• Z przyjaciela z bonusem w partnera?

    Nie ma jednego wzorca, według którego powinien rozwijać się związek, chyba każda z nas zna to z własnego doświadczenia. Nawet przygoda na jedną noc może zakończyć się małżeństwem, a przyjaźń z bonusem wspólnym hodowaniem labradorów. Tam, gdzie pojawiają się uczucia – reguł brak.

    Stało się, spojrzałaś inaczej na swoją przyjaciółkę/swojego przyjaciela z bonusem i coraz częściej zastanawiasz się, jakby to było mieć tylko siebie, wciągnąć z nią/nim dresy na tyłek i zalec przed telewizorem w sobotni wieczór. Krótko mówiąc, zastanawiasz się, czy możliwa jest ewolucja z FWB w… długoterminowy związek. Choć zniechęcałam do tego typu relacji, udowadniając, dlaczego taka przyjaźń jest bez sensu, teraz mogę oszczędzić ci dalszej lektury i odpowiem od razu: jest.

    Wszystkie wiemy, że nie każda babka chce związku z osobą, z którą uprawia seks. Czasem nawet nie chce związku w ogóle. A że uprawia seks z osobami, do których nie żywi głębszych uczuć? Jej wolny wybór. Choć mówi się, że w relacjach heteroseksualnych to kobiety dysponują seksem, a mężczyźni zobowiązaniem, mając ostateczne zdanie, gdy robi się serio (i to z ich ust musi paść pierwsze królewskie MY), czas porzucić te mity. Nie jesteś tą babką, jesteś kobietą pełną inicjatywy. W przyrodzie już tak bywa, że sprawy idą niezupełnie według wcześniej ustalonych reguł i komuś zachciewa się posunąć relację o krok dalej.

    Może to wcale nie wina oksytocyny. Ta substancja, choć odpowiadająca za przywiązanie, nie pozbawia mózgu całkowicie. Jej działanie jest, owszem – silne, ale przyjmij za prawdę, iż kobieta jest w stanie w miarę kontrolować poziom własnego zaangażowania w dawcę orgazmów i uniknąć zachowywania się jak psychopatka.

    Zazwyczaj chciałybyśmy, na co wskazuje nazwa, aby jakaś przyjaźń w „przyjaciołach z bonusem” miała miejsce. I nawet to może zadziałać, pod warunkiem, że obydwie strony mają podobne oczekiwania. Wówczas nie ma mowy o sytuacji, w której jedno doszukuje się we wspólnych wyjściach czy aktywnościach pozaseksualnych czegoś więcej, na przykład obietnicy związku czy zapowiedzi rychłych oświadczyn. Oczywiście, niekiedy może się okazać, że taki układ sprzyja kopaniu fundamentów pod przyszłą długoterminową i monogamiczną relację, ale tylko wtedy, gdy zainteresowani poczują się gotowi. Niestety, jest to możliwe wyłącznie w sytuacji, gdy dopasują się pod względem oczekiwań i zaangażowania i gdy zgrają im się kalendarze.

    Przypominam, że zgodziliście/zgodziłyście się na określony typ relacji. Wszystko jasne. Ale… nic nie broni żadnej ze stron zmienić zdania. Tak samo, jak układ może ci się znudzić lub zacząć wkurzać, tak samo możesz zachcieć przenieść go na inny poziom. Lecz w tym cały jest ambaras…

    Wzajemna fascynacja erotyczna nie wyklucza zakochania się. W końcu większość związków zaczyna się zupełnie zwyczajnie – od wspólnych wyjść, wzajemnego testowania się w różnych okolicznościach aż po łóżko – albo zupełnie niezwyczajnie – od łóżka poprzez (wiesz, co mam na myśli). Jednym zajmuje miesiąc, by stwierdzić, że są w związku, inni nie potrafią przypiąć swojej relacji odpowiedniej łatki nawet po roku. Chodzi o to, że każdy ma swoje tempo, więc przymus nazwania tego, co „między nami” nie powinien przyćmiewać jakości wspólnie spędzanych chwil. Dopóki jednak nie ustalicie choćby tego, że widujecie się „na wyłączność”, niech nic nie stoi na przeszkodzie, byś żyła życiem głodnej doświadczeń singielki, kiedy przyjaciela/przyjaciółki z bonusem nie ma w pobliżu. Może się przecież okazać, że o ile ty jesteś we własnym mniemaniu zaangażowaną monogamistką, druga osoba hula na prawo i lewo, nawet nie wiedząc, że w coś wdepnęła i tym samym rani twoje uczucia.

    Zakładam, że skoro nadal czytasz ten tekst, zapewne rozważasz zamienienie swojego romansu na „doładowanie” w coś bardziej serio. W tym momencie zamiast doradzić ci, co dalej, powiem ci, czego absolutnie nie robić: nie stawiać drugiej osoby pod murem, nie zadręczać pytaniami „czym właściwie jesteśmy?” i „dokąd zmierzamy?”. Wymuszanie czegokolwiek, zwłaszcza zmiany układu, w którym jedna osoba czuje się bezpiecznie i dobrze nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Zastanów się najpierw do czego dążysz. Czy potrzebujesz związku, a może tylko spokoju i poczucia bezpieczeństwa i przynależności, które związek bez wątpienia oferuje? (Spokój, tak, jak orgazm, możesz zapewnić sobie sama.)

    Gdy temat już wypłynął i mimo wszystko padło filozoficzne „co z nami będzie?”, co pewnie wprowadziło nieco niezręczności, najlepiej na jakiś czas odpuścić. Nie podpytywać i nie powracać do tej sytuacji. Wałkowanie problemu ciągle od nowa nie jest najlepszym rozwiązaniem. I zamiast kołować nad swoją „ofiarą” – zainwestuj w siebie. Rób to, co cię pasjonuje i przynosi radość. Tym samym pokażesz, że od decyzji drugiej strony nie uzależniasz swojego dobrego samopoczucia, aby wreszcie przekonać się, że tak rzeczywiście jest i że dobrze ci solo.

    Nie zapominaj też, że zobowiązanie, jakim jest związek, może być czymś nie do przejścia dla jednej z zaangażowanych osób. Nie wszyscy lubią tłumaczyć się, gdzie byli i z kim, nie każdy potrafi znieść to, że partner/ka ma chęć udać się w samotną podróż do Paryża i z powrotem bez żadnego konkretnego powodu. Niektórym, czego nie przeskoczysz, bycie w związku oznacza całkowitą utratę odrębności, zależność, która zaś staje się przyczyną lęku.

    Nie zadziałało – i co teraz? Najlepiej zajmij się swoimi sprawami i spójrz na całą relację z dystansu. Odważyłaś się, zadałaś TO pytanie, usłyszałaś „nie”. Świat się nie skończył. Pomyśl o sobie, jak o stażystce, która chce wynegocjować umowę o pracę. Firma pewnie chciałaby niezobowiązująco doić cię jak najdłużej za darmo, więc tylko w twojej gestii pozostaje zatroszczenie się o własne interesy. Brak wakatów? Lepiej dla ciebie – przeniesiesz się gdzieś, gdzie cię docenią. Pomyśl: zdobyłaś doświadczenie, podobało ci się, rozwinęłaś się, ale jednocześnie zdałaś sobie sprawę, że chcesz (i masz pełne prawo chcieć!) więcej.

    Wracając jednak na grunt relacji: boisz się, że zabraknie seksu? Cóż, wcale nie jest trudno o chętnych do przygód. Być może dojdziesz do wniosku, że to nie nieziemski seks był tym, czego w rzeczywistości potrzebowałaś. Nie spędzaj godzin, przekonując samą siebie, że chcenie związku, wyłączności i bycia kochaną to coś, czego powinnaś się wstydzić. Jedyne czego możesz się wstydzić to spychania własnych potrzeb na dalszy plan. Gdy rzeczy idą nie po naszej myśli, a wprowadzenie zmian to karkołomny proces, wyjście jest jedno – ruszyć dalej. Na każdym kroku czekają nowi ludzie i nowe doświadczenia.

    Udało się? Gratuluję! Teraz biegnij po dresy i zjedz ciasteczko. Czeka cię teraz naprawdę ciężka praca – związek.

    [grafika wpisu – Chrömli]

    This article has 1 comments

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr