• Proseksualne Q&A #5: facet, który nie chce seksu, samozaspokojenie i orgazm na krawędzi

    W dzisiejszej odsłonie Q&A rozprawiam się z problemami trzech młodych dziewczyn – pierwsza skarży się na partnera, który nie ma ochoty na seks, druga pyta o radę, jak poznać swoje ciało, zaś trzecia… zresztą, sami przeczytajcie. 

    Przekopując się przez proseksualną skrzynkę e-mailową, staram się w pierwszej kolejności zlokalizować pytania, które pojawiają się najczęściej, by właśnie na nie odpowiedzieć na łamach bloga. Zdaję sobie sprawę, że każda historia jest indywidualna i chciałabym mieć takie moce przerobowe, aby odpowiadać na absolutnie każdą wiadomość, ale niestety nie mam. Nie oznacza to jednak, że problemy, których nie poruszam na łamach bloga są dla mnie mniej ważne – wiem, że potraficie odnaleźć się w sytuacjach opisywanych przez innych czytelników i czytelniczki Proseksualnej.

    Pierwsza wiadomość napisana została przez Czytelniczkę X już jakiś czas temu, z pewnością przed Nowym Rokiem, i zrządzeniem losu koresponduje z poprzednim wpisem dotyczącym braku seksu w związku. Pojawiło się pod nim kilka komentarzy kobiet, które znajdują się w odwrotnej sytuacji, niż ta przytoczona przeze mnie. W sytuacji, w której to mężczyzna stroni od seksu i współżycia. Dlatego uznałam, że to dobry moment, aby odpowiedzieć właśnie na ten list. Zatem do dzieła!

    Disclaimer: rady udzielane przeze mnie są dokładnie takie, jakie usłyszeliby moi przyjaciele, na których mi zależy, i w większości przypadków pewnie nie takie, na które sam/a liczysz. Chcąc chronić prywatność piszących do mnie osób, nie podaję ich prawdziwych imion, inicjałów, ani prawdziwych imion lub inicjałów partnerów lub partnerek.

    1. Facet, który nie chce seksu

    Czytelniczka X pisze: Mam 22 lata i jestem z moim 3 lata starszym chłopakiem prawie trzy lata. Wszystko jest ładnie, pięknie kolorowo. Rozmawiamy ze sobą, wspieramy się, jesteśmy wyrozumiali, inni uważają że jesteśmy uroczą parą. Prawda, kłócimy się, ale kto tego nie robi. Jednak mimo wszystkich plusów jest jeden minus, dla mnie bardzo, bardzo duży. Nie kochamy się zbyt często… Na początku – wiadomo, nie mogliśmy się od siebie oderwać, lecz od jakichś 2 lat częstotliwość naszych miłosnych uniesień spada. Rozmawiałam z nim, próbowałam pogadać, żeby się otworzył, powiedział czego chce, ale zawsze kończy się wielkim wstydziochem i stwierdzeniem, że jest dobrze tak jak jest. Jak ja coś proponuję, to podchodzi do tego z dystansem i nie bardzo wie, jak zareagować. Ja bym bardzo chciała się jakoś seksualnie wyzwolić i odnaleźć to, co sprawia mi maksimum przyjemności. Podsyłałam mu Twojego bloga, proponowałam zakup jakichś zabawek, ale zawsze jest to odkładane w czasie i nic z tego nie wychodzi.

    Ostatni raz  kochaliśmy się ponad miesiąc temu, co sprawiło, że czuję się kompletnie aseksualna i nie mam absolutnie na nic ochoty. Nie chce mi się nawet starać ładnie wyglądać, jak się z nim widzę. Staje się dla niego oschła i przez to źle się czuje, kiedy mnie dotyka, chociażby głaszcze, bierze za rękę itp. Oczywiście jest wiele rzeczy, na które można to zwalić. Ja się uczę i pracuję, on szukał pracy, więc był zajęty przygotowaniami do nowego zawodu. Poza tym cierpi na chorobę skórną i ostatnio wyskoczyła mu dość uciążliwa zmiana, przez co, jak mi powiedział, czuł się obrzydliwy. Dla mnie nie jest to wielki problem, przyzwyczaiłam się do tego. Nie jest to zbyt atrakcyjne, ale nie stawiam tego na pierwszym miejscu – nikt nie jest idealny. On niestety uważa, że wszyscy na jego chorobę zwracają uwagę, przez co nie chce się ruszać z domu i nie chce tego nikomu pokazywać, również mi.

    Co mogę zrobić, żeby ocieplić nasze relacje? Zwykła rozmowa nie wystarcza. Jestem tym załamana, mam wrażenie, że jak tak dalej pójdzie to zostane zakonnicą w związku! Nie chce go zostawić, bardzo go kocham. Proszę, poradź mi coś…

    Tl;dr: Jeżeli nie chcesz odejść, przygotuj się, że już zawsze będziesz w tym związku seksualnie nieszczęśliwa. Ale najpierw posłuchaj tego, co mówi Ci partner.

    Długa odpowiedź: Czytałam Twoją wiadomość kilka razy i za każdym razem miałam wrażenie, że bardziej „słucham” Twojego partnera, niż Ty sama. Dlatego moją pierwszą radą byłoby wysłuchanie tego, co mówi partner, bo komunikuje Ci ważne rzeczy. Mówi, że czuje się nieatrakcyjny z powodu zmian skórnych wywołanych chorobą. Niektóre choroby, jak naprzykład AZS, mają podłoże emocjonalne, może więc być tak, że Twój partner cierpi na depresję, która nasila występowanie zmian i koło się zamyka. Piszesz, że szukał pracy, przygotowywał się do nowego zawodu. Dla wielu ludzi, w szczególności w kulturze sukcesu, brak zatrudnienia lub niezadowolenie z pracy i związany z tym stres, są cichym zabójcą libido, podobnie depresja, która na dodatek zabiera i ochotę na seks, i na kontakt z ludźmi. Nie traktuj tego jako „zwalanie”, bo nie wszyscy ludzie są w stanie na podobne sytuacje reagować jednakowo.

    Kultura patriarchalna też robi swoje – facet to ma być ten, który „sobie radzi”, powinien być w stanie utrzymać kobietę i nie przejmować się wyglądem, jeżeli jest trochę ładniejszy od diabła, i nie  pieprzyć farmazonów o emocjach. Myślę, że Twój partner powinien poszukać porady specjalisty, który pomoże mu uporać się z tą sytuacją, w szczególności z obrazem własnego ciała i poczuciem własnej wartości. Sama tego za niego nie zrobisz – tu nie pomoże ani puszczanie porno, ani striptiz, ani wszelkie próby „terapeutyzowania” na własną rękę. To Twój chłopak musi dojść do tego momentu, gdy stwierdzi, że potrzebuje pomocy z zewnątrz.

    Jak wynika z Twojej wiadomości, zrobiłaś już bardzo dużo – próbowałaś rozmawiać, zachęcać i ewidentnie jesteś tą stroną w związku, której zależy, dla której seks jest ważny i nie chcesz spędzić życia, będąc niezaspokojoną seksualnie. Próbowałaś dawać partnerowi przykład, ale bez skutku. Radziłabym jednak dołączyć do tego odrobinę empatii, co wiem, że może być trudne, jeżeli sytuacja utrzymuje się już ponad 2 lata.

    Co możesz zrobić dla siebie? Wnioskuję, że otwarcie związku i danie Ci pozwolenia na eksperymentowanie z innymi ludźmi nie wchodzi w grę. Jeżeli partner skorzysta skorzysta z konsultacji psychoterapeuty, rozpozna mechanizmy, które nim kierują, możesz być przy nim i swoją obecnością – nie żądaniem seksu –  asekurować go w przywracaniu do stanu „używalności”. Nie rezygnuj jednak z siebie – żyj normalnie, wychodź, spotykaj się z przyjaciółmi i masturbuj się. Dbaj o swoje dobre samopoczucie. Jeżeli jednak nie jest na tym etapie i, upierając się, że wszystko jest w porządku, nie zrobi nic, a Ty będziesz siedzieć „współuwięziona”, Wasz związek prawdopodobnie prędzej, czy później się rozpadnie, bo będziesz poszukiwać różnych dróg, by się z niego wydostać. Zawsze powtarzam, że seks ma tę moc, by utrzymać dwoje ludzi lub skutecznie ich poróżnić, ale też bardzo często brak ochoty na współżycie jest objawem poważniejszych chorób, którymi trzeba zająć się natychmiast.

    2. Orgazm na krawędzi

    Czytelniczka Y pisze: Mam 21 lat i moje jakiekolwiek doświadczenia zaczęły się kilka lat temu z pierwszym chłopakiem (w ogóle pierwszy pocałunek itp.). Jak uznałam, że nadszedł odpowiedni czas na rozpoczęcie aktywności seksualnej, to przeszłam z nim do rzeczy. Nasz związek był udany, a jeśli chodzi o życie seksualne, to potrafiłam odczuwać sporą przyjemność. Mając chłopaka i będąc regularnie „zaspokajaną”, nie myślałam o tym, jak mam zaspokoić samą siebie.

    Niedawno nasz związek się zakończył, a ja zdałam sobie sprawę, że trzeba sobie jakoś radzić samodzielnie. Nie chodzi mi o to, że jestem jakimś napaleńcem, tylko w sumie kompletnie nie mam świadomości swojego ciała.

    Podniecają mnie niektóre sceny erotyczne i różne rzeczy, natomiast gdy zaczynam działać sama, to mam wrażenie, że bardziej mnie podnieca, jak pomiziam się po ręce, niż jak dotykam intymnych części ciała.

    Mam mnóstwo silnych erotycznych snów, ale potem w rzeczywistości nie potrafię nic zrobić. Tak jakbym potrzebowała tylko i wyłącznie drugiej osoby, by było mi dobrze. Nie wiem, co robić, jak próbować i jak nauczyć się samej siebie.

    Tl;dr: To miziaj się po ręce aż do skutku! Orgazm nie rodzi się w intymnych częściach ciała, a w głowie.

    Długa odpowiedź: Zacznijmy od tego, że chęć zaspokajania siebie nie jest tylko dla „jakichś napaleńców”, a jest częścią normalnego obcowania ze swoim ciałem, realizowaniem jego naturalnej potrzeby.

    Wiele kobiet popełnia ten sam błąd. I wiem, zaraz jedna z drugą naskoczą na mnie, że nie ma nic złego w odłożeniu odkrywania rozkoszy ciała do momentu, aż będzie robić się to z kimś, bo to przecież urocze, dwoje nastolatków, hormony i łóżko, ale dla mnie jest to błąd. Jeżeli nie wiesz, jak zaspokoić się sama, jak możesz oczekiwać, że zrobi to ktoś inny? Dziewczyny bardzo często powstrzymują się przed dotykaniem własnych genitaliów, słysząc zewsząd „Nie interesuj się tym„, „Nie dotykaj się tam„, podczas, gdy chłopcy po prostu biorą swój interes w swoje ręce. Dosłownie. Ale to taki paradoks – wiedzieć, że kobiecy orgazm jest dużo trudniejszy do osiągnięcia i mimo to go sobie zabraniać. Czytelniczka Y miała o tyle dobrze, że trafiła na kochanka, który jako-tako był w stanie jej tę przyjemność dostarczyć i fajnie, że teraz chce się zająć sobą.

    No, ale czasu już nie cofniemy, dlatego powiem Ci, co możesz zrobić teraz. Przede wszystkim potraktuj masturbację jako lekcję miłości własnej i nie nastawiaj się na to, że każda sesja ma doprowadzić Cię do orgazmu. To tak nie działa. Ciesz się podróżą. Do sesji solo możesz przygotowywać się jak do randek – z całym dobieraniem bielizny, goleniem się i  nakładaniem makijażu (nie wiem, jakie są Twoje rytuały), lub oddawać się im spontanicznie. Oglądaj te sceny, które Cię podniecają, czytaj opowiadania erotyczne i eksploruj całą powierzchnię swojego ciała. Znajdź swoją metodę samozaspokajania – łącznie ze znalezieniem swojej pozycji. Bardzo wiele kobiet masturbuje się twarzą w dół, leżąc na brzuchu, ale pornole do tego stopnia przyzwyczaiły nas do obrazu kobiety leżącej na plecach, że wiele z nas nawet nie próbuje inaczej. Możesz na przykład obejrzeć poznawczo Barcelona Sex Project Eriki Lust (pisałam o nim tutaj), aby zobaczyć, jak robią to inni. Możesz zaopatrzyć się w jakiś miły dla ciała gadżet erotyczny, który pociągnie Cię dalej w momencie, gdy sama odpuszczasz.

    Potraktuj masturbację jako okazję do rozpoznania, co jest przyjemne, a co kompletnie nie działa, szukaj nieoczywistych sfer erogennych, jak np. zgięcia łokci czy pod kolanami. Chodź po domu nago i oglądaj swoje ciało w lustrze. Zrób sobie seksowne selfie tylko dla własnych oczu. Pozwól sobie na fantazje i nie oceniaj chęci zaspokajania się jako czegoś dla niewyżytych. Bo Twoje ciało jest do tego zdolne, nawet wysyła Ci znaki w postaci snów erotycznych – zaufaj jemu i zaufaj sobie.

    3. Problem „tam na dole”

    Czytelniczka Z pisze: Mam prawie 23 lata i drugiego partnera seksualnego, z którym żyję i współżyję od pół roku. Nigdy nie osiągnęłam orgazmu, aczkolwiek bardzo często pojawia się uczucie niezwykle silnego podniecenia, które, mogłoby się wydawać, powinno prowadzić do orgazmu. Podniecenie pojawia się zarówno podczas masturbacji, jak i seksu oralnego czy „palcówki„, a także w połączeniu penetracja + masturbacja. Uczucie jest bardzo silne, ale trwa kilka sekund i znika bezpowrotnie. Potem już zwykle nie mam ochoty na kontynuację jakichkolwiek pieszczot. I tak w kółko, za każdym razem… Wiem, że droga do kobiecego orgazmu nie jest prosta. Zastanawiam się jednak, czy to normalne? Czy po prostu kiedyś nadejdzie ten dzień, w którym ta krótkotrwała rozkosz przerodzi się w orgazm? Czy coś mogę robić źle? Czy powinnam zasięgnąć fachowej porady? Jest to dość frustrujące…

    Tl;dr: Problem jest raczej „tam na górze”, bo całkiem możliwe, że to, co opisujesz, to właśnie Twój orgazm.

    Długa odpowiedź: Serio, wydaje i się, że to uczucie silnego podniecenia, które opisujesz, po którym pojawia się niechęć na kontynuowanie pieszczot, to orgazm. Problem w tym, że sposobów odczuwania orgazmów jest tyle, ilu ludzi, a bardzo często ten kobiecy opisuje się go jako fontanny rozkoszy, rozstępowanie niebios, a w efekcie młode dziewczyny właśnie czegoś takiego oczekują. Nie zapominajmy jednak, że orgazm to tak naprawdę reakcja fizjologiczna organizmu, która może być odczuwana zarówno jako dziesięciosekundowa utrata świadomości, jak i czknięcie. Zastanawiam się, czy podczas tego narastającego podniecenia odczuwasz też (albo Twój partner) rytmiczne skurcze pochwy? Jeżeli tak, to niechybnie już jesteś orgazmiczna. Możesz jednak pracować nad intensywnością orgazmów, na przykład po jednym „czknięciu” powtórzyć całą akcję, jak tylko Twoje ciało dojdzie do siebie i dotyk nie będzie nieprzyjemny. Możesz próbować edgingu, czyli doprowadzania się na skraj tej głębokiej przyjemności, by wycofać się i zacząć od nowa. Możesz próbować seksu po jednym lub dwóch kieliszkach wina.

    Nie wykluczałabym też możliwości, że rzeczywiście jesteś na granicy orgazmu, ale pieszczoty są zbyt intensywne, by Cię do niego doprowadzić, dlatego warto eksperymentować z różnymi technikami (np. pieszczeniem łechtaczki dookoła, a nie bezpośrednio z góry, możesz równie dobrze próbować stymulować ją od zewnątrz, napierając na kość łonową). Może być i tak, że sama blokujesz swój orgazm, bo boisz się utraty kontroli nad własnym ciałem – hm, tutaj też pomoże wino. No i tlen. Nie zapominaj o oddychaniu!

    [okładka wpisu]

    proseksualna-kinky-winky-mini

    This article has 9 comments

    1. ka wrote:

      kontynuowałabym z tym winem. i nie kieliszkiem, ani dwoma, ale całą butelką. jeśli ona chce się oderwać, chce rozhamować i czeka na coś, czego jeszcze nie przeżyła, upicie się do tego momentu (ale tylko do tego momentu, a następnie z misją, by utrzymać ten stan, a nie polecieć dalej z tematem ;-) ), w którym alkohol już pięknie huczy w żyłach, a ty masz wrażenie, że możesz wszystko, jesteś podniecona i wyczulona, czujesz się bardziej odważna i seksowna, jest tym, co może bardzo pomóc, szczególnie jeśli mówimy o początkach. może nie jest to najbardziej porządna moralnie rada i umywam ręce od wszystkich nieprzewidzianych skutków, ale to rozwiązanie z serii tych prostych i skutecznych.

      1. kitka wrote:

        no nie dla każdego to dobre wyjście. ja po alkoholu mimo podniecenia jestem jakaś znieczulona i bardzo ciężko jest mi dojść, a zwykle nie udaje się to w ogóle.

        1. Nat wrote:

          Jasne, alkohol nie na każdego działa tak samo! Poza tym ma właściwości odwadniające, co wpływa też m.in. na poziom nawilżenia intymnego, no i tę „rozgrzewającą” właściwość, że teoretycznie można wracać do domu bez kurtki zimą i zimna nie czuć. To znieczulenie na bodźce obejmuje też rejony od pasa w dół. Co ciekawe, u kobiet alkohol podnosi poziom testosteronu we krwi, więc wiele z nas ma ochotę na seks, ale z drugiej strony otępiałe ciało niewiele czuje. Dlatego polecam umiarkowane spożycie, ewentualnie – szalony seks bez orgazmów.

    2. Lola wrote:

      Chcialabym dodac dla mlodszych kolezanek informacje, ze intensywnosc i jakosc orgazmow moze sie bardzo roznic u tej samej kobiety. Zalezy rowniez, przynajmniej w moim przypadku od fazy cyklu. Sa i „czkniecia” i sa niebiosa. Zalezy rowniez od strefy stymulacji, wiec nic, tylko eksperymentowac i szukac, czy we dwoje czy na wlasna „reke”.Jesli bierzecie antykoncepcje hormonalna, tez moze byc roznie, w moim przypadku przewaga „czkniec” i bardzo niskie libido.

    3. em wrote:

      zaskakujące ile komentarzy do ostatniego wpisu, ja też :)
      „radzę” nie słuchać uczucia zniechęcenia i jechać dalej z tematem. Miewam tak całkiem często w mniej lub bardziej wyraźnej formie podczas palcówek, seksu oralnego, masturbacji etc. Trzeba się wkurzyć, zawziąć i kontynuować. Dla podbudowania atmosfery i przekonania samej siebie, że jest fajnie a będzie jeszcze lepiej, pomaga odcięcie od myśli, że „on tak długo już to robi, kiedy wreszcie mi się uda”, totalne skupienie, czasem dodatkowa porcja żelu. Próba osiągnięcia orgazmu to medytacja z zaciśniętymi mięśniami kegla ;)

      Nie zawsze mocniej oznacza lepiej. Zazwyczaj wtedy (i w ogóle najczęściej) mam tak, że nie czuję prawie nic, potem trochę poruszam nogą, a potem nagle mam orgazm. Kilka razy jak było tak delikatnie i dookoła (palcówka) czułam coś wyjątkowo miłego przez cały czas. Jechanie po bandzie to taka próba zaspokojenia wyobrażeń ;) choć czasem się udaje.

    4. Presja wielkiego „O” jest tak ogromna, że kobiety gotowe są przypisywać swoje (bądź co bądź miłe) odczucia jakimś swoim niedoskonałościom/ niedociągnięciom/ nieumiejętnościom zamiast cieszyć się chwilą. Choćby i najdrobniejszą (a miłą). Proponuję zrezygnować z poszukiwania definicji orgazmu, a zamiast tego postawić na stworzenie własnej, niepowtarzalnej, płynnej definicji tego, co po prostu dzieje się w ciele. Tylko wtedy możemy mieć pewność, że nie grozi nam presja konieczności doskoczenia do jakiejś określonej normy.

    5. W wrote:

      Długo zastanawiałam się czy zostawić komentarz. Najbardziej utożsamiam się z autorką ostatniego listu. Różnica polega na tym, że jestem dziewicą i jedyna aktywność seksualna w moim przypadku to masturbacja. Próbowałam kilka razy, było przyjemnie ale też nie miałam orgazmu. Dopiero po Twojej odpowiedzi, zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno. Kiedyś usłyszałam, że nie da się tego pomylić z niczym innym (wspomniane rozstępowanie niebios), u mnie było jedynie silne uczucie podniecenia i chwilowe niekontrolowanie drżenie bioder i nóg. I tak jak autorka, później nie miałam zbytnio ochoty na kontynuację. Zero wszechobecnej rozkoszy, ulgi itp. Wiem, to brzmi śmiesznie, sama zastanawiam się czy jest sens pisać tą wiadomość, ale nikogo innego nie spytałabym, czy to faktycznie mógł być orgazm czy jednak jeszcze nie.
      Pozdrawiam.

      1. f wrote:

        Myślę, że nikt tak do końca Ci tego nie powie, bo to jednak Ty najlepiej znasz swoje ciało, ale jeśli nie masz ochoty na kontynuację zaraz po tym uczuciut, to jest to całkiem prawdopodobne (:
        Tyle, że ja masturbowałam się prawie rok, żeby w końcu osiągnąć orgazm i wcześniej też coś na pewno czułam, i myślałam, że to może to – ale kiedy już faktycznie mi się udało, to wiedziałam już, że jednak nie. Także różnie bywa, ale najważniejsze, żeby było dobrze – a czy to określimy orgazmem czy nie, to już sprawa drugorzędna (:

      2. Yuriko wrote:

        Ja jak się masturbowałam jako nastolatka odczuwałam właśnie coś takiego i nigdy tego nie nazywałam orgazmem, chociaż było to niezwykle miłe. pierwszy raz uświadomiłam sobie że to orgazm jak dotknęlam się jednocześnie po łechtaczce i wokół wejścia do pochwy i poczułam pod palcami te skurcze. To bardzo dziwne, bo też miałam kłopot z dojściem do orgazmu, gdy pieścił mnie mój facet. Dopiero po tej chwili objawienia, że tak, jak się masturbuje to to coś widocznie jest orgazmem dopiero wtedy namówiłam go, żeby zrobił to dokładnie, co robiłam gdy się masturbowałam i się udało. Od tamtej pory już było z górki :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr