• Ona brzydka, piękny on

    Wcale nie zaczęło się od praskiego metra, w którym zapytałam Mariana, czy też zauważył, jak wielu atrakcyjnych facetów chodzi za rękę z dziewczynami raczej przeciętnymi*. Zaczęło się dużo wcześniej, w momencie, w którym dano mi do zrozumienia, że chyba nie pasuję do swojego partnera.

    Udaliśmy się we trójkę – ja, Marian i moja koleżanka – do jednej z krakowskich knajpek (bo nie wiem czy już wspominałam, że kiedyś mieszkałam w Krakowie, rzuciłam koncertowo studia na UJ, ale w dalszym ciągu mam w grodzie Kraka znajomych i chętnie odwiedzane miejsca?). Zjedliśmy obiad, wypiliśmy butelkę wina, po czym zdecydowaliśmy się to miejsce opuścić. W drodze do toalety poprosiłam kelnera o przygotowanie rachunku.

    – Chcielibyśmy zapłacić osobno – dodałam jeszcze.

    – Rozumiem, że pani (ja) płaci za siebie a pan i pani (wskazał na mojego partnera i koleżankę przy stoliku) razem?

    Czyżby chodziło o to, że żadna normalna kobieta nie zostawiłaby swojego faceta w towarzystwie innej babki, tylko ciągnęła go ze sobą do ustępu?

    – Nie…

    – Aha, czyli panie razem, a pan osobno? – przerwał mi zanim zdążyłam podać odpowiednią konfigurację.

    – Nie. Ja i pan razem, a pani osobno – odparłam, rechocząc w myślach: „możesz to sobie w ogóle wyobrazić?”.

    Obsługujący nas najwidoczniej chciał wykazać się spostrzegawczością, a popełnił małe foie gras. Mógł zwyczajnie zapytać, kto z kim płaci, ale zrobił swoje i przynajmniej dał mi bodziec do napisania notki.

    Niestety, żyjemy w takich czasach, w których piękni powinni parować się z pięknymi, maksymalnie wystylizowani z maksymalnie wystylizowanymi, a brzydcy z brzydkimi, bo każde inne zestawienie wywołuje w patrzącym dysonans poznawczy. Jedynym dopuszczalnym odstępstwem od tej normy są amerykańskie sitcomy, mające za swych głównych bohaterów grubego faceta i jego chudą żonę, ale w nie i tak nikt nie wierzy, bo komedia to oczywiste wyolbrzymienie i umowność.

    Opowiastka z metra ma jednak swoją kontynuację w postaci Mariana rozdziawiającego paszczę w udawanym zdziwieniu, że oglądam się za innymi mężczyznami oraz mnie dopowiadającą:

    – A potem patrzę na nas i w sumie wychodzi na to samo.

    – Nie, nie, oboje jesteśmy piękni – zaprotestował Marian, który żyje w przekonaniu, że wszyscy go lubią, a jeśli dają mu do zrozumienia, że jest inaczej, to z pewnością się mylą.

    Ale pozwoliłam mu dalej tkwić w jego tęczowej bajce i nie ciągnęłam tematu.

    Rzeczywiście. Kolejna edycja Viva Najpiękniejsi jest nasza.  the_prettiest couple

    Dlaczego on ze mną jest?

    To odwieczne pytanie heteroseksualnej i żeńskiej części ludzkości, która czasami sama nie wie, jakim cudem potrafiła kogoś sobą zauroczyć, a już w szczególności wtedy, gdy eks była ewidentnie ładniejsza. Jak to możliwe, że sama nigdy go sobie nie zadałam?

    Bo mam na tyle trzeźwy ogląd siebie, by obce były mi autoanalizy w stylu: przecież nie jestem ani specjalnie ładna, ani specjalnie inteligentna i w sumie mam w sobie tyle specjalności, co specjalny autobus. Mam też na tyle dużo przytomności umysłu, by nie definiować siebie za pomocą tych oczu, które na mnie patrzą, chociaż czasami bywają one dużo życzliwsze niż moje własne. Daleka jestem też od bzdurzenia, że w kontaktach międzyludzkich wygląd się nie liczy, bo liczy się i w tej kwestii nawet nie próbuję ani samej siebie, ani nikogo innego oszukiwać. Ale powłoka przydaje się wyłącznie do tego pierwszego impulsu, bo zdecydowanie „na życie” nie wystarczy.

    Wiem, że nie będę piękna dla tego, który chce mieć kobietę-ozdobę czy takiego, którego obraz partnerki idealnej wykreowały pornole. Nigdy jednak nie spojrzałam na drugą osobę, konstatując w myślach, że jestem spoza jej ligi i nigdy nie przyszło mi na myśl, że mogłabym być dla kogokolwiek „niewystarczająco dobra”. Nawet dla Johnny’ego Deppa. Chodzi o to, że mam gdzieś obowiązujące kanony i stać mnie na to, żeby widzieć nawet tę nie do końca oczywistą atrakcyjność. Ideały są dla mnie nudne. A gdy idzie o związki, to jednak nic mi po tym, kto cieszyłby moje oko, gdyby miał okropną albo kompletnie nieciekawą osobowość czy totalny brak zainteresowań. I tak zupełnie przy okazji, nikt nie wydał mi się na tyle idealny, by zdziwiło mnie, że puszcza bąki.

    Bo nie ma na świecie aż takich samarytan, którzy byliby z kimś wyłącznie z litości. A już z pewnością nie ze mną.

    * Zdarzają się i atrakcyjne kobiety z partnerami tylko odrobinę ładniejszymi od diabła.

    P. S. I niby łączymy się w pary, by mieć ładne i zdrowe potomstwo. Moje i Mariana może być co najwyżej zdrowe, bo w parku nauki, dzięki urządzeniu robiącemu urodowy mash-up rodziców, przekonaliśmy się już, że nasze dzieci byłyby najbrzydsze na świecie.

    [grafika wpisu via]

    This article has 8 comments

    1. Sara wrote:

      Frazesy w stylu ‚ideały są dla mnie nudne’, ‚mam gdzieś obowiązujące kanony’ przywołują mi na myśl dialog z pewnego serialu- A: Money can’t buy happiness” B:Sure it can. That’s just a lie we tell poor people to keep them from rioting”. Jakiekolwiek zdanie można mieć na temat ideałów czy kanonów, one zawsze będą. Mnie osobiście niemiłosiernie razi średnio dbająca o siebie babka z „wyczesanym” gościem. Oczywiście nie na pięknej buźce buduje się związek, bo ciężko coś zbudować gdy ktoś może być umysłowym pierwotniakiem. Ale wygląd jest ważny, szczególnie dla facetów- wzrokowców z natury. Już przestaję marudzić, tylko zapytam jeszcze- co jest pierwszym impulsem, co jest powłoką, gdy nie ma powłoki?
      PS FANTASTYCZNY blog.

    2. Alisss wrote:

      a mi się wydaje, że jest odwrotnie. Widzę wokół siebie wiele pięknych kobiet, a ci faceci jacyś tacy… i nie jestem les.

    3. and wrote:

      Czekam na podobny tekst o różnicy wieku między partnerami, z wielką ulgą doczytałam z netowych taboidów o Szumowskiej z 12 lat młodszym mężem.

    4. To jest jeden z najlepszych tekstów ever. Lubię go. Congratulacjones.

      1. Nat wrote:

        Muczas gracjas.

    5. julo wrote:

      foie gras :D

      1. Nat wrote:

        Bo to się podobno tak stopniuje: faux pas, fondue, foie gras i foyer.

        1. inana wrote:

          Pewien pan powiedział jeszcze „pa fu” (jakkolwiek to napisać ;) )

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr