• Jak czuje się facet, któremu odmawiasz seksu?

    Jak mały chłopiec, płaczący i miotający się w swojej kołysce, czekający, by mamusia przyszła i go utuliła. Tak twierdzi Esther Perel, terapeutka par z Nowego Jorku*, komentująca przypadek pana Mowera.

    Każdy z nas, niezależnie od płci, miewa takie dni, kiedy po prostu nie ma ochoty na seks. Partner/ka może starać się ze wszystkich sił, by wprawić nas w nastrój, ale wszystkie wysiłki idą na marne. Odmowa w takiej sytuacji nie jest może najmilszą rzeczą, ale seks nigdy nie powinien być czymś, na co decydujemy się z uprzejmości lub by nie urazić ukochanej osoby. Do czego jednak może doprowadzić ustawiczne odmawianie mężczyźnie seksu? Pan Mower – mąż i ojciec – udowodnił, że nawet do depresji.

    Jak twierdzi Mower, za każdym razem, gdy próbował inicjować seks, żona odrzucała go. Szeptał jej do uszka, ale nie poskutkowało. W internecie przeczytał, że wyręczanie kobiet w pracach domowych, pomaga wprawić je w figlarny nastrój, więc „zmywał naczynia i odkurzał znacznie częściej. I nic to nie zmieniło”. Mężczyzna postanowił więc prowadzić zapiski, jak często jego seksualne wysiłki spełzały na niczym. Okazało się, że w 95% przypadków żona odmawiała (scenariusze były różne: próby zainicjowania seksu, dni, kiedy umawiali się na nocne zabawy, ale do nich nie dochodziło). Pani Mower stwierdziła jednak, że pamięć jej męża jest wysoce wybiórcza.

    Taki obrót spraw w pożyciu małżeńskim państwa Mower doprowadził naszego bohatera do destrukcji. „Stał się zrzędliwy, utył, wieczorami nie wracał już tak chętnie do domu. Seks z żoną to wyznacznik mojego dobrego samopoczucia. Kiedy odmawia, mam wrażenie, że mnie nie kocha”.

    Tezę wspierającą fakt, że odmawianie mężczyznom seksu może mieć poważne dla nich konsekwencje potwierdził Wall Street Journal, publikując garść naukowo dowiedzionych faktów:

    „Eksperci wierzą, że dla mężczyzn seks jest dużo bardziej emocjonalnym przeżyciem niż dla kobiet. Mężczyźni wyrażają uczucia czynami, nie słowami. W przeciwieństwie do kobiet, nie wygadują się od serca wszystkim, poczynając od przyjaciół i rodziny, na kierowcy autobusu skończywszy. […] Nic więc dziwnego, że tęsknią za seksem, gdy ten znika z ich życia. Dzięki niemu mogą być agresywnymi i męscy, a jednocześnie delikatni i zależni. Dla niektórych mężczyzn seks jest głównym sposobem komunikowania się i pielęgnowania intymności. […] Mężczyzna, któremu odmawia się dotyku i pieszczot jest jak mały chłopiec płaczący w kołysce i czekający aż ktoś go podniesie”.

    Jakkolwiek nie twierdzę, że nie powinno się zaspokajać seksualnych potrzeb, tak porównanie faceta do chłopca w kołysce to zwyczajna gra na emocjach. Kobiet, oczywiście. Odrzucenie boli każdego, ale nie po to jesteśmy dorośli, by nie komunikować swoich potrzeb lub używać języka czy gestów, by utwierdzać partnerów/partnerki w ich atrakcyjności, zapewniać o uczuciach. Seks (który przecież powinien być przyjemnością) to nie jedyny sposób pielęgnowania intymności. Nikt nie powinien decydować się na współżycie dla świętego spokoju. Co jeszcze zwróciło moją uwagę w publikacji w „Wall Street Journal”? Stwierdzenie: nie uprawiali wystarczająco dużo seksu. A jaka ilość seksu w seksie byłaby odpowiednia? Każdy z nas ma przecież zupełnie inne preferencje.

    Inna rzecz, że Mowerowie nie zakosztowali seksu przedmałżeńskiego, nie mieli więc sytuacji prób i błędów, odkrywania swojej seksualności, poznawania temperamentów. Przyznali nawet, iż w noc poślubną „oczekiwali fajerwerków”, a żadna iskra się nie pojawiła. Poza tym pani Mower szybko po zawarciu związku zaszła w ciążę, po czym poroniła, co zaowocowało obniżeniem libido. Rozmowy na tematy dotyczące erotyki ją krępowały. Co robił mąż, zamiast wspierać żonę? Chciał więcej seksu.

    Postawa bohatera artykułu jest okropnie roszczeniowa i właściwie każde odbiorcom myśleć o waginie i rozrywkach z nią związanych jako o jedynym źródle, z którego mężczyzna może czerpać dobroczynną oksytocynę. Badania antropologów cytowane w publikacji tylko potwierdzają tezę, że kobiety są złe, bo dysponują seksem, na którym facetom tak zależy i którego bardzo potrzebują, w związku z tym mają w majtkach narzędzie do kontrolowania swoich partnerów.

    Sytuacja prowadzenia zestawień życia erotycznego i trzymania notesu na szafce przy łóżku też jest nieco przerażająca. Nie wiem sama, jak zareagowałabym, gdyby mój partner prowadził dzienniczek pożycia, odnotowując stosunki lub ich brak z iście szpitalną precyzją typu: „stolec był?”. Podobnie absurdalne jest porównanie kobiety odmawiającej seksu do wyrodnej matki. Dziecko w kołysce jest od niej zależne, to rodzice zapewniają mu opiekę i jedzenie, dorosły człowiek ma to do siebie, że o własne potrzeby może zatroszczyć się sam. Również te seksualne.

    Osłabłam zaś całkowicie, gdy przeczytałam, że obecnie życie Mowerów się poprawiło, gdyż mąż uświadomił żonie, że dla niego brak seksu to niezasłużona i okrutna kara. Podsunął jej fachową literaturę. Zamiast pielęgnować intymność we dwoje, on skupiał się wyłącznie na sobie, zapominając, że po drugiej stronie barykady też jest człowiek, którego podobno obdarza miłością. Pierwsze, co powinien zrobić, to nauczyć się kochać siebie, pomasturbować się, a wreszcie przestać uzależniać swoją samoocenę od tego, czy jego żonie zbiera się przy nim na amory czy na wymioty. Penetracja nie pomaga rozwiązać problemu niskiego mniemania o sobie. Niezależnie od tego czy jest się kobietą, czy mężczyzną.

    * Źrodło: Wall Street Journal, tłum. własne.

    [grafika wpisu – Kit]

    This article has 9 comments

    1. Aseksualny wrote:

      Dzień dobry,
      U mnie to wygląda tak, że żona wychowywała mnie seksem. I to w ten sposób, że brak seksu był karą, a nie, że seks był nagrodą. Nie, nie było tak, że jeśli coś zrobiłem nie tak (w stylu nie posprzątałem) to tego dnia nie było seksu. Kara (często nawet zapowiedziana) to był miesiąc bez seksu. Gdy ja wkurzony odmawiałem seksu to od razu była awantura.
      Gdy się poznaliśmy przez pół roku uprawialiśmy seks kilka razy w tygodniu, potem kolejne pół roku to pewnie z raz w tygodniu. Po ślubie średnia szybko spadła do raz w miesiącu, a po kolejnych dwóch latach spadła do 1-2 razy w roku… Do czego to doprowadziło? W związku jest źle, powiem szczerze, na niczym nam nie zależy, nie troszczymy się specjalnie o siebie. OK, pewne minimum zachowujemy – mieszkamy razem i dzielimy obowiązki, ale to nie jest już miłość ani jakaś silna więź – to tylko przywiązanie.
      Jaki to miało wpływ na mnie? Niektórzy w takich sytuacjach wypisują prostackie hasła „nie dostaje obiadu w domu to jem na mieście”. Nie jestem pruderyjny, zdrady mnie nie szokują, wiem z czego wynikają. Tyle że należę do tych osób, które dopuszczają się innych zdrad, może gorszych. Parę razy byłem zakochany (oczywiście nie w żonie), w tym z jedną dziewczyną spędzałem w pracy prawie każdą możliwą chwilę. Seksu nie było, intymności pocałunków też nie. Z mojej strony było uczucie, mam wrażenie że z drugiej strony też…
      Ach i jeszcze jedno. Z ostatnich zbliżeń z żoną wynika że stałem się impotentem, a przynajmniej mam jakieś problemy z uprawianiem seksu. Mam 33 lata i mam wrażenie że już nigdy nie będę uprawiał normalnego seksu. Całe szczęście jest jeszcze praca i inne zainteresowania.

      1. Nat wrote:

        Twoja historia nie jest wesoła, ale z drugiej strony zastanawia mnie, co Cię jeszcze w tej relacji trzyma? Mówi się, że jeżeli nie możesz zmienić okoliczności, zmień nastawienie, ale w Twoim wypadku wierzę, że okoliczności da się zmienić. Dlaczego więc tkwisz w małżeństwie, w którym nie spełniasz się uczuciowo, nie mówiąc już, że seksualnie?

      2. Ola wrote:

        Witam. Rozumiem Cię doskonale, Ja jestem z facetem juz 16 lat, mamy 8 letniego syna, jakies 3.5 roku temu nasz sex był nieziemski, w końcu odkryłam to, co w nim najpiękniejsze, tzn. to wydarzyło się wcześniej, oczywiście miałam chwile, gdy nie uprawiałam seksu tak często np. kiedy nie byłam rozbudzona i nic w zasadzie oprócz bólu nie czułam, jak miałam depresję poporodową, po cesarce, ale to były dla mnie motywy dość jasne, jednak sex uprawialiśmy, nie tak często, jak on by chciał, ale jednak… aż do momentu, gdy to jemu się odechciało, było rzadko, gdzie wcześniej bardzo często. Czuję się okropnie… moja samoocena znacznie spadła, dlatego nie zgodzę się z autorką tego artykułu, że to nie wina partnera, że nam spada samoocena, myli się, najwyraźniej nigdy nie doświadczyła odrzucenia. Ja dostawałam miłość, komplementy i ogromną ilość rozkoszy, a doszło do tego, ze zamknęłam się w sobie (wynik kolejnych kłótni, w których usłyszałam lub doświadczyłam czegoś niemiłego), czuję się niekochana, nieatrakcyjna dla niego, mało seksowna, itd. mogłabym wymieniać, ale nie ma to najmniejszego sensu. To nieprawda, że sami możemy zatroszczyć się o swoją przyjemność, tzn. oczywiście możemy, ale jaki jest efekt? Bliskość z własną ręką czy zabawką erotyczną? Czy to ma mi wystarczyć? Wykluczone. Postanowiłam, że odchodzę, pomimo mojej wiedzy na temat pewnych jego problemów efekt, jaki teraz mamy, doszukuję się ciągle negatywnych skutków bycia zbyt długo może z 2 osobą… najnormalniej w świecie uważam, że przestałam go pociągać, bo nie potrzebuje już tego tyle, co kiedyś. Efektem jest to, że Ja już nie mam ochoty się do niego zbliżać, stałam się małostkowa, marudna, chwilami nawet agresywna… jednym słowem nie jest ze mną dobrze. Próbowałam czekać i zrozumieć, ale nie daję rady… nie mam już siły, to co w związku jest najwyższą formą bliskości i budowania intymności przestało się już dla mnie liczyć, tak jak sądzę iż dla niego również. Odmawiać sobie przyjemności z osobą, którą się kocha? Nie coś tu nie tak… przestałam zabiegać, stroić się, nadal noszę seksowną bieliznę, ale nie potrafię się przed nim otworzyć, zresztą okazuje sie, że on nie potrzebuje i nie chce tego. Nie bedzie oglądał mnie nago, bo czuję się źle nago przy nim. Wiec czy ma odrzucenie partnera wpływ na nasze samopoczucie? Jak najbardziej, i to nie tylko kobiety odmawiają, teraz muszę sama pracować nad swoją samooceną, ale pewnie sobie poradzę, a szczerze mówiąc na jakikolwiek związek przestałam mieć nadzieję, nie mam na to siły. Pozdrawiam

    2. Karol Janson wrote:

      Masturbować się w małżeństwie? To po co mu żona, przecież ‚umówili się’ na relację o charakterze seksualnym ?

      1. Nat wrote:

        Rozumiem, że wg Ciebie masturbacja przystoi wyłącznie singlom?

        1. Kluska wrote:

          Czy wypowiedź Karola Jansona nie była oczywistą ironią? Czy Nat tego nie zauważy? Czy Moerowie będą szczęśliwsi, gdy pani Mower poświeci swoją waginę dla dobra ich związku?
          Tego wszystkiego i o wiele więcej, dowiecie się w następnych komentarzach.

    3. Anonim wrote:

      Boże, i jeszcze to: „Mężczyźni wyrażają uczucia czynami, nie słowami. W przeciwieństwie do kobiet, nie wygadują się od serca wszystkim, poczynając od przyjaciół i rodziny, na kierowcy autobusu skończywszy.”

    4. Adam wrote:

      Kobiety znacznie gorzej znoszą sytuacje gdy się im odmawia seksu :P

      1. pax wrote:

        Potwierdzam, odmówienie kobiecie seksu to uwolnienie Krakena. :D

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr