• Trochę prywatności

    Czasami prywatność, choć nie powinna, staje się przywilejem. Zwłaszcza, gdy chodzi o (potencjalny) seks. Mieszkania dzielone ze współlokatorami czy rodzicami, akademiki, stancje – te zazwyczaj intymności nie sprzyjają. Jak więc realizować się seksualnie, gdy warunki lokalowe są dalekie od ideału?

    Okoliczności przyrody bywają różne, a celibat to średnia frajda, szczególnie, gdy zaczynasz myśleć o rozciągnięciu go na cały rok akademicki czy tylko weekend z przyjaciółmi. Niezależnie od tego czy masz ochotę na mały seans masturbacji, czy długie pieszczoty z dziewczyną/chłopakiem, współlokatorzy albo rodzice za ścianą mogą być niezłym osuszaczem i wtystudzaczem atmosfery. Już nawet nie chodzi o to, że mogliby celowo podsłuchiwać pod drzwiami, ale najczęściej o obawę, że w ogóle mogliby coś usłyszeć. Solo jest łatwiej okiełznać całą sprawę i możliwe hałasy – z dodatkowymi osobami zaczynają się schody. Choć większość ludzi ma świadomość, że większość ludzi seks uprawia, niezależnie czy w związku, czy bardziej z doskoku, paradoksalnie bardziej krępują się ci w środku akcji niż ci, którzy mogliby zostać zgwałceni przez uszy. Ci drudzy na przykład zazdroszczą albo zbyt entuzjastycznie kibicują. Innych z kolei nie nauczyli w domu pukać przed wejściem do czyjegoś pokoju, a na domiar złego nie powiedzieli, dlaczego takie ostrzeganie jest dla pożycia społecznego konieczne. W podręcznikach savoir-vivre nie uczą przecież, że jak się kogoś najdzie w sytuacji intymnej, należy zwyczajnie przeprosić i wyjść, a potem nie robić tragedii.

    Co zatem począć, gdy jesteś po tej seksualnie aktywniejszej stronie drzwi i świadomość innych lokatorów w mieszkaniu sprawia, że nie możesz skoncentrować się na przyjemności, a o orgazmie to już w ogóle zapomnij? Przede wszystkim zamknij te drzwi na klucz! Jak już ktoś się zapędzi i nie zapuka, to przy okazji też nie wejdzie. Dla wielu nieproszonych gości będzie to z pewnością jasny i zrozumiały znak, że może nie powinni przeszkadzać. Jasne, w wielu dzielonych mieszkaniach takiego luksusu, jak zamki w drzwiach nie uświadczysz, więc warto na wstępie ustalić ze współlokatorami jakiś kod na zakaz wjazdu. Nie mam na myśli lampki świecącej na czerwono „sex in progress”, ale na przykład o szaliku czy koralach, które powieszone na klamce od strony możliwej inwazji sprawią, że gość się wycofa. Pragnę jednak przypomnieć, że już większość łazienek się zamyka. Ogólnie warto uprzedzić współlokatorów, że miewa się seks, coby później nie byli zaskoczeni, że nocni goście jedzą z ich miseczek i piją z ich kubeczków przy śniadaniu.

    Nieco inaczej sprawa ma się w przypadku wspólnie wynajmowanego pokoju z kimś, z kim nie dzieli się łóżka. W akademiku zazwyczaj zostaje się przydzielonym do zupełnie nieznanej osoby, z którą w każdym niemal aspekcie trzeba się dotrzeć. Również jeżeli chodzi o seks i całonocne imprezy bez piżamy. Tutaj, oprócz zamknięcia drzwi na klucz, radziłabym po prostu ustalić, że przed planowanym sprowadzeniem partnerki czy partnera, druga strona zostanie poinformowana na tyle wcześnie, by móc zorganizować sobie nocleg gdzieś indziej. Może to zabija atmosferę spontaniczności, ale dobry układ ze współlokatorem z pokoju to podstawa. Najważniejsze to nie nadużywać dobroci w zagarnianiu wspólnej przestrzeni do własnych igraszek i odwdzięczenie się taką samą przysługą, gdy przyjdzie na to czas. Może następnym razem to twój partner lub partnerka będą mieli nieco więcej swobody u siebie?

    Inny sposób to po prostu zaczekać aż współlokatorzy czy rodzice wyjdą z domu. Pewnie, każdemu robi się czasami tak gorąco, że staje się to nie do wytrzymania. Uwierz mi jednak, jeżeli poprosisz, by twoja kochanka czy kochanek poczekali godzinę albo do rana, nie sprawisz, że seks będzie mniej wyjątkowy. Będzie tak samo fantastyczny, tylko odłożony na później. A że czasem trzeba numerek przyspieszyć (gdy rodzina nie ma zamiaru spędzić całego popołudnia w supermarkecie) – to też jakieś urozmaicenie.

    Przygotuj się dobrze – miej kondomy, femidomy czy chusteczki do seksu oralnego w pogotowiu. Te ostatnie możesz przygotować, rozcinając zwykłą prezerwatywę (zdecydowanie taniej). Ręczniki papierowe też się przydadzą. Pamiętaj, żeby nie zostawiać śladów, zwłaszcza jeżeli dzielisz z kimś pokój czy kawalerkę. Zabezpieczenia wyrzuca się do kosza, opakowania po nich również. Zatkana lateksem muszla klozetowa to średnia przyjemność. I nie muszę chyba przypominać, że łóżko współlokatora to absolutna świętość?

    Istnieją pewne sposoby na stanie się seksualnym ninja, a bezszelestny numerek raz na jakiś czas może być całkiem zabawny. Odsunięcie łóżka kilka centymetrów od ściany nie jest wyjątkowo trudne, a pozwala zminimalizować łoskot. Podobnie zdjęcie materaca z ramy i spanie bliżej ziemi. Sama taki zabieg zastosowałam, gdy sąsiad z akademika zwęszył łoskot za moimi drzwiami, a potem omawiał go ze wszystkimi, włączając w to mojego partnera, tylko nie ze mną. Ramy mają to do siebie, że albo lubią skrzypieć, albo klekotać, a już z pewnością obwieszczać światu, co właśnie robisz.

    Muzyka może stać się twoim sprzymierzeńcem. Warto odpalić jakiś przyjemny zestaw (raczej niezbyt taneczny, to grozi podrygiwaniem i podśpiewywaniem) i w miarę możliwości nie wydzierać się na całe gardło. W końcu miało być dyskretnie. Posapywanie i mruczenie muzyka jakoś zagłuszy.

    Ostatnie wyjście jest najprostsze – zabierz seks poza dom. Twój partner lub partnerka mogą mieć na przykład lepsze układy z osobami, z którymi mieszkają niż ty. Może pogoda za oknem nie sprzyja igraszkom plenerowo-samochodowym, ale te są również jakąś alternatywą. Może jakaś dobra dusza udostępni swoje mieszkanie na kilka godzin? Dla chcących (i rozsądnych) nie ma bowiem przeszkód nie do pokonania!

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr