• Jak zamienić chęć zdrady w coś pozytywnego?

    W chęci zdrady w większości przypadków wcale nie chodzi o seks. 

    Chyba nikt (pomijam specyficzne preferencje seksualne) nie chce być w związku zdradzany. Ale co zrobić, gdy jest się tą stroną, która bardziej niż doświadczenia niewierności ze strony partnera/partnerki, obawia się, że sama zdradzi? Ten problem nie ma płci, dotyczy tak samo kobiet, jak i mężczyzn. Bo wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi. A to oznacza, że właśnie przez bycie pobudliwymi istotami seksualnymi czasem mamy przechlapane. Jak zatem poradzić sobie z chęcią zdrady?

    1. Przede wszystkim warto sobie uświadomić, jak sami pojmujemy zdradę i czy pokrywa się to z pojmowaniem zdrady przez partnerkę/partnera. Naprawdę nie ma tutaj uniwersalnej definicji. Na to, jako co postrzegamy zdradę, wpływają takie czynniki jak: wychowanie, doświadczenia w relacjach oraz doświadczenia seksualne, oczekiwania wobec drugiej osoby, a także kompleksy czy poczucie własnej wartości. Dlatego też może okazać się, że dla drugiej osoby zdrada to już oglądanie pornografii, podczas gdy w naszym pryzpadku może równie dobrze wyjść na jaw, że od seksu poza związkiem dużo dotkliwsza jest dla nas zdrada emocjonalna, czyli zakochanie się w kimś innym.

    2. Nie karz się za chęć zdrady. To, że czujemy pociąg seksualny do kogoś innego niż partner/ka – czasem może być to nawet postać fikcyjna, na przykład bohater/ka filmu czy książki – jest zupełnie normalne, bo jest częścią seksualności. Pozwolenie sobie na tego typu fantazje, dopuszczenie ich do głosu, wcale nie oznacza, że musimy od razu je realizować, ponieważ…

    3. … chęć zdrady można wykorzystać do umocnienia relacji. Może to szokujące, ale też prawdziwe. Nawracająca chęć zdrady – niekoniecznie fantazje pomagające podczas masturbacji, ale pojawiająca się w różnych sytuacjach chęć skoku w bok – to znak, że w obecnym związku coś się wypaliło, zaszły jakieś zmiany, które wymagają interwencji. Warto więc poświęcić chwilę na zastanowienie się, co ten ktoś z zewnątrz (mogą to być też „ktosie” w liczbie mnogiej) daje nam takiego, czego nie otrzymujemy od obecnego partnera/obecnej partnerki. Najczęściej okazuje się bowiem, że wcale nie chodzi o seks, a o autentyczną uwagę, pogłębiony dialog, docenienie starań czy umiejętności, dzielenie wspólnej pasji, a nawet o to, że „ten trzeci”/”ta trzecia” widzi nas w kompletnie innym świetle niż partner/ka – na przykład z dala od funkcji rodzica, opiekuna domu etc.

    Może też chodzić o potrzebę czegoś nowego, zmianę scenerii, zmianę utartego schematu, w którym się poruszamy, zmianę utartego scenariusza. Zlokalizowanie motywów pomoże w komunikacji z drugą osobą. Dlatego też…

    4. … nie warto udawać. Tłumienie uczuć i potrzeb na dłuższą metę jest szalenie wyczerpujące. Czasem do tego stopnia, że nie potrafimy już z tą drugą osobą normalnie rozmawiać, bo widzimy w niej rozczarowanie życia, które nie powinno było dopuścić nas do chęci zdrady. Ale zaraz, czy partner/ka potrafi czytać nam w myślach? Aby nie zapieklić się w swoim poczuciu wiecznego niedoruchania niezaspokojenia, musimy komunikować się z drugą osobą, na przykład mówiąc jej, co nas podnieca, a także, co zaczęło nam przeszkadzać.

    Absolutnie nie chodzi o to, aby straszyć partnera/partnerkę zdradą, jeżeli nie da nam tego, czego oczekujemy. Jeżeli okazuje się, że chodzi nam raczej o uwagę, bycie adorowanymi, robienie większej ilości rzeczy poza domem, częstsze wychodzenie gdzieś bez dzieci, możemy to zakomunikować w miarę bezboleśnie. Być może okaże się, że partner/ka też ma taką potrzebę! Trzeba jednak skupić się na mówieniu o własnych odczuciach, bez oskarżania drugiej strony wyświechtanymi: „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”, a także proponować konkretne sposoby na ulepszenie relacji – czasem mogą być to rzeczy tak proste, jak umawianie się na randki raz w tygodniu, zachęcenie drugiej osoby do znalezienia czasu na własne hobby czy zajęcia, częstsze wypady z miasto, wyłączenie telewizora podczas wspólnej kolacji. Nie możemy też zapomnieć o wysłuchaniu drugiej strony i dopuszczeniu jej oczekiwań do głosu. Jak rozmawiać, pisałam w tym newsletterze (jeżeli chcesz otrzymywać treści niepublikowane na blogu, dołącz do mojej listy mailingowej).

    5. Kiedy jednak wszelkie próby komunikacji, chęci naprawy sytuacji spełzają na niczym, jest jeszcze jeden, ostateczny krok. Choć nie dla wszystkich będzie to najbardziej optymistyczne rozwiązanie, sama całkiem serio uważam, że czasem po prostu trzeba pozwolić relacji zmienić się lub… zakończyć. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że jednak chodzi o seks. Seks jest naprawdę potężną siłą, która może zbliżyć dwoje ludzi do siebie lub skutecznie ich rozdzielić. Bywa, że oczekiwania seksualne nie pokrywają się do tego stopnia, że gdy w grę nie wchodzi otwarcie związku, czyli pozwolenie sobie nawzajem na sypianie z innymi ludźmi, trzeba daną relację zakończyć i poszukać spełnienia gdzie indziej.

    Jeżeli jednak druga osoba jest człowiekiem, z którym po prostu chce się spędzić resztę życia, a przynajmniej jego część pozałóżkową, znalezienie rozwiązania jest możliwe. Może przecież okazać się, że do zaspokojenia chęci zdrady czy apetytu na bycie adorowanymi, wystarczy nam założenie profilu na portalu randkowym czy Tinderze, i świadomość, że pożąda nas ktoś jeszcze. Wcale nie musimy się z tą osobą spotykać na żywo – możemy po prostu masturbować się do fantazji o byciu pożądanymi.

    Otwarcie związku (jednostronne lub całkowite) czy swing też nie muszą oznaczać końca związku. Niektóre pary decydują się na przykład na wprowadzenie polityki „nie pytaj/nie mów”, w ramach której osoba randkująca lub uprawiająca seks z innymi osobami ma na to przyzwolenie, ale nie dzieli się szczegółami z partnerką/partnerem. W innych związkach jedna osoba angażuje się w relacje intymne z innymi pod warunkiem, że ta druga może sobie popatrzeć, ale nie dotykać w trakcie. Jeszcze w innych obowiązującą zasadą jest niespotykanie się z ludźmi mieszkającą w tym samym mieście.

    Chęć zdrady wcale nie oznacza, że jesteśmy złymi ludźmi. Może być świetnym impulsem do przeanalizowania własnych oczekiwań oraz stanu związku, w którym jesteśmy, a także ich przewartościowania. Szczerość w kwestii uczuć czy pobudek naprawdę pozwala umacniać relację oraz skuteczniej komunikować się z drugą osobą. Warto jednak znaleźć dla siebie taką metodę, która zadziała.

    A wy jak radzicie sobie z chęcią zdrady? Chętnie poznam wasze metody na zamienienie chęci zdrady w coś pozytywnego!

    [okładka wpisu]

    proseksualna-kinky-winky-mini

    This article has 21 comments

    1. […] Druga strona też może być kompletnie niezainteresowana uczestniczeniem w fetyszu partnera. Zdarza się jednak tak, że partnerka ujawnionego rogacza po kilku latach związku jednak nabiera chęci wypróbowania cuckoldingu. Najważniejsze jest jednak to, aby rogacz nie naciskał i nie czynił z cuckoldingu warunku koniecznego dla przetrwania relacji. Poinformowanie o cuckoldingu to jak zasianie ziarna, które ewentualnie wykiełkuje. Oznacza to bowiem, że partnerka dostaje przyzwolenie na seks z kimś, kto w przyszłości może się jej spodobać, a tym samym jest odciążona z poczucia winy, które może wywoływać chęć zdrady. […]

    2. […] poza prymarną relacją, co bardzo mało ludzi traktuje jak coś zbawiennego, a dużo więcej jako zdradę. Może też liczyć, że z czasem, po dwudziestu kilku latach w wyniku zmian hormonalnych poziomy […]

    3. Kr wrote:

      Jestem po lekturze książki Deborah Anapol „Poliamoria” i polecę ją każdemu, choćby w celach poznawczych. Tam pojęcie zdrady też się pojawia ale relacje są kompletnie inne niż w modelu monogamii wpajanym nam od dziecka. Sam miałem okazję się przekonać, że można żyć w symetrycznym związku będąc z dwiema osobami. Zadziwiam się tym, że można kochać więcej niż jedną osobę jednocześnie. Zdrada… zależy właśnie jak na to spojrzymy. Dla mnie najgorszą formą zdrady jest kłamstwo bo wtedy traci się zaufanie. Pierwszy raz, kiedy przyznaliśmy się z moją partnerką do tego, że każde z nas kocha dziewczynę z którą mieliśmy tylko dla frajdy pójść do łóżka był ogromnym oczyszczeniem. Każde z nas miało już z nią oddzielnie głęboki kontakt emocjonalny ale nie mieliśmy żadnego zamiaru się rozstawać jako para. Wręcz to nasz związek wzmocniło. Skończyło się to wszystko z innych powodów dobre kilka lat temu. Nikt z nas na coś takiego nie był przygotowany (bo niby skąd miał znać takie układy?). I nadal jesteśmy parą, nadal jesteśmy ze sobą szczęśliwi i staramy się dawać sobie coraz więcej radości, zaufania i miłości. Ale nasz związek jest nadal otwarty. Każde z nas ma wolny wybór i ponosi odpowiedzialność za to co robi. Wie co jest cenne i co można stracić. Poruszasz ważną kwestię. Chęć nawiązania relacji z kimś innym może być sygnałem tego, że w związku dzieje się źle. I to prawda. Zawsze warto się zastanowić nad własnym związkiem. My mieliśmy przez 16 lat trwania naszej relacji wzloty i upadki ale ciągle pracowaliśmy nad poprawą. Bez tego nie ma nawet mowy o myśleniu o poliamorii.

    4. Piotr wrote:

      LadyLove
      Pytanie z pozycji obserwatora – skąd zdradzanie partnera, którego się kocha? Pytam z czystej ciekawości, czy to dlatego, że kochanek może dać Ci emocje, których nie masz szans uzyskać ze swoim stałym partnerem? Czy może kochasz dwie osoby na raz, co przecież też nie jest rzadkim zjawiskiem.

      1. Martenka33 wrote:

        U mnie jest tak ze kocham partnera nawet w ogień bym za nim skoczyła ale …. od jakiegoś czasu pisze z facetem z którym kiedyś coś tam się zaczęło i nie wyszło nic więc myślę że u mnie to po prostu coś nowego ze po 7 latach związku pragnę czegoś innego … nie chce zdrady ale nie wiem czy dam radę to przetrwać nie ukrywam ze mąż jest przystojny wysportowany charakter super itd a jednak mnie coś ciągnie do tego drugiego 😕 chyba zwyczajna ciekawość i chęć doświadczenia czegoś innego …. nie wiem co robic

    5. Margerytka wrote:

      Dziękuję za ten tekst…
      Dla mnie to ciężki temat, choć z zupełnie innego powodu. To ja zdradziłam i po mnóstwie emocjonalnych dołków, totalnego pogubienia i emocjonalnego sponiewierania odeszłam, mój eks do dziś nie dowiedział się, że go kiedykolwiek zdradziłam, wolałam go ochronić przed tą wiedzą, zakładając, że to ja miałam problem. Nasz związek i tak się sypał, ale to osobny temat.
      Wiesz, ja do dziś się boję (choć minęło kilka lat), że nie będę umiała tego ogarnąć, że wejdę w związek i kogoś znów zdradzę ale powoli zaczynam się układać na tyle tam w środku, by móc uwierzyć, że może być OK, a Twój tekst to taka mała cegiełka. Trafiłam na Twojego bloga bo ktoś polecił Twój tekst, ale chyba zostanę bo podoba mi się sposób w jaki piszesz :)
      Pozdrawiam ciepło :)

    6. Memoiresale wrote:

      Ależ piekielnie trudny temat.
      Ja byłam osobą nagminnie zdradzaną. Dowiedziałam się o tym zupełnym przypadkiem i to właśnie zabolało mnie najbardziej. Możliwe, że przy odpowiedniej komunikacji, sprawa potoczyłaby się inaczej, a na pewno lepiej dla mojego zdrowia psychicznego.
      A co z tym zdrowiem psychicznym? Ano dziwnie, bo wtedy coś we mnie pękło i w następnych związkach sama zaczęłam zdradzać. Zazwyczaj było to widmo końca, bo nie potrafiłam dalej tego ciągnąć, wiedząc o mojej nieszczerości, ale jednak. Nie potrafię tego logicznie usprawiedliwić. Impuls.

    7. Joanna wrote:

      Chyba rzeczywiście trudny temat…
      Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdemu z nas zdarza się popełniać błędy, w związku z tym sądzę, że nie zawsze zdrada (tym bardziej pragnienie zdrady) musi przekreślać długotrwałą relację. Czasem może być impulsem do zmiany na lepsze, katastrofą, po której zaczyna budować się od nowa.
      Niestety częstym błędem popełnianym w związkach jest myślenie, że partner jest dany raz na zawsze, że nie trzeba się o niego starać, walczyć… Zdrada przerywa tę rutynę ;)
      Nie da się jednak żyć w ciągłym strachu, jeśli partner od początku był niewierny, a dla nas wierność jest ważna, prawdopodobnie lepiej nie marnować czasu. A może strach przed zdradą wynika z naszego niskiego poczucia własnej wartości? Może partner daje nam odczuć, że takich jak my może mieć na pęczki?
      Precz toksycznym związkom!!! :)

    8. Morella wrote:

      Mimo, iż żyję w szczęśliwym związku, często oglądam się za innymi facetami, albo fantazjuję o nich, czasem też mnie kusi, aby spotkać się z kimś innym, niż mój partner, chociaż nigdy tego jeszcze nie zrobiłam, lubię też flirtować z nieznajomymi. Mój chłopak ma tak samo. W takich flirtach nie chodzi o seks, bardziej o to, żeby przekonać się, czy jeszcze mogę się podobać komukolwiek innemu, niż mój narzeczony. Poza tym, po wielu latach związku partnerzy się sobą nawzajem trochę nudzą, dlatego zaczynają spoglądać na innych, ale to nie znaczy, że nie chcą już razem być, po prostu taka jest kolej rzeczy.

    9. Laura wrote:

      Przyznam że dla mnie temat zdrady jest strasznie ciężki i niezwykle emocjonujący, powiedziałabym że wręcz traumatyczny. [być może to zbyt duże wyznanie jak na komentarz online jednak wydaje mi się że kilkukrotna zdrada mojego poprzedniego partnera silnie wpłynęła na kształtowanie się mojej osoby jaką jestem teraz, miała także prawdopodobnie wpływ na zaburzenia odżywiania, depresję i nienawiść do samej siebie z którymi w mniejszym lub większym stopniu borykam się niestety do dziś] Przyznam szczerze że ciężko mi się czytało ostatnią część postu. Naprawdę istnieją osoby które będąc w szczęśliwym w związku chcą czuć się pożądane przez kogoś innego? Rozumiem że szczerość i komunikacja to podstawa, ale dla mnie w takiej sytuacji nie ma już co naprawiać i taki związek nie ma najmniejszego sensu. Innymi słowy = kiedy pomiędzy dwojga ludzi wchodzi osoba trzecia dla mnie jest to koniec związku. Być może jestem mocno ograniczona i patrzę na to tylko oczami osoby która doświadczyła tego tylko z jednej strony i może również nie rozumiem jeszcze pewnych kwestii jednak naprawdę trudno jest mi traktować to jako coś zupełnie naturalnego i do zaakceptowania. Jestem ciekawa czy znajdzie się ktoś kto podziela moje zdanie czy raczej powinnam z góry uznać siebie za totalnie nieprzystosowaną do życia w społeczeństwie z uwagi na moje zbyt wysokie oczekiwania co do relacji z innymi ludźmi. ?

      1. Nat wrote:

        Lauro, tak, takie osoby istnieją i to wcale nie przekreśla faktu, że ich związki są szczęśliwe. Może nawet szczęśliwsze niż tych ludzi, którzy dla partnerki/partnera chcą być całym światem i oczekują, że ta druga osoba też wypełni ich cały świat.
        Na przykład: mój partner jest świetnym człowiekiem, który nie znosi tańczyć, a ja taniec uwielbiam. Czy tym, że chodzę tańczyć z innymi ludźmi, zamiast ciągnąć nieszczęśnika ze sobą, w jakiś sposób umniejszam jego wartości? Nie. A przecież taniec to też intymny kontakt, endorfiny, nabuzowanie. Tak samo może być dla niektórych ludzi z seksem. Dla innych to, co robię pewnie byłoby już jakąś formą zdrady.
        Ze sposobu w jaki napisałaś, że ta trzecia osoba „wchodzi między dwoje ludzi” wnioskuję, że nie zakładasz scenariusza, że ktoś może chcieć tę trzecią osobę zaprosić. A przecież może tak być. To, co zabija nam radość z seksu to narzucanie sztywnych norm i systemów, w których swoją seksualność mamy realizować i w których powinni ją realizować też inni ludzie. Jednak ocenianie życiowych wyborów innych wyłącznie przez pryzmat własnych negatywnych przeżyć jest trochę nie fair wobec tych osób, które swoją ekspresją seksualną nikogo nie krzywdzą.
        I żeby nie było: uważam, że Twoja chęć bycia w relacji na takich, a nie innych zasadach jest zupełnie normalna i wiem, że są miliony ludzi, którzy chcą tego samego, co Ty.
        Tak samo, jak normalne jest to, że niektórzy żyją w otwartych związkach. I też są ich miliony.

      2. Paula wrote:

        Laura, o ile dobrze Cię zrozumiałam, podzielam Twoje zdanie. Sytuacja w której ta druga osoba nas zdradziła, jest nie wybaczalna.- i z jednym wyjściem. Nikt też nie powinien zrzucać na siebie winy, za to że został zdradzony. Jeśli przykładowo facet dopuścił się tego, znaczy to, że coś mu w związku nie pasowało a skoro tak, należało albo o tym porozmawiać, i rozwiązać sytuację, albo się rozejść. Zdradzają W Y Ł Ą C Z N I E tchórze.

        1. LadyLove wrote:

          wspaniala dyskusja aż tu bach! miałam nadzieję ze nikt nie zejdzie na oskarzycielski, wzywający ton. domyslam się ze to przez pryzmat wlasnych doświadczeń nazywasz „nas zdradzających” tchórzami… tymczasem mój romans wymagał MNÓSTWA odwagi. tak więc apeluję- szanujmy się w dyskusji.

      3. Laura wrote:

        LadyLove Ale ja absolutnie nie krytykuję tutaj nikogo personalnie, zdaję sobie sprawę że istnieją odosobnione przypadki których w życiu nie zrozumiem, bo w takiej sytuacji nigdy nie byłam i będąc w szczęśliwym związku nigdy nie przyszło mi do głowy żeby zbliżać lub pozwolić zbliżyć się komuś trzeciemu, czego i nie wybaczyłabym mojemu partnerowi. Natomiast jeśli już mowa o terminach to czy nie lepiej romans nazywać po prostu nowym (lepszym? nie mnie to oceniać…) związkiem i potraktować tego drugiego partnera jak OSOBĘ, czyli okazać jej szacunek i zerwać tę relację zanim wejdziemy w inną? Być może jestem naiwna i zbyt mało jeszcze w życiu doświadczyłam ale taka opcja wydaje mi się najbardziej ludzka… Choć z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego że istnieją różne toksyczne, destrukcyjne i mniej lub bardziej zobowiązujące nas relacje niż luźny partnerski związek dwóch osób bez dzieci i statusu małżeństwa oraz takie w których trudno nam zwyczajnie odejść. Jednak takie jest moje zdanie – ludzie zasługują by wiedzieć chociaż to że nasz partner już nas nie kocha. Biorąc pod uwagę to co przeżywa osoba zdradzona oraz ta która poznała kogoś innego, tak jest mimo wszystko o wiele łatwiej.

        1. Lola wrote:

          No coz, rozni sa ludzie i zwiazki i czesto wraz z wiekiem zaczyna sie odrozniac intymnosc od pozadania i milosci oraz zaangazowania. Chcialam tylko zwrocic uwage na fakt, ze mozna kogos kochac i nie pragnac seksualnie czy erotycznie. Takich zwiazkow jest mnostwo, zwlaszcza z duzym stazem.

        2. Laura wrote:

          Owszem, są, jednak ja osobiście nie postrzegam tak szczęśliwego związku. Ale oczywiście szanuję twoje zdanie ;)

        3. LadyLove wrote:

          po pierwsze personalne było nazwanie tych co zdradzają tchórzami. po drugie co każe ci myśleć, że zdradzają ci co nie kochają swoich partnerów? ja mojego bardzo kocham :) aż mi się robię cieplej na sercu, kiedy to piszę. po trzecie mój romansowy partner to kochanek, jeśli zależy ci na nazwaniu go jako osoby. czy to wiele zmienia?

          * Zwróć proszę uwagę, że przykładając swój szablon do sytuacji innych ludzi nie zachowujesz otwartości, którą deklarujesz. Najwyraźniej trudno jest ci sobie wyobrazić, że zdrada to dla każdego coś innego. Być może dlatego istnieje ryzyko, że gotowa jesteś nazwać tchórzem tego, kto nie kończy swojego małżeństwa z powodu oglądania porno co 2 dni (z powodu takiej zdrady skończył się mój nastoletni związek z kolegą ze szkoły).

      4. Laura wrote:

        LadyLove Ale przecież komentarz o tchórzostwie nie był nawet mój, więc proszę nie osądzaj nieodpowiedniej osoby i czytaj chociaż podpisy ;) Ja jednak dalej będę się upierać że zdrada przekreśla DLA MNIE szczęśliwy związek i tyle, może i po czasie wszystko wraca do normy lub przeradza się w coś całkiem świeżego i nowego, ale trauma u tej drugiej osoby na pewno zostaje, nawet jeśli nie mówi o tym otwarcie…
        W każdym razie kończąc już tę dyskusję wszystkim wam życzę szczęśliwych relacji bez względu na to czy będziecie w nich sobie wierni czy też nie, każdy ma przecież swoją definicję związku i dopóki przynajmniej te dwie osoby będące w nim się ze sobą zgadzają to chyba reszta nie ma większego znaczenia i to właściwie chciałam od początku przekazać… Pozdrawiam ;)

    10. Nika wrote:

      Przyznam szczerze, że dla mnie temat zdrady jest bardzo, ale to bardzo drażliwy, ale jestem Ci za niego wdzięczna, Nat, bo mi to rozjaśniło kilka sytuacji z przeszłości. Trochę bardziej zrozumiałam o co chodziło, gdy mój facet czasem wolał się masturbować do kobiet, które go podrywały na czatach erotycznych, niż uprawiać seks ze mną. Prawda była taka, że nie umiałam go uwodzić.
      Po przeczytaniu tego wpisu może nie czuję się lepiej, ale zrozumiałam niektóre kwestie. :) Dzięki!

      1. Nat wrote:

        W sumie trochę to przykre, że sam partner nie umiał Ci tego przekazać, gdy był na to czas. Ale cieszę się, że Ci w jakiś sposób pomogłam :) Po to prowadzę blog!

      2. Paula wrote:

        Nika, – zamiast winić siebie za to, że nie byłaś kochanką uwodzącą swojego partnera, zastanów się czy on włożył wystarczająco dużo chęci w to by Cię dowartościować, byś czuła się w Jego oczach tą najpiękniejszą, najseksowniejszą..
        Bo jeśli on na co dzień nie potrafił obdarować Cię dobrym słowem, to nie powinien później mieć o co cokolwiek do Ciebie pretensji.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr