• Proseksualne Q&A #10 | facet za gruby na seks, facet z penisem-duchem i facet, który chce, żeby na niego nasikać

    Proseksualne Q&A #10 jest spod znaku kobiecych problemów z facetami. A te problemy są naprawdę różne – od tego, jak poradzić sobie z mężczyzną, który nie chce seksu, aż po realizowanie fantazji partnera dotyczącej… pissingu. 

    ***

    Czytelniczka X pisze: Mam już kilka lat na karku, a więc i jakieś doświadczenie. Zgodnie z utartą opinią jako 30latka naprawdę wiem co lubię, potrafię o tym mówić, miałam dotychczas raczej udane życie seksualne. Nie będąc akurat w związku, miewałam luźnych partnerów, bo seks zawsze był dla mnie ważny I tak poznałam też Pana X.

    Lipiec, lato, upał udana randka, myślę że naprawdę na siebie działaliśmy, duże podniecenie było po obydwu stronach, zresztą świadczy o tym fakt, że pozwoliliśmy sobie na sporo w parku pod osłoną nocy. Dlatego następne spotkanie to był seks. W przeciwieństwie do pettingu sprzed kilku dni (jak mnie wtedy dotykał to odlatywałam) seks okazał sie rozczarowaniem. On był tak napalony że mimo moich sugestii olał grę wstępna. Technicznie to było dobre, ale było to takie zwykłe… ostre rżnięcie, zero emocji, zero czułości. Nie, żebym nie lubila ostrzej, owszem, ale jako jeden z elementów całości. Ponieważ nie szukałam faceta do związku, a raczej kochanka, uznałam, że należy tę znajomość zakończyć, bo nam nie idzie. Próbowałam to zrobić taktownie, ale nie udawało się. Kiedy więc w jakiejś rozmowie telefonicznej wspomnial, że dwie byłe panny go zaczepiają, proponując mu powrót do łóżka, postawiłam na szczerość. Powiedziałam, dlaczego to nie ma sensu, na co dowiedziałam się, że i jemu było średnio, bo jestem trochę za szeroka (trochę mnie to zdziwiło, bo byli partnerzy właśnie zwracali uwagę, że wąska, a on też nie jest ubogo wyposażony). Fair enough.

    Po miesiącu odezwał się znowu, namawiał mnie na drinka, prosił o spotkanie, nie chciałam, ale w końcu się zgodziłam. Powiedział wtedy, że on tak naprawdę chcialby sie spotykać, może ze mną być, żeby dać mu szansę nie na bycie kochankiem, ale facetem, a seks to też przecież kwestia wzajemnego poznania się, dobrania odpowiednich pozycji. W sumie racja, już z wcześniejszych rozmów wiedziałam, że libido mamy podobne i podejście do seksu też, obopólną satysfakcję można wypracować. W miarę poznawania go naprawdę zaczęło mi na nim zależeć, okazało się, że jesteśmy świetnymi partnerami dla siebie, fantastycznie się rozumiemy.

    Jesteśmy razem od połowy września. Jest niestety jedno ALE: nie sypiamy ze sobą. Spaliśmy tylko raz, w połowie listopada. Było to okupione moimi wcześniejszymi, już dość stanowczymi, uwagami, że to już najwyższy czas po 2 miesiącach, że potrzebuję tego. Pewnego wieczoru, po kilku drinkach, o 4 nad ranem, spróbowaliśmy. Wcale nie było źle, gra wstępna była baaardzo przyjemna, penetracja też była ok, generalnie znacznie lepiej niż tamtego feralnego razu. Do tego było w tym już jakieś uczucie, dało się to odczuć w każdym jego geście i dotyku, że dba o moją przyjemność.

    Niestety, po całonocnej imprezie byłam półprzytomna, więc widząc po dłuższym czasie, że on nie kończy tylko dlatego, że czeka aż ja dojdę, szepnęłam mu: „jest bardzo fajnie, ale, kochanie, ja dziś nie dojdę, możesz dojść bez czekania na mnie”. Zrobiłam to delikatnie i nie miało to w sobie żadnej pretensji, po prostu nie chciałam udawać orgazmu, żeby doszedł. To go poraziło jak grom, od razu wyszedł ze mnie, położył się obok i stwierdził, że w takim razie on też nie ma ochoty.

    Od tamtego czasu nic… Próbuję go namówić na rożne sposoby: żartem, prośbą, groźbą, nic nie działa. Za to stosuje permanentnie 2 wymówki: nie ma ochoty na seks i nie wie, dlaczego, bo nigdy tak długo nie miał, ale naprawdę nawet sam się nie masturbuje. A druga to wersja okrutna, jak chce mi zrobic na złość, żeby zabolało: mowi, że kompletnie go nie pociągam, być może to przez moją tuszę. To ostatnie w szczególności wydaje mi sie bullshitem, bo po pierwsze jak sie poznaliśmy ewidentne pociągałam go bardzo. Poza tym ok, nie jestem szczuplutka, ale też nie bardzo wielka, po prostu trochę grubsza, a wszystkie jego partnerki były trochę większe, poza ostatnia, więc ewidentnie właśnie w takich gustuje. Do tego on sam nie jest szczupły, nie jest bardzo gruby, ale w niektórych miejscach ma nawet więcej ode mnie. Co prawda czesto zrzędzi, że musi schudnąć, bo kiedyś był szczuplejszy, ale też nie na tyle, żeby się za to naprawdę wziąć.

    Wydaje mi się, że mówi to specjalnie, żeby jakoś mnie zranić, zniechęcić, wbić w poczucie, że to moja wina, a nie jego. No bo prosze Cię: jaki facet jest z kobietą, która kompletnie go nie pociąga, a mimo to chce z nią być i nie ma zamiaru się rozstawać. Próbowałam już wielu rozmów, nic innego poza tymi dwiema wersjami nie usłyszałam. Mówiłam mu nawet kiedyś, że jak tak dalej pójdzie, to nie wytrzymam i go zdradzę. Usłyszałam tylko, że to zrozumie, bo zdaje sobie sprawę, że to będzie jego wina, że nie mam seksu, więc spróbuje jakoś z tym żyć, choć nie wie, czy będzie w stanie.

    Ja już naprawdę nie wytrzymuję. Nie chcę się z nim rozstawać, ale inaczej i tak go zdradzę. Potrzebuję seksu, choćby to najpierw miał być marny seks, ale jakikolwiek. To jest też powód, dlaczego nie potrafię przekroczyć linii od „zależy mi” do „zakochałam się”. Bo do tego brakuje mi tej bliskości, intymności. Wszystko to oczywiscie mu mówiłam. Wydaje mi się, że problem tkwi gdzie indziej, że on się boi, że zawiedzie? Nie wiem, ale jakoś nie kupuje jego wymówek.

    Proszę, spójrz na to z boku i powiedz, co o tym myślisz, może ja nie potrafię być po prostu obiektywna? To mnie zżera od środka, już nie daję rady, wszystko mnie denerwuje, z byle powodu wybucham, a u podstaw tego jest wlasnie ta sytuacja. Każdy kolejny dzień to dzień frustracji z tego powodu.

    Mam go zostawić? Nic już nie pomoże?”

    Tl;dr: Mam nadzieję, że rzuciłaś go w cholerę.

    Długa odpowiedź: Rany, ile tu jest rzeczy do rozpakowania! Zaczęłabym jednak od tego, jak fascynujące jest to, że gdy w relacji pojawia się problem z seksem, kobieta szuka jakiejś winy w sobie, jakby zapominając, że jest jeszcze ta druga strona, która na równi powinna chcieć z danym problemem pracować, dążąc do rozwiązania wspólnie. Nie powiem Ci, dlaczego Twój partner unika zbliżeń, bo przyczyn obniżonego libido może być naprawdę sporo – od stresu, poprzez przyjmowane leki i depresję, obniżoną samoocenę, skończywszy na problemach natury emocjonalnej, które ten mężczyzna być może z seksem ma. Wydaje mi się jednak, że nie ma ochoty szukać rozwiązania dla Waszych problemów. Z Twojej wiadomości wnioskuję jednak, że oczekujesz pozwolenia na zerwanie z tym człowiekiem. I ja Ci je daję. Bo namalowałaś obraz niezbyt fajnego faceta: najpierw chełpi się tym, że byłe partnerki nadal chcą z nim sypiać, potem próbuje Ci dopiec, mówiąc, że nie pociągasz go fizycznie, aby na zakończenie narzekać na swój wygląd, który pewnie wpływa na jego samopoczucie, ale nic z tym nie robić. Normalnie książę z bajki.

    Incydent po alkoholu puściłabym w niepamięć – procenty mają tę właściwość, że działają pozytywnie na popęd, a negatywnie – na możliwości. Dlatego po sporej ilości alkoholu wydaje nam się, że jesteśmy królowymi/królami sypialni, ale na przykład nie jesteśmy w stanie dojść, czy – w przypadku posiadaczy penisów – utrzymać erekcji. Nie przywiązywałabym się więc zbytnio do tego zajścia.

    Naprawdę zastanawia mnie, dlaczego chcesz być z osobą, z którą bycie ewidentnie Ci nie służy: myślisz o zdradzie, jesteś nerwowa i wybuchasz. Jaki jest sens bycia w związku, w którym wzajemnie z partnerem próbujecie sprawić sobie przykrość – on docina Ci z powodu tuszy, Ty jemu z racji niesprawdzania się w roli mężczyzny i groźbami zdrady. Taka dynamika na dłuższą metę naprawdę nie jest zdrowa. Wydaje mi się też, że wchodząc w tę relację, i tak nie chciałaś związku – zaczęłaś od poszukiwania jurnego kochanka, a trafiłaś na takiego, który najpierw powiedział Ci, że masz za szeroką pochwę, aby potem namawiać Cię do bycia razem. Równie mocno ciekawi mnie, dlaczego wydawało Ci się, że macie podobne libido, skoro ostatecznie rysujesz mi ewidentną niezgodność towaru z opisem? Nie czarujmy się, ta relacja jest też na tyle świeża, że nie uwierzę w przyzwyczajenie, zobowiązania w postaci wspólnych zwierząt, perspektywę obniżenia poziomu życia, jak ma to miejsce w wieloletnich związkach. Być może trzymasz się tego związku po to, żeby nie musieć przyznać się przed sobą, że w tym konkretnym przypadku poniosłaś porażkę?

    Jasne, możemy oddzielić spełnienie seksualne od związku i po prostu uprawiać seks poza relacją. Wiele związków, zwłaszcza tych długotrwałych, w ten sposób funkcjonuje. Odnoszę jednak wrażenie, że nie na tym Ci zależy, że chcesz być pożądana przez tę osobę, z którą jesteś, że swoją seksualną energię chcesz realizować z tym konkretnym człowiekiem. Jeżeli ten mężczyzna jest dla Ciebie dobrym kompanem, może przyjaźń, a nie monogamiczny związek byłyby rozwiązaniem? Będąc z nim w relacji na wyłączność, długo nie pociągniesz, czuję, że już w momencie pisania tego listu jedziesz na oparach. Pamiętaj, że zasługujesz na relację, w której znajdziesz spełnienie na wszystkich polach. Być może na niektórych będzie wymagało to pracy, docierania się, kompromisów, bo związki nie są łatwe i nie robią się same. Ale podkreślam – pracy, nie orki na ugorze.

    ***

    Czytelniczka Y pisze: Hej, czytam Twojego bloga ale nigdy nie natknęłam się na temat problemu ze wzwodem. Wiem, że to problem wymagający leczenia, ale opiszę Ci sytuację, a Ty może coś podpowiesz. 2 razy spotkałam się z mężczyzną dobiegającym 50tki (sama mam mniej niż 30ści). Oba spotkania przebiegły dość podobnie: za pierwszym razem myślałam, że akurat na to miał ochotę ale przy drugim spotkaniu przyjrzałam się temu dokładniej. On bardzo chętnie liże mnie, robótki ręczne też ma opanowane na wysokim poziomie. Wie, że ja jestem otwarta właściwie na wszystko, oczywiście również penetrację. Kiedy to robi, widzę, że sprawia mu to radość i jest podniecony, natomiast wynika to z mocy całego jego ciała poza… no właśnie: penisem. Widziałam, że on wie jak sobie z tym radzić, bo po prostu nagle wsadzał go do moich ust, a głównie to jeździł nim po moich wargach i języku, jednocześnie zaspokajając mnie ręką, jakby w tym samym tempie. Samo w sobie było to całkiem przyjemne, natomiast nie był to sztywny i prężny penis jakiego znam skądinąd… Nie sądzę, żeby takiego średnio twardego penisa udało się włożyć do pochwy. I tak mi to trochę wyglądało jakby dla niego jedyną formą osiągnięcia orgazmu (doszedł 2 razy podczas takiej stymulacji) było „udawanie” że ten palec (palce) we mnie to ten penis, a efekt mokrych ust miał mu zastąpić doznania podczas „zwykłej” penetracji.

    Nasza znajomość nie jest tak bliska, abyśmy rozmawiali na ten temat, natomiast zastanawia mnie jakiej stymulacji można jeszcze spróbować, żeby udało się podtrzymać stan erekcji i doprowadzić do penetracji penis-wagina. Próbowałam robić „klasycznego” loda, pieścić jądra, ale on ewidetnie ma tylko 1 sposób, żeby jakąkolwiek erekcję podtrzymać. Natomiast skoro dochodził, to problem nie jest aż tak spory. I czy to możliwe żeby podczas orgazmu czuł ból? Każdy inaczej przeżywa orgazm ale przez chwile myślałąm że on cierpi, ale może to był mój szok ;)

    Tl;dr: Y, uwierz w ducha. W penisa-ducha.

    Długa odpowiedź: Po pierwsze, odczep się od jego O-twarzy! Dochodząc, bardzo często robimy głupie miny, które czasem przypominają cierpienie. Taka jest jego ekspresja, więc nie doszukiwałabym się tutaj drugiego dna. Sama znam ludzi, którzy śmieją się, jakby płakali. To jest dopiero mindfuck.

    Według mnie Twój 50-letni partner doskonale radzi sobie z problemem z utrzymaniem erekcji, bo wypracował sobie tzw. „penisa-ducha” (z ang. ghost dick), zjawisko często spotykane np. u osób trans. Ktoś potrafi sobie wyobrażać, że dildo przyczepione do strap-ona to ich penis, a gdy ktoś to dildo pieści ręką lub ssie, odczuwane jest to przez tę osobę jak pieszczenie części ciała, dzięki czemu mogą doświadczać orgazmu. Bo centrum dowodzenia szczytowaniem to mózg, nie wzwiedziony penis.

    Na dobrą sprawę nikt nie przygotowuje nas na naturalne zmiany w ciele i seksualności, których będziemy doświadczać wraz z posuwaniem się w latach. U mężczyzn po pięćdziesiątce mogą pojawić się problemy z utrzymaniem erekcji, a czas regeneracji pomiędzy jednym a drugim orgazmem wydłuża się. Wielu mężczyznom, kiedy zaczynają uprawiać seks, wydaje się, że taki już będzie zawsze, że będzie przychodził z łatwością, że całe ich życie będzie chujocentryczny. Kiedy więc pojawiają się oznaki starzenia się organizmu, zwłaszcza w sferze seksualnej, wielu panów nie potrafi sobie z tym poradzić, sięgają więc po tabletki na potencję, zamiast znaleźć alternatywne, równie przyjemne rodzaje pieszczot. Nie pomagają tu też oczekiwania kobiet, według których seks ma wyglądać zawsze tak samo i kręcić się wokół penetracji i erekcji – niezbitego dowodu, że facetowi się podoba.

    Nie wiesz, czy ten mężczyzna nie podejmował prób pracy z terapeutą, być może takie próby poczynił, ostatecznie dochodząc do wniosku, że największą satysfakcję sprawia mu zaspokajanie partnerki i alternatywne formy stymulacji, dzięki którym osiąga orgazm. Tego jednak nie wiemy. Być może jego przypadek kompletnie nie ma związku z wiekiem, a z wcześniej istniejącymi uwarunkowaniami. Skoro jednak uprawia seks w ten, a nie inny sposób, przeżywając orgazmy, możemy tylko się cieszyć, że znalazł takie rodzaje ekspresji seksualnej, które są satysfakcjonujące dla obydwu stron. Outercourse jest naprawdę świetną alternatywą dla klasycznej penetracji!

    Jeżeli jednak naprawdę bardzo, ale to bardzo, potrzebujesz penetracji, możesz podsunąć mu na przykład pomysł zakupienia pierścienia na penisa, dzięki któremu krew napływająca do penisa nie odpływa z powrotem do ciała, pomagając mężczyźnie uzyskać i utrzymać erekcję. Więcej o cock ringach przeczytasz tutaj. Innym rozwiązaniem jest też sięgnięcie po specjalną nakładkę na penisa, którą nasuwa się na wiotki członek, a która zamienia go w sztywny pal, lub po prostu zakupienie dilda ze strap-onem.

    ***

    Czytelniczka Z pisze: Mam pytanie o pewną kwestię, której jeszcze nie poruszałaś na blogu, mianowicie o pissing.

    Niedawno z moim chłopakiem rozmawialiśmy o fantazjach erotycznych. Wtedy on powiedział mi, że chciałby, abym na niego nasikała. Początkowo myślałam, że żartuje, że w ten sposób chce mnie zbyć i dać mi znać, że już nie ma ochoty na te tematy rozmawiać. Ale nie. Kiedy zapytałam, czy mówi serio, powiedział, że tak i że zawsze miał taką fantazję, do której jeszcze nikomu się nie przyznał. Nie ukrywam, trochę spanikowałam. Nie dlatego, że wydaje mi się to obrzydliwe, wprost przeciwnie, jestem otwarta na spełnienie jego fantazji. Tylko kompletnie nie wiem, jak się za to zabrać.

    Pomóż, bo nie wiem, jak zrobić to dobrze!

    Tl;dr: Napełnij pęcherz, połóż go w wannie (albo w brodziku) i… usiusiusiu.

    Długa odpowiedź: Niech spadnie z nieba złoty deszcz!

    Pissing (lub – jak kto woli – urofilia) nie jest niczym nowym i nie jest niczym niebezpiecznym. Oczywiście, u niektórych może wywoływać wzdrygnięcie, bo jak absolutnie każda praktyka seksualna – nie jest dla wszystkich. Nie zmienia to faktu, że dla milionów ludzi perspektywa bycia obsikanym lub nasikania na kogoś jest orgomnym źródłem podniecenia seksualnego. Tak właśnie jest w przypadku Twojego partnera. Być może bardzo kręci go wizja Ciebie jako dominującej partnerki i właśnie piss byłby jednym ze sposobów realizowania tego scenariusza, a może po prostu chce przekonać się jak to jest – tego akurat nie dopowiadasz. Akurat jego fantazja polega na byciu nasikanym na, miejmy jednak świadomość, że istnieją inne formy fealizowania urofilii, na przykład picie uryny, patrzenie jak ktoś zsika się w majtki, czy po prostu obserwowanie, jak ktoś oddaje mocz. Ot, każdemu jego sport wodny.

    Najprościej byłoby zapytać samego partnera, jak on sobie tę sytuację wyobraża. Jeżeli jednak bardziej zależy Ci na tym, jak pissing uczynić komfortowym dla Ciebie, zwłaszcza podczas pierwszych prób, mam dla Ciebie kilka rad. Po pierwsze: znajdź w tym coś seksownego dla siebie. Może będzie to wizja Ciebie jako osoby dominującej, może wizja rozkoszy, którą będzie przeżywał Twój chłopak. Może już odkryłaś, że pełny pęcherz napiera na ukryte wewnątrz ciała wąsy clitoris i to Cię podnieca? Może chcesz się pobawić w nowy rodzaj sekstingu i kusić partnera, wysyłając mu snapy z toalety, kiedy oddajesz mocz? Daj sobie czas, żeby pobawić się z perspektywą czegoś nowego w Waszym życiu erotycznym.

    Po drugie: planowanie czy totalny spontan? To zależy od Ciebie! Jasne, może też zależeć od innych czynników, na przykład współlokatorów w mieszkaniu, czy bardziej ogólnie – i Twojej, i jego ochoty na igraszki. Jedyne, co mogę zalecić, to nie odwlekać realizacji tej fantazji w czasie, zwłaszcza, że odnoszę wrażenie, iż jesteś na jej realizację gotowa.

    Po trzecie: zastanów się, gdzie. O ile seks kojarzy się nam z łóżkiem, łóżko, nawet pociągnięte wodoodpornym prześcieradłem, może nie być najlepszym pomysłem na te pierwsze kilka razy. Dlaczego? Dlatego, że wiele osób ma po prostu opory przed zmoczeniem łóżka, pościeli lub zwyczajnie oddaniem moczu tam, gdzie zazwyczaj się tego nie robi. Polecam więc łazienkę, a dokładniej wannę lub brodzik prysznica. Wiele osób sika pod prysznicem, tego nie musimy nawet ukrywać, więc podczas złotego deszczu do tej praktyki dołączamy po prostu drugą osobę. Z armatury łatwiej jest też wszystko po fakcie wypłukać.

    Po czwarte: to nadal jest seks-zabawa! Nie zapomnij więc o budowaniu napięcia, na przykład pocałunkami, pracami ręcznymi, seksem oralnym, a nawet penetracją. Pamiętaj, że możesz ze złotego deszczu uczynić centralny punkt zabaw lub jeden z elementów długiej, intymnej sesji.

    Po piąte: uświadom sobie, że na początku może nie być łatwo. Postaraj się więc o napełnienie pęcherza, abyś czuła delikatne lub mocne parcie, najlepiej wodą, zwłaszcza jeżeli chcesz uniknąć nieprzyjemnego zapachu, a gdy przyjdzie co do czego, zrelaksuj się i… wypuść. Przygotuj się jednak na to, że nad osiągnięciem pełnego strumienia będziesz musiała trochę popracować. Chociaż po pierwszych kropelkach i wrażeniu, które wywołasz na partnerze, powinno pójść jak z płatka.

    Pamiętaj też o złotej zasadzie złotego deszczu: nie jeść szparagów przed!

    ***

    Swędzi Cię jakiś seksualny problem i chcesz, abym go tutaj podrapała? Napisz do mnie! Jeżeli jednak to swędzenie nie jest metaforyczne, lepiej idź do lekarza. Bo w tej sytuacji istnieje duże prawdopodobieństwo, że prędzej Ci to coś odpadnie, niż ja wyłowię Twoją wiadomość z zalewu listów.

    cinejoy_959x150

    This article has 2 comments

    1. Dodo wrote:

      Mnie bardzo kręci pissing, ale nie mam pojęcia, jak się do tego zabrać. Myśl o tym jest dla mnie podniecająca, wizja mojego partnera sikającego na mnie jest podniecająca… ale z wykonaniem gorzej. Mówiłam mu o tym i nie ma nic przeciwko, ale nie mogę znaleźć ku temu odpowiedniej sytuacji, atmosfery.

      1. Vanti wrote:

        nigdy nie kąpiesz się ze swoim partnerem?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr