• O byciu seksowną…

    raz jeszcze. Zaczęło się od jakiegoś babskiego portalu i newsa o Rihannie pozującej w sesji okładkowej dla magazynu GQ. Autorka artykułu poszczuła czytelników cycem, po czym enigmatycznie zapytała czy nie mają dość rozbierającej się wszędzie piosenkarki, która po raz kolejny nie zostawiła zbyt wielkiego pola dla wyobraźni.

    Znów znalazłam się w świecie Paradoksu Paris, w którym można lubić tylko tę dziewczynkę, która eksponuje własną seksowność, ale już nie seksualność. A Rihanna jest bardzo seksualna i w swojej seksualności niezwykle otwarta.

    Bycie seksowną to wymóg, który dziewczynom stawia kultura. Wystarczy rzucić okiem na reklamy produktów upiększających czy programy telewizyjne o spektakularnych metamorfozach, pozwalające uwierzyć, że z każdej pasztetowej zrobi się kremówkę. Redaktorzy kobiecych portali wypuszczają serie wideo, w których bezlitośnie objeżdżają celebrytki (bo przecież nie celebrytów) za ich modowe wpadki. Rozumiem, kobiety mogą poczuć się lepiej tylko wtedy, gdy inne wyglądają gorzej i niech tak sobie będzie. Jednak co to jest za sprawiedliwość, skoro z okładek GQ spoglądają na mnie wylaszczone i półnagie babki, a wśród facetów jedynie Johnny Depp szczuje cycem, podczas gdy reszta panów jest pozapinana pod samą szyję? Pamiętacie, jaką burzę wywołała reklama Old Spice z atrakcyjnym modelem, który zachęcał żeńską część widzów, by spojrzały na niego, potem na własnego mężczyznę i znów na niego? Sprawa otarła się o Radę Etyki Reklamy. Podobno była poniżająca dla mężczyzn, którzy nie mają czasu na siłownię, bo zajmują się zarabianiem pieniędzy.

    Można powiedzieć, że każda kobieta ma wybór i nie jest zobligowana do eksponowania własnego sex-appealu. Guzik prawda. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że to kobiety nakazują innym kobietom czynić z siebie obiekty pożądania. Od lat redaktorzy pism nieprzerwanie radzą i uczą, co zrobić, by potencjalny (oczywiście) heteroseksualny partner zainteresował się obiektem, a następnie tego zainteresowania nie stracił. Wiem, że są na świecie babki, którym nie przeszkadza wypełnianie ról narzuconych genderowo i one się wśród kolorowych magazynów i pastelowych portali odnajdują. Ja, niestety, do nich nie należę. I wkurza mnie, gdy ktoś ma czelność komentować, że facet zadziwczający dziewczynę, gdy ta – choć się z nim całowała – nie ma ochoty pójść na całość, ma do tego prawo, bo to ona wysyłała mu sprzeczne sygnały albo ktoś kiedyś powiedział, że uprawiała seks w toalecie na czyjejś domówce. Takie zachowanie przecież znacząco zwiększa jego szanse na jej zaliczenie. Podobny komentarz, podczas rozmowy o wspólnej znajomej, której towarzysz randki zareagował agresją, gdy ta nie chciała pójść z nim na całość pomimo wcześniejszych pocałunków, usłyszałam właśnie od kobiety. Skoro pozwala w jakikolwiek sposób na dotykanie się czy całowanie, zapala zielone światło dla dalszych akcji. W końcu mężczyźni są prości i nie należy mieszać im w głowach informacjami, że kobiety całują ich po francusku, bo zwyczajnie to lubią, a niekoniecznie chcą być dziesięć sekund później penetrowane penisem.

    W internecie znalazłam nawet tutorial „jak być seksowną, ale nie zdzirowatą”, czyli tą, która przyciąga mężczyzn, a nie choroby weneryczne. Dosłownie. Zupełnie, jakby wszystkie dolegliwości przenoszone drogą płciową brały się z rozwiązłego trybu życia. Jak się okazuje, kuszenie i uwodzenie to nie tylko obowiązek – to sztuka. To sztuka niełapania STD oraz noszenia zwiewnych spódnic i sukienek. To sztuka żucia kanapki z serem „jakby miało się jakąś tajemnicę” i pobudzania facetów do niegrzecznych myśli. I – co najważniejsze – czerpania z tego niemałej satysfakcji. W końcu rząd męskich erekcji jest niczym rząd dusz.

    Nawet jeżeli image wcześniej wspomnianej Rihanny to wytwór sprytnego marketingu, to ona sama, mówiąc w wywiadach otwarcie o seksie i seksualności, patologicznych związkach, w które się plątała, wyświadcza innym kobietom większą przysługę niż ci, którzy wolą ją zadziwczać, bo ich tą otwartością wkurza. Przecież każda dziewczynka powinna wcześniej zapytać swojego pana i władcę czy w ogóle może otworzyć buzię. Prawda?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr