• Wypełniacze

    Widziałam wiele dziewczyn, które rękami i nogami trzymały się związków, w których nie były szczęśliwe. Godziły się na relacje, które można by z łatwością podsumować frazą: „it’s not right but it’s OK”. Nawet jeśli bardzo się kogoś lubi, po co godzić się na wszystko w imię pielęgnowania iluzji małej stabilizacji?

    Taki związek nazwałabym wypełniaczem. Wypełniaczem wolnego czasu, pustki, nudy. Przystankiem pomiędzy jedną wielką i szaloną miłością a kolejną. To coś, na co czasem najfajniejsze dziewczyny decydują się, by czuć się potrzebnymi. Wynajdują sobie emocjonalne tampony, byleby tylko być właściwą dziewczyną dla kogoś, kto może wcale nie jest kimś właściwym dla nich.

    Decyzja wejścia w taki układ zazwyczaj powoduje chęć bycia pożądaną i stania się must-havem randkowego rynku. Chodzi o przekonanie, że jeszcze nie wypadło się z tej gry. Świadomość faktu, iż gdzieś w tym samym mieście jest ktoś, kto ma ochotę bez końca tulić się pod kołdrą o poranku lub wieczorami oglądać filmy, siedząc na kanapie bywa uskrzydlająca. Zwłaszcza, gdy przychodzą beznadziejne samotne dni, a wokół widzi się wyłącznie szczęśliwe pary. Takim osłabiaczem radości życia solo może też być burzliwy okres na studiach czy w pracy. W każdym razie pojawiają się okoliczności, gdy w sumie lepiej byłoby kogoś mieć. Nawet za cenę ranienia uczuć drugiego człowieka i własnej nieumiejętności odwzajemnienia otrzymanego wsparcia. Inne okoliczności poszukiwania wypełniacza? Zerwanie wcześniejszego związku i obserwowanie, że eks wrócił/a do randkowania szybciej. Przyjaciółka, której ostatnio uczuciowo wiedzie się lepiej. Wymieniać można w nieskończoność. Nowa osoba pozwala chwilowo odpędzić uporczywe myśli z cyklu „co jest ze mną nie tak?”.

    Wypełniacza można trzymać przy sobie z kilku powodów. Na przykład wierząc, że głębsze uczucia i ekscytacja przyjdą z czasem – w wyniku przyzwyczajenia. Znam historie kobiet, które zdecydowały się na układy bez żadnej prymarnej fascynacji, na związki z rozsądku. Spotykały takiego raz i nabierały przekonania, że nikt lepszy ich nie zechce. Kończyły z sypialnianymi frustracjami, albo decydowały się na skoki w bok. Poszukiwały iskry, której brakowało w kontaktach z wypełniaczem. Istnieją bowiem babki żywiące desperacką nadzieję, że któregoś dnia tak spojrzą na swojego wypełniacza i z miejsca zwilgotnieją.

    Bo w gruncie rzeczy chodzi o to, że wypełniacz nie jest zły – niech sobie będzie reprezentatywny, oczytany i ma świetne poczucie humoru. I miło, gdy jest się z nim na stopie koleżeńskiej. Ale… Gdy wypełniacz okazuje się mieć uczucia, a te uczucia przekuły się w kilka randek i on generalnie jest stroną bardziej zaangażowaną, może pojawić się obawa przed utraceniem go na dobre. Całkiem też słuszna, bo po okresie spotykania się, uprawiania seksu i przeżywania orgazmów, zwyczajnie trudno wrócić do tego, co było przed, na powrót zostając przyjaciółmi. Zawsze będzie w tych spotkaniach pewna niezręczność.

    Gdy nie ma pasji, ekscytacji, a nawet gorzej – gdy czasem sama w myślach zaklinasz swojego wypełniacza, by wreszcie się zamknął, zapytaj siebie, czy warto ciągnąć taki układ. Każda z nas chciałaby się widzieć jako tę bez skazy, ale czasem trzeba przyznać, że wplątało się w relację totalnie bez przyszłości.

    Wszyscy wiemy, jak w teorii powinny wyglądać związki, nasiąkamy dobrymi radami jak gąbki. To, z czym wchodzimy w relacje to wzory wyniesione z mediów, z domu, z własnych doświadczeń i tego, jak pozwalaliśmy się traktować. Dlatego czasem tak trudno jest rozpoznać, czy to, co staje się naszym udziałem jest tym, do czego w rzeczywistości dążymy. Musisz przyjąć do wiadomości, że rozstajesz się nie z miłości, a w wyniku zmian. Nie wystarczy, że ktoś będzie traktował nas tak, jak tego chcemy – chodzi też o to, byśmy czuli do drugiego człowieka to, co kiedyś sobie wymarzyliśmy.

    Jeżeli więc traktujesz wypełniacza jako osobę przejściową pomiędzy jedną wielką miłością a drugą jeszcze bardziej szaloną, pomyśl, że to człowiek, który również zasługuje na bycie kochanym, pożądanym i podziwianym (niepotrzebne skreślić) tak, jak tego chce, a czego ty mu nie ofiarowujesz. I to, że poprosisz go, by zniknął z twojego życia, nie oznacza, że pozbywasz się go na rzecz innej osoby. Pozbywasz się go dla samej siebie, by nie brnąć w, bądź co bądź – szkodliwy układ za daleko.

    [grafika wpisu – Romel]

    This article has 2 comments

    1. Nick * wrote:

      Nie zdarzają się historię z Wypełniaczem w roli głównej i wilgotnym happy endem?

      1. Nat wrote:

        A jesteś takim wypełniaczem? Skoro zdarzają się przygody na jedną noc z happy endem, pewnie i wypełniacz ze szczęśliwym zakończeniem jest możliwy…

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr