• Zdradziłam mojego faceta

    A on zdradził mnie. Znaleźliśmy się w sytuacji „zdrady po francusku”, czyli: możesz skutecznie ukoić swój ból, robiąc to samo świństwo, którego dopuściła się druga osoba. I żadne z nas nie musi dłużej czuć się z tym źle.

    Zawsze, kiedy budzę się rankiem zachwycona, że żyję w tak postępowym świecie, coś musi mi tę radość zepsuć. Zabójcą nastroju może być tekst w gazecie, video obejrzane online czy rozmowa z mniej lub bardziej przypadkowym człowiekiem. Tym razem był to właśnie dialog, z którego dowiedziałam się, że mój facet mnie zdradza.

    Bo nie wiem, czy wiecie, ale…

    Oglądanie porno to zdrada

    I tak twierdzi (podobno) bardzo wiele heteroseksualnych kobiet. (Podobno) większość heteroseksualnych mężczyzn na wieść o tym, że ich partnerki sięgają po pornografię zakrzyknęłaby „Woo-hoo!” i pobiegła po pierścionek zaręczynowy*.

    Sama od lat, pomimo zmieniających się partnerów, mam stały romans z pornografią. Jako akademiczka zajmowałam się tą mainstreamową, jako użytkowniczka tą dedykowaną kobietom. Bo po prostu lubię pornografię. I gdyby któregoś dnia mój facet/przyszły mąż/już małżonek powiedział mi: „Wybieraj, albo porno, albo ja”, wysłałabym go w diabły. A takie ultimatum uwielbiają stawiać swoim facetom kobiety pojmujące oglądanie pornografii jako zdradę. Większość facetów, co nie jest żadną niespodzianką, kończy wtedy, oglądając porno w ukryciu (jeżeli są trochę inteligentni, to w trybie prywatnym przeglądarki), w ciemnym pokoju, gdy ich partnerka usypia dzieci albo jest w pracy. Wiecie, guilty pleasures.

    Okej, przyznaję, że nie wiem, jak zareagowałabym, gdybym zmywała gary i nagle zapragnęłabym zobaczyć swojego ukochanego, a oczom moim ukazałby się on, masturbujący się przy filmie z udziałem tlenionych „lesbijek dla męskiego oka” z tipsami i tagiem „college sluts”. Pewnie byłoby mi trochę smutno, że mój facet ma nieco zrąbany gust filmowy. Być może czułabym się nieco rozczarowana, że mnie nie zaprosił. Ale to tylko takie gdybanie. Całe szczęście zawsze gnieździłam się z moimi facetami w kawalerkach.

    Uwielbiam oglądać porno z moim partnerem i lubię dzielić się z nim dobrymi produkcjami (tak, w ramach związku na odległość nasz dropbox już dawno zmienił się w „redbox”). Nie dziwię się jednak kobietom, które tego nie lubią, bo próbowały i nie podobało im się. Najpewniej chciały przekonać się, co kręci i podnieca ich facetów, a skończyły oglądając „lesbijki dla męskiego oka” najgównianiejszego sortu, w których po prostu jest za dużo pornu w pornie, a erotyki – no, cóż – brak. Niestety, większość facetów nie wie, że istnieje porno dla par i taka terapia szokowa to nie konieczność, gdy chce się do życia erotycznego dodać nieco pieprzu.

    Jest też grupa kobiet, które solo próbowały się przekonać, co oglądają ich faceci i… miały mieszane odczucia. Jedna z moich znajomych wyznała, że oglądając jakąś produkcję wygrzebaną z historii przeglądarki (tryb prywatny, głupcze!), czuła dwie rzeczy: obrzydzenie i… podniecenie. Jej sprzeciw wynikał z bardzo prostej przyczyny: K. uważała, że porno jest generalnie złe i prowadzi do moralnej deprawacji, sieroctwa i nędzy. Obrzydzenie pojawiło się w jej głowie jeszcze przed samym odpaleniem filmu. Podniecenie – całkowicie naturalna reakcja ciała na stymulujące obrazy – mieszało się w niej ze sprzeciwem: „Nie wyobrażam sobie, że on mógłby chcieć robić takie rzeczy ze mną”, czyli – w skrócie – traktować K. jak przedmiot. W jej przekonaniu ktoś, kto kocha, w sypialni może wyłącznie „kochać się” – nie „pieprzyć się”, a „uprawiać miłość”. Zapomniała tylko o jednym: ostry seks nie oznacza braku miłości. Ludzie przejawiają różne typy seksualnej ekspresji. Czasami wystarczy popróbować, żeby przekonać się, co nam się podoba, bo może się okazać, że jest to zgoła odmienne i dużo bardziej satysfakcjonujące od tego, jak wyobrażalibyśmy sobie „uprawianie miłości”. To, że ktoś komuś siedzi na twarzy wcale nie oznacza, że jedno drugiego nie szanuje.

    Dziwię się przy tym kobietom, które nie próbowały, a i tak wiedzą, że im się nie podoba. Wiedzą też, bo koleżanki im powiedziały, że oglądanie porno jest zdradą. Bo nic innego nie może nas w życiu podniecać, jak wizja tej ukochanej osoby. I te kobiety powiedzą ci również, że…

    Używanie gadżetów erotycznych to też zdrada

    Ale to temat na kolejny wpis.

    Sfera upodobań seksualnych to bardzo czuły punkt wielu osób i nikt nie chciałby usłyszeć, że to, co go podnieca jest ohydne. Znacie to: „jestem moją seksualnością” i taki przekaz bardzo łatwo przekształcić w głowie na: „on/a uważa, że to ja jestem ohydna/ohydny”. W końcu na logikę wszyscy wiemy, że porno jest sztuczne. Na logikę wiemy też, że „lesbijki z college’u” to aktorki, a nie żyjące ze sobą w związku kobiety. Ale żaden z tych logicznych argumentów nie pozwoli nam – w momencie oglądania – powiedzieć, że obraz nie jest ekscytujący.

    Nigdy nie jest jednak tak, że porno kręci mnie bardziej niż mój facet. Tak długo, jak mam go obok, ciepłego, w ubraniu lub bez, nie wyjdę do łazienki pooglądać sobie Erikę Lust. W końcu jestem szczęściarą – mogę mieć obydwoje naraz!

    * A pewien odsetek skrzyknąłby tłum wieśniaków, stanął z nim pod jej oknami i skandował „Spalić czarownicę!”.

    [okładka wpisu]

    This article has 10 comments

    1. Gdy raz „przyłapałam” lubego na takich poczynaniach, (w cudzysłowiu, bo widać było, że jest po, sam się przyznał) nie czułam się zdradzona. Bardziej żałowałam, że nie zaprosił, że nie poczekał i nie poprosił, żebym to ja go zaspokoiła. Ale na dłuższą metę nie mam co się na niego gniewać. Wcześniej byłam w związku z chłopakiem, który wmawiał mi, że porno nie ogląda. Bolało, jak okazało się, że jednak to robi. Nie dlatego, że to porno, tylko dlatego, że mnie oszukał, choć wiedział doskonale, że nie miałabym nic przeciwko. Z aktualnym chłopakiem czasem się krępuję oglądać takie filmy, sama nie wiem dlaczego, skoro on wie, jakie porno lubię i ja wiem, jakie porno lubi on. Chociaż jeśli byś podrzuciła jakieś porno dla par, byłabym niesamowicie wdzięczna. :)
      I kolejna rzecz – jest jeszcze maleńki odsetek mężczyzn, którzy uważają, że kobieta oglądająca porno jest absolutnie normalna i może odrobinę bardziej niezwykła, niż inne kobiety. :P Właśnie do tego odsetka należy mój luby, któremu wcale nie spieszy się z zaręczynami, (może i lepiej).

      1. Nat wrote:

        Tak, tak – będzie zestawienie najlepszych produkcji dla par ;)

    2. […] partner jest okazem raczej zdrowego samca, takiego, któremu czasami podobają się „college sluts„, a czasami stringi. Kiedy byliśmy w berlińskim muzeum Beate Uhse, odwiedziliśmy tamtejszy […]

    3. Lymkya wrote:

      Jestem fanką Twoich tekstów, czytam regularnie, ale ten txt nie wzbudził mojej sympatii. Lekkim piórkiem promujesz, wychwalasz,zachęcasz do porno. A co z tymi wszystkimi wydepilowanymi kobietami, których oglądamy na laptopach, a które nie dają nam uciechy z własnej, nieprzymuszonej woli? Jako blogerka, kobieta, powinnaś pomyśleć o drugiej stronie medalu. Może napiszesz jak odróżniasz filmy porno od filmów, za którymi stoi niewyobrażalna ludzka tragedia? Bo nie każda laska jęcząca przed kamerą to LUBI czy jest nimfomanką. Ja nie wiem. Dlatego ostatnio przestałam oglądać. Lubię to, ale nie chcę ryzykować, że dla paru minut mojej i chłopaka uciechy przykładam rękę do czegoś takiego. Ja wiem, że na blogu ma być ciepło, miło, turbo zajebiście, mamy się klepać po tyłkach. Ale jak już piszesz o porno, to warto pomyśleć, co się za tym kryje. Pozdrawiam.

      1. Nat wrote:

        Okej, skoro zrobiłaś copy-paste i na moim fp, i tutaj, ja też zrobię:
        Chyba jednak nie czytasz uważnie, bo nie zawsze było i jest tu miło, przyjemnie i z klepnięciem. Ale z chęcią podzielę się z Tobą moją metodą na czyste sumienie, gdy idzie o konsumowanie pornografii. Po pierwsze: sprawdzam wytwórnię, żeby upewnić się, że nie jest to u wujka Zenka za stodołą. Jeżeli jest transparentna jako biznes, wiesz, kto za nią stoi, bo promuje ją swoją twarzą (np. Emilie Jouvet, Erika Lust, Petra Joy). Po drugie, co wiąże się z tym pierwszym, w tych wytwórniach masz pewność, że aktorzy są wynagradzani za swoją pracę i raczej pochodzą z castingu, a nie z traffikingu. Po trzecie, co stoi już po stronie odbiorcy: za kulturę się płaci, czyli kupujesz konkretny produkt, konkretne, niepirackie wydawnictwo, od pośrednika lub bezpośrednio u wydawcy. Napisałam Ci jednak, co ja mogę z tym zrobić – jako odbiorca. I tym samym proszę, abyśmy nie brnęły w dyskusję w stylu, „skąd wiesz, że za jeansami, które kupujesz, nie stoi ludzka tragedia?”, bo w rzeczywistości obydwie możemy zrobić tyle samo – nie wspierać marek czy firm, w stosunku do których mamy wątpliwości.

        1. Lymkya wrote:

          Zrobiłam, bo uważam, że to ważny aspekt i chciałabym, że taka myśl w tematyce porno zaświtała w jak największej ilości główek Twoich czytelników. I tak, jak na fb dziękuję i doceniam odpowiedź. Nie odbieraj tego proszę jako osobisty atak na Twoją twórczość, której generalnie jestem fanką :) Pornografia niesie ze sobą dobre rzeczy, ale też niesie kupę syfu i sumienie nie pozwala mi siedzieć cicho. Temat jest, jaki jest i gdyby nie fakt, że dotyczy tak ogromnej liczby kobiet, porównanie do dżinsów byłoby idealne. Pozdrawiam.

    4. AlexLDR wrote:

      Zdradzam swojego faceta na okrągło ;) Czasami lubimy sobie odpalić wspólnie filmik Co oburza/dziwi niektórych znajomych… „To w Waszym łóżku jest tak źle, że musicie TO oglądać?” i tego typu komentarze. Nie rozumiem tego myślenia, nie rozumiem myślenia „porno to zdrada”, chociaż mając w pamięci scenę z Don Jon i to, że mój luby to przetestował, chyba mogę spróbować zrozumieć. Bo czasami czujemy się niepewne obrazu samej siebie. I to chyba z tej niepewności wynika. Szkoda.

      PS. Dzięki za radę, żeby kupić wcześniej bilety na Wieżę Eiffla. Uratowałaś nam tyłki ;)

      1. Nat wrote:

        Cieszę się, że pomogłam! Jak było w Paryżu?

        1. AlexLDR wrote:

          Cudownie; tak nas zachwycił, że mamy tam wrócić na 25. rocznicę. Hm, ciekawe, czy tyle ze sobą wytrzymamy ;D

        2. Nat wrote:

          Ha, trzymam więc kciuki! :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr