• Pochwica | Cipka z zakazem wstępu

    To w gruncie rzeczy ciekawe, że po polsku o pochwicy mówi się „dysfunkcja seksualna”, podczas gdy na Zachodzie jest to po prostu „przypadłość” lub „zjawisko”…

    Dlaczego wychodzę od problemu języka? Właśnie dlatego, że w mówieniu i pisaniu o seksualności język potrafi wpływać na to, jak postrzegamy dany fenomen. Jakże stygmatyzujący musi być termin „dysfunkcja seksualna” dla kobiety, która podejrzewa u siebie pochwicę lub u której właśnie ją zdiagnozowano… Czasem nie tylko z powodu tabuizowania danego problemu, ale również przez język, jakiego używamy do jego opisywania, wiele osób czeka z podjęciem leczenia do ostatniej chwili, albo stwierdza, że najwidoczniej seks jest nie dla nich, lub co gorsza, że właśnie tak ma być. A pochwicę można przezwyciężyć!

    Pochwica, z łacińskiego vaginismus, to zjawisko mimowolnego zaciskania się mięśni pochwy, które uniemożliwia wprowadzenie do niej penisa (lub innego obiektu), a co za tym idzie – odbycie stosunku penetracyjnego. W niektórych przypadkach również czynności związane z higieną lub miesiączką mogą wywoływać ból. Wiele kobiet może nawet nie zdawać sobie sprawy, że ma pochwicę (ponieważ z powodzeniem używają tamponów czy poddają się badaniom ginekologicznym) aż do momentu rozpoczęcia współżycia.

    Pochwica – możliwe przyczyny

    Vaginisums w większości przypadków ma podłoże psychosomatyczne, co oznacza, że problem nie tkwi w ciele, a w… mózgu. Ponieważ nasz najważniejszy organ seksualny zakodował sobie jakąś informację, używa jej do uniemożliwiania penetracji. Pojawia się więc blokada psychiczna, która skutecznie działa na ciało.

    Przyczyny pochwicy są bardzo zróżnicowane – od wpojonej negatywnej postawy wobec ciała i seksualności, poprzez doświadczenie lub strach przed byciem ofiarą przemocy seksualnej, aż po stres, obawy związane z zajściem w ciążę, lęk przed tym, czy wagina nie okaże się zbyt luźna lub zbyt ciasna, oraz niechęć do partnera. Tak, vaginismus potęgować może nawet przekonanie, że „moja cipka jest za mała na…” (na przykład penisa partnera czy dildo). Również niektóre schorzenia, jak drożdżyca pochwy, czy zakażenie układu moczowego mogą wpływać na występowaniee pochwicy.

    Przyczyną mogą być również takie doświadczenia, jak niezbyt delikatne badanie ginekologiczne, nieudane pierwsze próby współżycia, ale i poczucie winy związane z byciem istotą seksualną, w szczególności, gdy dorastało się w bardzo konserwatywnym domu, gdzie uciechy ciała były tematem zakazanym. Zdarza się również, że vaginismus ma podłoże biologiczne, a konkretniej w budowie anatomicznej lub pojawia się wskutek przebytego zabiegu, nieprawidłowego zszycia lub zrastania się krocza po porodzie.

    Warto pamiętać, że objawy pochwicy oraz jej przyczyny różnią się od kobiety do kobiety – podczas gdy jedne będą w stanie bez problemu zaaplikować tampon lub kubeczek menstruacyjny, inne mogą nie być w stanie nawet dotknąć wejścia do pochwy. Niektóre osoby mogą być w stanie odbyć niekomfortowy stosunek seksualny, podczas gdy u innych próby sforsowania „cipki z zakazem wstępu” spełzną na niczym.

    Czy mogę lubić seks i skarżyć się na pochwicę? 

    Tak! Pochwica daje o sobie znać w momencie prób wprowadzenia czegoś do waginy. A seks to nie tylko penetracja! Nie oznacza to więc, że kobieta z pochwicą nie odczuwa podniecenia, nie odczuwa radości z innych form kontaktu fizycznego, nie nawilża się, czy nie jest w stanie przeżywać ograzmów. Satysfakcjonujące życie seksualne jest możliwe nawet po zdiagnozowaniu pochwicy, czy w procesie jej przezwyciężania. Podniecenie może jednak kompletnie zniknąć, jeżeli partner/ka podejmie próbę penetracji. Dlatego, jeżeli sytuacja dotyczy pary, warto pielęgnować inne formy bliskości, bez prób inicjowania sytuacji, w których cokolwiek miałoby się znaleźć w waginie. Jeżeli chcesz zapewnić sobie trochę rozrywki solo, używaj wibratorów czy stymulatorów od zewnątrz!

    W seksie ogólnie powinna obowiązywać zasada dostosowania się do najwolniejszego zawodnika. Największą krzywdą, jaką można sobie zrobić, to próbować „otworzyć” pochwę na siłę, decydując się na współżycie wyłącznie po alkoholu, środkach rozkurczowych, czy narkotykach. Nie tędy droga! Żadne z wymienionych „rozwiązań” nie pomoże przezwyciężyć problemu z pochwicą.

    Czy seks musi boleć? 

    Niektórym kobietom skutecznie wpojono, że seks wymyślono po to, by sprawiał przyjemność mężczyźnie, że rozkosz kobiety to sprawa drugorzędna. Nie pomaga również seksnegatywna edukacja seksualna. Dlatego wiele przypadków pochwicy nie zostaje wykrytych i zdiagnozowanych, bo skarżące się na vaginismus osoby uznają, że po prostu tak ma być. Zapamiętajmy więc raz na zawsze – seks nie powinien boleć, chyba, że zakładamy element przyjemnego, konsensualnego bólu.

    Przezwyciężyć vaginismus

    Najważniejsze to skończyć z próbami penetracji na siłę, a zasięgnąć porady lekarskiej lub terapeutycznej. Dlaczego warto zacząć od odwiedzin u lekarza? Ginekolog lub ginekolożka (warto znaleźć kogoś, kto specjalizuje się w leczeniu pacjentek z vaginismus) stwierdzi, czy objawy nie są związane z infekcją, nieprawidłową opieką poporodową lub problemami anatomicznymi, na przykład bardzo wąską pochwą.

    Kolejnym krokiem powinno być udanie się do specjalisty/specjalistki od zdrowia lub medycyny psychoseksualnej. Terapia może okazać się bardzo pomocna w odnalezieniu źródła problemu, a następnie jego przepracowanie, na przykład dzięki terapii poznawczo-behawioralnej, ale również przy pomocy re-edukacji seksualnej.

    Warto również wykonywać trening Kegla, ale bez kulek gejszy, co nie tylko pozwoli na zlokalizowanie mięśni pochwy, ale i na przejęcie nad nimi kontroli. Bardzo ważne w procesie wychodzenia z vaginismus są ćwiczenia eksploracyjne – poznawanie swojego ciała przez dotykanie go lub oglądanie w lusterku. Nie tylko w sytuacji erotycznej, czy podczas masturbacji!

    Bardzo pomocne okazują się także dilatory, specjalnie skomponowane zestawy rozszerzaczy pochwy, które stopniowo pomagają przyzwyczaić waginę do obecności czegoś w środku. Choć to sprzęt medyczny, już dawno przestały kojarzyć się z czymś nieprzyjaznym. Zestawy dilatorów dostępne na rynku cieszą oko i często towarzyszą im edukacyjne DVD, Przykładowe komplety: Kessel (do kupienia w Polsce), Amielle Comfort, Vaginismus Dilator Treatment Kit, Velvi Kit, Dr Laura Berman Intimate Basic (można sprowadzić z zagranicy). Aby stopniowo wytrenować pochwę, można również używać własnych palców, jednak profesjonalne dilatory mają tę zaletę, że są cieńsze nawet od małego palca, a także mogą być używane przez osoby, które ze względu na budowę anatomiczną mają utrudniony dostęp do własnych genitaliów.

    Kiedy w procesie uczestniczy partner/ka, warto zrobić kilka kroków wstecz i na jakiś czas wstrzymać się od seksu (pojmowanego szerzej niż tylko penetracja!), ale nadal być blisko, na przykład przytulając się, całując, okazując sobie czułość, tańcząc ze sobą. Najważniejsze, aby nad tymi aktywnościami nie wisiało widmo, że mają prowadzić do stosunku, że są wyłącznie grą wstępną. Z czasem oraz postępem związanym z korzystaniem z terapii lub ćwiczeń eksploracyjnych, para będzie mogła na nowo, metodą małych kroków, podjąć próby współżycia.

    ***

    A na zakończenie list, który zainspirował mnie do popełnienia tego wpisu:

    Czytelniczka X pisze: Jestem dziewicą, jedynie (albo aż) 20 wiosen na karku, nigdy mnie jakoś specjalnie nie interesowało moje ciało i dopiero teraz je odkrywam. Zawsze wydawało mi się, że jestem dość ciasna, ale zawsze sądziłam, że przy próbach seksu nie będzie to zbyt wielki problem, że to naturalne itp. (zapewne wiele dziewczyn ma z tym problem za pierwszym razem). W każdym razie – mam partnera, ostatnio próbowaliśmy seksu i moje obawy się sprawdziły – nie dał rady we mnie wejść. Jest starszy i dużo bardziej doświadczony więc „rozgrzał” mnie należycie, był zapewniony odpowiedni poślizg. On jest dość hojnie obdarzony przez naturę co jest pewnie drugim powodem niepowodzenia. Moim pytaniem jest – czy mogę coś z tym zrobić sama? Znaczy… domyślam się, że odpowiedzią jest zapewne kupno odpowiedniej zabawki aczkolwiek nie mogę sobie na to pozwolić finansowo na razie. Mój partner potraktował mnie iście po królewsku, od razu zaczął myśleć co tu zrobić następnym razem by nie zrobić mi krzywdy, ale by wszystko poszło jak trzeba. Jeżeli jakoś mogę się przygotować na następny raz to zrobię to, by i on zyskał z tego więcej przyjemności, tylko zupełnie nie wiem, jak to zrobić.

    Moja odpowiedź: Najpierw myśl o sobie. Wydaje mi się, że podchodzisz do całej sprawy bardzo „zadaniowo”, że jeżeli decydujesz się być blisko z partnerem, to musi być to penetracja, że on też „musi” coś z tego mieć. A wcale tak nie musi być! Oczywiście, zawsze zachęcam do eksperymentów z własnym ciałem, badanie jego możliwości, sprawdzanie poszczególnych rodzajów doznań, ale samo dochodzenie do tego momentu, w którym Twoje ciało będzie gotowe na penetrację, może być fantastyczną przygodą. Wasze spotkania erotyczne wcale nie muszą kończyć się penisem-w-waginie, by Twój partner czerpał z nich satysfakcję. Możecie przecież eksperymentować z seksem oralnym, wspólną lub wzajemną masturbacją, palcówką – ta zresztą fantastycznie pozwala przyzwyczaić pochwę do penetracji. Nie musisz też od razu inwestować w gadżety erotyczne, w końcu wszystko może być dildo, gdy ma się wystarczająco dużo wyobraźni! Najważniejsze jednak, by to „wszystko” było czyste, nie ociekało chemikaliami i nie miało ostrych krawędzi. Pamiętaj też, że równie przyjemne rzeczy dzieją się w przedsionku. Partner, z którym rozpoczynasz współżycie, powinien tę sytuację zrozumieć i okazać Ci wsparcie oraz… nie narzucać zbyt szybkiego tempa.

    Być może Twoja błona dziewicza ma też na tyle specyficzną budowę lub grubość, że próby jej rozciągnięcia są zbyt bolesne. Może być też tak, że na opisywaną przez Ciebie sytuację rzeczy wpływa strach przed penetracją. Aby wykluczyć przyczyny anatomiczne, radzę udać się do ginekologa/ginekolożki. W rzadkich przypadkach, gdy błona dziewicza okazuje się mało elastyczna, konieczne jest nacięcie hymen, co znacznie ułatwia pierwszy stosunek.

    [okładka wpisu]

    proseksualna-kinky-winky-mini

    This article has 22 comments

    1. pochwica wrote:

      Opisałaś mój problem :(
      U ginekologa byłam. Nawet u 3. Jedyne co usłyszałam to, że mam ciasne wejście. Badanie ginekologiczne zawsze mnie bolało. Robiłam wymazy, posiewy, posiewy moczu. Mam nawracające infekcje, ale łatwe do zaleczenia.
      Jako dziecko chodziłam do kościoła, ale w domu seks nie był demonizowany. Moja mama jest super i nigdy nie robiła mi sieczki z mózgu.
      Potem miałam chłopaka przez 2 lata. Jedyna aktywność to petting i seks oralny, gdzie ja byłam zwykle stroną bierną. Właściwie musiałam się przełamywać, żeby cokolwiek zrobić. Potem był kolejny chłopak… strata dziewictwa po alkoholu i ból tylko przy dłuższych stosunkach… ale szybko straciłam zainteresowanie.
      Teraz od ponad 3 lat jestem w związku. Bardzo bałam się naszego 1 razu, że będzie boleć, że nie dam razy, ale było naprawdę fajnie i wzruszająco (wcześniej nie czułam aż takiej bliskości). Skończyło się to infekcją pęcherza. Kolejna próba, kolejna infekcja. Potem jeszcze parę razy w miarę ok i zaczęło się – bardzo bolesny początek seksu, który dało się przełamać i potem już nie bolało… a teraz już nic nie idzie ból jakbym była rozrywana. Chłopak nie ma pretensji (cały czas powtarza, że jemu wystarcza to co jest), ale ja się obwiniam. Jestem jego pierwszą partnerką i jak zostanie ze mną do końca życia to nigdy nie zazna normalnego seksu waginalnego :( Albo że w końcu mu się znudzi czekanie. Do psycholog chodziłam przez kilka miesięcy i tylko mnie denerwowała…

      1. Anna Katarzyna wrote:

        Hej. Nie jesteś sama. Też nie ogarniam tematu, ale wiem jedno: nic na siłę. U mnie pochwica jest konsekwencją długiego związku w którym seks odbywał się bez mojej zgody i uwierz, jakiekolwiek zmuszanie się pogarsza problem. To chyba jak ze sportem, lepiej nie forsować bo kontuzje leczą się trudniej i dłużej (z czasem- po zakończeniu tamtej znajomości- ustąpiły u mnie infekcje dróg moczowych, pozostała jednak suchość i ciasnota). Dobrze że zaczęłaś od lekarzy, teraz szukaj takiego, który będzie chciał Ci pomóc. To nie tak że każdy psycholog jest z tej samej sztancy, jeśli jeden nie pomógł to idź do innego, nie odpuszczaj. I nigdy, przenigdy się nie obwiniaj, bo nie robisz tego po złości, nie masz nad tym kontroli, widzisz problem i chcesz go rozwiązać. Robisz to co właściwe, ani mniej, ani więcej.

        Powodzenia :)

    2. jaka wrote:

      Dziękuję autorce za bardzo dobry artykuł, chyba o mnie, a może nie do końca…
      Od kilku miesięcy jestem mężatką, wcześniej nie współżyłam. A teraz kiedy tak długo na to czekaliśmy i nareszcie możemy sobie pozwolić okazało się, że jest problem.. problem ze mną. Mój mąż nie może we mnie wejść ;(
      Za pierwszym razem był ogromny stres, zadaniowe podejście, że musi się udać, małe nawilżenie, za szybko, olbrzymia presja, no i nic nie wyszło… Penis wszedł może na 2 cm, takie było moje odczucie. Mnie nie bolało prawie w ogóle, za to mąż nie mógł się przebić, czuł blokadę tak jakby pchał w ścianę i odczuwał przy tym ból. Próbowaliśmy dopiero trzy razy, tłumaczyłam, że to nie może dziać się mechanicznie, że ja potrzebuję więcej pieszczot, wolniejszego tępa, zrozumienia. Mąż niby to wie, ale widzę, że uważa mnie za dziwoląga i chyba obwinia za całą tą sytuację. Z jego narządami jest wszystko w porządku.
      Byłam u ginekologa, myślałam, ze coś jest ze mną nie tak, ale okazało się, że wszystko dobrze, tylko mam ciasne wejście do pochwy i dlatego potrzebuję dłuższej gry wstępnej i wtedy powinno być ok. Moja błona jest normalna, więc tym nie ma co się martwić. Lekarz przepisał mi krem Oeklop aby estrogeny zadziałały rozluźniająco na pochwę. Nie odczuwam strachu przed seksem, więc to chyba nie pochwica. Sama próbuję poszerzyć wejście palcami, wziernikami, używam żelu nawilżającego i widzę, że są niewielkie postępy w stosunku do tego co było wcześniej. Teraz dwa, a nawet trzy palce nie sprawiają problemu. Mój mąż także widzi różnicę, sam się czasem bawi moją waginą, widzi, że pod wpływem pieszczot wejście powiększa się. Jednak twierdzi, ze moja dziurka nadal nie jest na tyle duża, żeby jego penis mógł wejść, dlatego nie będzie próbował na siłę. Tłumaczę, że nie ma innego rozwiązania i musimy przełamać ten opór, wiem że będzie bolało, ale nie boję się. Tylko jak przekonać męża do dalszych prób i cierpliwości? Przez tą sytuację staliśmy się dla siebie oziębli, traktujemy temat współżycia jak tabu, a przecież samo się nie zrobi…

    3. Wiki wrote:

      Co może być wynikiem strachu przed penetracją lub nawet włożeniem czegokolwiek (łącznie z tamponem) do pochwy?
      Uważam, że jestem bardzo proseksualna, nie wstydzę się masturbacji i lubię to robić, ale wizja penetracji wywołuje u mnie niewyjaśniony lęk i nie wiem, jak go przełamać.

    4. Frankie wrote:

      Problem pochwicy dotyczył niestety mojej dziewczyny… Bardzo długo cierpieliśmy z widomego powodu. Byloby mi dużo łatwiej gdyby jakiś facet udzielił mi wtedy jakiś porad albo jakiegoś wsparcia… Pochwica niszczy silne związki i doprowadza do rozpaczy. Jeśli chcesz pogadać na temat pochwicy to zapraszam.

      1. Nat wrote:

        To nie pochwica niszczy związki, a podejście do pochwicy, czyli ignorowanie problemu, dążenie do seksu penetracyjnego na siłę, brak zrozumienia drugiej osoby i komunikacji z nią, popędzanie w procesie wychodzenia z pochwicy.

    5. femdomowy wrote:

      Artykuł doskonały, podane informacje także, natomiast komentarze zawierające nutkę agresywną są zarówno niepotrzebne, jak i nieskuteczne (osoba zamyka się).
      Co do seksu, to cieszenie się seksualnością nie musi oznaczać wpychania się w waginę, można kobiecie dać rozkosz na wiele sposobów, choćby pieszczoty oralne i uczucia wyższe. :)
      Udany seks po mojemu oznacza rozkosz kobiety, fizyczna
      rozkosz partnera to rzecz drugorzędna.

      1. Nat wrote:

        Dla jednych drugorzędna, dla innych (w tym dla mnie) równorzędna.
        A co do reszty – w 100% amen!

    6. Charlie wrote:

      Mileno, z całym szacunkiem, ale niestety nie mam mamusi i tatusia, którzy zapłacą za mnie rachunki, kiedy ja będę sobie biegać po lekarzach bez wyraźnej przyczyny. Co więcej, nie po to przez 10 lat zarzynałam się pracując w 3 pracach, by sobie kupić mieszkanie, żeby je teraz stracić za długi. Bez prądu, ogrzewania i gazu też się nie da żyć. Bez ginekologa, jak widać, da się. A umrzeć można w każdej chwili. Ba, nawet Ci, którzy z byle przeziębieniem biegają po lekarzach też umierają.

    7. Charlie wrote:

      Mam nieodparte wrażenie, że ja właśnie na to cierpię. Nie jestem w stanie nawet zaaplikować tamponu. Udało mi się może ze dwa razy w życiu i to jako bardzo młodej dziewczynie – miałam może 15 lat, na pewno nie więcej. Od tamtej pory mogę zapomnieć o tamponach. Penetracja? W życiu. Palcówka? Nigdy. Nawet o aplikacji leku dopochwowo mogę zapomnieć. Nigdy nie byłam u ginekologa, bo wiem, że i tak nie będzie szansy na to, żeby mnie zbadał.
      Raz w życiu próbowałam uprawiać seks, ale to było koszmarne. Byłam zaciśnięta do tego stopnia, że partner nie wiedział nawet gdzie mam wejście do pochwy.
      Po tym doświadczeniu jakoś przestałam się interesować seksem.
      Najciekawsze jest to, że nawet przy myśli o włożeniu czegokolwiek do środka (nawet jeśli to tampon albo globulka) czuję jak wszystkie mięśnie się zaciskają, czuję takie dziwne uczucie w żołądku, jakby ciężar.
      Przyzwyczaiłam się już do tego, chociaż trochę mi żal, że tyle potencjalnie przyjemnych doznań mnie omija. Od wielu lat z nikim się nie spotykam, bo boję się, że jak przyjdzie co do czego, to znowu nie będę zdolna do odbycia stosunku, a facet mnie wyśmieje. Wstydzę się tej przypadłości i wstydzę się dziewictwa. Najlepsze jest to, że wcale nie jestem jakąś świętą dziewicą, która uważa seks że coś strasznego. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło.

      1. Nat wrote:

        Charlie, dziękuję Ci, że podzieliłaś się swoją historią. Wiem, że nie pytasz o radę, ale i tak Ci ją dam. Znajdź ginekologa lub ginekolożkę, którzy specjalizują się w kontakcie z pacjentkami z pochwicą, na przykład tu: znanylekarz.pl/choroba/pochwica. Badanie pozwoli stwierdzić, czy u podłoża fochów Twojej pochwy nie leżą problemy anatomiczne. Jeżeli nie, poszukaj seksuologa/seksuolożki – specjaliści pozwolą Ci dotrzeć do tego, co powoduje taką, a nie inną reakcję Twojego ciała oraz zaleci odpowiednie ćwiczenia. W pewnych sytuacjach praca samodzielnie, na własną rękę, może nie przynieść efektów – zwłaszcza, gdy skupisz się tylko na aspekcie fizycznym, ignorując psychiczny.
        Powodzenia!

        1. Charlie wrote:

          Wielkie dzięki Nat za radę, ale niestety lekarze i terapeuci są poza moim zasięgiem. Takie czasy, że nie mam nawet ubezpieczenia ani tym bardziej pieniędzy, żeby wydać na lekarza. Może kiedyś, jak sytuacja ekonomiczna mi się zmieni, to zdecyduję się zasięgnąć fachowej porady. Niestety, na razie się na to nie zanosi.
          Przyznam się, że ja całkowicie ignoruję ten problem. Nie mogę nosić tamponów, noszę podpaski, tak jak pisałam, partnera nie mam, więc seks nie istnieje.
          Ale i tak dziękuję za radę. Fajnie wiedzieć, że jest ktoś na świecie, kto nie uważa mnie za dziwoląga.

        2. Nat wrote:

          Jeżeli mieszkasz w Polsce, to chociażby dla faktu bycia objętą ubezpieczeniem zdrowotnym, warto zarejestrować się jako osoba bezrobotna w urzędzie pracy (chyba, że pracujesz na umowie o dzieło lub na zleceniach, to trochę inna sytuacja). W niektórych sytuacjach można też podpiąć się pod ubezpieczenie rodziców lub dziadków, jeżeli mieszka się z nimi w jednym domu.
          Przejrzałam też Twoje starsze komentarze na blogu, pisałaś w nich m.in. o złej edukacji seksualnej, którą odebrałaś jako dorastająca dziewczyna. Wydaje mi się, że to może być jednym ze źródeł problemów, z którymi borykasz się dzisiaj. Tak na dobrą sprawę, czasami naszej głowie wystarczy, gdy usłyszy jedno negatywne zdanie, które zostaje z nami na długo. Poczytaj polskie fora dyskusyjne nt. pochwicy – one pozwolą Ci też poznać historie innych osób, które miały vaginismus, jak go przezwyciężyły, jak dotarły do źródła problemu. Gwarantuję Ci, że poczujesz się mniej „jedyna”.
          Proszę, nie ignoruj tego problemu. Wiem, że zawsze są rzeczy „ważniejsze”, ale to ze swoim ciałem zostaniesz do końca życia, warto więc budować z nim zdrową relację. Już nawet pal licho seks. Pochwica nie przechodzi sama – niestety, kobiety, które się z nią zmagają i które z tego względu unikają wizyt ginekologicznych, są w podwyższonej grupie ryzyka, m. in. gdy idzie o wykrywalność raka szyjki macicy. Są też konsekwencje emocjonalne i psychiczne – od frustracji aż po depresję.
          I nie jesteś dziwolągiem!

      2. nigdy nie byłaś u ginekologa? to ja bym sie nie martwiła samą pochwicą jako objawem (o ile to w ogóle jest to). wybacz, że straszę, ale może to odmieni twoje myślenie na drodze do zadbania o ubezpieczenie zdrowotne lub wygospodarowanie funduszy. nieleczone przypadłości ginekologiczne prowadzą do tak poważnych chorób, że zanim się obejrzysz możesz przywitać się z nowotworem, mięśniakami lub zakażeniem całego organizmu. nigdy nie zdarzył mi się tak agresywny post, ale cóż… powodzenia.

        1. Charlie wrote:

          Powiem tak, od czegoś trzeba umrzeć. W mojej obecnej sytuacji finansowej zdecydowanie pilniejsze jest opłacenie rachunków i jedzenie, niż zdrowie. Od studiów nie mam ubezpieczenia, a kilka ładnych lat już minęło. A nawet jak miałam, to też nie chodziłam do lekarzy. Póki nie boli, znaczy, że nic się nie dzieje. Wiem, że to nie jest najmądrzejsza postawa, ale jak się ma 200 zł na życie miesięcznie, to ciężko myśleć o opiece zdrowotnej.

        2. milena wrote:

          jak widać- słabe osobniki same się unicestwiają. i dobrze. na całe szczęście płaci rachunki, tak więc wspólnota mieszkaniowa póki co nie ucierpi. a to przecież najważniejsze.

        3. Nat wrote:

          Ty tak serio? Czy trochę za dużo Nietzschego?

        4. Milena siedzi tu obok mnie i nadziwić się nie może ze ktoś może być tak głupi by przedkladac rachunki za mieszkanie nad własne zdrowie. a ja tymczasem dumam nad kondycją „naszej ” edukacji już nie tyle seksualnej, co zdrowotnej w ogóle. eh.. i ogolnie wychowania w duchu dbania o siebie… bo skądś się bierze taka postawa.

        5. Nat wrote:

          Magdalena, a ja się zastanawiałam, skąd się wzięła ta zbieżność adresu IP z adresem Mileny, bo bardzo nie chciałam, aby komentarz w takim tonie okazał się Twoim.
          Niestety, ale naskakujesz na Charlie, nie znając jej historii i sytuacji – w efekcie Twoje komentarze i wroga postawa wywołują reakcję odwrotną do zamierzonej. Problemem wielu kobiet, które zmagają się z kłopotami ze zdrowiem intymnym, może być tak samo edukacja, jak i pochrzaniony system opieki zdrowotnej, a konkretniej – kwestia ubezpieczeń i dostępu do specjalistów. Bo jak wiemy, w Polsce posiadanie ubezpieczenia nie gwarantuje natychmiastowych konsultacji, czy badań. Można pójść prywatnie, ale wiesz, że na jednej wizycie się nie skończy, pojawia się obawa, że specjalist(k)a zastosuje „upselling”. Zamiast złości na jednostkę chyba bardziej uzasadniona byłaby złość na cały system.

      3. Nat, no jasne, że winny jest system opieki/ kapitalizm/ rodzice i ich wkład w wychowanie/ brak edukacji/ chore priorytety narzucane społecznie, które każą ci najpierw zatroszczyć się o ratę kredytu, a potem o zdrowie itd. Mówię to z dużym smutkiem i żalem, naprawdę szczerze, bez podtekstu. Moja praca polega na pomaganiu ludziom i szlag mnie trafia, jak wiem, że ktoś potrzebuje pomocy, a ni cholery nie może sobie na nią pozwolić, bo kasa, bo miejsce zamieszkania, bo brak czasu albo cokolwiek. Ale na boga, jeśli przez kogoś przemawia brak szacunku do własnego zdrowia i życia, to nie ma co się wykręcać „systemem” i innymi takimi. Wypada wtedy przyznać, że na zdrowiu niespecjalnie mi zależy (co z resztą koleżanka Charlie zrobiła wybierając „najpierw rachunki, lekarz potem” albo przyznając, że tak naprawdę nie chodzi o brak ubezpieczenia, bo „nawet jak miałam, to też nie chodziłam do lekarzy”).
        Nie podpisuję się pod słowami Mileny, ale długo o tym gadałyśmy czytając te posty i w jednym przyznam rację- taka sytuacja zdrowotna Charlie jest jakby nie było jej udziałem. A to oznacza tylko tyle, że w jej mocy jest by to zmienić. Tyle.

    8. Joanna wrote:

      Świetny artykuł, szkoda tylko, że ciągle trzeba takie rzeczy powtarzać…

      1. Nat wrote:

        Dziękuję! Ja tam wierzę, że powtarzanie pozwala utrwalać pewne rzeczy :)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr