• Spłukana w dobrym stylu?

    Czy da się kolekcjonować wrażenia, będąc ciągle „na budżecie”?

    Niektóre z nas, zwłaszcza te w ciągłej pogoni za znalezieniem pana idealnego, są święcie przekonane, że związek zagwarantuje im poprawę bytu*. Przecież to singielki na co dzień starają się bardziej, inwestują w manicure, zajęcia fitness, majtki obciskające i nowe ubrania, bo wiadomo, że dla kogoś usidlonego nie trzeba stawać na rzęsach cały czas, a okazja może spotkać cię wszędzie. Czas jednak skończyć z odkładaniem takiego życia, na jakie mamy ochotę, do wiecznego „nigdy” i być dobrą dla siebie, a nie dla potencjalnego przyszłego adoratora. I niech brak środków nie będzie naszą wymówką.

    Każdemu jednak mogą przydarzyć się finansowe dołki. Pamiętaj jednak, że tak długo, jak masz dach nad głową, ciepłą wodę w kranie i dostęp do internetu, bieda może być jedynie twoim stanem umysłu. Wystarczy wówczas skupić się na własnych priorytetach, nie zaś na przeszkodach. Skończmy więc skończyć z frustracjami, że inni mają lepiej, łatwiej i więcej, i wprowadźmy w życie parę zmian:

    1. Wygląd. „Zestresowana, zdołowana, ale przynajmniej dobrze ubrana” – brzmi nierealnie? Masz ubrania, ale pragniesz nowych ciuszków? Sprzedaj albo wymień te, których już nie nosisz – przez internet albo podczas lokalnego swap party. Nie kroi się żadna ciuchowa impreza w okolicy? Zawsze możesz skrzyknąć kilka koleżanek i urządzić domowy swap. Wymieniać można absolutnie wszystko – od nietrafionych prezentów w okresie świątecznym poprzez produkty dla dzieci, z których twoje pociechy wyrosły, aż po fanty, które zostały ci po byłych parner(k)ach. Pamiętaj jednak, by nie oferować czegoś, co swoim kształtem i wyglądem przypomina bardziej ścierki niż niegdyś ukochane topy. Nie przyjmuj rzeczy, które nie pasują, a których sama nie będziesz potrafiła przerobić, albo tych, o których przez grzeczność mówisz, że są „takie sobie” – postaw na jakość posiadanych przedmiotów, nie na ich ilość. W wersji dla zaawansowanych szperaczek swapowo-lumpeksowych, możesz przyłączyć się do ekip, które sprzedają wyjątkowe ciuchy vintage online i jeszcze mieć z tego finansowy profit. Ale nic na siłę.

    2. Styl życia. Masz ochotę na manicure, brunche i „bywanie”? Chcesz zabrać ukochaną osobę do miłej knajpki albo weekendowy wypad? Zakupy grupowe albo meetupy posłużą pomocą. Zawsze znajdzie się jakaś ciekawa oferta gwarantująca przeżycia o 50% taniej czy dwa obiady w cenie jednego, a ludzie z Meetup.com poinformują o wydarzeniach w okolicy (często darmowych), które aż grzech przegapić. Zamykanie się w czterech ścianach, bo to „za darmo” i odmawianie sobie absolutnie wszystkiego prowadzi głównie do frustracji, a wtedy wszystko jawi się w jeszcze ciemniejszych barwach, niż rzeczywiście jest. Kolekcjonuj przeżycia i przypomnij sobie te wszystkie wieczory, gdy zdecydowałaś się zrobić „coś”, wylądowałaś w barze i właściwie nic interesującego nie wydarzyło.

    3. Jedzenie. Nieprawda, że lepiej kupić ogromne opakowanie białego i bezwartościowego pieczywa tostowego niż mniejszy pełnoziarnisty chleb w tej samej cenie, a „chińskie zupki” są do… sama wiesz, do czego się nadają. Postaw na mądre odżywianie zamiast „pełnej szafki”: zdrowe i pełnowartościowe posiłki nie muszą być drogie – po prostu ich przygotowanie wymaga więcej czasu, a wiele z nas wybiera drogę na skróty. Odwiedzaj więc targi i inwestuj w produkty sezonowe, korzystaj z kooperatyw spożywczych, a w sklepach kupuj mniej produktów, ale wyższej jakości. Zaś na blogach kulinarnych znajdziesz masę przepisów na niedrogie domowe gotowanie.

    4. Sport.W zdrowym ciele zdrowy duch! Brak karnetu na siłownię nie jest powodem, by nie trzymać formy. Sama, gdyby mój karnet się skończył albo szkoła tańca przestała istnieć, nadal ćwiczyłabym z „trenerką całej Polski”. Internet daje nam możliwości korzystania z darmowych programów treningowych i ćwiczenia o odpowiedniej dla nas porze dnia. Kluczem jest jednak motywacja i chęć zrobienia czegoś dla siebie. Po dobrym treningu, jak po dobrym seksie – endorfiny w organizmie buzują.

    5. Kultura w dom, czyli: książki, płyty, filmy i czasopisma. Wiadomo, że wydatki na potrzeby duchowe są na liście priorytetów daleko za zaspokajaniem potrzeb fizycznych, takich, jak jedzenie, ale wiele z nas nie potrafi się bez owych dóbr obejść. Inwestuj zatem w książki elektroniczne – nowości nabędziesz dzięki temu dużo taniej niż wydania papierowe, a i przy przeprowadzce nie będziesz musiała się z ulubionymi lekturami rozstawać, bo nie dość, że nie ważą, to nie zajmują fizycznie żadnego miejsca. Jeżeli jednak jesteś tradycjonalistką i lubisz zapach farby drukarskiej i dotyk papieru, korzystaj z imprez wymiany książek i innych wydawnictw (niektóre autorskie księgarnie mają swoje regały miejskie służące temu celowi) lub z bibliotek. Może naszym wypożyczalniom wciąż daleko do brytyjskich, w których dla czytelników dostępne są również gry na konsole, wiele z nich jest naprawdę nieźle wyposażonych. Alternatywą jest dołączenie do serwisu typu bookson.pl i łapanie wyjątkowych cenowych okazji.

    6. Udzielaj się. Masz ochotę na udział w festiwalu, ale karnety są zbyt drogie? Sprawdź, czy nie poszukują wolontariuszy. Nie ma o wolontariacie żadnej wzmianki? Napisz do organizatorów. Może się okazać, że są przyjaznymi ludźmi i będziesz mogła odpracować jakoś swój udział. Piszę z własnego doświadczenia: chciałam pójść na pewien kobiecy festiwal, by uczestniczyć w jednym z wydarzeń. Napisałam więc do przedstawicielek i w zamian za udział przez dwie godziny sprzedawałam bilety na imprezie zamykającej festiwal. Jak się chce, to można. Nic nie traciłam, pytając, a zyskałam nie tylko ciekawe doświadczenia, ale i kilkoro nowych znajomych.

    7. Imprezuj, ale w domu. To żaden wstyd zorganizować „studencką” imprezę składkową, na którą każdy przynosi coś do picia lub do jedzenia. Pamiętaj, że najlepsze momenty na imprezach to posiadówy kuchenne, których żaden klub nie zagwarantuje. Butelka wina nie kosztuje więcej niż dwa drinki w barze – a szybkość wprawiania się w imprezowy nastrój rośnie wprost proporcjonalnie do ilości uczestników, którzy przynieśli trunki…

    8. Używaj seks-gadżetów, które już masz w domu, choć może o niektórych jeszcze nie wiesz (oczywiście, musi być jakiś typowo proseksualny punkt!). Masażer, który dostałaś z jakiejś okazji lub nabyłaś sama może stać się jeszcze bardziej osobisty, podobnie elektryczna szczoteczka do zębów. Kocyk lub kołdra zwinięte w linę i ściśnięte między udami też mogą zamienić się w niezłego kompana masturbacyjnych seansów, tak samo piłka do fitnesu o prążkowanej powierzchni. Równie dobrze możesz użyć kostek lodu w materiałowym woreczku lub balonu wypełnionego ciepłą wodą.

    * Bo w relacjach hetero zwykle jest tak, że to mężczyźni narzekają na pogorszenie sytuacji finansowej jeszcze na długo przed zmianą facebookowego statusu z „wolny” na „zajęty”. Przecież najpierw muszą dziewczynie zaimponować, wydając majątek na knajpki, kina i tym podobne rozrywki, bo w naszej kulturze już tak jest, że to facet powinien płacić. Później należy ten standard utrzymać, nie rezygnując zbytnio z wyjść do restauracji, teatru czy klubów. To chyba żaden sekret, że panowie może kochają nas, ale nie zawsze kochają tę metkę z ceną, którą wnosimy ze sobą do związku…

    Prawda jest taka, że nigdy nie umówiłabym się z kimś, kto skąpi na kulturę, rozrywkę czy jedzenie na mieście. Nie dlatego, iż oczekuję darmowych biletów i posiłków, bo za te zapłaciłabym sama (w końcu nie lubię sobie odmawiać miłych rzeczy i nie potrzebuję towarzystwa do sięgania po nie), ale dlatego, że siedzenie wieczorami czy wolnymi popołudniami w domu to nie mój styl życia, który kultywowałam nawet w gorszych czasach. I jak kombinowałam, powyżej opisałam!

    [grafika wpisu via]

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr