• Q&A #12 | Pytania o gadżety erotyczne vol. 2

    Oto część druga gadżetowego Q&A, a w niej: jak długo schnie Fleshlight, jaki wibrator łechtaczkowy wybrać na początek oraz czy przeżywanie orgazmu wyłącznie w wyniku stymulacji wibratorem jest w porządku. 

    ***

    Czytelniczka X pisze: Mój wcześniejszy problem polegał na tym, że nigdy nie zaznałam orgazmu. Postanowiłam coś z tym zrobić i zakupiłam sobie swój pierwszy wibrator. Jestem jego szczęśliwą posiadaczką od roku, jednak zastanawia mnie jedna rzecz. Aktualnie orgazm przeżywam jedynie za pomocą wibratora, ewentualnie strumienia wody. Mój mąż albo nie potrafi sprawić mi przyjemności, albo to ja mam jakąś blokadę. Głupie to, ale zastanawiam się czy wszystko jest ze mną okej. Pomijam już fakt, że ze względu na stres i zmęczenie moje libido sięga dna, kiedy mąż jest niczym ogier – zawsze i wszędzie. Nie jestem w stanie odpowiedzieć mu tak często jakby tego chciał, a frustracja z powodu braku orgazmu wcale mi nie pomaga. Czuję się zniechęcona, nie mam ochoty na wymyślanie i wprowadzanie nowych rzeczy do naszej sypialni.

    Tl;dr: Wszystko jest z Tobą w porządku!

    Długa odpowiedź: Niektóre kobiety przeżywają orgazm wyłącznie przy użyciu wibratora, bo tylko gadżet może zaoferować taki rodzaj stymulacji, który jest w stanie wycisnąć z nich orgazm. Inne z nas dopiero dzięki gadżetom odkrywają, czym jest orgazm i jak może być odczuwany, a tę wiedzę przenoszą na dalsze eksploracje. I chyba tego elementu brakuje w Twojej układance.

    Odnoszę wrażenie, że gdyby mężczyzna odkrył, że do tego, aby mógł szczytować, potrzebna mu jest w pokoju żująca sznurek koza i trzy dmuchane balony, to skończyłby z całym stadkiem kóz i balonami we wszystkich kolorach. Ten facet zapewne nie miałby w tej kwestii takich dylematów, jakie mają kobiety, które odkrywają, że ich szczytowaniu pomaga jakieś narzędzie lub konkretny rodzaj stymulacji. Zastanawiam się więc, czy próbowałaś przynieść gadżety do sypialni, wkomponować je w seks z mężem? Jeżeli to on trzymałby wibrator i używał go do zaspokajania Ciebie, czy liczyłoby się to dla Ciebie jako mąż sprawiający Ci przyjemność? Czy próbowałaś zakomunikować mężowi, że odkryłaś swój orgazm i że teraz chciałabyś eksplorować go z nim? Wbrew temu, co bardzo często promują niektórzy seksuolodzy, „naturalny” seks i „naturalny” orgazm z partnerem, bez użycia żadnych pomocy, nie powinien być celem, ani ideałem, do którego powinno się dążyć. Homo sapiens przetrwał dlatego, że nauczył się używać narzędzi i wykształcił w sobie kreatywne myślenie. We wszystkich dziedzinach życia.

    Co uderzyło mnie w Twojej wypowiedzi to fraza, że nie masz ochoty na wymyślanie i wprowadzanie nowych rzeczy do sypialni. Pamiętaj, że za łóżkową kreatywność odpowiadacie oboje, nie jest to coś, co leży wyłącznie po stronie kobiety! Jasne, każdy chciałby przychodzić „na gotowe”, ale do tego tanga trzeba dwojga. Być może czujesz się odpowiedzialna za Wasz seks jako strona, która pragnie go mniej, ale wiedz, że nie tędy droga! Twój mąż powinien uczestniczyć w wymyślaniu scenariuszy i urozmaiceń w równym stopniu.

    Dodam też, że podczas szczytowania z kimś (niezależnie, czy przy użyciu akcesoriów, podczas seksu oralnego, czy palcówki), wydziela się w ciele oksytocyna, czyli hormon odpowiadający za przywiązanie. Być może właśnie tego elementu brakuje Ci przy kontaktach z mężem, bo bardzo często, nie doświadczając z kimś orgazmu lub bardziej ogólnie – uprawiając z kimś mało satysfakcjonujący seks, zamykamy się na tę osobę. Nie wspominasz jednak, czy mąż jest zainteresowany Twoją przyjemnością, czy zaspokajanie Ciebie traktuje jako „zło konieczne”? Czy rozmawialiście o kwestii Waszego dopasowania seksualnego? Jeżeli na początku mieliście podobne temperamenty, a Twoje libido obniżyło się z powodu stresu i zmęczenia, myślę, że warto byłoby zakomunikować to mężowi i po prostu przeczekać trudny okres, może wybrać się na badania do lekarza, ale nie zmuszać się do seksu, skupiając raczej na samozaspokojeniu.

    Czy zastanawiałaś się, jaki jest Twój model pożądania? Czy pojawia się ono spontanicznie, a może w wyniku jakichś konkretnych działań, na przykład wtedy, gdy jesteś zrelaksowana lub zaczynasz pieszczoty z mężem? Jak wrażliwe są Twoje „hamulce”, czyli jakie czynniki potrafią wytrącić Cię z intymnego nastroju? Może są to brudne gary w zlewie, a może nieumiejętność skupienia się na tym, co tu i teraz, tylko szybowanie myślami gdzieś w przyszłość? Jeżeli chcesz eksplorować tę stronę siebie, sięgnij po książkę dr Emily Nagoski, Ona ma siłę. Rozważ wykonywanie ćwiczeń zawartych w tej publikacji razem z mężem, bo wydaje mi się, że obydwoje dowiecie się o sobie nawzajem czegoś nowego i interesującego.

    ***

    Czytelnik Y pyta: Czy zakup Fleshlighta w przypadku prawiczka jest sensowny? Czy lepiej sobie odpuścić? Na pewno nie brałbym wymyślnej tekstury z wypustkami, tylko coś bardziej stonowanego, a konkretnie Lotus.

    Tutaj mam kolejne pytanie: na ile struktura Lotusa jest podobna do wnętrzna prawdziwej pochwy? nie szukam zastępstwa i nie chcę sobie spaczyć „wrażeń” dotyczących seksu. Stąd moje główne pytanie – czy korzystanie z tego typu zabawki przed rozpoczęciem inicjacji ma jakiś sens?

    Druga sprawa to czyszczenie. W recenzji nie było napisane, ile mniej więcej schnie Fleshlight i jak często trzeba go pudrować.

    Tl;dr: Nie taka cipka w puszcze straszna, jak Ci się wydaje.

    Długa odpowiedź: Mogłabym napisać Ci dokładnie to samo, co Czytelniczce w części pierwszej tego Q&A: to Twoje ciało i możesz wsadzać je w co chcesz (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku) i o ile dobrze czujesz się ze swoją seksualnością i uważasz masturbację za coś zupełnie normalnego, raczej nie wyrządzisz sobie krzywdy.

    Z mojego doświadczenia z palcowaniem wielu Fleshlightów, mogę Ci powiedzieć, że Lotus nie przypomina ludzkiej pochwy (najbardziej zbliżona struktura Fleshlighta to sleeve oryginalny, bez żadnych żebrowań i wypustek). Zastanawia mnie jednak, dlaczego miałbyś się ograniczać? Wypustki są całkiem spoko, urozmaicają doświadczenie. Jeżeli obawiasz się, że masturbator zniechęci Cię do seksu z kobietami, pamiętaj, że we współżyciu nie chodzi tylko o cipkę, a o cały pakiet doznań, czyli zainteresowanie tą drugą osobą, całym jej ciałem, wspólne pieszczoty – słowem wszystko to, co składa się na satysfakcjonujące, intymne przeżycie.

    Masturbatory to świetny trening przed seksualnym debiutem, który pozwala przyzwyczaić się do doznań, jakie daje penetracja, bo rozumiem, że to właśnie do niej chciałbyś się przyzwyczaić. Niektórzy mężczyźni decydują się na tego typu akcesoria po to, aby przy późniejszych stosunak nie szczytować zbyt szybko. Nie chodzi jednak o to, aby masturbator zastąpił Ci prawdziwego człowieka.

    Jak czyścić Fleshlighta? Opłukując go letnią wodą (producent przestrzega przed używaniem mydła) – możesz też sięgnąć po specjalny fleshlightowy cleaner lub zestaw, który zawiera sprej i talk.

    Co zaś tyczy się tego, jak długo schnie Fleshlight – wszystko zależy od tego, gdzie schnie, czyli temperatury otoczenia (zdecydowanie lepiej robić to gdzieś, gdzie jest sucho i przewiewnie, a nie np. w wilgotnej łazience bez okna). Możesz trochę dopomóc zabawce i osuszyć ją przy pomocy papierowego ręcznika, a potem chwilę przewietrzyć. Aby przedłużyć żywotność zabawki, powinno się ją talkować po każdym myciu, pamiętając jedak, by opłukać gadżet z talku przed kolejnym użyciem.

    Aby ułatwić proces czyszczenia, możesz używać Fleshlighta z prezerwatywą. Kondom nie powinien być jednak nawilżany olejkiem lub lubrykantem silikonowym, dlatego, że te substancje mogą niszczyć wnętrze zabawki. Najlepiej sięgnąć więc po prezerwatywę nienawilżaną i zastosować odrobinę żelu wodnego. Nie oznacza to jednak, że można wówczas zrezygnować z jakiegokolwiek mycia zabawki! To samo tyczy się wytrysku poza Fleshlightem.

    Warto też od czasu do czasu zajrzeć do rękawa i sprawdzić, czy wnętrze zabawki nie dekoloryzuje się lub czy nie pojawiły się w nim ciemniejsze plamki, które oznaczają, że w zabawce zaczęła rozwijać się pleśń.

    ***

    Czytelnik Z pisze: Chcę sprezentować mojej dziewczynie wibrującą zabawkę. Przeglądałem oferty i opinie i obezwładnił mnie ogrom możliwości i rozbieżnych opinii. Twojego bloga czytuję z przyjemnością więc pomyślałem, że lepiej zwrócić się o pomoc, niż strzelać w ciemno.

    Myślałem o czymś do masażu zewnętrznego we dwoje, żeby łagodnie zacząć przygodę z akcesoriami. Na razie wpadły mi w oko dwie zabawki: PicoBong Honi 2 i Kiki 2. Oprócz słusznych wibracji, zależy mi na przyjaznym wyglądzie i miłej w dotyku fakturze. Mogłabyś mi coś polecić?

    Tl;dr: Dobry wybór, ale czytaj dalej, będziesz miał więcej opcji!

    Długa odpowiedź: Niezmiernie cieszy mnie, gdy ktoś przed zakupem zabawki robi porządny research, aby uniknąć późniejszego rozczarowania. Myślę, że masażer zewnętrzny to dobry wybór, aby małymi krokami rozpocząć przygotę z gadżetami erotycznymi. W tej kwestii mogę polecić Ci kilka egzemplarzy, którymi miałam okazję bawić się „na mokro” lub „na sucho”.

    Akcesoria do 250 zł:

    Rozumiem, że wybierając pierwszą zabawkę, nie chcesz zbytnio się wykosztowywać, dlatego akcesoria Pico Bong, których ceny oscylują w okolicach 150 zł, mogą być dobrym rozwiązaniem. Pamiętaj jednak, że zabawki te zasilane są zwykłą baterią, więc konieczność zakupu akumulatorków może znacznie podwyższyć koszt użytkowania zabawek. Do wymienionych przez Ciebie Honi 2 i Kiki 2, dodałabym jeszcze Ako tej samej marki. Wszystkie te gadżety pokryte są przyjemnym w dotyku silikonem, a ich trzony wykonane są z bezpiecznego plastiku ABS.

    Innymi przyjaznymi dla ciała i oka akcesoriami, na dodatek ładowanymi przez port USB, które mogę polecić, są dwa wibratory od Rianne S – serduszko Heart Vibe i „wibrator księżycowy” Moon Vibe. Obydwa wyposażone są w 10 modułów wibracji, a więc znajdziesz w nich tę różnorodność, na której Ci zależy, a Heart Vibe ma niespotykany kształt, pozwalający na okalanie nie tylko łechtaczki, ale i sutków oraz wędzidełka penisa.

    Akcesoria powyżej 250 zł:

    Jeżeli możesz trochę zaszaleć z budżetem, sięgnij po wibrator Mimi marki Je Joue lub mięciutki Wish od We-Vibe. Sama jestem też posiadaczką inspirowanego naturą „ptaszka” Tori marki Iroha i on również sprawdza się wyśmienicie. Słuszne wibracje zapewni Ci też Laya 2 od Fun Factory (w przeciwieństwie do poprzedniej generacji, dwójka jest zasilana ładowarką oraz w 100% silikonowa i wodoodporna).

    ***

    Swędzi Cię jakiś seksualny problem i chcesz, abym go tutaj podrapała? Napisz do mnie! Jeżeli jednak to swędzenie nie jest metaforyczne, lepiej idź do lekarza. Bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że prędzej Ci to coś odpadnie, niż ja wyłowię Twoją wiadomość z zalewu listów.

    okładka wpisu: wibrator Snazzy marki Tickler – nie ma go jeszcze w sprzedaży, ale zapowiada się naprawdę obiecująco!

    This article has 3 comments

    1. Em wrote:

      Nie chcę straszyć, ale niedawne newsy o We-Wibe trochę mnie zniechęciły. Niby wiadomo, że wszyscy śledzą, ale w takiej branży wypadałoby być dyskretnym.

      1. Nat wrote:

        To ja pozwolę sobie uzupełnić, o co chodzi z We-Vibe, bo w internecie krąży mnóstwo nieprawidłowych informacji na temat śledzenia użytkowników produktów tej marki.

        Otóż We-Vibe zawiniło tym, że zbierało dane o temperaturze procesora urządzenia, używanych modułach wibracji i czasie użytkowania gadżetu. Dane były zbierane w anonimowych formularzach, czyli nie można było połączyć ich z konkretnym użytkownikiem. Celem tego zabiegu było ulepszanie urządzeń. Firma nie poinformowała o tym użytkowników aplikacji We Connect i to było jej największym przewinieniem.

        Oczywiście, jak zwykle w takich sytuacjach i w seksnegatywnej kulturze bywa, zaczęto straszyć, że We-Vibe zbierało „dane wrażliwe” użytkowników, co nie miało miejsca (sensacja o szpiegującym wibratorze lepiej się klika niż „pierdoły” o danych zbieranych celem ulepszenia urządzenia).

        Od tego czasu (a całe zajście miało miejsce w zeszłym roku) We-Vibe przeprosiło, wypłaciło odszkodowania i zniosło obowiązek tworzenia konta w aplikacji We Connect. I choć dla mnie fakt, że informacje dotyczące temperatury procesora mojego wibratora są rejestrowane nie jest jakoś szczególnie problematyczny, rozumiem, że dla niektórych może być wystarczającym powodem, aby nie sięgnąć po dany produkt.

        1. Em wrote:

          Dziękuję za doinformowanie. Co do zbierania danych, mi chodzi tylko o to, że ta branża jest szczególnie wrażliwa na czarny PR. I to fakt, że ewidentnie ktoś w firmie uznał, że albo „nie ma o czym gadać” albo „ludzie i tak się nie dowiedzą” jest dla mnie zniechęcający. Nie fakt, że ktoś gdzieś się dowie jak często i jak długo się bawię.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr