• Niewłaściwe okoliczności utraty dziewictwa

    Przerwanie oporu, a tym samym błony dziewiczej oraz zakrwawione prześcieradło – te symptomy potwierdzają, że kobieta była czysta. Defloracja podczas badania ginekologicznego, aplikacji tamponu, jazdy konnej czy nawet urodzenie się bez tego konkretnego kawałka ciała sprawiają, że na zawsze traci się prawo do bycia postrzeganą jako „niewinna”.

    Artystka podpisująca się jako Eden kilka miesięcy temu popełniła pracę-komentarz do fallocentrycznego modelu świata, który ogromny nacisk kładzie na utrzymanie kobiet w najbardziej nieskalanym stanie aż do dnia ślubu. Virginity Quilt I, bo tak zatytułowano dzieło, to wynik dociekań twórczyni na temat utraty dziewictwa i związanych z tym aktem emocji. Sam tytuł pracy to ciekawa gra słów, bo Dziewicza Kołdra („quilt”) I z pewnością nawiązuje do angielskiego odpowiednika „winy” – „guilt”, konotując zatem Dziewiczą Winę. Szczególną uwagę Eden poświęciła środowiskom, w których „czystość” (rozumiana jako posiadanie błony dziewiczej) może być potwierdzona jedynie przez deflorację dokonaną w noc poślubną. I choć może się wydawać, że rozerotyzowany i przesycony seksem świat już dawno zapomniał o takich praktykach, to nadal istnieją kraje, w których, po dokonanej konsumpcji małżeństwa, należy wywiesić zakrwawione prześcieradło z okna sypialni, tak, by wszyscy sąsiedzi widzieli i mogli przyklasnąć oraz zaaprobować obecność danej kobiety w ich społeczności. Artystka w opisie pracy przyznaje, przewertowała fora internetowe, blogi, przepytała swoich znajomych i rodzinę, by uzyskać jak najszerszy ogląd zjawiska. Dzieło jest „w ruchu”, ponieważ historia, którą komentuje, jest w ciągłym procesie i nie zanosi się na to, by coś miało się wkrótce zmienić. Może Eden doszyje nowe łatki.

    Kulturowy, niezwykle silny mit głosi bowiem, że jeżeli kobieta straciła dziewictwo w „niewłaściwych okolicznościach” – na przykład przed ślubem lub, co gorsza, gdy sama tego chciała. Albo w wyniku gwałtu. Według komentarza artystki, tak rozdziewiczona dziewczyna zostaje ometkowana jako towar drugiej kategorii.

    Swoje dociekania Eden podsumowała następująco – wiele kobiet ma poczucie winy z powodu uprawiania przedmałżeńskiego seksu, ponieważ presja społeczna lub religijna jest bardzo wysoka. Sama nieraz słyszałam i czytałam komentarze dziewczyn, które wyznawały, że żałują utraty dziewictwa oraz tego, że nie zaczekały z seksem na swojego narzeczonego czy pierwszą zupełnie poważną miłość. Zdają się zapominać jednak o bardzo ważnej rzeczy, zrażone pewnie niezbyt udanym pierwszym seksem, a o której bardzo rzadko się wspomina: jeżeli pierwszy stosunek jest (w ostatecznym wrażeniu) średni, to i tak dobrze. Współżycie rozpoczęte „z miłości” pewnie wcale nie miałoby lepszego startu. Powszechnie wiadomo, że seks się uprawia, ale nikt nas nie uczy, jak. Skazujemy się na działania intuicyjne, z których albo zaczynamy czerpać przyjemność, albo nie. Dlatego pierwsze próby to zwykle czysta amatorszczyzna, choć pewnie ten termin nie jest zbyt fortunny, zważywszy na niemoc określenia poziomu profesjonalnego, bez linii melodycznej.

    No i ta krew. Musi być krew, bo inaczej się nie liczy. Kiedy kilka miesięcy po własnej utracie dziewictwa rozmawiałam o całym zajściu z partnerem, z którym ów akt się dokonał, wyznał on, że w zasadzie nie mógł uwierzyć, że byłam dziewicą. Bo nie krwawiłam. I myślę, że sporo jeszcze facetów, przekonanych, że defloracja wiąże się ze szkarłatnym potokiem godnym świniobicia, chodzi po tym świecie. Może gdybym była bardziej wrażliwa albo wykarmiona mitami dotyczącymi czystości, byłoby mi przykro z powodu takiego komentarza. W końcu w jakiś sposób mojego partnera „oszukałam”. W czasie tej rozmowy przewróciłam oczami i odparłam: „idź lepiej przeczytać jakąś książkę”, bo dla mnie samej naprawdę było ważniejsze, co JA czuję, a nie martwienie się tym, żeby ręcznik pod tyłek podłożyć. Problem tkwi w tym, że takie poglądy na „czystość” kojarzoną automatycznie z krwawieniem są zakorzenione na tyle mocno, że nie tylko wciąż pokutują w głowach kobiet i mężczyzn, ale i nakręcają biznes rekonstruowania błon dziewiczych, sprzedawania sztucznych hymen czy maści ścieśniających waginę. Żeby tylko znów poczuć się, jak dziewica, nietknięta aż do dziś.

    Na Virginity Quilt I, poza sentencjami dotyczącymi krwi i niewinności, Eden naniosła też hasła dotyczące gwałtu. Oprócz oczywistego komentarza do sytuacji „zużytego towaru”, dodatkowo naznaczonego traumą (ale o tym przecież się nie myśli, co ofiara ma w głowie), nawiązuje do antropologicznie eksploatowanego faktu, iż pierwszy raz zawsze ma coś wspólnego z przemocą – następuje w końcu rozdarcie ciała, które – jak by nie patrzeć – zawsze wiąże się z przezwyciężaniem oporu, który stawia błona dziewicza. Dlatego nie dziwi mnie, gdy słyszę, że niektóre dziewczyny wolą rozdziewiczać się same. I nie mam na myśli bzdurnej legendy miejskiej o kaszance, ale prywatny i intymny akt, który w jakiś sposób przełamuje mit o tym, że błona dziewicza w rzeczywistości nie należy do jej posiadaczki, tylko do tego mężczyzny (fallusa), który ją posiądzie.

    Więcej o dziele i artystce tu (zdjęcia pracy również z tej strony).

    This article has 4 comments

    1. […] z pryszczatym kolegą z równoległej klasy. Pielęgnujemy społecznie przekonanie, że akt pierwszego stosunku uruchamia wewnętrzny kompas, który będzie nas wiódł do końca naszych […]

    2. Eileen wrote:

      Jestem jedną z tych osób, które pozbawiły się błony dziewiczej samodzielnie. Dlaczego? Żeby nikt nie mógł mi kiedykolwiek powiedzieć, że „mnie rozdziewiczył”. Ot, taka ze mnie Zosia Samosia :)

    3. Morella wrote:

      Zdarzają się też przypadki takie, jak mój. Miałam bardzo grubą błonę dziewiczą i usuwano mi ją w szpitalu podczas zabiegu. Tym sposobem byłam dziewicą do 25 roku życia, bo dopiero wtedy trafiłam na panią ginekolog, która powiedziała mi, co mogę zrobić, aby móc uprawiać normalnie seks. Chociaż już wcześniej miałam bardzo udane życie seksualne, co świadczy o tym, że kobieta nie potrzebuje penetracji, aby mieć orgazm.

    4. WildOrchid wrote:

      Przy tym wszystkim szczególnie ciekawe jest, że bardzo duży procent kobiet (widziałam liczbę 60%) nie krawi podczas pierwszego razu. Jeśli kobieta uprawia seks po praz pierwszy z własnego wyboru i pożądania, ryzyko krwawienia jest mniejsze. Tłumaczy to też popularność krwawych prześcieradeł w pewnych krajach. Tam kobieta nie zna mężczyzny, który zostaje jej mężem, szanse na to, że za pierwszym razem, pod tą całą presją z zewnątrz, uda się im wytworzyć chemię i podniecić kobietę są nikłe. Poza tym niewielu próbuje. Do tego wliczyć należy też przypadki, w których panna młoda krwawi, bo jest jeszcze dzieckiem i jej pochwa nie jest w najmniejszym stopniu przygotowana na jakąkolwiek penetrację.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr