• Czego hetero mogą uczyć się od queerów? Zdejmowania spodni!

    Ja, cisgenderowa heteryczka, oraz Agnieszka Gorońska, Naczelny Queer Polskiego Twittera, pewnego dnia postanowiłyśmy pogadać o tym, czego heterycy mogą uczyć się od osób LGBTQ. Na pierwszy ogień poszły spodnie, zadawanie pytań oraz… rytuały godowe.

    Nat: Wiem, że pytania w stylu „Kto w waszym związku jest kobietą, a kto – mężczyzną?” kierowane do par gej lub les są irytujące. Jak Ci się wydaje, skąd w heteronormatywnym społeczeństwie to przekonanie, że w każdej relacji ktoś musi „nosić spodnie”?

    Agnieszka Gorońska: Chciałabym wierzyć, że to zainteresowanie wynika z dobrej woli. Z chęci dowiedzenia się czegoś o zupełnie innym człowieku, przyrównania go lub jej, do tego co jest już znane (heteronormatywnego modelu związku). Ale chyba prawda jest bardziej bolesna, to kwestia niewiedzy lub wręcz ignorancji.

    N: Myślisz, że kultura patriarchalna po prostu nie może znieść idei partnerstwa jako takiego?

    AG: Myślę, że nie tylko kultura patriarchalna, ale ludzkość w ogóle. Lubimy mieć jednego boga (nawet w politeizmie, każde bóstwo ma swoją działkę), jednego władcę, niezależnie od płci, a w końcu lubimy pytać „Kogo kochasz bardziej, mamusię czy tatusia?”. Chociaż bardzo chcielibyśmy być altruistyczni i partnerscy, chyba jeszcze nie nauczyliśmy się jak. Mamy przebłyski.

    N: Czyli, że w związkach gej/les na taką samą skalę nie ma partnerstwa? Czy po prostu pewien układ sił nazywa się inaczej? Bo zasadniczo w każdym związku, niezależnie czy hetero, czy homo, ludzie chcą być ze sobą, bo w jakiś sposób się uzupełniają i akceptują fakt, że jedno lepiej ogarnia np. planowanie wspólnego budżetu, a drugie – jakąś inną sferę wspólnego „life managementu”.

    AG: Gender genderem, do tego poprawność polityczna, poprawnością, ale myślę, że za tym pytaniem nie czai się ciekawość, kto gotuje obiady i robi zakupy, a kto naprawia cieknący kran i pije więcej piwa. Chodzi raczej o to, kto komu wsadza, nie sądzisz? Pytanie specjalnie nawet tego nie maskuje. Myślę, że nawet na tak stabuizowany temat jak homoseksualizm, ignorancja nie jest posunięta tak daleko, by wierzyć, że w każdym związku dwóch gejów, jeden po domu zawsze biega w sukience?

    N: A każda para les to kombinacja butch&femme?

    AG: No właśnie. Tu już nie można nawet zapytać kto nosi spodnie, bo większość kobiet w naszej kulturze je zazwyczaj nosi.

    N: Racja, być może za tym pytaniem czai się ciekawość rozkładu sił; tak jak w starożytnej Grecji, ten mężczyzna, który tylko dymał był bardziej poważany niż ten, któremu wkładano. Tylko po cholerę pytającemu taka wiedza?

    AG: To chyba dobrze, że pyta. Może w końcu nauczymy się rozmawiać o takich rzeczach. Chociaż wolałabym, żeby te pytania były jakoś inaczej sformułowane… Nie wiem jak Ciebie, ale mnie zawsze ciekawiło jak to robią zwierzęta. To, że kaczor ma penis w spilarkę, a niektóre gatunki nietoperzy same sobie robią fellatio; że delfiny gwałcą grupowo, a bonobo gładzą się po penisach na przywitanie. Ja jestem queer, więc może dla kogoś też jestem takim „zwierzaczkiem” i moje rytuały godowe go po prostu ciekawią.

    N: Czyli, że rozmówcy robią sobie kosztem queerów takie zawoalowane „z kamerą wśród zwierząt”…

    AG: Myślę, że pewna łóżkowa przewaga osób LGBTQ nad heterykami wynika z tego, że myśmy musieli swoją seksualność przepracować. To jest jak… pierwszy okres, nocna polucja… każdy jednak miał w sobie wtedy jakiś niepokój, niektórzy nie wiedzieli, co się dzieje. Ale potem czytasz, podpytujesz i się uspokajasz – wszyscy tak mają! No ale jak jesteś gejem, biseksualistką czy transseksualist(k)ą… no to nie wszyscy. I trzeba zacząć rozmawiać, nazwać to, co się z tobą dzieje. Trzeba to przepracować, bo w mainstreamie nie znajdziesz odpowiedzi. Tak samo mają ludzie z fetyszami.

    Wszystko co jest nieheteronormatywne, nawet BDSM chociażby, to rzecz, którą musisz przepracować głębiej, bardziej obryć się w temacie, a nie liczyć na to, że popłyniesz z prądem, że cię poniesie, bo możesz komuś zrobić krzywdę.

    N: Dokładnie tak. W łóżku hetero to jest raczej „oczywiste”, co się wydarzy, nawet specjalnie nie trzeba o tym gadać, a mimo wszystko role są jakby z góry przydzielone… Ale wiesz, wszystko to, co pozostaje w sferze tabu, obrasta totalnymi fantazmatami – typu geje zawsze pchają sobie w tyłek, a wszystkie lesbijki „nożyczkują”. Tak samo rzecz ma się w przypadku fetyszów czy innych praktyk seksualnych.

    A jeżeli teraz pomyślisz o pornograficznym obrazie squirtingu, to jak to jest, że tryskająca kobieta tryska albo sobie a muzom, albo na twarz drugiej kobiety – nigdy na twarz faceta? W drugą stronę facial nikogo nie dziwi.

    AG: I squirting, i pegging bardzo chwieją patriarchatem.

    Chociaż z tego miejsca chcę pokiwać do pierwszego z moich partnerów, który pozwolił mi się spenetrować. To było świetne i obydwoje sporo się nauczyliśmy o swoich ciałach i komunikacji w związku. Osobiście imponują mi faceci, którzy są hetero, ale przyznają sami przed sobą, że mają nie tylko wypukłości, ale też wklęsłości.

    Ale takie zamienianie się rolami musi też chyba wymagać odwagi? Standardowa partnerka odrzuca przecież nawet seks oralny, a co dopiero coś takiego? Wracając jednak do fetyszów, sukces 50 twarzy Greya wśród heteryków tłumaczyłoby właśnie to, że pomimo obrazowania praktyk innych niż seks powszedni, to sama historia utytłana jest w partiarchalnej heteronormie. Hetero tak samo łyknęli Życie Adeli myśląc, że TO naprawdę (?) tak wygląda.

    N: No to jak oswajać to, co nieheteronormatywne?

    AG: Czy nie moglibyśmy po prostu pogadać? Wiem, że to przyznawanie się do niewiedzy, ale chyba lepsze te 5 minut wstydu, jeśli ktoś ma naprawdę opory, niż życie spędzać w iluzji czy wręcz błędzie?

    N: Moglibyśmy, ale nikt nie zaprasza na takie sesje Q&A – poza tym wydaje mi się, że obydwu stronom mogłoby być tak samo trudno. Nie każdy jest ekshibicjonistą. Ja na przykład wiem, że mojego wieloletniego przyjaciela mogę zapytać o wszystko czy podarować mu zabawkę erotyczną, czego np. nie zrobiłabym innemu facetowi żyjącemu w związku z mężczyzną, bo jego wibracja jest już nieco inna.

    AG: Nie narzekajmy, niszowo, ale jest w Polsce kilka takich eventów. Ponton wchodzi do niektórych szkół, są żywe biblioteki i często można sobie tam „wypożyczyć” lesbijkę czy osobę transseksualną. Ja wiem, że to za mało, też bym chciała więcej. Ale tam mamy pewność, że osoba jest przygotowana na to, że będzie wypytywana.

    N: Tutaj sama narzekałabym na ograniczony dostęp też ze względu na terytorium. sama urodziłam się i wychowałam w małym mieście – z polityką zera tolerancji dla mniejszości seksualnych.

    także ja bym na przykład postawiła też na moc internetu. W końcu więcej ludzi ma dostęp do sieci niż do żywych bibliotek. Sama zastanawiałam się, dlaczego pozwalamy sobie pozostawać w sferze niedomówień i wydaje mi się, że winny jest poniekąd nasz rodzimy system edukacji, który wcale nie zachęca nas do dyskutowania czy zadawania pytań. Bo jak pytasz, znaczy jesteś matoł i nie rozumiesz świata.

    AG: To prawda, ale też w internecie pełno jest newsów o tym, że można zajść w ciążę od pływania w basenie, hidżaby i burki są super, a geje to pedofile.

    N: No tak, internet nie ma filtra, zaprasza wszystkich z ich najbardziej wykrzywionymi obrazami świata.

    AG: To druga rzecz, do której mam pretensję, ale nie zbawimy świata, ja nauczam języków obcych i czasem ciężko jest z twarzą wybrnąć z sytuacji kiedy 12-letni chłopiec pyta cię, co to jest prostytutka. I to nie dlatego, że to trudne pytanie. Po prostu jako nauczyciel boisz się, że wejdziesz w rodzicielską wizję świata, gdyby ten temat dziecko zechciało przedyskutować z mamą i tatą.

    I specjalnie mówię tu o modelu heteronormatywnym, bo to oni mają najwięcej problemu z takimi tematami.

    N: A gdybyś nie obawiała się wejść w tę rodzicielską wizję świata, jak brzmiałaby Twoja odpowiedź?

    AG: To była autentyczna sytuacja. Chwilę się zastanowiłam, i powiedziałam, że to taka pani, która w pracy bierze pieniądze za to, że spędza czas z mężczyznami, także w łóżku. Dalszych pytań nie było. Myślę, że to dlatego, że chłopiec był starszym z rodzeństwa i rozumiał mniej-więcej jak działa ciąża i okolice. Ale pamiętam, że tamtego dnia nie mogłam zasnąć, właśnie dlatego, że zastanawiałam się czy utrafiłam w rodzicielską wizję.

    Z drugiej strony pamiętam opowieść matki, która straumatyzowana musiała odbyć sex talk ze swoim synem, podówczas w drugiej klasie podstawówki, z powodu uwagi jaką przyniosl w dzienniczku

    N: Czego dotyczyła ta uwaga?

    AG: Chłopcy bawili się jakimiś kijami, że to karabiny czy inna broń. No i udając to zabijanie się nawzajem (swoją drogą, bardzo głupia zabawa) trzymali te kije na wysokości pasa, no wiesz, stojąc na rozstawionych nogach robili „ratatatatata”. Pani napisała w dzienniczku, że „chłopcy kijami imitują prącie we wzwodzie”. Wytłumaczenie dociekliwemu synkowi czym jest prącie i wzwód to była dla tej kobiety katastrofa. Ale z drugiej strony, jak tej nauczycielce ktoś robił penisem ratatatata to powinna iść na policję. Chyba, że lubi, to sorry – nie oceniam.

    N: Ale czy nauczycielka w ogóle pofatygowała się zapytać, co to za zabawa z tymi patykami? Czy to wojna, a patyki to szable, konie czy penisy? Sądząc po tym, jak sytuacja się zakończyła, pewnie nie.

    AG: Nie, i z relacji rodziców nie widziała też problemu w tak sformułowanej uwadze.

    Ha, właśnie ktoś mi podesłał zupełnie przypadkiem to: klik.

    Podoba mi się punkt 6 i 7.

    Screenshot 2014-11-24 09.45.17

    Screenshot 2014-11-24 09.45.31

    Może dlatego, że są sarkastyczne do szpiku kości.

    N: Moje serce podbił też komentarz pod wpisem: „Wymieniamy się. Ty i twoja dziewczyna też powinniście kiedyś spróbować”.

    AG: To prawda. Wszystkim by to dobrze zrobiło

    N: W łóżku i w życiu pozałóżkowym.

    AG: Apel do czytelników: Nie bądź standardowy! Przynajmniej spróbuj!

    N: Ale przyznaj, że najlepsza jest postawa: nie wiem czy lubię, ale na wszelki wypadek nie spróbuję

    AG: Albo: było tak sobie, więc nie zastanawiajmy się co poprawić, tylko nie róbmy tego nigdy więcej. Zapomnijmy o tym.

    NG: Dodajmy jeszcze dorastanie w przekonaniu, że seks musi boleć (albo poszczególne praktyki), zamiast uświadomić sobie, że jeżeli boli, to znaczy, że robisz coś źle lub zwalić wszystko na tego, którego boli, że nie potrafi się wyluzować.

    AG: Chociaż, oddajmy sprawiedliwość, spięcie rzadko pomaga.

    N: Sama dostałam ostatnio e-mail od mężczyzny, który kupił z dziewczyną dildo Share, rozmiar medium, i narzekał, że dziewczyna nie chce sobie wkładać, bo mówi, że ją boli. Zamiast z nią porozmawiać, szukał u mnie potwierdzenia, że to dziewczyna ma… problemy z psychiką. Coś w stylu: skoro Tobie jest wygodnie, jej też musi! Każda wagina jest taka sama!

    AG: Czynników może być wiele. Orgazm, to prawda, jest w głowie. Ale wagina nie. Komfort narządów rodnych jest tak samo indywidualnym problemem jak dopasowywanie butów.

    Gdyby wszyscy mieli takie same stopy, myślę, że firmy obuwnicze zbankrutowałyby

    Ja najbardziej polecam w łóżku nie tyle bycie sexy, co bycie zabawnym. Nie ma nic bardziej wesołego niż dwoje (lub więcej) nagich ludzi, więc po co ta powaga?

    N: Na dobrą sprawę to, jacy jesteśmy w łóżku odzwierciedla to, jacy jesteśmy w realnym życiu – czy spięci, czy otwarci na nowe, czy zabawni, czy bez poczucia humoru. Rzecz jasna nie mam na myśli takich aspektów, jak na przykład mówienie sprośnych rzeczy, bo to, że sobie na nie pozwalamy zawiera sie jakoś w tej koncepcji otwartości.

    AG: Chciałabym dodać coś jeszcze a propos zamieniania się rolami. Niedawno u siebie na twitterze postowałam link do newsa z Japonii. W jednej ze szkól ucznie wyszli z inicjatywą Gender Swap Day. 299 uczniów zamieniło żeńskie mundurki na męskie i na odwrót. Językowo też kombinowali (nacechowanie płciowe w japońskim jest dość mocne, kobiety mówią inaczek niż mężczyźni). Zabawne były komentarze tych chłopców, że na przykład w spódniczce jest mniej gorąco, ale trzeba uważać na schodach, bo widać majtki.

    Chociaż to prawda, dla mnie założenie po raz pierwszy kompletnego kimona i geta (tych bucików) razem ze skarpetkami. Odmieniło totalnie obraz świata. Te tradycyjne, stereotypowe Japonki, nie drobią, bo chcą, inaczej w kimonie się NIE DA. Bardzo fajne są takie pseudodragowe doświadczenia.

    Chodzenie w szpilkach na przykład, do tej pory przekracza moje możliwości. I pomyśleć, że buty na obcasie zostały wymyślone i przez, i dla mężczyzn kilka wieków temu…

    Agnieszka Gorońska – Naczelny Queer Polskiego Twittera. Linguist freelancer. Podobno zabija bezpośredniością, ale woli intelektualne potyczki (jest na to słowo: sapioseksualizm). Musi spróbować, nim zadecyduje czy coś lubi.

    Ćwierka: @goronska i bloguje.

    Agnieszka zgodziła się odpowiedzieć na wasze pytania dotyczące queerowych rytuałów godowych i innych palących kwestii dotyczących świata LGBTQ (w miarę możliwości) w komentarzach pod tym postem!

    [okładka wpisu]

    This article has 2 comments

    1. […] – Proseksualna (efekt naszej współpracy) Ktoś, kto niesie dobrą nowinę, że seks to nie tylko płodzenie dzieci i obowiązek […]

    2. „Sama zastanawiałam się, dlaczego pozwalamy sobie pozostawać w sferze niedomówień i wydaje mi się, że winny jest poniekąd nasz rodzimy system edukacji, który wcale nie zachęca nas do dyskutowania czy zadawania pytań. Bo jak pytasz, znaczy jesteś matoł i nie rozumiesz świata.”
      Temat edukacji w cyklu „Światły Jasiu” podjął znany intelektualista, bloger i autor Krzysztof „Iluzjan” Jurczyński, oto przykładowy tekst traktujący właśnie o systemie edukacji:
      „Światły Jasiu w ciemnej szkole

      Jasiu, patrząc w okno, wpadł na genialny pomysł.

      – Jasiu, ty nie myśl za dużo, tylko się ucz, od tego jest lekcja! Powiedziała Pani nauczycielka.

      – Aby do dzwonka! Aby do dzwonka! Pomyślał Jasiu z zaciśniętymi zębami.

      Przedoświeceniowe znęcanie się nauczycieli i księży nad dziećmi w polskich szkołach rzadko wychodzi na światło dzienne.

      Tylko geniusz może się przez to przebić.”
      http://iluzjana.blox.pl/2010/07/Swiatly-Jasiu-w-ciemnej-szkole.html

      „(…)trzymali te kije na wysokości pasa, no wiesz, stojąc na rozstawionych nogach robili „ratatatatata”. Pani napisała w dzienniczku, że „chłopcy kijami imitują prącie we wzwodzie”.”

      Pani nauczycielka dysponowała bardzo „rozbujaną” wyobraźnią…

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr