(Nie) baw się jedzeniem!

(Nie) baw się jedzeniem!

Erotyczna zabawa jedzeniem naprawdę może być czymś więcej niż zlizywaniem bitej śmietany z ciała kochanki lub kochanka…

Seks pod względem poznawczym jest jak jedzenie – aby dowiedzieć się, co naprawdę lubimy, jakie aromaty, tekstury i doznania musimy próbować, doświadczać, a do niektórych smaków po prostu dojrzeć, by móc odnaleźć w nich przyjemność, zaakceptować fakt, że nasza paleta ulubionych doznań może zmieniać się z wiekiem, a nawet z porą roku. A gdyby połączyć seks i jedzenie w jedno? Nagle całe doświadczenie zyskuje zupełnie nową jakość…

Nie tylko afrodyzjaki

Niektórzy lubią się najeść, aby nastroić się na seks. Jednak w większości przypadków moc afrodyzjaków polega raczej na ludzkim przekonaniu, że dane pokarmy lub napoje mogą coś zdziałać, niż na ich rzeczywistych właściwościach pobudzających. Dlatego ośmielę się stwierdzić, że afrodyzjakiem może być na dobrą sprawę każde jedzenie, które nam smakuje lub… wywołuje erotyczne skojarzenia, nawet jeżeli jest to pęto kiełbasy. Mnie samej dużo ciekawszy wydał się fakt istnienia anafrodyzjaków, czyli produktów, które skutecznie likwidują apetyt na seks. To m.in. lukrecja, kolendra, soja czy majeranek. Ja do tej listy dodałabym jeszcze kminek. W końu od dziecka uczymy się nie wkładać do ust rzeczy, które smakują źle lub podejrzanie. Może więc na tej samej zasadzie anafrodyzjaki stają się anafrodyzjakami?

Przygotowania do (za)żartego seksu

Po pierwsze: chyba nikt nie chce jeść z brudnego talerza. Dlatego ciało, które podczas zabaw z jedzeniem ma stać się talerzem, trzeba dokładnie umyć. Czy ktoś zamawiał kiełbasę z dodatkowym serem? Chyba wiesz, co mam na myśli… Żeby było brudno musi być najpierw czysto.

Po drugie: przestrzeń zabaw też trzeba przygotować. Jeżeli rzecz ma dziać się w sypialni, najlepiej wykorzystać takie prześcieradła, których nie żal będzie potem wyrzucić, by nie martwić się o niespieralne plamy. Materac można zabezpieczyć specjalną, wodoodporną matą. Sama jednak polecałabym przenieść całą grę do kuchni – blaty i kafelki czyści się dużo łatwiej, poza tym bliżej do lodówki. Lepiej jednak wcześniej upewnić się, że na blacie w ogóle jest miejsce do tego typu zabaw i uprzątnąć kłujące w tyłek okruszki, wbijające się w uda widelce, tłukące się kubki, czy inne ograniczające ruchy sprzęty.

Po trzecie: najlepiej zainwestować w takie produkty, które naprawdę lubimy, a najważniejsze – lubi je też druga osoba. Jedzenie powinno też pasować do kontekstu i choć tzw. „śmierdzące” czy pleśniowe sery w odpowiednim towarzystwie smakują naprawdę bajecznie, to chyba lepiej, żeby tym towarzystwem było wino niż stopy kochanki lub kochanka. Just sayin’. Najlepiej sprawdzają się więc owoce i warzywa, słodkie sosy do deserów, oleje z orzechów (na przykład włoskich lub sezamowy), ciaskta tortowe („wuzetka” już nigdy nie będzie wyglądała tak samo…), budyń, kisiel, a nawet ugotowany makaron. Mój hit? Puree ze słodkich ziemniaków.

Owoce i warzywa wypadałoby jednak uprzednio „obrobić”, czyli umyć je, poporcjować, pousuwać ostre elementy lub duże pestki, a niektóre obrać. Chyba, że ktoś ma ochotę pizgnąć arbuzem o podłogę, a potem się w nim wytarzać – w takiej sytuacji można zostawić go w całości. Jednak mając wszystko pod ręką, unikniemy zbędnego przerywania zabawy. A wiem, że w szale uniesień mało kto myśli, czym jego owoce były pryskane i jaki może to mieć genitalia. Falliczne warzywa inspirują do eksperymentów z ciałem, tutaj mam jedną drobną uwagę: aby nie stać się kolejną miejską legendą, inwestujmy raczej w te solidne, twarde i w miarę duże, których nie da się złamać siłą mięśni. Mini marcheweczki odpadają.

Pyszny brudny seks

Najlepsze do zabaw są jednak dojrzałe owoce (inspiracji polecam szukać tutaj – to fotosy z jednego z filmów Eriki Lust z jedzeniem w roli głównej), bo dodają nie tylko smaku, ale i innych zmysłowych doznań. Wystarczy tylko pomyśleć o teksturze wspomnianego wcześniej arbuza, malin czy fig, a nawet pomidora. Miękkim, oleistym awokado można wykonać naprawdę zmysłowy masaż. Wydrążone jabłko czy ananas z powodzeniem stają się stymulatorami penisa. Substancje półpłynne, czyli sosy, kisiele, budynie i podpieprzone dzieciom danonki doskonale sprawdzają się, gdy mamy ochotę na jedzeniową wersję masażu nuru, czyli ślizgania się ciałem o ciało.

Nie zapominajmy też o napojach – produkty mleczne wylane na skórę wywołują chyba jednoznaczne skojarzenia? Z drugiej strony to, co ekscytuje nas w pubach, może ekscytować równie mocno w sypialni – jak szoty pite z ciała lub cały rytuał wokół tequili. Równie pobudzające zmysły może być polewanie ciała musującym alkoholem. Lepiej jednak zachować umiar, bo wiadomo, że nadmierne spożycie procentów rozmiękcza, a nie usztywnia.

Wiele pokarmów da się też wykorzystać do zabaw z temperaturą – sos czekoladowy można podgrzać, a winogrona zamrozić (o kostkach lodu jako seks gadżecie pisałam tutaj), by na skórze bawić się kontrastującymi doznaniami. No i nie zapominajmy, jak ważny jest element zabawy – jedzenie daje nam możliwość nakładania, kapania, rozsmarowywania i zlizywania, obrzucania się nim, wodzenia po ciele czy penetrowania go (ale błagam, zachowajmy ostrożność w przypadku penetracji analnej – wiele rzeczy weszło do odbytu i już nie wróciło…).

Zasady bezpieczeństwa

Musimy pamiętać o zachowaniu bezpieczeństwa. Osoby ze skłonnością do infekcji powinny unikać zabaw ze słodzonymi pokarmami czy napojami poniżej talii – cukier jest pożywką dla drożdży, a więc odpada zlizywanie czekolady z genitaliów. Jeżeli jako zabezpieczenia przed ciążą i/lub chorobami przenoszonymi drogą płciową używamy prezerwatyw, lepiej unikać zabaw z olejami – niszczą lateks.

Z ostrożnością powinno się też podchodzić do przypraw pikantnych, typu cynamon, goździki, pieprz czy chilli. Choć w niewielkich ilościach wywołują przyjemne łaskotanie, w większych – podrażniają genitalia. Sama przekonałam się o tym w brutalny sposób i to nie podczas zabawy jedzeniem. Najpierw mój partner kroił papryczki chilli, a kilka godzin później ja chciałam uciec od własnej waginy. Historia prawdziwa.

Warto też pamiętać o… alergiach pokarmowych. Choć większość z nas wie, co nam szkodzi i czyta składy produktów, niektóre alergie mogą ujawnić się niespodziewanie. Dlatego jeżeli tylko coś zaczyna piec lub swędzieć i pojawia się zaczerwienienie, przerywamy akcję i zmywamy wszystko.

Po skończonej zabawie może nie musimy od razu sprzątać kuchni, ale umycie ciała i genitaliów jest konieczne. Długie pozostawienie produktów na skórze może powodować podrażnienia. Ponadto genitalia czy odbyt nie radzą sobie zbyt dobrze z wydalaniem niektórych substacji, np. oleju, więc trzeba im dopomóc środkami myjącymi.

Wcale nie musisz być koneserem o wyrafinowanej palecie, by czerpać radość z zabaw jedzeniem czy przygotować wyjątkowy posiłek… na ciele partnerki lub partnera. Bieliźnie z pudrowych cukierków mówimy pa pa! Czas na coś bardziej odżywczego. Dosłownie i w przenośni.

[okładka wpisu]

proseksualna-kinky-winky-mini

17 komentarzy

Zostaw komentarz
  1. Lidka

    30 grudnia 2015 at 14:34

    Ludzie maja różne fantazje :)

  2. Marta M.

    10 grudnia 2015 at 15:26

    Nat, widziałaś ten filmik? https://www.youtube.com/watch?v=Fgeg7mxfSG0

    To się nazywa kreatywność :D

    • Nat

      10 grudnia 2015 at 17:21

      Widziałam, ale jakoś nie przemawia do mnie. Za dużo cukrów, poza tym połączenie cytrusów i mleka smakuje (według mnie) jak soki żołądkowe.

  3. Aga

    4 grudnia 2015 at 11:38

    W sumie nie mamy często przygód z jedzeniem, ale bardzo dobrze pamietam jedną, z Monte. Miło było jak było zlizywane ze mnie, ale jeszcze lepiej jak zlizywałam z mojego chłopaka. Monte choć pyszne, to jeszcze nigdy nie smakowało tak dobrze! :D

    • Nat

      4 grudnia 2015 at 12:13

      No i jesz i spalasz jednocześnie!

  4. Nika

    3 grudnia 2015 at 00:15

    Przyznam szczerze, że jest to… Ciekawe. :D Najbardziej mnie kusi myśl o czekoladzie. Albo o karmieniu się miękkimi owocami w syropie… Aż żałuję, że mój facet to czyścioch i nie czułby się swobodnie z takimi zabawami. :P

    • Nat

      3 grudnia 2015 at 07:45

      http://proseksualna.pl/wp-content/uploads/2015/12/how-to-expand-my-comfort-zone.jpg ;)

  5. mag.gut

    2 grudnia 2015 at 19:12

    Ja niestety nie widzę żadnej przyjemności z łączenia jedzenia z seksem. Dobrze, ze inne na przyjemności jestem otwarta 😜

    • Nat

      2 grudnia 2015 at 23:17

      Nie każdy musi ;)

  6. GOSIEQ

    2 grudnia 2015 at 18:11

    Mrrr…rozmarzyłam się, kiedy wyobraziłam sobie, że mój kochanek powoli coś ze mnie zlizuje… A potem zmiana…

    • Nat

      2 grudnia 2015 at 23:15

      I o to chodzi!

  7. Weronika

    2 grudnia 2015 at 15:25

    Aż mnie zabolało jak przeczytałam o papryczkach :o uwielbiam jedzenie i gotowanie, więc łączenie wszystkiego brzmi kusząco ;)

    • Nat

      2 grudnia 2015 at 23:17

      Było piekiełko! A co do łączenia wszystkiego, to przyznam, że u mnie najgorzej jest ze zmywaniem, nie cierpię.

    • Magdalena Łabędź

      3 grudnia 2015 at 09:56

      to post jak na zamówienie. dziś przy papryczkach mieliśmy z amantem właśnie taką rozkminę (nie odważyliśmy się na testowanie bezpośrednio po spożyciu. cieszę się.)

    • Lesława Jaworowska

      3 grudnia 2015 at 21:30

      Kiedyś poczęstowałam mojego partnera bardzo ostrym leczo, a potem też chłodziłam waginę czym się dało :D

    • Nat

      3 grudnia 2015 at 21:38

      Hi5!

Dodaj komentarz