• Seks nigdy nie definiuje związku

    Pamiętam czasy, kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, bo myślałam, że jeżeli sypiam z facetem w miarę regularnie i chodzę z nim na spacery do parku, to z automatu staje się on moim chłopakiem. Cóż, dziewczyna może się zagubić bez pomocy Fejsbuka, który dziś w nieoceniony sposób pomaga Zdefiniować Związek.

    Miałam takiego kopulanta, z którym najdłuższe rozmowy w ciągu całej relacji odbywałam po seksie. Nie przed, jak normalni ludzie, którzy chodzą na randki, ale właśnie po. O pasjach, spieprzonym dzieciństwie i o historiach blizn na ciele. I tak się to ciągnęło przez czas jakiś, było miło, bez żadnych wzajemnych wymagań, gotowania rosołu w chorobie i latania po podpaski do supermarketu. Do czasu. Pewnej nocy, gdy już przekręcałam się na bok, żeby sobie porządnie wcześniejsze wygibasy odespać, kopulant spiął się w sobie i oświadczył, że ma pytanie. Pytanie było naprawdę z gatunku egzystencjalnych, bo dotyczyło tego, dokąd zmierzamy i czy urodzi się z tego sytuacja „chłopak-dziewczyna”. W momencie, gdy kochanek skończył swoją wypowiedź, każdy mięsień mojego ciała był napięty, zaś w głowie rodziła się panika z pulsującą komendą: uciekać! Gdy padło z jego strony jeszcze sakramentalne: „ja obecnie nie spotykam się z nikim innym”, poczułam się jak facet, który zaraz przebije dziewczęce serce z gumy balonowej, oświadczając: „mała, przecież nic ci nie obiecywałem”.

    No i teraz czas przywołać sytuację dziewczyny (innej niż autorka tych słów), która spędzała z pewnym facetem około pięciu nocy w tygodniu. On gotował dla niej kolacje, wysyłał wiadomości na dzień dobry i dobranoc. Bywali razem w kawiarniach i na imprezach, pojechali w góry oraz poszli na warsztaty tanga argentyńskiego. Słowem – działy się w tej relacji wszystkie te rzeczy, które dotyczą par. Poza jedną: nigdy nie uzgodnili tego, że są parą. Nie Zdefiniowali Związku – niezależnie czy mieliby o tym pogadać czy oflagować się na portalu społecznościowym (tak jest prościej, bo bez patrzenia w oczy można drugiemu człowiekowi oświadczyć, że nie chce się z nim dzielić życia – wystarczy kliknąć krzyżyk zamiast ptaszka). Dla niej to, co robili razem, było ważniejsze niż słowa. A słowa z jego strony padały, tylko były to frazy: nie jestem gotowy na związek, chcę być niezależny, teraz chcę skupić się na karierze. I nagle dziewczyna dowiedziała się, że… nie jest jego dziewczyną. Wiadomość ta z pewnością podziałała jak kubeł zimnej wody wylany wprost na łeb. Pewnie nie ma nic gorszego niż poczucie, że przez jakiś czas zaspokajało się li wyłącznie czyjeś potrzeby seksualne i może – w minimalnym stopniu – emocjonalne, myśląc, że pewnie rzecz cała skończy się przed ołtarzem.

    Z tym seksem można się ostro pomylić. Niektórzy, jak słyszałam, grają w tę łóżkową grę w następujący sposób – zaliczają trzy randki (albo trzy miesiące randek) zanim pójdą ze sobą do łóżka. Nawet mój ulubiony pan od osuszania waginy i uwodzenia w internecie zamieścił w swoim poradniczku (dla mężczyzn!) news, że kobieta staje się twoją partnerką, gdy zaczynacie uprawiać seks. Niestety, prawda jest taka, iż chłopcy do spółki z dziewczynkami na tym poletku funkcjonują na różnych zasadach. Dla jednych, owszem, pójście ze sobą do łóżka będzie jasnym sygnałem, że od tej pory mają tę drugą osobę na wyłączność, dla innych zaś takiż seks będzie jedynie przyjemną jedno- lub wielorazową przyjemnością. Ci ostatni to – rzecz jasna – zbyt ciężki kaliber dla romantyków i chronicznych monogamistów. Choć życie z nimi może wydawać się fascynujące, podniecające i frapujące, choć mogą być świetnymi kompanami codziennych aktywności typu „tantra w weekend”, nie oznacza to że chcą być z kimkolwiek w związku. I nie uważam bynajmniej, że w chęci poznania zaplecza emocjonalnego osoby, z którą się sypia, jest coś złego.

    Wielu adeptów seksu i relacji międzyludzkich ma obawy przed werbalnym poruszeniem aspektu bycia-z-kimś-na-wyłączność. Choć wydawałoby się, że potrzeba wejścia w ekskluzywną relację to domena babek, to jak pokazuje mój przykład przytoczony na początku – dotyczy również mężczyzn. Najczęściej nie porusza się tego aspektu podczas spotykania się, by tej drugiej strony nie spłoszyć, nie wydać się nad wyraz zaangażowanym czy – jak kto woli – zbyt szybko nie odsłonić swojego miękkiego brzuszka. Niektórzy wciąż zbyt pochopnie uznają, że seks równa się związek. Jeszcze inni, że rezygnacja z prezerwatyw to związek. Tworzy się jakaś dziwna przestrzeń symboli i domniemywań. Jakby nie można było na początku tego, co się właśnie rodzi zdefiniować.

    Zdefiniowanie Związku to oczywista kalka angielskiego DiTiaRDefine The Relationship. Zazwyczaj przebiega tak, że jedno chce dookreślenia sytuacji, a potem płacze. ZZ to podobno najszybsza droga, by fajnie zapowiadającą się relację uśmiercić, bo tak, jak nigdy nie ma dobrego czasu na znaczące zmiany w życiu, tak zawsze chęć ZZ przychodzi nie w porę. Jasne, przeprowadzenie podobnej pogadanki to sprawa dosyć niezręczna w dzisiejszym maksraczu łatwych i szybkich przyjemności oraz wielu bodźców i promowanego egoizmu. Skoro komuś jest wygodnie w danym typie relacji, kto ma prawo ten porządek burzyć? Ktoś chce odebrać mi moją wolność, a ja wciąż nie wiem czy chcę ją już teraz komuś ofiarować. Teoretycznie, w idealnym świecie, najlepszym momentem na Zdefiniowanie Związku byłoby „zanim zaczniecie uprawiać seks”, tylko czy jeszcze ktoś w to wierzy? Sama nie zamierzam nikogo czarować i zmuszać do wstrzemięźliwości – czasem seks wydaje się (i jest!) po prostu zbyt fajny, żeby czekać z nim do czasu aż pan, z którym pani aktualnie się spotyka, łaskawie podejmie decyzję, że chciałby mieć dziewczynę albo ona sprawdzi czy jego nazwisko pasuje jej do imienia.

    Nie wierzę tym, którzy mówią, że seks psuje fajnie zapowiadające się relacje między ludźmi. Nie wierzę facetom, którzy mówią, że zbyt wcześnie zaczęli uprawiać z daną kobietą seks, by stwierdzić, że chcą z nią związku. Nie wierzę w odwróconą kolejność, według której poważna relacja zaczęta od pocałunku czy seksu nie jest możliwa. Jestem zaś głęboko przekonana, że to ludzie psują seks. Te wszystkie reguły dotyczące liczby randek, wcześniejszych partnerów seksualnych czy tego, że seks oralny to dopiero po ślubie – ja się w tym wszystkim zwyczajnie nie odnajduję.

    This article has 3 comments

    1. klucha wrote:

      Zaczęłam się kiedyś spotykać z chłopakiem, którego bardzo polubiłam. Miło spędzało mi się z nim czas, w końcu zaczęliśmy uprawiać seks. Byłam wtedy po dość długim związku i mimo, że ten chłopak, był jedynym osobnikiem płci przeciwnej, z którym rak często się spotykałam i zarazem jedynym, z którym seks uprawiałam, na pytanie, czy jesteśmy razem, odpowiadałam, żebyśmy zostawili tę relację, taką jaką jest. Taka rozmowa była przeprowadzana kilka razy, z jego inicjatywy.
      Brzmi jak początek tego tekstu. Bardzo podobna sytuacja. Z tym że w pewnym momencie sytuacja się odwróciła. Po niecałym roku życia w takiej ‚relacji’, postanowiłam zdecydować się na związek. Tym razem to ja usłyszałam stanowcze: nie. Od tamtego czasu spotykamy się tylko i wyłącznie na seks, mniej więcej raz na dwa miesiące. Za każdym razem liczę na to, że coś się zmieni, chcę więcej. Jak to możliwe, że ta relacja tak się potoczyła? Może ktoś umiałby mi to wytłumaczyć?
      Bo ja bezsensownie się obwiniam, żyjąc samotnie. Nie spotykam się z nikim innym, czekając wciąż na jego telefon.

    2. Morella wrote:

      To prawda, że uprawianie z kimś seksu, wcale nie oznacza, że jest się z tym kimś w związku. Z moim obecnym partnerem życiowym, z którym już jestem 7 lat, poszłam do łóżka na pierwszej randce, zrobiliśmy to dla przyjemności, wcale nie sądziliśmy, że zostaniemy parą, nie myśleliśmy o takich sprawach. Czas na zdefiniowanie naszej relacji jako związku nadszedł później.

    3. dessum wrote:

      dobrze że są takie strony jak ta… może wreszcie kobiety (a jest ich mnóstwo) zrozumieją, że to nic strasznego, jak pokazują, iż chcą tylko seksu i do widzenia… bez tych całych kulturowych naleciałości… :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr