• Tragedia prawiczka, czyli: Jak zaruchać?

    „Co dwie zdziry, to nie jedna” – pomyślałam, gdy przyszło mi się zmierzyć z listem od Czytelnika, który w wieku 22 lat wciąż jest prawiczkiem i trochę go ten fakt uwiera. Tym samym ona i on, czyli Proseksualna i Bedboy, zjednoczyli siły, by popastwić się trochę nad problemem domniemanej nieatrakcyjności oraz swędzącego napletka. 

    Czytelnik napisał tak:

    Muszę na wstępie powiedzieć, iż nie zdawałem sobie sprawy z tego że o sprawach intymnych można pisać, rozmawiać w tak prosty, zwykły sposób. Bardzo ciekawe i interesujące artykuły. Ja osobiście mam 22 lata i nigdy nie uprawiałem seksu, choć nie ukrywam jest to moim marzeniem. Wiem, że nie jestem atrakcyjny i nie dziwię się dziewczynom, że często mnie omijają, ale czy jest jakiś sposób, aby je sobą zaciekawić? Jak znaleźć dziewczynę, która chciałaby to zrobić ze mną? Może są jakieś spotkania takich osób jak ja?

    Pierwsze, co przyszło mi do głowy (i zupełnie serio, przyszło mi to do głowy jeszcze przed rozlaniem się po moim serduszku ciepełka, które zawsze mi się rozlewa, gdy ktoś mnie komplementuje*): „Internety, głupcze!”. W końcu internety są od tego, aby bawić się na całego, a reklamy na Redtjubach dowodzą, że nie trzeba trzepać, skoro samotna mamuśka z sąsiedztwa potrzebuje fiuta, w przeciągu dziesięciu minut można ruchać grubą, a w tydzień mieć przyrodzenie jak koń. Rozdziewiczanie się jeszcze nigdy nie było tak proste, jak teraz! A potem zaraz cofnęłam to „głupcze”.

    Skoro znalazłeś Proseksualną, nie jesteś internetowo upośledzony. Wiesz, jak używać wyszukiwarek i pewnie wiesz, że dotarłszy na skraj Internetu, ujrzałbyś rozpasany seksualnie świat, pełen predyspozycji niczym stolica Polski; świat, w którym ludzie spotykają się na seks, by wsadzić-wyjąć i się rozstać. Wszystko to jest w zasięgu ręki, ale najwidoczniej nie jest to Twoja bajka. I dobrze, bo moja też nie. Tylko pytanie: czy Ty sam wiesz, czego chcesz?

    Będę brutalnie szczera (według zasady „najpierw daj klapsa, a potem podmuchaj”): jeżeli to, że jesteś 22-letnim prawiczkiem to jedyne, czym możesz się na chwilę obecną scharakteryzować, to wcale się nie dziwię, że dziewczyny Cię omijają. Rozumiem, wysłałeś mi krótką wiadomość, nie było w niej miejsca na ględzenie o hobby czy przeczytanych książkach, ale w internetach, tak jak w życiu – wszystko mięknie lub wysycha człowiekowi na wiór, gdy ma przed oczami kupę nieszczęścia i pasmo niepowodzeń. Twoje życie nie odmieni się na lepsze po pierwszej penetracji, nie staniesz się automatycznie bardziej interesujący dla fajnych kobiet. Zamiast pytać, czy istnieje coś, czym mógłbyś zainteresować dziewczyny ze swojego otoczenia, odpowiedz sobie na pytanie, czy jesteś w stanie zainteresować sam siebie. Czy jest coś, co uwielbiasz robić i w czym się realizujesz? Jeżeli masz w sobie coś takiego, nawet jeżeli jest to fizyka kwantowa, już w tym momencie możesz przenieść chęć uprawiania seksu ze sfery marzeń w sferę planów. Bo zainteresowania, umiejętności i talenty są niesamowicie seksowne.

    Późne „rozkwitanie” to ani powód do dumy, ani tym bardziej do wstydu. Ja sama rozdziewiczyłam się późno (wbrew spekulacjom niektórych komentatorów) i niech wystarczy Ci wiedza, że wyjeżdżając na studia, miałam w pakiecie kilka książek, kocyk i hymen. Czy marzyłam o seksie? Nie. Czy miałam w grupie inne dziewice? Oczywiście. To tylko taki chwyt marketingowy by BRAVO i BRAVO Girl, że wszyscy „to” robią już na etapie gimnazjum (a pamiętam, że tylko dla seks-rubryki się tę gazetę kupowało, by później fantazjować o całowaniu chłopaków z The Kelly Family). Bardziej od wizji spółkowania z innymi studentami fascynowały mnie inne aspekty uniwersyteckiego świata – wykłady, piwne czwartki, kultura, imprezy i wycieczki. Po jakimś czasie mi przeszło, ale jedno się nie zmieniło – moje podejście do seksu, które od zawsze było całkiem klarowne: kiedyś to się wydarzy. I kropka. Bez specjalnego fetyszyzowania i marzeń, bez układania w głowie scenariuszy. Seks to coś, co się po prostu wydarza. Jedyne, czego chciałam, to nie tracić czasu na beznadziejny seks, uprawiany dla samego aktu czy z chęci utwierdzania się we własnej atrakcyjności lub ruchalności. I to mi się akurat udało.

    Wierz mi na słowo, że seks jest fantastyczny, ale nie przeceniałabym jego znaczenia, zwłaszcza, że dla mnie nie istnieje w oderwaniu od uczuć – podniecenia, zainteresowania, fascynacji drugim człowiekiem. I myślę, że to, co nas różni, to właśnie ten aspekt. Ja patrzę na człowieka i myślę: „Jest ciekawy, interesujący, frapujący. Chciałabym uprawiać z nim seks”, a Ty zdajesz się jeszcze – a może: już – być na etapie: „Seks jest ciekawy, interesujący, frapujący. O, człowiek”. Nie chodzi mi przy tym o pieprzenie w intelekt, bo i samo zewnętrze bywa na tyle podniecające, że chce się je mieć teraz, już, natychmiast. Ale jak to było? Kobiety potrzebują powodu, żeby uprawiać seks, a mężczyźni – miejsca?

    Bo właśnie, nie zapominajmy, że ja anatomicznie jestem dziewczynką i żeby był seks, trzeba ze mną chodzić. Dlatego pozwoliłam sobie zasiać zamęt i zaprosić do konsultacji kumpla od tematów śliskich – Bedboya. Bedboy już kiedyś zaliczył, więc wie, co mówi, poza tym tylko czasami ze mną polemizuje, zaś na co dzień publikuje tutaj. Update: wygląda na to, że blog Bedboya zdechł śmiercią internetową. A szkoda.

    * A tak w ogóle to dziękuję bardzo. Teraz już możesz mnie znielubić.

    Jego zdaniem:

    Zacznijmy od podstaw: najprawdopodobniej wciąż nie poruchałeś nie przez sam wygląd, a bardziej przez niską samoocenę. Dziewczyny to wyczuwają i podświadomie odbierają Cię jako mniej atrakcyjnego. Wyjaśnijmy najpierw podstawowe zagadnienie: definicja fajnej dupy (mam tutaj na myśli zarówno dziewczynę, jak i chłopaka). Dla nas, mężczyzn, to – w wielkim uproszczeniu – ładna buzia, zgrabna pupa i ok: chędożymy. Jeśli więc uważasz, że nie jesteś nazbyt urodziwy i oceniasz siebie przez pryzmat męskiej definicji „bycia atrakcyjnym”, to rzeczywiście – poor you. Mam jednak dobre wieści: kobiety postrzegają to zupełnie inaczej. Definicja „fajnej dupy” jest u nich o wiele bardziej złożona. Zapewniam Cię jednak, że im będziesz starszy, tym mniej istotna będzie Twoja (nie)urodziwa buzia. Już teraz ma to dla dziewczyn znaczenie niekoniecznie pierwszoplanowe, z czasem staje się to już tylko marginalnym dodatkiem.

    To co „bozia dała”, może rzeczywiście stanowić pewną przeszkodę. Nie może to być jednak dla Ciebie usprawiedliwieniem, by przestać o siebie dbać. Często jednak jest tak, że chłopcy pogrążają się jeszcze bardziej stając się niechlujami, nie dbając o siebie w warstwie estetycznej i higienicznej. I to dopiero rodzi prawdziwy problem. Dla dziewczyn ważna jest cała aura, na którą składa się o wiele więcej niż sama twarz. Twój „ładny kolega” ma tylko trochę łatwiej. Na nic jednak mu się to zda, jeśli będzie niechlujem, jego horyzonty ograniczają się do facebookowego newsfeeda i w ogóle jest ładną, życiową niedorajdą.

    Nie chodzi też o to, abyś był wypucowanym, wypachnionym dandysem. Po prostu o siebie dbaj. I ruszaj się – uprawiaj jakiś sport, czy po prostu regularnie biegaj. Poza tym pielęgnuj swoje pasje. Pasje z jednej strony rozwijają nas w pewnej konkretnej dziedzinie, a z drugiej strony chronią przed mózgo-papką, która grozi jednostce bez pasji, szamotanej przez mass-media na wszystkie strony świata – wszędzie i nigdzie. Ostatecznie zaś, dziewczyny bardzo lubią chłopców z pasjami.

    Kolejna ważna rzecz: czytaj. Najlepiej Hłaskę, ponieważ Marek Hłasko jest najlepszy – to po pierwsze. Po drugie: Hłasko cudownie czuje kobiece emocje, co może być dla Ciebie istotne. Poza tym ma kapitalne poczucie humoru, jest autoironiczny. Autoironia na dłuższą metę może Ci zrobić lepiej niż ładna buzia – czytaj Hłaskę. Z lżejszych lektur mogę jeszcze polecić Janusza Wiśniewskiego. Jego twórczość jest często traktowana bardzo lekceważąco, ale on też dość dobrze czuje wrażliwość płci pięknej – może być pomocne, zachęcam. Na koniec tego literackiego kącika odsyłam do pozycji mocno oklepanej, ale według mnie nadal bardzo wartościowej. Tym bardziej biorąc pod uwagę to, jak oczywistych mechanizmów wciąż ogrom mężczyzn (kobiet zresztą też) nie rozumie. „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” – John Gray. Ktoś właśnie złapie się za głowę, że rzucam takimi tanimi tytułami, ale to JEST dobra książka. Autor dokonał bardzo trafnej analizy obu płci i ich relacji, a przedstawił to w bardzo przystępny sposób. Ja bym to w ogóle wrzucił w obowiązkowy kanon lektur szkolnych. Konkludując: czytaj. To nie tylko Cię odpowiednio uwrażliwi, ale wzbogaci o cenną wiedzę, przemyślenia i całą masę inspiracji do rozmów z dziewczynami.

    Teraz życzyłbym sobie, aby kobiety zamknęły oczy i przeskoczyły ten akapit – pomówię z kolegą na osobności. Już? Ok. Jacek, słuchaj. [Czytelnik nie ma na imię Jacek. Nawet sam Bedboy nie wie, jak masz na imię, Jacku] Dziewczyny się okropnie nudzą. To pracowite mrówki, wiecznie zalatane, z mnóstwem spraw do załatwienia, projektów do skończenia, zakupów do zrobienia – to wszystko prawda. Ale koniec końców lądują w łóżku/na kanapie z paczką jakichś pseudo-niskokalorycznych-wege-czipsów i oglądają amerykańskie seriale. I w każdej chwili chętnie się od tego oderwą, jeśli tylko stworzysz im okazję, by mogły do kogoś mówić. Kobieta uwielbia mówić. My mamy prosty mózg. Jakby to przenieść na kuchenny grunt, jesteśmy takim wolnym kartoflem w chłodnej wodzie. W zależności od konkretnej jednostki, z mniejszymi lub większymi urozmaiceniami. Tymczasem u baby jest kipiący kocioł jakiejś szalonej potrawy kuchni fusion. Ona musi mówić, bo w przeciwnym razie coś ją prędzej czy później – naprawdę mam nadzieję, że koleżanki posłusznie opuściły ten akapit – rozpierdoli od środka. Do czego zmierzam? Jak już się nieco ogarniesz, poczujesz choć skrawki wiary w siebie, nie bój się wyjść z inicjatywą, aby coś wspólnie zrobić. Jeśli dziewczyna jest wolna, a Ty choć jesteś brzydki, to uśmiechnięty i zadbany, ona najprawdopodobniej i tak się ucieszy, gdy zaproponujesz jej spacer. Ważne: ona może Ci nawet odmówi z jakichś względów (np. żeby koleżanki sobie „czegoś nie pomyślały” albo żebyś Ty sobie „czegoś nie pomyślał”), ale gwarantuję Ci, że ona sama pomyśli o Tobie ciepło. Nie zrażaj się, rób swoje. Wracaj biegać/czytać/bądź ekstra.

    Możesz być ekstra niezależnie od tego, jakim się urodziłeś i jakim się widzisz w lustrze. Bądź ekstra i nie spinaj się na ten seks – z czasem przyjdzie samo. „Bycie nieatrakcyjnym” to nie jest żaden problem. To jakaś marginalna, pierwotna pierdoła. Prawdziwym problemem byłaby pochodna od tej przeszkody, którą roisz sobie w głowie na temat własnej nieatrakcyjności. Jeśli będziesz żył w tym przekonaniu, zatopisz się w tej wersji siebie i tak rzeczywiście będziesz postrzegany. Z czasem będzie narastała frustracja. Zwątpisz nie tylko w swoją estetykę, ale męskość w ogóle. Zaczniesz się wstydzić swojego penisa – wątpić, czy on Ci się w ogóle do czegokolwiek nada. Dojdą traumy, lęki, nawarstwią się kompleksy. Tylko hej(!): nikt się takim nie rodzi! Ludzie fundują to sobie sami. Miej to w dupie, uwierz w siebie i działaj. Rozwijaj się, stawaj się lepszym człowiekiem, a będziesz atrakcyjniejszym mężczyzną.

    Oczywiście nie muszę dodawać, że koniecznie regularnie czytaj Proseksualną i mnie. To co prawda siódme popłuczyny po Hłasce, ale mamy naprawdę dobre intencje.

    Twój nowy kumpel od tematów śliskich,

    Bedboy.

    [okładka wpisu]

    This article has 17 comments

    1. Piter wrote:

      „Bądź ekstra i nie spinaj się na ten seks – z czasem przyjdzie samo.”

      Taaa… rób swoje rozwijaj się i zostań 32 letnim prawiczkiem z celowym wypychaniem Twojej osoby przez otoczenie w sferę samotności, generującą myśli samobójcze :)
      Takie gówniane gadanie (bez obrazy, doceniam zaangażowanie autora wpisu) na poprawienie samooceny i humoru 22 latkowi, lepiej wysyłać pw.

      Jakoś mam pasje, lubię góry, jeżdżę po nich na rowerze, rozwijam się intelektualnie, czytam to, co mnie interesuje, nie boje się odzywać w grupie (wyrażać swoje poglądy, lub zainteresować tematem) i do dziewczyn. No ale uwaga, proszę Państwa… jak się ktoś do mnie zbliża to okazuje się, że nie jestem przeciętny ale wysoka poprzeczka. To nawet lepiej nie kwalifikować tego pana do grona znajomych. Każdy się boi, typek intelektualnie przerasta, otoczenie albo zazdrosne albo w kompleksy popada. To już lepiej nic nie gadać i ambitnego nie robić, być szarą męską myszką I takim to sposobem pół życia minęło i nic z tego nie mam, poza niezrozumieniem.

      Im wyżej latasz jak orzeł, tym niżej zostawiasz resztę „fruwających” na tym świecie. To zasada życiowa, pewna jak grawitacja. Bądź przeciętny to sobie za przeproszeniem „popukasz” gołębice :)

      Pozdrawiam autora i czytelników strony.

    2. Nika wrote:

      Drogie Panie, troszkę dystansu do siebie. Ja, jak na kobietę przystało, nieposłusznie nie przeskoczyłam drażliwego akapitu. I muszę przyznać że mi się podobał, a nawet rozśmieszyło „rozpierdoli od środka”.
      Nie ma co się obrażać czy licytować kto więcej plotkuje. Więcej dystansu. :-)
      A koledze Jackowi życzę, żeby odnalazł siebie. Tego Jacka, który wie co lubi i chce w życiu robić. Tego, który co rano wstaje z uśmiechem i cieszy się nowym dniem. Jak człowiek jest pozytywny i pewny siebie to łatwiej się idzie przez życie i jakoś szczęście samo przychodzi. ;-)

    3. […] prawiczkowi, który chciałby wreszcie zaruchać. Moją odpowiedź znajdziecie w drugiej części tekstu u Proseksualnej. Od razu jednak uprzedzam: z perspektywy czasu oceniam, że podpowiedziałem koledze mało […]

    4. Aśka wrote:

      prawda; nic tak nie dodaje sex appealu jak zdrowe poczucie własnej wartości

    5. eh wrote:

      Ja również jestem prawiczkiem i szczerze mówiąc trafiłem na ten artykuł przypadkowo jak googlowałem. Chciałbym tylko dodać, że jest to wbrew pozorom spore cierpienie które doprowadziło mnie kiedyś do depresji i myśli samobójczych, aktualnie staram się z tym walczyć jak tylko mogę. Przeczytałem z 40 książek o rozwoju osobistym, zacząłem uprawiać sport i ćwiczyć na siłowni a nawet uciekłem się do radykalnych i być może irracjonalnych metod jak autohipnoza, new age, ezoteryka i okultyzm a wszystko to w jednym celu – aby wreszcie zaliczyć. Aktualnie mam 18 lat i zdaję sobie sprawę, iż wielu z was nie weźmie moich słów na serio z tego powodu („jeszcze jesteś okresie dojrzewania”, „jesteś młody – przyjdzie na to czas”) ale wiem co czuje i przeżywam więc uwierzcie proszę mi na słowo – to nie jest fajne. Naprawdę nie życzę absolutnie NIKOMU doświadczenia tego cierpienia przez które ja przechodziłem i nadal z nim po części walczę. Pozdrawiam serdecznie i życzę wam wytrwałości.

      1. Nat wrote:

        „Zaliczanie” nie bierze się z książek. Aby zaliczyć, trzeba wyjść do ludzi, zainteresować się nimi i chcieć ich poznać. Też życzę wytrwałości.

        1. eh wrote:

          Wybacz, ale dość trudno wyjść do ludzi mając fobię społeczną :) Mój kontakt z obcymi osobami kończy się mocnym stresem a w SZCZEGÓLNOŚCI kontakt z kobietami. Właśnie dlatego zająłem się rozwojem osobistym aby obniżyć poziom stresu i przezwyciężyć ten irracjonalny strach. Nie napisałem tego we wcześniejszym komentarzu, bo któryż to facet by sie chciał chwalić brakiem pewności siebie? Kobiety nie lubią nieśmiałych mężczyzn, facet musi być bardzo pewnym siebie aby odnosił sukcesy z kobietami. Tak działa nasze społeczeństwo i niestety nikt z nas go nie zmieni…

    6. Mila wrote:

      A ja chciałam tylko krótko.
      Mam nadzieję, że kolega z prawiczym „problemem” grzecznie poczyta, przemyśli i zastosuje się do wszelkich porad Autorów.

      I serio, po co ta spina za „akapit nie dla bab”. Toż ja radośnie parsknęłam w komputer za słuszne słowa o „rozpierdoleniu od środka” :D. Może to i jakaś generalizacja, ale to w końcu męskie słowa, które miały zobrazować coś konkretnego, a my tu już fukamy obrażone.
      Drogie koleżanki, dystans do siebie jest szczerze wygodny, a i kontakty międzyludzkie ułatwia ;).

    7. Wydaje mi się, że Nat trochę zbyt wrogo nastawiła się do Pana Prawiczka, lub jak to go określił Bedboy, Jacka. Zdecydowanie bardziej podoba mi się fragment tekstu od Bedboya, bo chociaż nie minęłam fragmentu, który był skierowany tylko do Jacka, to mogę się z tym wszystkim zgodzić.
      Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że są mężczyźni, którzy czytali „Mężczyźni są z Marsa…”. Jestem całkiem przeciwna wszelkim poradnikom, bo mój facet pokazał mi, że poradniki w dużej mierze generalizują. Jednak! Chociaż on nie wierzy, w „Mężczyźni są z Marsa…”, to ja po przeczytaniu zaledwie kilku fragmentów i zapamiętaniu ich, potrafię je zastosować w życiu, przez co łatwiej mi się wiedzie w związku i ogólnie kontaktach. Więc to naprawdę jest dobra książka. :)

      1. Nat wrote:

        Ja? Wrogo? Przecież ja do niego jak do własnego syna…!

    8. Who is she. wrote:

      Obawiam się, że mogę niechący całkiem wywołać małą burzą, ale cóż. „Gówniany (…)stereotyp” „seksistowskich tezach „- no weź. Drogie Panie, apeluję o odrobinę szczerości wręcz – wobec siebie. „Rozpierdoli od środka” – to przecież zwyczajnie prawda. Tak właśnie jest, to stwierdzenie tam oddaje tak pięknie wszystko to, co się w nas dzieje. W encyklopedi można by to umieścić – kobieta: cudowna istota generalnie dość mocno rozpierdolona od środka <3 Przecież hej, my nawet zazwyczaj milczymy znacząco. Po całości wypełniają nas emocje – wszelakie, wymieszane totalnie – w ciągu minuty potrafimy być cudownie szczęśliwe i nieszczęśliwe zarazem. Kochamy o tym gadać, kochamy gadać o wszystkim, począwszy od sytuacji w Jemenie, na porannej kawie kończąc. Ale czy to jest złe? Nie!! Chłopaki to lubię. Lubią nas takie "rozpierdolone". Owszem czasem mają dość, czasem nie wytrzymują, czasem nie są w stanie pojąć co i jak, ale tak – lubią to i myślę, że to Autor miał na myśli – żeby chłopak najpierw doszedł do tego momentu, kiedy sam polubi i siebie i dziewczyny, a potem, żeby już dalej "dochodził" jak chce.
      Mamy raporty do zrobienia, mieszkanie do posprzątania, zakupy, wszysko takie poukładane, a tak naprawdę siedzimy z paczką chipsów (nie, wcale nie niskokalorycznych, tylko zwykłych, kalorycznych mega), maseczką peel off, oglądając kolejny sezon Gry o Tron i w główkach piszemy setki scenariuszy, rozważamy – napisać, zadzwonić, a może jednak nie, a może tak, no nie wiem, może jednak on powinien, a może..To nie fikcja, to true story. Jesteśmy jak mentos wrzucony do coli – nieprzewidywalne. Ale gdyby nie to, gdyby Autor porady nie kochał w nas tego, pewnie poleciłby "Jackowi" pójście do burdelu, czy jednonocne udawanie Billa Gate'sa. Ba, gdyby ów "Jacek" chciał tylko zaliczyć, pewnie w jakiejś męskiej toalecie znalazłby numer do gorącej Kasi, Samanty, czy Joli ze spożywczego. Więc dziewczyny – raz, że doceńmy głębie tej porady – czyli, może dzięki niej "wyrośnie" naprawdę fajny facet – czytający, z pasją, interesujący całościowo, dwa – nie doszukujmy się złego tam, gdzie ewidentnie tego złego nie ma, gdyż tak właśnie tworzą się stereotypy, o których piszecie.
      Zgadzam się z Proseksualną – tak jesteśmy dziewczynami i generalnie trzeba z nami chodzić, a na pewno wtedy jest fajniej. Ale bliska jest też mi porada Bedboy'a – bo owszem idąc za jego radą seks przyjdzie sam, a dużo ważniejsze, że o takim facecie -aktrakcyjnym fizycznie, czy nie, to nieistotne, ale mentalnie na plus rzeczywiście pomyślimy ciepło.

      1. Kasia wrote:

        „oddaje tak pięknie wszystko to, co się w nas dzieje” – dlaczego mówiąc o sobie, mówisz „nas”? Kobiety naprawdę są różnorodne. Popytaj moich znajomych, oni mało tak niegadatliwych osób znają jak ja. Mówię mniej niż przeciętny stereotypowy facet. Mam bardziej „męskie” zainteresowania. Wolę bardziej „męskie” seriale. A tak naprawdę one nie są męskie, bo są moje, a ja jestem kobietą. Więc mogę powiedzieć np., że robienie bicepsa jest kobiece.

    9. Paula wrote:

      mam przyjemność przyjaźnić się i kumplować z obydwoma płciami (oraz gratis mieć pasję w postaci nauk gender studies) i potwierdzam: to zbytnie uproszczenie, oparte na dawno obalonych sterotypach i seksistowskich tezach ;)

      Chłopaki plotkują, zwierzają się, mają potrzebę żeby ktos ich wysłuchał, zainteresował tym co mają do powiedzenia- jak wszyscy.
      Reszty twych porad dla biednego Prawiczka się nie czepiam. Ba, mogłabym sie podpisać pod niektórymi nawet.

      1. pan Bedboy wrote:

        Po pierwsze: brzmicie trochę jakbyście moje słowa odebrały kompletnie na opak, przydając im w swojej głowie pejoratywny wydźwięk. Zupełnie niepotrzebnie: ja tę sferę kobiecej specyfiki bardzo lubię. Ponadto zwracam uwagę, że ja tutaj nie rozstrzygam o esencji kobiecej natury, a doradzam prawiczkowi, który chciałby poruchać. I wg mnie byłoby bardzo dobrze, gdyby w ten sposób kobiety postrzegał. Dobrze i dla niego, i dla kobiet. Efekt Pigmaliona – w okolicach gender studies mogli wspomnieć i o tym ;) To, czy kobiety rzeczywiście takie są czy to stereotyp („oparty na seksistowskich tezach” – jest mi przykro, że istniejesz) to zupełnie inna broszka, niezwiązana z meritum.

        1. Paula wrote:

          uogólnienia nie przystoją, jeżeli planujesz być poważnie odebrany. 51% ludzkosci jest TOTALNIE TAKIE SAME I IDENTYCZNE WZGLEDEM SIEBIE? Naprawdę? ;)

          Dla kobiet będzie lepiej, jak Prawiczek nauczy się, ze są różnorodne- jak to ludzie; są zimne albo porywcze, szczycą sie temperamentem albo nie. Są różne, a on musi się nauczyć szacunku do osób nim dojdzie do pieprzenia się z obiektem westchnień zgoła nieromantycznych.
          Jeżeli rozpowiadasz stereotyp, to po co? Niech sie chłopiec uczy prawdy, a nie uproszczeń. Bo funkcję społeczną sterotypu przecie znasz ;)

    10. omnom wrote:

      Nie przeskoczyłam akapitu i żałuję. :\ Gówniane, dawno obalone stereotypy.

      1. pan Bedboy wrote:

        To nie „gówniane i dawno obalone stereotypy”, a prawdziwe i bardzo urocze mechanizmy, od których po prostu są wyjątki. Może jesteś jednym z nich i tyle;)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr