem ciekawość poznawczą, w końcu to coś, czego on nigdy nie miał i nie będzie. Mimo wszystko daleka jestem od sądzenia, że cokolwiek, co wychodzi z ciała ludzkiego jest fascynujące i z automatu powinno być z rozmodleniem dotykane. Zwłaszcza jeżeli nie jest to moje ciało, tylko czyjeś. Owszem, znam przykłady skrajnej intymności w związkach, z facetami zmieniającymi swoim dziewczynom tampony włącznie. I ja je szanuję (dziewczyny oraz przykłady), co nie znaczy, że chciałabym tego samego.

    Seks podczas okresu na początku pewnie wydaje się przerażający, końcu może polać się krew. A są ludzie, których mdli na sam widok czy zapach krwi i umarliby, gdyby dodatkowo musieli się w niej taplać. Tych pomijam. Najwyżej pójdą sobie na seks pod prysznic i jakimś cudem nie zobaczą, a przetestują. No ale jak już jesteś z tych, co jedzą kaszankę, to nie wybrzydzaj.

    Odnoszę wrażenie, że od mierzenia się z krwią miesiączkową w sypialni są gorsze tylko tabuizacje, które wokół menstruacji narosły. Abstrahując już od przypadków naprawdę ciężkich przepływów, z reguły podczas seksu nie pojawia się tej krwi tak wiele. Zazwyczaj jest jej nie więcej niż zwyczajnego śluzu lubrykującego pochwę, gdy kobieta jest podniecona. Ponadto, a nie mam pojęcia, czym to jest uwarunkowane, krew miesiączkowa ma tendencje do „cofania się” w trakcie zbliżenia. Bardzo więc prawdopodobne, że sam akt bardzo czysto, praktycznie bez czerwonych plam. Dla bezpieczeństwa zawsze można sobie podłożyć ręcznik pod tyłek, żeby nie zabrudzić pościeli, dywanu, mebli, czegokolwiek. Należy jednak pamiętać o grawitacji, która może przechytrzyć cofkę, kiedy to kobieta jest na górze.

    Znałam faceta, którego szalenie podniecało patrzenie na własnego penisa pokrytego krwią. Czuł się pewnie wtedy jak Conan Barbarzyńca, a przyznaję – i dla mnie mogłoby to być fascynujące. Jak powiedziała babka z CherryTV (filmik poniżej), czasem krew to najlepsza część całej zabawy. Albo osiągnięcie orgazmu tylko dzięki penetracji, nawet jeśli w pozostałe dni jest się w siedemdziesięciu procentach kobiet, które potrzebują też stymulacji łechtaczki, by szczytować –  równie miłe. Miesiączkowe porno bez kamer nie jest w końcu aż tak wielkim wyczynem. Okresowe pieprzenie, kochanie, gżenie się – jakkolwiek seks nazywasz – może okazać się czymś, w czym zasmakujesz. A nie przekonasz się, dopóki nie spróbujesz.

    Dziewczyna z Feministe.eu wykazała zrozumienie dla niechęci wobec seksu oralnego czy dotykania krwawiącej waginy dłonią. Bo krew się klei, brudzi i pewnie mało kto chce w niej nurzać dziób, wiadomo. Spotkałam się jednak z opiniami, że obydwie czynności (cunnilingus oraz palcówkę) da się wykonać bardzo czysto, jeżeli kobieta używa tamponów lub aplikuje sobie kubeczek menstruacyjny (którego jeszcze się nie dorobiłam). Pewnie z tym tamponem przy okazji można sobie zrobić nitkowanie zębów.

    Sama nie posunęłabym się do posądzania faceta o mizoginizm, jeżeli nie byłby chętny do seksu w czasie okresu. Może tylko torturowałabym go cepelizmami o tym, że żaden marynarz z tego, kto nie przepłynął Morza Czerwonego. Oskarżenie o mizoginizm to wciąż zbyt duże uproszczenie. Zupełnie, jakby ktoś patrzący z zewnątrz stwierdził, że fakt, iż mam chęć komuś spuścić w łóżku lanie, jest wystarczającym dowodem na podskórną nienawiść do tej osoby.

    Miesiączka to nie uniwersalny środek antykoncepcyjny, tym bardziej żadna ochrona przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, więc zabezpieczenia się przydadzą. Dodam tylko, że do odpowiedzialności za brudne pościele z jedwabiów lub kory się nie poczuwam. Za krew pod paznokciami też. Spraw sobie dobre środki piorące i szczoteczkę do rąk, a wtedy – do dzieła.

    A na deser – dziewczyńskie przygody z miesiączką, która w czasie seksu przyszła nagle:

     

    This article has 15 comments

    1. James wrote:

      Widzę tutaj dziewczyny które, chcą a partner nie chce. A wydaję mi się, że więcej jest takich które same nie chcą. a co dopiero dotknąć tam palcem. m.in. moja partnerka obecna

    2. Aga wrote:

      Czy może dorobiłaś się już kubeczka? :) Ostatnio bardzo chodzi mi po głowie, ale sama nie wiem jaki wybrać, a nie ukrywam, że jesteś moim numerem 1 w takich sprawach!

      1. Nat wrote:

        Tak, niedługo pojawi się post :) Bo od kiedy miesiączkuję bez produkcji śmieci, czuję się lepszym człowiekiem.

        1. Aga wrote:

          Już nie pierwszy raz spadasz mi z nieba, czekam! <3

    3. Morella wrote:

      Dobry konik i w błocie pociągnie!

    4. Kluska wrote:

      „Prawdziwy rycerz krwi na mieczu się nie boi.” – to też radosne.

      Ja znajduję się po stronie zalanych falą pożądania akurat, ale niestety mój obecny partner nie podchodzi do tej sprawy z równym entuzjazmem. Ma wrażenie, że mu „chlupie w środku”. No cóż… nie przetłumaczysz. Smutne dni.

    5. Voca wrote:

      Nat, nieźle się uśmiałam: „żaden marynarz z tego, kto nie przepłynął Morza Czerwonego” – zapamiętam aż po grób. :) :) :) Dzięki!

    6. mo wrote:

      autorko tego tekstu. nie wiem, czy jesteś kobietą? zdziwiłabym się! ale piszesz o tym w taki niesmaczny sposób, że mnie już odechciało się nawet kochać..a przecież to powinno być cudownym rytuałem, na który warto poczekać te kilka dni w miesiącu. W Twoich oczach wygląda to jak czysto behawioralny akt i sposób w jaki piszesz o tym- nie sama menstruacja! jest co najmniej obleśny. aż przykro czytać. Dziewczyny nie dajcie się wciągnąć. to co czujecie w tym czasie jest prawdziwe. i macie prawo się wycofywać nawet do lasu! to taka piękna cisza- w każdym wymiarze, po której może nastąpić prawdziwa burza!!

      1. t. wrote:

        Przecież Nat nie zmusza nikogo do zabaw podczas Karmazynowego Przypływu, tylko tłumaczy, że on nie jest… mistycznym przeżyciem.

      2. Nat wrote:

        mo, jestem kobietą (polecam zakładkę „O nas”, masz nawet zdjęcie), która przekazuje swój punkt widzenia. Widocznie jesteś bardzo podatna na wpływy (lub przypływy), jeżeli jeden krótki tekst jest w stanie zniechęcić Cię do seksu w ogóle.
        Mam tylko pytanie – skąd wiesz, że to, co czują dziewczyny „w tym czasie” jest bardziej prawdziwe niż to, co czuję ja?

    7. Mr. ABC wrote:

      Mmm… mniam mniam, Edward byłby szczęśliwy. Proponuję jeszcze torcik na klatę, bo w sumie to też takie ludzkie i zapychanie ust 3dniowymi skarpetami, bo to też, cóż, ludzkie i normalne!

    8. m wrote:

      Nie dość, że bardzo fajnie zapowiadająca się strona, to jeszcze nawiązanie w tekście do south parku <3
      P.S. Z pozycji przychylnie nastawionego krytyka powiem, że w tej notce trochę zawiodła korekta (początek czwartego i drugie zdanie ostatniego akapitu).
      Powodzenia w dalszej pracy!

      1. Nat wrote:

        M, dzięki za Twoją uważność!
        A z South Parkiem, przyznaję, mam bardzo bliskie relacje ;)

        1. kikimora wrote:

          Wstyd mi, bo obejrzałam wszystkie sezony South Parku i nie wyłapałam :( gdzie to jest?

        2. Nat wrote:

          W pełnometrażowym filmie :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr