• Czy pigułka zabija seks?

    Wiele kobiet uskarża się na spadek libido po przejściu na antykoncepcję hormonalną. Jedne do tego czują się ociężałe, inne narzekają na wzrost wagi, płaczliwość lub ogólną drażliwość. Temat pigułki antykoncepcyjnej jako seks-killera został poruszony podczas kopenhaskiego kongresu ESC pod nazwą First Global Conference on Contraception, Reproductive and Sexual Health.

    Wprowadzenie na rynek antykoncepcji hormonalnej sprawiło, iż kobiety stały się bardziej niezależne seksualnie – nie musiały martwić się o niechcianą ciążę, dzięki czemu zyskały większy komfort psychiczny, czerpiąc większą radość ze współżycia. Z drugiej jednak strony pigułka osłabiła zdolność do odmawiania seksu w związku czy małżeństwie, gdy kobieta nie ma na niego ochoty, wytrącając jej z ręki argument dotyczący dni płodnych. Tak rozpoczął swoje przemówienie Rik van Lunsen, zwolennik tezy, iż pigułka wpływa na seks negatywnie. Choć stwierdzenia dotyczące tej pozornej wolności seksualnej mogą dziwić (w końcu wiemy, że „nie” zawsze i bez wyjątku znaczy „nie”), sama znam kobiety, które – stosując pigułki antykoncepcyjne i skarżąc się na niski popęd seksualny czy suchość pochwy – decydowały się na seks z partnerami – z różnych względów. Jedne liczyły, że może podczas gry wstępnej podniecenie przyjdzie samo, inne uważały seks za nieodłączny element związku (niezależnie od stopnia przyjemności), jeszcze inne uprawiały go, „bo zapłacone” (w przekonaniu, iż skoro są bezpieczne, to wypadałoby z tego dobrodziejstwa korzystać). Znam i takie przypadki dziewczyn, które po prostu przyzwyczaiły się do obecności antykoncepcji w ich życiu, bo troskliwe mamy zaprowadziły je do ginekologa, gdy na horyzoncie pojawił się pierwszy chłopak. Wiadomo, prewencyjnie, żeby przynajmniej wpadki nie było i żeby opanować jakoś zmiany skórne. Wiele młodych kobiet wyrosło więc w przekonaniu, że ich popęd seksualny jest naturalnie bliski zeru, bo są na pigułce „od zawsze”.

    Kolejny argument przeciwko pigułkom dotyczył ewentualnych skutków ubocznych, między innymi tycia (spowodowanego między innymi zatrzymywaniem wody w organizmie). To przypadek wielu kobiet, które, przechodząc na pigułkę, przybierają na wadze, przez co czują się mniej atrakcyjne, mają wrażenie, że – paradoksalnie – tracą kontrolę nad własnym ciałem. Gdy zaś pojawiają się drażliwość i wahania nastrojów – o seksie można praktycznie zapomnieć.

    Jednak czy to skalpel zabija człowieka, czy brak umiejętności lekarza obsługującego narzędzie? To pytanie postawiła oponentka van Lunsena, Alessandra Graziottin. Graziottin poruszyła niezwykle ważną kwestię odpowiedzialności lekarzy za dobór pigułki. Zauważyła bowiem, że znakomita większość ginekologów nie bada pacjentek przed przepisaniem antykoncepcji, a nawet nie przeprowadza wywiadu – po prostu wypisują recepty i zazwyczaj jest to jeden środek dla niemal wszystkich zainteresowanych. Chyba każda z nas, odwiedzając jakiegokolwiek lekarza, zauważyła irytującą tendencję specjalistów do polecania produktów tych marek, których długopisami piszą i których logo widoczne jest na plakatach w poczekalni? No, właśnie.

    Mówczyni postulowała, by każdy lekarz, do którego zgłasza się pacjentka, prosząc o przepisanie antykoncepcji hormonalnej, przeprowadził z nią szczegółowy wywiad dotyczący takich kwestii, jak: powody sięgnięcia po pigułkę, satysfakcji z życia seksualnego, emocje dotyczące aktualnego związku lub jego braku, problemy, których doświadcza, uprawiając seks (suchość pochwy, wulwodynia itp.), ogólny stan zdrowia, a zwłaszcza skłonność do zacieśniania pochwy (źle dobrana pigułka może powodować obrzęk ścian, a ten powoduje trudność we wprowadzaniu penisa do pochwy, w związku z czym stosunki stają się bolesne). Mówiła o konieczności przeprowadzania badania ginekologicznego, również w przypadku kobiet, które jeszcze nie współżyją. Konkluzją Alessandry Graziottin było stwierdzenie, iż to źle dobrana antykoncepcja zabija seks i libido, zaś przepisana odpowiednio, „na miarę”, może znacząco poprawić jakość życia seksualnego oraz samopoczucie pacjentki.

    Niestety, zbyt często lekarze nie traktują poważnie kobiet narzekających na pogorszenie jakości życia (również seksualnego) po rozpoczęciu kuracji hormonalnej.

    Podzielcie się swoim doświadczeniem z doborem pigułki – czy rzeczywiście badanie i wywiad przeprowadzany przez ginekologa to  rzadkość? Być może pora coś w tej kwestii zmienić?

    [grafika wpisu via]

    This article has 5 comments

    1. […] z nas impotentów!”. Ale wszystko jest okej, kiedy kobieta traci pociąg seksualny w wyniku źle dobranej antykoncepcji hormonalnej. Jeszcze raz podkreślam – wspólność w przypadku antykoncepcji jest […]

    2. Anonim wrote:

      Mam b. dobre wspomnienia z wizyty na którą przyszłam bo chciałam zacząć
      brać tabletki. p. doktor przeprowadziła dokładny wywiad + zaleciła
      próby wątrobowe, ogólne badania krwi i badanie ginekologiczne. Dopiero po
      otrzymaniu wyników przepisała hormony, sugerując że w razie problemów przyjść
      po inne. Miałam szczęście bo trafiłam za pierwszym razem. Niemniej wiele moich
      znajomych potraktowano z automatu, zero badań czy rozmowy, kilku zdarzyło się nawet
      zostanie odesłanym z kwitkiem – bo antykoncepcja to zło. A w dużym mieście mieszkam.
      Stąd z rozmów przeprowadzonych wśród rówieśniczek widzę że to jest problem. Myślę, że
      poza edukowaniem lekarzy, dziewczyny też koniecznie należy na lekcjach wychowania seksualnego w szkole czy via strony takie jak proseksualna uświadamiać co powinno zapalać czerwoną lampkę i że jak źle czują się po danym typie antykoncepcji nie oznacza to
      że ten typ zabezpieczenia nie jest dla nich, ale b. często że leki są źle dobrane.

      1. Nat wrote:

        Brawo dla Twojej pani doktor! Chociaż w sumie taka procedura powinna być normą, nie zaś wyjątkiem…

    3. Anonim wrote:

      Ja nie narzekam – biorę tabletki od 7 lat (od dobrych 5 wciaz te same) i nigdy nie przytyłam, moje libido jest wciaz na tym samym (zdrowym) poziomie, poza tym wszelkie dolegliwosci typu bole głowy, brzucha, ogolny PMS sa mi obce. Nie pamietam, zebym miala jakich szczegolowy wywiad z lekarzem, co prawda zmienialam tabletki kilka razy na poczatku mojej przygody z tego typu antykoncepcją, ze względu na rozne dolegliwosci. Zatem,moim zdaniem, to juz od nas kobiet zalezy- jak chcesz sie mezczyc z tabletkami, ktore ci nie pasuja to twoj problem, w chwili obecnej jest tyle tego na rynku, ze cos musi pasowac, bajki typu tycie itd do mnie nie trafiają. W pewnym momencie bylam u ginekologa z 3-4 razy w ciagu 2 miesiecy, bo przypisane tabletki mi nie odpowiadaly,azw koncu szansowna pani doktor miala czelnosc spytac: to co mam pani zapisac? nic pani nie pasuje! (cheek!) – ot, zwykłe lenistwo lekarzy, ktorzy przepisują niesmiertelne Jasmin kazdemu, gorzej jak cos nie gra, to marudzą. Ja sie nie dałam i w koncu trafilam na tabletki, ktore mi odpowiadają i dobrze mi z tym;)

      1. Nat wrote:

        No właśnie, podejście lekarzy: czy to Ty miałaś wiedzieć, które pigułki będą Ci pasować?
        Na tym samym kongresie miałam okazję uczestniczyć w prezentacji pigułki nowej generacji, która dopiero wchodzi na rynek (panel przeznaczony tylko dla lekarzy, ale nikt mnie nie wyprosił). Przedstawiciele marki byli bardzo przekonywujący, nie powiem, zwłaszcza, że preparat jest przeznaczony dla tych kobiet, które pragną bardziej naturalnych hormonów (bo sztucznych się boją), cokolwiek by to nie znaczyło i mają tendencje do zapominania, gdy chodzi o ich regularne przyjmowanie. Ginekolodzy byli zainteresowani nowym preparatem, zwłaszcza, że zaproszeni przedstawiciele marki-specjaliści rekomendowali go jako ten, który przepisali własnym nastoletnim córkom. Panel pokazał jednak, że lekarze sami nie szukają informacji o nowych medykamentach, ale zdają się głównie na przedstawicieli koncernów, z którymi mają do czynienia. Chyba nie powinno tak być.
        Mnie samą od początku mojego chodzenia do ginekologa dziwiło pytanie powtarzane podczas każdej wizyty: a pigułki pani nie przepisać? Tylko jeden (!) lekarz, dowiedziawszy się, jaką metodę antykoncepcji stosuję, porozmawiał ze mną na jej temat, udzielając potrzebnych informacji i nie zaproponował pigułek. Reszta reagowała czymś w stylu „aha” – i koniec tematu.
        Myślę, że niektórzy lekarze powinni po prostu nauczyć się traktować nas, kobiety, poważnie, po ludzku, a nie „automatycznie”, by nie zdarzały się przypadki z cyklu: „to ja nie wiem, co pani nie pasuje – sama pani chciała”.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr