• Glamping, bo surwiwal jest obrzydliwy

    Na wszelkie propozycje typu: „Jedziemy na biwak?” albo „Jedziemy na festiwal?” zawsze odpowiadam jednym pytaniem: „A będą tam normalne toalety?”. Jeżeli mają tylko toi-toje, ewentualnie pobliskie krzaki, zapomnij – nigdzie się nie ruszam.

    Mogę spać blisko ziemi, ale jeżeli miałabym wybierać pomiędzy lewitowaniem nad „ekologicznym” kiblem albo zostaniem leśnym obsrańcem, to już naprawdę wolę zapłacić za hotel. Jako nastolatka jeździłam pod namioty, więc mogę przyznać, że mają swój klimat, ale wtedy też nie obchodziło mnie nawet, jakie piję wino. Niestety, wraz z dorosłością obudził się we mnie francuski piesek, kręcący nosem na przeciekający tropik czy kąpiele w pobliskim bajorku. Oferta turystyczna dla dziwaków, którzy na łonie natury potrzebują internetu jest na szczęście dosyć bogata, bo coraz modniejszy staje się glamping.

    Pierwszy raz zetknęłam się z tym fenomenem jakieś trzy lata temu, pracując na Nozstocku – festiwalu dla starych hipisów. Wtedy też jedyny raz miałam okazję odwiedzić cywilizowane „suche toalety”, wyposażone w wodę (z możliwością spłukania tronu), a nawet żel antybakteryjny, coby sobie można było ręce odkazić, oraz ciekawie rozplanowane pola namiotowe – podzielone na strefy: zwykłą, rodzinną (chociaż dzisiaj wypadałoby modnie napisać „parentingową”) oraz luksusową z namiotami w stylu glamour. Było ładnie i czysto – takie połączenie domu, hotelu i campingu.

    Już widzę wszystkich tych, którzy sarkają, że „prawdziwy biwak” to właśnie targanie całego ekwipunku – namiotu, wałówki, butli z gazem – do miejsca przeznaczenia, by po dotarciu wbijać w podłoże śledzie i rozbić namiot tak, by zawalił się już pierwszego wieczoru. Cóż, jeżeli tylko taki biwak miałby być prawdziwy, to już wolę żyć w mojej glampingowej bajce.

    Tak, jak wtedy, gdy zeszłej zimy wbrałam się na babski wypad do Laponii – wyposażone w saunę i kominek lodge w Saariselce nie tylko zapewniały schronienie przed mrozem, ale przede wszystkim gwarantowały dostęp do natury już po przekroczeniu progu. Wychodzisz z chatki, a dookoła śnieg, ciemno (jasno było może przez 2-3 godziny w ciągu doby) i… cicho. To był ten rodzaj ciszy, której nie doświadcza się w miastach – bez przejeżdżających samochodów, mas ludzi dookoła, samolotów nad głowami, sklepowego gwaru. Dlaczego ci, którzy nie lubią śpiworowo-namiotowej otoczki, nie mieliby doświadczać tego samego?

    Zresztą glamping to nie tylko namioty – to także wakacje w przyczepach, w domkach na drzewach (moje marzenie!) czy w lodgach właśnie. Te typy zakwaterowania mają tę przewagę nad hotelami czy innymi większymi ośrodkami, że są łatwiejsze do wbudowania w przestrzeń, a już w praktyce nie zaskakuje nikogo głośno kopulującą parą lub płaczącym dzieckiem za ścianą, dając poczucie zorganizowanego odosobnienia. Zorganizowanego o tyle, że w razie problemów ktoś pospieszy z pomocą, choć na co dzień obecność organizatora będzie raczej dyskretna.

    Niestety, w Polsce na ofertę glampingową natrafiłam tylko w przypadku ośrodka Glendoria, podczas gdy w innych krajach możemy przebierać w lokalizacjach i typach zakwaterowania.

    Snobizm? Może, ale zobaczcie sami:

    glamping

    via glampinghub.com

    37270_407796949845_4336772_n

    via glampinghub.com

    a99f630d-c1f4-474c-b1aa-d6ab25624a75

    via glampinghub.com

    ac7482d8-b1f5-45a9-aee4-f4a2fe42c35b

    via glampinghub.com

    Banyan-Tree-Madivaru

    via glampinghub.com

    f24ea6f1-09fd-485f-8d71-3139312d625b

    via glampinghub.com

    glamping-namiot_3-a-large

    via glendoria.pl

    I to, co najważniejsze – glampingowe łazienki:

    36b00a27-91b2-4ee0-8fb6-2c3f701acc63

    via glampinghub.com

    glamping-glendoria-7-2-large

    via glendoria.pl

    Wszelcy obrońcy surwiwalu, nie mówcie, że nie chcielibyście chociaż raz pobiwakować w takich warunkach!

    Natura jest wspaniała, jednak ja każdego dnia chcę mieć możliwość powrotu do miejsca, w którym będę mogła wziąć normalny prysznic. Nie to, żebym w warunkach ekstremalnych nie przetrwała. Na szczęście – nie muszę.

    [grafika wpisu via glampinghub.com]

    This article has 4 comments

    1. […] kawiarni, a mała filiżanka doskonale palonych ziaren w niesieciowej kafejce. Nie camping, tylko glamping. Płaszcz i buty zawsze dobrej jakości (reszta nie musi być specjalnie wyszukana). To podstawy, […]

    2. […] kawiarni, a mała filiżanka doskonale palonych ziaren w niesieciowej kafejce. Nie camping, tylko glamping. Płaszcz i buty zawsze dobrej jakości (reszta nie musi być specjalnie wyszukana). To podstawy, […]

    3. uga wrote:

      Wydaje mi się, że polskim rozwiązaniem tego typu są domki campingowe. Najczęściej są drewniane i stoją w lasach, a wnętrza mają podobnego typu jak te podrasowane namioty na zdjęciach. Może nie zawsze są z dala od turystycznego gwaru, ale to zależy od miejsca. Myślę, że nie ma co narzekać na brak oferty „glampingowej”, skoro mamy bardzo podobne rozwiązanie: trochę prywatności + camping + bliskość natury + higieniczne sanitariaty.

      1. Nat wrote:

        A ja tam pragnę wypoczynku w domku na drzewie albo w podrasowanym namiocie – dlaczego więc miałabym zadowalać się jedynie domkiem campingowym? Wyrób czekoladopodbny i czekolada według Ciebie też na jedno wychodzi, bo i jedno, i drugie słodkie?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr