• Seks pod presją

    Wyobraź sobie, że twój partner/twoja partnerka ma ochotę na coś, co niekoniecznie tobie odpowiada. Nie chcąc psuć wizerunku „dobrej dziewczyny” stawiasz mu/jej warunek: zrobię to, jeżeli zabierzesz mnie na Kubę. A wtedy…

    On/ona wykupuje z okazji waszej rocznicy wycieczkę do Paryża (pakiet tani lot plus hotel budżetowy) i oznajmia, że może to nie Kuba, ale dla ciebie jest w stanie ją odtworzyć. Słuchacie więc Buena Vista Social Club, palicie kubańskie cygara i sączycie Cuba Libre, i wtedy dopiero uświadamiasz sobie, że kilka miesięcy wcześniej palnęłaś, że zrobisz coś w zamian za tę Kubę. Chciałaś, żeby ta druga osoba wreszcie odpuściła, a teraz co?

    Tak oto przekonujesz się, jak bardzo partnerce/partnerowi zależy na tym, czego chce. Nie na tobie i na uczynieniu twojego marzenia wycieczce na Kubę bliższym – zapomnij. Ma cel: dopiąć swego. Załóżmy, że to facet, który od dłuższego czasu namawiał cię na seks analny. Masz opory, ale nie chcąc go odtrącać, postawiłaś poprzeczkę tak wysoko w nadziei, że albo on nigdy jej nie dosięgnie, albo dosięgnie na tyle późno, że akurat będziesz na ten krok gotowa.

    Bierzesz jednak pod uwagę fakt, że hotel i loty zostały opłacone, on się postarał i choć wciąż masz opory, zgadzasz się na ten rodzaj seksu. Lądujecie w łóżku, on wkłada tylko koniuszek, a ty czujesz, że każda komórka twojego ciała rwie się, by zaprotestować. Zero przyjemności, tylko ból. Prosisz więc, by przerwał, z jakiegokolwiek seksu nici, on zdaje się podchodzić do tego na luzie.

    A przez kolejne tygodnie nadal nalega na anal, bo przecież tamto w Paryżu „się nie liczy”. Z jakiegoś powodu wreszcie rozstajecie się, a ty lata później uświadamiasz sobie, że twój eks wcale nie był takim ideałem. Na dużą czerwoną kartkę zasługuje każdy, kto przymusza cię do jakichkolwiek aktywności seksualnych. Ktoś, kto nie bierze pod uwagę twoich oporów, wstydu i odmowy, nie jest wymarzonym życiowym kompanem, a jego/jej upór i samolubstwo z pewnością zatacza szersze kręgi niż tylko cztery ściany waszej sypialni. Warto więc uważniej przyjrzeć się waszej relacji.

    Seks to ważny element niemal każdego związku, powinien więc opierać się na wzajemnym szacunku i zaufaniu, a nie spinaniu się w obawie, że druga osoba ponowi TO pytanie. Żadna z nas nie jest nikomu winna „seksualnych przysług” – za żadne kolacje, brylanty czy samochody, jeżeli nie ma na seks ochoty. Choć często namawiam cię do próbowania nowych rzeczy, baw się tylko wtedy, gdy czujecie, że jesteście gotowe je robić. Pojawia się dyskomfort? Mów: „nie”! Odpowiednia osoba uszanuje twoje zdanie.

    Bycie „dobrą dziewczyną” i partnerką to przede wszystkim bycie dobrą dla samej siebie. Spełnianie każdej czyjejś zachcianki wbrew własnym przekonaniom i ciągłe negocjowanie własnych granic to nie sposób na udany związek. „Pójście na kompromis” nie oznacza przecież próbowania wszystkiego, na co tylko jedno z was nalega i pielęgnowania wyłącznie jednostronnego zadowolenia. Warte zachodu są tylko te osoby, które nie zmuszają cię wciąż i wciąż do wyjścia poza twoją strefę seksualnego komfortu, obiecując, że magia zdarza się tylko w małym okręgu poza nią. Godni zaufania partner czy partnerka własne pragnienia i fantazje przedyskutują z tobą, a nie pomimo ciebie.

    [grafika wpisu via]

    This article has 4 comments

    1. Anonim wrote:

      A gdy in nie chce nawet zobazczyc.moich zabawek erotycznych, o zaproszeniu ich do sypualni nie miwiac, to czy on jest be, bo w ograniczony sposob widzi w nich konkurencje (ten trzeci) lub hmm… Sama nie wiem, jakie zagrozenie. Czy ja jetem nie fair namawiajac gi do tego i majac zak, ze nie chce?

      1. Nat wrote:

        To zależy, jakie są jego argumenty przeciwko gadżetom. Być może na którymś etapie życia wmówiono mu, że takie sprzęty to tylko dla niewyżytych seksualnie nimfomanek, nie dla „normalnych kobiet”? Myślę, że warto zapytać partnera, co myśli o gadżetach, co jest realnym powodem jego niechęci i nie przyjmować argumentu „nie, bo nie”. Problem może też tkwić w tym, że skoro jesteście w związku, a Ty się masturbujesz, on postrzega to jako wyraz własnej niesprawdzalności… Polecam m. in. te dwa teksty dotyczące oswajania potworów-wibratorów i masturbacji w związku:
        http://proseksualna.pl/bawialnia/bajka-o-potworze-wibratorze/
        http://proseksualna.pl/amatorki/masturbacja-w-zwiazku/

    2. Karol K wrote:

      Dla mnie seksualność to ważna sprawa i nie wyobrażam sobie bycia w związku z kimś z kim nie mógłbym realizować swoich fantazji… W tej dziedzinie nie ma miejsca na kompromisy – wszystko albo nic.

    3. Anonim wrote:

      Prawda to. Na szczęście to zawsze ja proponuję a jak nie chcę to nie. Wcześniej nie potrafiłam odmawiać i dopóki się nie nauczyłam nie mogłam znaleźć odpowiedniego partnera.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr